Kiedyś miałam do czynienia z prawnikiem, który przyjechał z rodziną poznać biedaka z Palucha z odgryzionymi uszami i podjąć decyzję o adopcji. Na informacje o umowie, a nie daj boże - wizycie poadopcyjnej, zjeżył się strasznie i zaczął mi wyjeżdżać naruszaniem prawa do prywatności i tym podobnymi bzdurami. We mnie się zagotowało, ale dla dobra psa powstrzymałam się i swoim najspokojniejszym i najsłodszym głosem zaczęłam pana przekonywać, że to nie zamach na jego prywatność, bo on pewnie kryształowej uczciwości i odpowiedzialności jest człowiekiem, ale o troske o psa i sytuacje, które pewnie jako prawnik świetnie zna, kiedy psa nieeze osoba z pozoru ok, a potem dopiero się okaUzuje, że nieodpowiedzialna. Pan się uspokoił, przyznał mi rację, i zaadoptował z rodziną psinka zapraszając do sibie w każdej chwili. Dlatego - chociaż nam sie wydaje to oczywiste do bólu - trzeba wciąż ludziom tlumaczyć i tłumaczyć i tłumaczyć... :)