no wczoraj było kiepko :(
ciężko oddychał, płytki oddech, węzły jak u chomika, nie chce się w ogóle kłaść, tylko stał i tracił równowagę. strasznie schudł znowu.
dziś lepiej, chodzi je kanapki z pasztetem, zjadł trochę rosołu, suchą trochę skubnął.
może ktoś ma doświadczenie w tej nieprzyjemnej kwestii?? Otóż wet nam go uśpi w domu, jak nadejdzie to chwila. Co zrobić z pozostałą dwójką - zamknąć w pokoju?? zabrać do parku?? Boję się jak one to zniosą :(