-
Posts
32787 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by andzia69
-
z tej zbiórki https://pomagam.pl/1vkrpq3p to zostało może z 200 zł (nie pamietam ile wypłacaliśmy już na opał...przecież nie mozna było nie kupić i czekać aż się kiedyś uzbiera) :( "jedzeniowa" https://pomagam.pl/gluk2djd to nieruszone na razie pieniążki na karmę - żeby kupić poprzednią "pożyczyliśmy" ze zbiórki na Modigową łapkę https://pomagam.pl/ibprjl7c Na tych zbiórkach jak się wypłaci, to nie widać ile zostaje - widać całość :( no i tak jakoś chociaż troszkę zapasu jest na jedzenie. Natomiast reszta - czyli koszty wet za leczenie gównie kotów w ostatnich czasach na razie nie wiemy. No i jeszcze kwestia operacji wszczepienia implantu Modigowi - ale to przyszłość.
-
Dzisiaj rozmawialiśmy z dr Kortą. Kazał pobrać posiew z kości po 2 tygodniach od skończenia antybiotyku. Jeśli kości będą bez bakterii możemy szykować się na operację wszczepienia implantu, usunięcia zbędnych "rzeczy" z łapy. AAaa...pan doktor był na szkoleniu we Włoszech.pokazywał doktorom ze świata zdjęcia Modisiowej łapy od lutego i śmiał się, że dziwili się jakby im film sf pokazywał :) Wszyscy w szoku, ze pies ma dalej łapę :) tyle z wieści dzisiejszych
-
Janka@...z czego bierzemy środki? EwaB finansuje remonty (np. ostatni remont dachu psiarni 17 tys. (na zrzutce na ten cel aż ok. 500 zł się uzbierało). Oprócz tego finansuje z własnej kieszeni lokal, telefon, pensje x 2 (zusy, us) - czyli opiekuna psów i prawniczki, która pisze wnioski, umawia policję na interwencje, bierze udział w rozprawach, doradza co i jak ludziom.Robimy bazarki - średnio to starczy na zakup jedzenia dla psów, nic ponadto. Z 1% jak się uzbiera to wtedy Ewa nie musi ze swoich finansować choć przez chwilę. UM nie finansuje organizacji. Nie daje karmy, talonów na starylki, nic!. Wszystko musimy ogarnąć...a praktycznie ja i Ewa. Pomimo ok. 30 członków tego stowarzyszenia robi sztuk 2. Więc nie wiem, gdzie mam się dopatrywać tych dobrych stron. Uwierz - gdyby nie te psy, co są na stanie dawno bym to p..ła. Mam dość martwienia się co dalej, pożyczania kasy od innych, myślenia skąd wziąć na karmę, leczenie itd. Jestem zmęczona i nie oczekuj, że będę w stanie po prostu zrobić coś więcej. Ewa pracuje od rana do wieczora, a jej mąż - który nie pracuje zajmuje się zwierzyńcem ich osobistym i tymczasami, tymi, które wymagają najwięcej uwagi - czyli Modigiem, kotami z wypadków, Roksi z alergią. Więcej nie wcisną. Ja od ponad roku jestem uziemiona, bo mam psa niechodzącego wcale - nie to, ze wózek, nie - ona wcale nie chodzi. Więc siedzę w domu i jedyne co mogę robić to prosić o ogloszenia, udostępniać. Pokaż mi jasne strony tego pomagania...bo ja ich nie widzę :( Wczoraj jak mówiłam, że na nasze wydarzenia nikt nie wchodzi to dostałam odp, że emanujemy złą energia i nie umiemy achęcić ludzi do pomagania. Fajnie. Dlatego widać się do tego nie nadaję - przynajmniej ja. Nie umiem tiutiać, wstawia serduszek i słodzić. Piszę jak jest - widać się to nie podoba, skoro odzewu w zbiórkach i wydarzeniach jest zerowy.
-
wszystkimi psami - a jest ich w tej chwili 13 tam ( a było w porywach 23) opiekuje się 1 osoba. Żeby pracować z takimi psami trzeba mieć na to czas :( Dlatego założyłam wydarzenie licząc na cud. Hanka ma w tej chwili 5 lat :( Dla takich psów najlepszą opcją byłby dt, gdzie by ktoś poświęcił jej więcej czasu, gdzie by przebywała z ludźmi. I to dom z ogrodem, bo na tą chwilę nie ma opcji smyczy :( Oprócz niej takich "dzikich" psów jest jeszcze 4.
-
jeszcze skopiuje taki mój opis: " Hanka - trochę w typie belga...trochę onka. Niechciana od szczeniaka. To takie wydarzenie trochę ku przestrodze - co może wyrosnąć ze szczeniaka niezsocjalizowanego i pomiatanego. To trochę wycie z bezsilności...gdy takie psy trafiają do schronisk, przytulisk :( A nie do domów, gdzie by z nimi jakkolwiek pracowano, by być może przygotować do adopcji :( I co z nimi robić? skazywać na dożywocie za kratami? szukać za wszelką cenę domów? Tylko gdzie? Skoro psów jak mrówków, do wyboru i koloru, bezproblemowych, ładnych :( Trochę historii z życia niechcianego psa: Kilka lat temu na podkieleckiej wsi się błąkała jako kilkutygodniowy szczeniak...sama. Od domu do domu, gdzie była przepędzana. Zaczęła się bać ludzi, chować przed nimi w krzakach i innych zakamarkach. W końcu została złapana i umieszczona w kojcu. Niestety dla tak sponiewieranego psa kojec to najgorsze, co mogło się jej przytrafić. Pomimo, ze miała pełny brzuch, była od czasu do czasu wypuszczana...ale nie zaufała. Po jakimś czasie ludzie już jej nie chcieli - po co komu pies, który boi się ludzi, nie pilnuje. Zabraliśmy Hankę jako 2 letnią sukę do ...kojca. No bo co zrobić było. Uśpić? Podczas manipulacji przy niej wtedy złapała...ze strachu, a raczej z przerażenia. Teraz każdorazowa próba "nacisku" wywołuje panikę i pokazanie albo i użycie zębów. Szczepienie wyglądało tak, ze po środku zwiotczającym i tak trzeba było zarzucić jej kołdrę na głowę i walczyć z nią. I co robić z takimi psem...nikt do tej pory jej nie pokazał, ze czlowiek, to nie samo zło...ale czy znajdzie się ktoś, kto ją naprawi? Takich "dzikawych" psów mamy 3 pod opieką, a bojących się ciut mniej 2.Ale tylko Hanka w panice próbuje gryźć :( Ten wątek to wołanie o pomoc...bo co z nimi zrobić? "
-
Roxi waży ok 22 kg, Kaja...może z 15- tak na oko - zapytam dziewczyn Kaja idzie na smyczy. Gorzej z jej kontaktami z ludźmi i zachowaniem czystości :( Była w domu 2 dni i ludzie ją oddali, bo poza tym, ze nie zachowywała czystości, to przy próbach zbliżenia, gdy ona była np. zapedzona w "kozi róg" reagowała kłapaniem i burczeniem :( Dlatego ona tylko do domu z ogrodem i najlepiej 2 psem, bo znaleźć cierpliwy dom dla kundelka teraz graniczy raczej z cudem. Mamy niestety kilka psów, które raczej domów nie znajdą :( min. Hanka, Lunka, Bąbel, Misiek, Roki A Hanka jest taka ładna :(
-
Maxa juz nie ma - zamieszkał w Kielcach. Znalazł dom bardzo szybko - aż się dziwię sama. Blacky w domu od poniedziałku. O Sonię nie zadwonili. Mamy Altę po sterylizacji, ma ok. 6 lat, jest niewidoma na 1 oko, na drugie pewnie kiedys też przestanie widzieć.Dogaduje się z psami. Koty goni. Szukam transportu do Lublina dla jagterierki od pani Magdy gdyby ktoś słyszał
-
Koczujący w lesie chory owczarek - zamieszkał w Krakowie
andzia69 replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
Dzwoniłam do pana we środę wieczór. Pan z psem nie ma żadnego problemu! I jest w szoku, bo myślał, ze będzie gorzej :) W sumie nikt nie wiedział jak pies będzie się zachowywał w domu. Ale ani razu nie załatwił się w domu. Jak poszli do galerii na 3-4 godziny i go zostawili samego po powrocie zastali go chrapiącego na..kanapie :). Z psami na spacerach równiez nie ma problemów. Raz na spacerze jakiś spory psiak do nich podbiegł i chciał Bena dominować skacząc na niego - Ben burknął, pan powiedział idziemy i spokojnie odeszli. :) Oby tak dalej :) Oby po aklimatyzacji nie zaczął pokazywać rogów :) Aaaa...dzisiaj Devonerka wyadoptowała psa, który nie sądziłam, ze dom znajdzie! Max był psem trudnym :( nity po głowie, po ciele miał uraz do ludzi, nie dawał się dotykać. W tej chwili newralgicznym miejscem był grzbiet. No i 8 lat...Panowie przyjechali po Tuptusia. (Devonerka pisała, że ludzie do niej o niego dzwonili). Ale tak im się Max spodobał, ze chcieli tylko jego. Pies nawet im piłeczkę na wybiegu pod nogi przynosił, trącał pana łapą i wsiadł do samochodu bez żadnego problemu. trzymajcie kciuki!!! Bo to naprawdę trudna adopcja. Strasznie się cieszę, ze dzieki Wam się coś ruszyło! :) -
Kirę można zdjąć...pojechała do domku do Rzeszowa - ale to nie z ogłoszeń, tylko z FB. Chyba, ze ją podmienimy na dziadka, który do nas pod opiekę przyjedzie - miał jechać do Kutna o pozostałe zwierzaki niestety nikt nie dzwonił :( :( przynajmniej do mnie, a Devoner nic nie mówiła oprócz właśnie domku dla czornuszka. Kociczka Maja pojechała w niedzielę do domu, do Krakowa - ale to też nie z ogłoszeń - pani brała kiedyś od naszej Ani kociaka i chciała adoptować drugiego do towarzystwa. Mamy kolejne 2 :( brata Rudolfiny i bezimienną na razie kociczkę - nie wiem, czy pisałam o nich Brat Rudolfiny - miał zapalenie płuc, ale już wychodzi na prostą i kociczka
-
Koczujący w lesie chory owczarek - zamieszkał w Krakowie
andzia69 replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
-
Koczujący w lesie chory owczarek - zamieszkał w Krakowie
andzia69 replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
jeszcze z wczoraj wieści od DUdziaczka, która zawoziła Bena ' Mimo obaw Ben w samochodzie zachowywał się super :) Na początku był trochę zestresowany ale potem już dał całuska i położył się na kolanach (tzn. głowę bo tylko tyle się zmieściło :D ) W drodze z parkingu podziemnego do nowego domu zachował się wzorowo! Pięknie szedł na smyczy :D Myślę że chłopak przystosuje się do miejskiego życia tym bardziej jak będzie miał oparcie w swoim nowym Panu :) W nowym domku szybciutko wychaczył gdzie leży kiełbasa. Pan zauroczony - widać od razu, nawet ciężko było porozmawiać bo całą uwagę przykuł do Bena Trzymamy kciuki! " -
Koczujący w lesie chory owczarek - zamieszkał w Krakowie
andzia69 replied to andzia69's topic in Już w nowym domu
chyba jest dobrze - póki co :) dzwoniłam do pana i pytałam, jak pani zareagowała - pani zachwycona, nawet smrodek nie przeszkadzał ;) obsikał smoka i jest bardzo grzeczny jak pan stwierdził ;) oby tak dalej :)