-
Posts
28366 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by szajbus
-
PAMIĘTAM
-
Obejrzałam obrazek, który wkleiłeś. Przeczytałam wszystko i poleciały mi łzy. One chyba naprawdę zasnęły. Cały czas mam wrażenie, że Psonia jest gdzieś obok mnie. Nie widzę jej, ale czuję. Zaraz ktoś może powiedzieć, że mam zwidy, że świruję. Po raz drugi od odejścia Psoni widziałam jej cień w nocy. Za pierwszym razem myślałam, że to któryś w moich małpisznków pomimo, że mają inne sylwetki, ale małpiszonki spały smacznie. Za pierwszym i drugim razem widziałam ten cień kiedy szłam w nocy do łazineki po ciemku. ten cień odprowadzał mnie do łazienki. Psonia zawsze tak robiła. Była moim cieniem. Co do darcia mordeczek.......... cóż. Zuzi nie pzresżło. Ten typ tak ma. Drze ryjka na cały regulator i to nie tylko na widok psów. Drze ryjka w drodze na spacer. Ze spaceru jak nie widzi psa wraca spokojna. Przyzwyczaiła nas do tego, drze ryjka juz na schodach - sasiadów też przyzwyczaiła. Niektórzy mówią, że jak słyszą Zuzkę podnoszą się z łóżek, bo to sygnał, że czas wstawać. Norciu, Saruśka
-
Dziękuję za odwiedziny u Psoni. Nie było mnie długo, ale cały czas myślałam o naszych psinkach. Jak to w życiu bywa złośliwość rzeczy martwych. Po raz czwarty popsuł się Szymona komputer więc dziecię korzystało z mojego. Zdenerwowało nas to bardzo, bo ile można znosić ciągle naprawy nowego sprzętu, za który dało się 4 tys zł. Napisaliśmy do firmy i zażądaliśmy wymiany sprzętu na nowy. Oczywiście musiało to potrwać ale reklamacja została uwzględniona i dziecię ma nowy sprzęt. Sprzęt dotarł, ale do mojego pisklaka przyleciał ze Szkocji kolega na 2 tygodnie i musieliśmy oddać gościowi pokój do dyspozycji. Gość wyjechał, ja zadowolona siadam do swojego kompa a tu dupa. Coś w nim gruchnęło i komp się wyłączył. Rozkręciliśmy dziada i okazało się, że pękła ramka utrzymująca chłodzenie procesora. Szukaliśmy nowej i kolejna dupa, bo nigdzie nie było. Znowu mnie szlag trafił. Dobrze, że jest allegro. Codziennie sprawdzałam czy ktoś nie wystawi takiego cuda na aukcji i udało się . Trwało to dość długo, ale JEST i to najważniejsze. Przysłali po 5 dniach, zamontowaliśmy to badziewie i komp mi znowu śmiga. Cholera, cała awaria warta była 10 zl + 11 koszt wysyłki a komp nie chodził przez 2 tygodnie. U mnie stara bida. Dobrze, ze nie ma nowej. Zaczynam tracić na wadze. Od zakończenia leczenia zjechało 6 kg mojego cielska. Już ważę 59 kg. Przez chorobą ważyłam 45. Mam zdecydowanie mniejsze obrzęki. Ręce, nogi wyraźnie straciły na obwodzie. Zdecydowanie mniej mi puchnie lewa noga. Ta strona jest upośledzona w odprowadzaniu chłonki ale widać różnicę. Gorzej jest z reszta. Przechodzę coś w rodzaju detoksu. Bardzo mi dokucza przewód pokarmowy, czyli to co oberwało najbardziej podczas leczenia. na regenerację samej wątroby mam się nastawić na 6 lat. identyczne objawy po odstawieniu leków maja moje 3 koleżanki amazonki. Przechodzimy coś w rodzaju cholernej huśtawki nastrojów i to takiej ze zdwojoną siłą. Normalnie chwilami nam palma odbija.Jedna z dziewczyn udała się wręcz do psychiatry po pomoc ale ten nie widział niczego niepokojącego. Niby jest to stan podobny do takiego jakby narkomana czy alkoholika gwałtownie odstawić od używek.Ponoć taki stan może trwać nawet rok. Super perspektywa. Zaczynają nam lecieć garściami włosy. Endokrynolog pocieszył mnie, że jeśli nie polecialy w trakcie leczenia to mogą polecieć po. W naszym przypadku jest inaczej jak po tradycyjnej chemii, po której włosy odrastają. My możemy je stracić bezpowrotnie. Mam sobie darować wszelkiej maści leki na to, czy wydawać bezsensownie kasiorę na odzywki, maski itd. Albo proces ten sam się zatrzyma albo zostanie mi peruka. Dobrze, że mam ich na łbie sporo, to może ciut zostanie. Oby mi z nimi mózg nie wyparował bo się z deka wkurzę. Ale jest też i sukces. Paznokcie mi odrosły 2 mm poza opuszki palcy. Co prawda cienkie są jak błonki ale są. Muszę się z wami podzielić tym co mnie boli. 18 stycznia zmarła moja ukochana amazońska "siostra" Halinka. Bardzo przeżyłam jej śmierć. Myślałam, że jestem przygotowana na jej odejście. Walczyła z rakiem 3,5 roku będąc cały czas leczona paliatywnie. Nic bardziej mylnego. Nie można przygotować się w żaden sposób na czyjeś odejście. Powiem wam krótko. Myślałam, że tym razem się nie pozbieram do kupy. Mąż z synem mi pomogli. Mąż pojechał ze mną na jej pogrzeb. To był zły pomysł, bo ta uroczystość mnie dobiła psychicznie. Jedno jest pocieszające . Byłam z nią w kontakcie do końca czyli na 3 tygodnie przed......... zanim straciła świadomość. Gadzina zaatakowała jej mózg, płuca, kości i wątrobę. Bardzo ciężko jest "prowadzić" kogoś odchodzącego w jakikolwiek sposób nawet telefonicznie. "Prowadziłam" wiele dziewczyn, oj wile, ale żadna śmierć mnie tak nie zabolała jak ta. Boli nadal. Chyba się trochę wypaliłam. Postanowiłam odpocząć od amazońskiego forum i zregenerować własne siły. Poświęcić więcej czasu synowi i mężowi. Niepokoiło ich to, że włączyłam się w taką działalność, że potem siedzę, ryczę, zamykam się w sobie. za chwilę robię to samo. Nie potrafiłam żadnej z dziewczyn powiedzieć "nie" i nie potrafię, ale czuję, że muszę odsapnąć. Halinka mi zawsze mówiła " Aniu musisz pomyśleć tez o sobie". A ja?????????????????? Chyba byłam gdzieś na samym koncu. Pewnie zregeneruję siły i znowu będę robic to co robiłam. Będę w ciszy tak jak do tej pory bez forumowego poklasku "trzymac" za rękę te, które będą tego potrzebowały. Jednak na razie po odejściu Halinki muszę zregenerować swoje siły. jak nie pisałam to nie pisałam, ale jak napisałam to cały elaborat. Przepraszam, ale musialm się wygadać. Psoniu trzymaj łapinki za mnie. Kocham cię mój kochany maluszku.
-
Agnieszko Dziewczynki
-
-
Łódź- Baranek miał cudowny dom. Już za TM
szajbus replied to szajbus's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
Łódź- Baranek miał cudowny dom. Już za TM
szajbus replied to szajbus's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
Nasza koleżanka zuzka odeszła....(*) (*) (*)
szajbus replied to rita60's topic in Dogomaniacy, którzy odeszli....
[img]http://img686.imageshack.us/img686/1851/83229286.jpg[/img] -
Wiem ma_ruda jak to jest. Jestem sierota od 4 lat. Chyba juz nie lubię świąt pamiętam dziewczynki
-
Radku życzę wam powodzenia w szkoleniu sunieczki. Zuzia była oporna na wszelkie próby wychowania. Jak idziemy na spacer nadaje swoim pyszczydłem jak radio Wolna Europa. Szczeka nawet nie mając powodu do szczekania. Ciekawostką jest to, ze szczeka tak, kiedy idziemy na spacer. W drodze powrotnej jedynie, gdy widzi jakiegoś psa. Radku A dla dziewczynek
-
Ufffffffffffffff!!!! Kamień z serca Evelin. Czułam przez skórę, że nie ma ich za TM. Dobrze, że maluchy ( co prawda z przebojami) są już bezpieczne. Niech się dobrze chowają, dochodzą do siebie i trafią na superaśne domki- takie u prawdziwych miłośników psów. Święta minęły spokojnie, ze łzami w oczach. Jak tu nie zapłakać, kiedy przy wigilijnym stole nie ma tych, którzy odeszli. W takim dniu jak Wigilia bardziej niż kiedykolwiek zdaję sobie sprawę z tego, że jestem sierotą. Nie pomaga ani wizyta na cmentarzu we wigilię, ani w święta. Pustka w sercu jest przeogromna. Psonia nie żebrze o ciasta, nie niucha pod choinką, nie zrzuca bombek na podłogę......... Chyba już nie lubię świąt. Od śmierci mamci bardziej mnie smucą jak cieszą. Dziś Sylwester. Nie cierpię tego dnia od momentu pojawienia się Balbisi, potem Zuzi w naszym domu. Obie tak panicznie się boją, że nie korzystamy z żadnych zaproszeń na Sylwestra. One są najważniejsze. Czuja się bezpieczniej, kiedy całe stado siedzi w domu. Nie mogę pojąć Zuzi. Na początku nie bała się, co nas niezmiernie cieszyło. Nagle ni z gruchy, ni z pietruchy zaczęła panikować podobnie jak Balbinka a nawet gorzej. Czyżby przejęła od niej zachowania? Przyrzekłam sobie, że juz nigdy im nie podam środków uspakajających. Raz podałam i więcej tego nie zrobię. Sucze były śnięte, wszystko słyszały, nie mogły wstać, bo były kołowate i trzęsły się jak osika. Wolę swój sposób, czyli włączone radio w łazience, wyścielenie wanny i nasze łazienkowe dyżury. Wszystkim odwiedzającym watek Psoni życzę samych radosnych i pogodnych dni w Nowym 2014 roku. Zdrowia, szczęścia, wszelkiej pomyślności. Niech się spełnią Wasze marzenia. Pragnę abyście Wy i Wasi podopieczni cieszyli się dobrym zdrowiem a wasze serca przepełniała radość. Wolontariuszom życzę jak najmniejszej ilości psiaków w potrzebie. Wszystkim zwierzaczkom zdrówka, kochanych domeczków i duuuuuuuuuuuuuuuuużo empatii ze strony ludzi,bezpieczeństwa, zapełnionych brzuszków i merdających ogonków. Psoniu tylko nie przecholuj dzisiejszej nocki. Juz ja ciebie znam .......
-