Jump to content
Dogomania

Greven

Members
  • Posts

    7282
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Greven

  1. [quote name='KONICZYNKA 47']Tym jeleniem najczęściej bywa rzeźnia.[/QUOTE] Nie. Rzeźnia da za szlachetnego odsada grosze... 500-600 zł. Realna cena źrebaka to 1.000 zł, takiego przeciętnego, dotacyjnego, bo nie oszukujmy się, że każdy jest udany. Gdyby nie "jelenie" i różne organizacje odkupujące powyżej wartości, to odsad szedłby po cenie mięsa, a tak to można podbić do półtora-dwóch tysięcy.
  2. Ja mam psy i konie ubezpieczone (OC) w Allianz. Groszowa sprawa w skali roku, suma szkody do 100.000 zł. A jeśli chodzi o kaganiec... to jest BE. Raczej nie używamy.
  3. [quote name='ania10512']no tak zapomniałam że dotacja tylko dla właścicieli[/QUOTE] Osoba adoptująca, czyli opiekun, może się dogadać z właścicielem, czyli fundacją, tak żeby wszyscy - łącznie z koniem - byli zadowoleni. Większość fundacji statutowo nie rozmnaża koni, ale gdyby jakaś fundacja się na to zgodziła (a wiem, że jest w Polsce conajmniej jedna, która się zgadza), to dając konia dotacyjnego, czyli spelniającego kryteria, do adopcji, wystarczy aby fundacja pieniądze z dotacji wypłaciła opiekunowi, jeśli taką zawarli umowę. To nie są duże sumy, ale konie prymitywne (hc, kp) da się utrzymać, najlepiej w chowie bezstajennym + zyski ze sprzedanego potomstwa. Wg mnie wyjdzie na zero :evil_lol: chyba, że ktoś trafi jelenia na odsada.
  4. [quote name='Brezyl ja']Choćby z wielu wątków na forach, takze dogomanii.[/QUOTE] Ja żyję w realu i chyba to nas różni.
  5. Napisz, jakie masz Ty wymagania wobec psa, jakie kryteria ma spełniać. Bo wg mnie np. idealnym psem jest pitbull rednose, bo: - [B]podoba mi się[/B] - ma bursztynowe oczy - jest średni - lubi spać wtedy, kiedy ja śpię, albo czytam, albo siedzę przy necie - bez problemu jeździ samochodem - gdy przychodzi pora spaceru, jest gumowy i wybuchowy ........... ale to nie oznacza, że każdy rednose taki będzie i że Tobie się spodoba oraz że Twój pies rezydent nadaje się do tego, by mieć pitbulla za towarzysza. Aha, i z rodowodem w Polsce trudno dostać :evil_lol:
  6. [quote name='Brezyl ja'] Za parę lat ze względu na naukę opuścisz dom i co ? Zstawisz psa młodego lub w sile wielu z rodzicami, którzy psów nie lubią. I gdzie wyląduje pies ? Na łańcuchu.[/QUOTE] Dlaczego tak uważasz? Ja znam wiele osób, które idąc na studia do innego miasta, brały psa/kota/konia ze sobą. Jeśli chodzi o konia, to potrzeba większego zaplecza finansowego, które nie każdy posiada, ale pies, czy kot... norma wśród ludzi, których znam. Nie tylko zabierali ze sobą (o ile rodzina nie uparła się, żeby jednak został, bo kochają i żyć bez niego nie mogą), ale często w krótkim czasie pojawiał się kolejny czworonóg. Wynajęcie mieszkania "na spółę" kosztuje dzisiaj tyle samo, albo i mniej, co pokój w akademiku, a jeśli ktoś nie tylko studiuje, ale też i dorabia, to bez problemu stać go na lokum, gdzie może zamieszkać pies/kot.
  7. "Psiak" nie jest najtrafniejszym określeniem dla Tangi ;) O ile nawiedzenie przez kosz na śmieci wyjaśniło się i ani do opętań, ani do cudów nie będziemy go zaliczać, o tyle COŚ w zagajniku nadal pozostaje CZYMŚ w zagajniku... i chyba wolałabym nieszkodliwego ducha, niż dzika, który z łąki dla koni zrobi mi kretowisko.
  8. [quote name='Ala94'] A najlepsze, że krótko po tym wchodzę kiedyś do kuchni, a tam tata siedzi z kartką, ołówkiem i liczy. Mnoży tą cenę przez 6, potem przez 2, patrzy i mówi "No bo jakby tak kupić suczkę..." dalej już wiecie No i kto tu jest bardziej odpowiedzialny?[/QUOTE] A tata dodał koszty wystaw, krycia i odchowania miotu? Bo jeśli nie, to zdecydowanie rozglądaj się za jakimś psem z adopcji ;)
  9. [quote name='mysza 1']Jak tylko sterylka się skonczy [/QUOTE] :turn-l: Cieczka.
  10. Oba moje pitbulle miały w ostatnich tygodniach "Spotkanie z duchami". Najpierw Łapa, w nocy biegnąc przez podwórko, wryła się nagle w ziemię i zaczęła cofać, głucho przy tym poszczekując, co już samo w sobie jest dziwne, bo ona bardzo rzadko szczeka. Cała była zjeżona i spięta. W mroku majaczył jakiś ciemny kształt... Mnie się gorąco zrobiło, bo niby strachliwa nie jestem, ale jakoś od razu przypomniałam sobie, że w budynku, przed którym mój pies właśnie robił scenę, powiesił się człowiek i wisiał tak długo, że jak go znaleziono, to głowa już mu odpadła. Pies warczy głucho, przypłaszczony do ziemi, a to ciemne COŚ nadal tam jest. Na szczęście klepki w mózgu mi zaskoczyły i przypomniałam sobie, że tego samego dnia, tylko jak jeszcze było jasno, przestawialiśmy śmietnik. I to właśnie śmietnika po ciemku przestraszyła się Łapa, ja też go rozpoznałam dopiero, jak sobie skojarzyłam fakty :evil_lol: Drugim razem szłam z Tangą do samochodu zaparkowanego za bramą, koło ruin budynku gospodarczego, rozrzuconych między drzewami ruin starej gorzelni, obok zagajnika. Ciemno, cicho... a pies nagle rzuca się w kierunku zagajnika, głucho warcząc i poszczekując. Mnie się aż nogi ugięły, bo to także nie jest pies, który zwykł szczekać, pilnować, stróżować, czy wykazywać jakąkolwiek czujność, chyba że poczuje się skrajnie zagrożony. Krzyknęłam, żeby ją odwołać i co jeszcze bardziej mnie wystraszyło... wróciła bardzo chętnie. Jak otworzyłam drzwi auta, to momentalnie znalazła się w środku, cała zjeżona, oczy czarne, wzrok nieprzytomny. Gdy coś zaszurało w krzakach, to ja też ewakuowałam się do auta - bo wszystko wskazuje na to, że Tanga widziała nie ducha z Dworu, który stał w tym właśnie miejscu, ale go zburzono, lecz dzika... ewentualnie wścibskiego sąsiada :diabloti:
  11. [quote name='mysza 1']Baliśmy się ją ogłaszać, bo nie każdy ma podejście do psa, chciałabym, zeby się otworzyła na dobre, wtedy dom szybko powinna znaleźć. No i sterylka, a ma cieczkę. [/QUOTE] Po to jest weryfikacja potencjalnych opiekunów, wizyty przedadopcyjne ;) Ale masz rację - dom na pewno szybko znajdzie, taki młodziutki pekinczyk (a nawet ratlerek), zdrowy i z diabelskim błyskiem w oku, to rarytas. Będzie można wybierać i przebierać.
  12. Jak TZ myszy ją wiózł, to mysza mi wmawiała, że to ratlerek... ... jaki ratlerek, to pekinczyk!!! :diabloti: O naszą pekinkę Justynkę było z 90 telefonów i maili. Ogłoście ją jako pekinczyka, serwer padnie :diabloti: Świetna jest, urocza mała, taka młodziutka, szybko znajdzie dom.
  13. Ala94, ja Cię rozumiem. Gdy byłam dzieckiem, mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu z babcią, która absolutnie nie zgadzała się na psa, bo psów (ani innych zwierząt) nie lubi, tzn. lubi z daleka, albo na obrazku, a w domu z trudem toleruje. Były argumenty "pies jest brudny i śmierdzi", "kto będzie z nim wychodził, jak ci się znudzi". Czyli standard. Wtedy nie było jeszcze internetu, więc w nielicznych zoologach polowałam na wszelkie książki o psach (wyboru też szczególnego nie było, ot mroczne czasy z przed lat piętnastu :evil_lol: ), czytałam od deski do deski, byłam na kilku wystawach, byłam w schronisku, ale nawet jeśli istniał wtedy wolontariat (w co wątpię, bo szczecińskie schronisko ma z tym problem do dziś), to i tak nikt by mi nie pozwolił jeździć na drugi koniec miasta ("to niebezpieczne") i pomagać w schronisku, bo "psy cię pogryzą", "tam jest brud i choroby". Psa sprowadziłam do domu jak już byłam dorosła, pod nieobecność rodziców, którzy wyjechali za granicę i udało się, że Axa z nami została, ale wcześniej - mimo że już od kilku lat mieszkaliśmy w domu z ogrodem i bez babci - nie było mowy o żadnym psie. Mama w sumie nie miała nic przeciwko, ale ojciec zawsze mówił NIE BO NIE i na tym się kończyło, bo Mama nie chciała się z nim kłócić, a ja nie miałam nic do powiedzenia.
  14. [quote name='*Monia*']J To Ty kiedyś (dawno temu) dawałaś zdjęcia samochodu po chwilowym zostawieniu w nim psiaków? Z tego co pamiętam z tamtych zdjęć to samochód całkiem ciekawie wyglądał.[/QUOTE] Być może, bo co jakiś czas wstawiam nowe zdjęcia mojego autka po psiej demolce.
  15. [quote name='mariamc']Najbardziej zajadły jest Aztek- Pituś, 4,5 kg szczęścia, "pogryzł" Leosię -7kg, przy jedzeniu. [/QUOTE] Zuch chłopak :diabloti:
  16. Boluś musi mieć w tej małej paszczy baaaardzo dużo ostrych igiełek :diabloti: które ostrzył sobie na dzieciaku za sprawą matki / właścicielki, której rozwój emocjonalny prawdopodobnie zakończył się na etapie oglądania filmu 101 Dalmatyńczyków. Fajnie umaszczony, łapy grube... sądzę, że żaden tymczas nie będzie konieczny :evil_lol:
  17. [quote name='*Monia*']Moje jakieś nieuki są, bo książki w zasięgu ich pysków są i żadna nawet nie zaczęła czytać.[/QUOTE] Tanga chyba zbyt wiele razy widziała mnie z książką... uczy się dziecko :evil_lol: Przypomniało mi się, że dom swoją drogą, ale najwięcej to mi psy naniszczyły w aucie. Mama Pitbullowa najpierw wyjadła całą podsufitkę, a potem wyskoczyła z szybą - dosłownie. Po prostu wyszła przez zamknięte okno w samochodzie. Koks zeżarł obudowę tylnej klapy, doszczętnie i razem z zamkiem oraz pasami z tyłu. Pasami z przodu zajęła się Łapa, gniazda rozczłonowała... ostatnio kupiłam nowe, na razie są. Nie mówię już o sikach, kupach i rzygach tymczasowiczów, o tapicerce której nikt nie podejmuje się doczyścić, ani zaszyć, o tych dywanikach... iiiiiiiiiiiiii takich tam, no trudno......... Letko nadgryziony ręczny, letko nadgryziona dźwignia biegów... Ciężko będzie na przeglądzie... :evil_lol:
  18. Starsza moja pitbullka, Tanga... oh, ta to lubi czytać :diabloti: Dlatego w jej zasięgu nie zostawia się książek, które pięknie wyczytuje z okładek, a także gazet, map, notesów itd. Lepiej też nie zostawiać płyt CD i DVD, chyba że ktoś już spisał je na straty. Młodsza Łapa nie jest taką intelektualistką i zadowala się rzeczami gumowymi oraz plastikowymi. Lubi... uwielbia!!!! ładowarki do telefonów (juz kilka samochodowych straciłam :mad: ), latarki, telefony, aparaty. A jeśli chodzi o demolki w domu........uuuu, temat rzeka.
  19. [quote name='JoShiMa'] I mają rację. Nie mówię tu o kompletnie nieodpowiedzialnych dzieciach, ale nawet tym odpowiedzialnym nagle przypomina się na przykład, że chcą wyjechać na wakacje na które nie mogą zabrać psa. I nagle pies staje się problemem.[/QUOTE] Nie zawężajmy do dzieci. To działa w obie strony. Gdy moja Mama jedzie do SPA, albo leci samolotem za granicę, to dla mnie oczywistym jest, że jej psami i kotem opiekuję się ja. Są sytuacje, gdy psa zabrać nie można, lub jest to bardzo kłopotliwe i kosztowne... po prostu niepotrzebne. W innych wypadkach pies jedzie, nie ma litości. Dzieci nie mam, ale gdy ktoś z moich znajomych ma "czasowy problem" z psem, tzn. nagły wyjazd, sytuację rodzinną, przeprowadzkę, to także przechowuję ich psy. Nie popadajmy w paranoję, że jak już jest zwierzę, to trzeba stanąć na wysokości zadania i opiekować się nimi 24 godz.na dobę, 7 dni w tygodniu i 360 w roku. Rodzina, przyjaciele, hotele dla zwierząt... możliwości jest wiele.
  20. Z psem, czy kotem jest o tyle dobrze, że to małe stworzenie, można je dyskretnie zakopać, a nawet samemu spalić, problem jest natomiast z końmi - przepisy wymagają utylizacji, więc nasza fundacja żegna się z podopiecznymi, patrząc, jak - zależnie od pory roku, psujące się już, lub jeszcze w miarę świeże zwłoki - wciągane są na samochód. Na pace leżą zazwyczaj inne zwierzęta, krowy, świnie. Smród jest straszny. Potem trzeba wypełnić dokumenty, "zlecenie odbioru padliny", faktura, zapłata... Tak wygląda Ostatnia Droga konia. Aha, na koniec zdanie paszportu w ZH.
  21. [B]KLATKA TO NIE JEST KARA DLA PSA.[/B] ANI ŁAZIENKA, ANI POKÓJ, ANI PRZEDPOKÓJ, ANI NAWET SAMOCHÓD, garaż, schowek, piwnica, buda, kojec etc. Tylko trzeba przyzwyczaić stopniowo, nie przymuszać, dać alternatywę, dobrze wybiegać i... powinno być ok :diabloti: Jak pies niszczy, albo mamy obawy, że będzie niszczyć, to przyzwyczajamy do klatki. Z czasem pies traktuje klatkę, jak swoje miejsce. Tam dostaje nagrody, smakołyki, kości i inne gryzaki / konga, gdy opiekun wychodzi z domu (w czasie nauki także w czasie obecności opiekuna). Kojarzy pozytywnie. I o to chodzi.
  22. [quote name='lania']Co do parwowirozy to psy czy leczone czy nie leczone rzadko wychodzą, żyją tylko te, które mają mocny organizm, nawet w domu są narażone na tą chorobę młode i dorosłe i powiem ci z czyjej winy to tak się dzieje, nie z winy schronisk tylko ludzi bo nie szczepią swoich psów, a szczeniaki odbierane są za wcześnie od matek, [B]to i z kąt [/B]mają brać odporność.[/QUOTE] Leczone jak najbardziej mogą wyjść z parwo i nie tylko w warunkach cacy-domowych. Mówię to na przykładzie całego samochodu pitbulli, które wzięłam z interwencji. Jedne chorowały, inne nie. Kroplówki, surowica, przeżyły. Jeden z moich dorosłych psów to złapał i też wyszedł. Ważne, żeby działać szybko i intensywnie, 24 ha na dobę, venflon, kroplówy, leki, surowica.
  23. [quote name='mysza 1']No nic, jeśli jutro nie ustąpi po lekach, pojadę do innego weta, byłam lokalnie, nawet go nie dotknął, "bo nie musi, doświadczenie ma"[/QUOTE] Eee, mój jak kopnął zdechłą krowę, to ona ożyła. Odpadasz z gry.
×
×
  • Create New...