Ostatnio miewał gorsze chwile, ale zawsze przezwyciężał to. Ale w zeszłym tygodniu wychodził np. w nocy do ogrodu i leżał po kilka godzin taki biedny. Węzły były tak duże, że nie nosił obroży. NIe chciał jeść, dużo pił, nawet na spacery nie chciał chodzić. W zeszłą środę, jedna z tylnich łap mi opuchła i tata wezwał weta do domu, bo nie mógł biedak chodzić. Ten niestety stwierdził, że węzły ma pozapychane, stąd ten obrzęk, i że lepiej będzie skrócić mu cierpienie :(