Frotka
Members-
Posts
3242 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Frotka
-
owczarek podhalański uratowany przez Kasie -MA DOM u Biserki
Frotka replied to Frotka's topic in Już w nowym domu
w każdym razie, po kilku rozmowach telefonicznych, mnie ta Pani bardzo się podoba Magdarynko - jak zawsze : :klacz: -
owczarek podhalański uratowany przez Kasie -MA DOM u Biserki
Frotka replied to Frotka's topic in Już w nowym domu
Kasie wyjechała i wraca jutro. Ma wyłączony telefon. Do Camary nie udało mi się dodzwonić. Nie wiem czy mogę decydować za Kasie, ale: Z programu w tv dzwoniły 3 osoby. Same zrezygnowały po dłuższej rozmowie. Wszyscy mieli już inne psy, a Dunaj z psami nie bardzo... Z ogłosznia TOZ i ogłoszeń w lecznicach nie zgłosił się nikt. Z kontaktów "przez znajomych znajomych" - zgłosiły się jakieś osoby, ale raczej niepoważne. Jeden chciała, żeby Dunaj pracował na ulicy jako pies "do zdjęć", drugi chciał psa-stróża na łańcuch. Z ogłoszenia Magdarynki zgłosiła się Pani z Kędzierzyna Koźla. Bardzo mi się spodobała. Wprawdzie nigdy nie miała psa:cool3: ale od lat pomaga bezdomnym kotom (w domu ma jednego starszego kota). Zgodnie z tym, co mówiła Kasie - Dunaj raczej nie reaguje na koty. Pani sprawia bardzo odpowiedzialne i sensowne wrażenie. Z jej wypowiedzi wynika, że wie, na co się decyduje. Mam takie odczucie, że to jest TO. Zgodnie z sugestiami Kasie przedstawiłam Dunaja jako kłopotliwego potwora (na tym etapie wszyscy pozostali chętni zrezygnowali). Pani to nie przeszkadzało. Chce przyjechać po psa 3 maja (środa). Powiedzaiłam jej, że nie wiadomo, czy go dostanie i że nie ma Kasie, a ja nie mogę umawiać jej gości i wydawać psa, który nie jest u mnie ale....jeżeli Kasie i Camara wypowiedzą się pozytywnie to może, może....:multi: -
PUDELKA Z GUZAMI-Misia niestety za Tęczowym Mostem [*]
Frotka replied to Fifek_Miśki's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Chciałam się nawet umówić na dzisiaj, ale Misia wyjechała ze swoją Panią do domu pod Krakowem i wróci dopiero po długim weekendzie, a ja już wtedy nie będe miała czasu. Gdyby był ktoś chętny do zrobienia zdjęć to Misia mieszka w dzielnicy, która nazywa się Prądnik Biały, niedaleko ulicy Opolskiej. -
Piesek o którego pytałam już po trzech zastrzykach i antybiotyku. Na razie wzystko w jak największym porządku. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ !
-
A mnie nie zaprosisz? Boisz się, że Ci Dj-a buchnę, co? :mad:
-
Kraków - zrezygnowany pudelek! Magik za TM ['] ;-(((((
Frotka replied to kiwi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
:Cool!: :Cool!: :Cool!: :Cool!: :Cool!: :Cool!: -
W końcu tak. Ale szukałam bardzo długo.
-
Coztego - dzwoniłam wtedy do wszystkich znanych mi weterynarzy i wszyscy odradzali podanie środków przeciwbólowych. A co do narkozy - nikt nie badał czy mój kot się nadaje. Nikt przed zabiegiem nie proponował żadnych badań. Nikt nie powiedzaił mi, że kot może być na taki zabieg za stary i że nie należy operowac w okresie połogu. Miałam też psa z nowotworem wątroby, miał guz wielkości pomarańczy. Konsultowałam gdzie się dało i z kim się dało. 8/9 weterynarzy chciało kroić, bez badań, na podstawie samego USG. Nikt nie informował mnie o potencjalnym zagrożeniu i o tym, że wątrobę, z racji silnego ukrwienia, zoperować nie jest łatawo. Dopiero Bakowski ("Amawet" w Krakowie) zlecił wcześniejsze badania i wytłumaczył, że to nie takie proste. I za to jestem mu do dziś wdzięczna. Badania wykazały, ze pies był zbyt słaby na jakikolwiek zabieg. Gdyby go pocięli nie miał szansy przeżyć. A dzięki braku opreracji i środkom przeciwbólowym jeszcze sobie trochę pożył.
-
Ja sterylizwoał tylko tego nieszczęsnego kota (kotkę) i miała cięcie na cały brzuch.
-
Większość weterynarzy, z którymi miałam do czynienia to brutale. Gdyby zgłosili się do mnie po psa do adopcji w życiu bym im nie dała. Pięć lat temu nawmówili mnie na sterylizację 11-letniej kotki. Zwierzak męczył się nieprawdopodobnie, dwa dni budził się z narkozy, przez ponad dwa tygodnie był na granicy życia i śmierci. A najlepsze, że ten zabieg wykonali w okresie połogu, gdy kotka jescze karmiła małe. Byłam prawie u wszystkich weterynarzy w moim mieście, błagałam o jakieś leki przeciwbólwe. Odmawiali, z uzasadnieniem, że zwierzak nie rozgryzie szwów, jeżlei będziego go bolało.
-
Tym to uzasadnił, że ten guz jest bardzo długi i trzeby rozciąć prawie cały brzuch, a poza tym powiedział, że to się odnowi w innym miejscu a pies ma już swoje lata.
-
Mam jedną sukę ze złośliwym nowotworem sutka (nigdy nie brała Messalinu ani żadnych leków). Konsultowałam z kilkoma weterynarzami i zdecydowanie odradzali usuwanie guzka razem ze sterylizacją. A w końcu zostałam przy zdaniu weta, który stwierdził, żeby nie usuwać nic i tak sobie żyjemy w tym guzkiem (nawet całkiem nieźle).
-
To widać (że kochasz te pracę). W końcu jakiś weterynarz coś mi wytłumaczył.
-
Asher - zlituj się :roll:
-
Rybon - Ty na tym wątku chyba drugi raz pracę magisterską obronisz :loveu: Piszesz: "wszystkich możliwych komplikacji po tym zastrzyku nie będę tu opisywać" - i błagam - NIE OPISUJ, bo się wykończę nerwowo. Już i tak mam wyrzuty sumienia i niezależnie od tych antybiotyków robię psu codziennie USG.
-
STERYLIZACJA ZAMIAST EUTANAZJI!!!Film Roberta Valentine "W nadziei..."
Frotka replied to lewkonia's topic in Sterylizacje
Nie oglądałam filmu, bo to nie na moje nerwy, ale w czasie gdy mieszkalam w Stanach napatrzyłam się na sposób w jaki Amerykanie traktują zwierzaki i osobiście wolałabym mieszkać w polskim schronisku, niezależnie od warunków sanitarnych, przepełnienia, pogryzień itd. A co do psów mieszkających w domach - trzymali je w klatkach w kuchni albo łazience, jak króliki albo świnki morskie, wycinali psom struny głosowe, wyrywali kotom pazury, stosowali obroże elektryczne itd. itp. -
PUDELKA Z GUZAMI-Misia niestety za Tęczowym Mostem [*]
Frotka replied to Fifek_Miśki's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
U Misi wszystko dobrze. Pani jest jak najbardziej chętna na sesję zdjęciową, tylko ja nie mam kiedy do niej podejść, więc gdyby był ktoś chętny do zrobienia zdjęć to piszcie do mnie priv - umówię Was. -
Litościwy Transporcie - zgłoś się proszę...:placz:
-
Wszystko jasne. Rozumiem, że ryzko choroby istnieje tylko przez czas działania zastrzyku na organizm suki tj. do momentu powrotu do równowagi hormonalnej, a po powrocie do tej równowagi żadne ropomacicze (z powodu tego zastrzyku) jej nie grozi. [SIZE=4][COLOR=red][B]Dziękuję.[/B][/COLOR][/SIZE] Tak mi to ładnie wytłumaczyłaś, że wybaczę Ci nawet ten brak fotek w wątku DJ-a, choć od czasu do czasu mogłabyś coś wkleić :oops: zwłaszcza, że ja tu w domu pracuję nad świnią (w przyszlości) i każda fotka na wagę złota.:multi:
-
I tak z ciekawości (Rybon - nie zabij mnie:razz: ) na czym polega działanie tego zastrzyku?
-
Skoro jesteście wszyscy chętni do dyskusji to zapytam o jeszcze jedną rzecz: czy ryzyko ropomacicza zwiększa się tylko w okresie podawania zastrzyku (tak wnioskuję po tym osłonowym antybiotyku) czy też taki zastrzyk w trwały sposób, do końca życia psa, zwiększa prawdopodobieństwo tej choroby? Pytam czysto teoretycznie, bo pies już po pierwszym zastrzyku;)
-
Kto przewiezie NERO?
-
Kasie - wcale nie dziwię się tej "fali". Przy Twojej Mamie ciężko fal nie mieć;) .