Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28366
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. I bardzo dobrze . Tak chłodziliśmy mieszkanie zanim nie zainstalowaliśmy klimy i faktycznie to bardzo dobry sposób. Dodatkowo jeszcze co godzinę polewaliśmy solidnie zimną wodą parapety i posadzkę na balkonie. Teraz otwieramy wszystko na noc. W dzień kiedy jest włączona klimatyzacja musi być wszystko pozamykane. Okna są minimalnie uchylone na na mikro wentylację. Radku pocieszające jest to, ponoć najgorsze za nami i noce zapowiadają już chłodniejsze.
  2. Znosi je okropnie. W dzień włączamy klimatyzacje, więc jest ok.Jednak na noc ją wyłączamy i pomimo, że wszystkie okna i drzwi balkonowe są otwarte na oścież jest duszno. Wyjścia są bardzo krótkie, aby za potrzebą i już zipie. Dopiero późnym wieczorem i wczesnym rankiem wychodzimy na prawdziwy spacer. Psoniu, Balbisiu opiekujcie sie Zuzolkiem.
  3. Śliczny Banerek
  4. Widok, na który czekałam. Trzy młodziki razem. Zdjęcie jeszcze cieplutkie, robione pół godziny temu.
  5. Jakby się kto pytał to kłopoty są moją specjalnością. Nie wiem czy one mnie tak kochają, czy je do siebie przyciągam. Tym razem nie chodziło o psie, czy kocie bezpieczeństwo ale o ptasie. Po raz pierwszy na naszym podwórku założyły gniazdo pustułki. Oczywiście jak na zwierzolubów przystało bacznie je obserwowaliśmy. Wykluły się trzy młode. Wszystko było ok do momentu wyprowadzania młodych z gniazda. Dwa z nich pofrunęły za rodzicami, a trzecie (najmniejsze) zamiast polecieć w górę zleciało w dół. No i utknęło na dobre na podwórku studni. Próbowało wszelkimi sposobami wzbić się w górę. Wszelkie próby kończyły się niepowodzeniem. Potem maluch zaczął uprawiać wspinaczkę po murze. Wszyscy kolatorzy na zmianę obserwowali go, przechodzili przez przez podwórko do swoich klatek schodowych czy na śmietnik wręcz na paluszkach, nawet dozorca omiatający podwórko robił wszystko w zwolnionym tempie. Mijały dni, a maluch nadal tkwił na podwórku. Był sam od rana do godzin popołudniowych . W godzinach 16:30 -18:00 zlatywało się rodzeństwo i rodzice. Jak widywałam rodziców, którzy przylatywali doglądać malucha tak nie widziałam momentu karmienia i oczywiście wpadłam w panikę. Skontaktowałam się z ornitologami. Polecili nam wnieść malucha na parapet klatki schodowej najwyższego piętra, co te z zrobiliśmy. Udało nam się bez użycia rąk nagnać go do tekturowego pudełka, zanieść na parapet. Tam otworzyliśmy pudełko. Mały sobie z niego wyszedł i spacerował po parapecie po czym znowu zleciał na dół. Załamka. Wobec powyższego za radą ornitologów wyłożyliśmy kawałki świeżej piersi z kurczaka i wątróbkę. Pokarm byle jakiej jakości, ale zawsze to coś. Radośnie przyjęłam informację jednego z sąsiadów, który widział moment karmienia młodego przez matkę. Na jego oczach przyniosła mu myszkę, którą mały spałaszował z apetytem. Ale... nie pogardził też naszą wątróbką. I nagle stal się cud. Szóstego dnia tj. wczoraj nasz malec zaczął fruwać coraz wyżej. Z parteru na I piętro, potem na drugie, trzecie i na dach. Stamtąd odleciał. Kamień spadł mi z serca, ale mam tez obawy jak on daje sobie radę na wysokościach. Dziś go nie widziałam i zastanawiam się czy nie utknął gdzieś znowu na jakiejś gałęzi. Z balkonu, z którego mam widok na sąsiednią ulice i wielką brzozę widzę nasze pustułki. Niestety nie mogę się ich doliczyć, bo ciągle są w ruchu. Na czubku drzewa widzę matkę na zmianę z ojcem, maluchy są schowane w liściach. Przez lornetkę raz na jakiś czas widzę maluchy. Czy jest wśród nich ten nasz? Póki nie zobaczę całej piątki tj, rodziców i trzech maluchów niepokój zostanie. No i co wy na to moje maluszki? Mam kolejne zmartwienie co? Kocham Was
  6. Jestem pewna, że one obie czuwają nad Gajunią. Robią wszystko co w ich mocy, żeby mała była bezpieczna. Najważniejsze, że miło spędziliście czas i mała wyhasała się do woli, a wspomnienia... będą nam towarzyszyć do końca naszych dni.
×
×
  • Create New...