-
Posts
949 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Jura
-
Nie było mnie tu kilka dni, a tu tyle nowych postów. Wśród fachowców troche się głupio czuję, ale mam nadzieję, że dowiem się jeszcze wielu ciekawych rzeczy. No właśnie proszę o poradę. Wiem, że jakiś czas temu coś było na ten temat, ale nie mogę trafić na właściwą stronę. Chodzi mi o stan sierści. Fredzia dwa miesiące temu złapała babeszjozę. Chorowanie trwało 48 godzin, badania wskazują na to, że nie ma spustoszeń w organizmie, dawno nie miała tyle energii, ale sierść nadal nie wygląda dobrze. Czy możecie przypomnieć, jak specyfik polecaliście?
-
Zdrowi, weseli i mokrzy. Początkujący mieli trening króciutki, bo mokro okropnie. Było skakanie przez przeszkody, ale nikt w błocie nie wylądował. (Oj Aga, Aga - co to młode pokolenie takie delikatne)
-
Aga, wiadomość cudowna. cały czas martwiłam się, jaki będzie żywot Cziki jako welsha, który ma się oszczędzać. Aluzja, to przez Ciebie mam erdela. Twoje artykuły w "Terierze" poświęcone tej cudownej rasie znałam niemal na pamięć zanim ostatecznie się zdecydowałam. Dzięki, na prawdę duże dzięki. Czasem były trudne chwile (trzymaj się Ina!!!), ale nie żałuję. (Nie chcę chwalić Fredzi, bo jak to zrobię, to ona zaraz coś zmaluje). Byłyśmy na treningu w Cavano i obydwu bardzo nam się podobało, (zwłaszcza że był śnieg i słoneczko).
-
Informacje historyczne znajdziesz w książce "Z psem przez stulecia" (Hans Bauer, Warszawa 1968)
-
Pełna niepokoju, jak to będzie, planuję z Fredzią debiut na treningu w niedzielę. Mam nadzieję, że trafimy, a śnieg nas nie zasypie.
-
Dzięki za zachętę. W zasadzie nie pozostaje mi nic innego, jak zapytać się, czy mogłabym się zgłosić na trening.
-
Ja nie twierdzę, że wszystkie psy są interesowne, tylko, że nie wszystkie są bezinteresowne.
-
Dla Fredzi istnieje tylko jeden sensowny powód zrobienia czegokolwiek - zobycie czegoś do zjedzenia. Umie przeskakiwać przez przeszkody i chodzić po równoważni (komenda: cyrkuwa), ale jak to robi, to cały czas patrzy na moją kieszeń. Strasznie mnie zawsze śmieszy, jak ludzie mówią o tym, jakie psy sa bezinteresowne. W agility najbardziej niepokoi mnie, jak Fredzia zachowywałaby się na szkoleniu wśród innych psów. W zasadzie nie jest awanturnicą, ale lubi, aby jej było nasiusiane na wierzchu. Kiedyś chodziłyśmy na szkolenie PT (egzamin zdany, ale w fatalnym stylu) i było b. fajnie, ale to było dawno (jeszcze przed pierwszą cieczką, którą zresztą dostała dzień po egzaminie).
-
Zakla, moja Fredzia jest airedalem, ale nie z tych chodzących ideałów, jak Misia. (Flair zaraz napisze, że Misia nie jest ideałem, ale dotychczasowe osiągnięcia Misi mówią same za siebie).
-
Od airedali i tu doszłam. Agility to napewno niezła zabawa. Trochę mi brak jednak odwagi by spróbować. Aga, opinie wetów to jedno. Napisz, jak Czika się czuje. Jak wpadłaś na to, że z serduchem u niej coś nie tak.
-
Fuka, swoimi zdjęciami przywracasz mi radość życia. Ciemno, zimno poniedziałek, a tu cuda na fotkach. Tylko gdzie erdele?
-
Eselu, nie uważam, że nie można wziąć do domu podrośnietego psiaka. Z praktycznego punktu widzenia ma to same plusy. Żal by mi było jednak zrezygnować z tego, co takie piękne - pierwsze siku na dworze (nie łatwo jest przekonac pieska, że teraz to już nie na folię w przedpokoju), pierwsze spacerki i sukcesy wychowawcze. Wiem, że nie ułatwiam Ci sprawy...
-
Fredzia wygląda na nim, jak aniołek. A rozrabiała całkiem nieżle. To jest zdjęcie z wakacji - cały czas musiałam uważać, czy przypadkiem nie udała się na łowy do pobliskiego garnka ze zlewkami.
-
Z dzisiejszego pstrykania zdjęć nici, było ciemno i ponuro. Przesłałam więc Adze zdjęcia Fredki z przeszłośći- pierwsze wakacje, pierwsza jesień i jesień ubiegłoroczna.
-
:D :D :D Widzicie, udało mi się wkleić portrecik. Wprwdzie kolorki są trochę przekłamane (Fredzia nie jest taka wypłowiała i nie ma czerwonych oczu), ale jest. Dzięki za komplementy pod adresem Fredzi. Kiedy decydowałam się na nią, pomyślałam, że jak wyrośnie z niej kaszalot to przynajmniej na kolor będzie miło popatrzeć. I tak też poniekąd jest. Widzę w niej same wady, choć jako całość mi się podoba. Tak swoja drogą kupowanie szczeniaka, to jednak kupowanie kota w worku. Fuka, miło mi, że nas pamiętasz. Zdaje się, że na wystawę klubową 2 lata temu była też zgłoszona Misia i ktoś, może to byłaś Ty, podszedł do mnie i zapytał, czy Fredka to jest ta nowa suczka ze Stanów. Bo, Red niestety już nie żyje. Pani Świętoń zawsze go wspomina, jak widzi Fredzię. Opowiadała mi, że kiedy była z nim na jakiejś wystawie, bodajże w Danii, sędzia myślał, że pies jest farbowany. Widząc Fredzię sędzia też powiedział „Farbiren?”. Jutro wolne. Jeśłi będzie słońce, zrobię Fredce sesję fotograficzna i potem mnie znienawidzicie (szczególnie Aga)... A może juz mnie macie dość, bo ja tylko Fredzia i Fredzia.
-
Maleństwo? Kobyła - 27 kg. Też wołam na nią mała (a także Żabko, Kotku, Niuniu... Ruda Małpo). Byłyśmy na klubowej w Warszawie i na międzynarodowej we Wrocławiu dwa lata temu (fotek brak). Potem była wystawa, na którą pojechałyśmy pociągiem który nie chodził, a potem zgłoszenie do Płocka i chora łapa. Kolor czapraka jest różny w zależności od oświetlenia, ale raczej mahoń z pojedynczymi rudymi i białymi włosami.
-
Hip, hip. Hura. Fredzia oczka ma dwa! Niestety nie mogę zasypać zdjęciami Fredki, ale może jeszcze coś zobaczycie
-
Aga zaproponowała, że wklei zdjęcie Fredzi. Może nie prezentuje ono wdzięków mahoniowego cuda w całej pełni, ale może będzie coś widać. Po wystawach jako kibic tułam się już od b. dawna, ale odkąd mam Fredkę z trochę mniejszą częstotliwością. Wystawiałam ją dwa razy i choć efekt był opłakany to bardzo miło to wspominam. Korci mnie, żeby w przyszłym roku jeszcze spróbować. Chciałabym ją zobaczyć na tle innych psiaków. Aga, na pewno już nasłuchałaś się pochwał, że fachowo zaprezentowałaś psa. Czika wcale nie wyglądała na zestresowaną, choć się tego obawiałaś. Wczorajszy dzień był doprawdy tak emocjonujący, że całkiem nie dziwię się Flair, że mnie nie skojarzyła.
-
Fredzia obok techniki "na ubijaczkę" stosuje metode "na zagarniaczkę". Kładzie się, a właściwie rozpłaszcza, i stara się zagarnąć żarcie kagańcem pod brodą. (Nie wiem, czy zrozumieliście, o co mi chodzi, bo strasznie trudno taką prostą rzecz opisać). Fredzię z Misią łączą nie tylko wspólne korzenie, ale poniekąd i imię - Fredzia jest Fredzią na cześć Kubusia Puchatka czyli Fredzi Phi Phi. Po za tym często mówię do niej Mysza. Moja Mysza jest mahoniowa i bardzo chciałabym ją Wam pokazać, ale nie umiem :( Nawet emblemacik mi nie wskakuje. A na nim jest portret Fredzi wykadrowany ze zdjęcia zrobionego w Kazimierzu, który podobnie jak Sortis odwiedziłyśmy (dobrze na zdjęciu rozpoznaje Korzeniowy Dół?). To fajne miejsce - w żadnej knajpie nikt nie prostestował, jak wchodziła Fredzia, która grzecznie padała w kątku jak kłoda i tylko czasem goście dziwili się dochodzącemu spod stołu chrapaniu
-
Fuka dzięki za radę. Nie wiem, jak było ostatnio, bo zostawiłam psa na pastwę, ale poprzednio maszynka u fryzjera mało była używana i to raczej przy pupie, więc może specyfik będzie działać. Jesteśmy z Warszawy (gdzieś mogłam to wpisać, ale teraz nie umiem tam trafić). Fredzia pochodzi z Primy. Jej babcia to wspominana już na forum More Burnt Toast i stąd nietypowe umaszczenie (zdjęcia wkleić nie umiem, bo nawet nie mam pojęcia jak się złapać na cośtam na onecie) Nie podejrzewałam, że tylu ludzi zna się na erdelach – tak wielu widzi, że z Fredzią coś nie tak. Choć z drugiej strony Fredzia często jest sznaucerem (co pewnie zdarza się i Waszym psom), a była też i pudlem. Jak już wspominałam głównym celem życia Fredzi żarcie. Niestety, w oduczenie jej dożywiania się na własną łapę w czasie spacerów zwątpiłam i na osiedlu, gdzie wszystkie śmietniki są dobrze znane, Fredzia chodzi w kagańcu. Niekiedy stosuje jednak technikę, dzięki której pomimo mordy w kuble, można coś wszamać. W ogóle Fredzia jest psem niepraktycznym, bo za dużo kombinuje.
-
Ojejku, już jest odpowiedź (i to od samego Guru) :D Dzięki za miłe powitanie. Niestety widzę, że nadal pozostanę katem, bo już rozmawiałam z p. Świętoń, bo to u niej dokonuje się ta "zbrodnia", i nie miała dobrego rozwiązania.
-
Dzień dobry- dobry wieczór - dobranoc (w końcu nie wiadomo, kto to kiedy przyczyta) Jestem nowa i piszę nieco stremowana, bom jeno prostym właścicielem erdela, co to odstawia psa do fryzjera (czuję, że rymuję). A i internauta też ze mnie kiepski i jedyne na co mnie stać to wpisać ten tekst. Po poczytaniu waszych postów głupio byłoby się jednak nie ujawnić. Erdelem mojego życia od ponad 3 lat jest Fredzia, która zdecydowanie wolałaby być serdelem - apetyt ma ciągle niezaspokojony. Niestety obecnie każdą wizytę u fryzjera “odchorowuje”, tzn. jakiś czas później (trudno to niestety wyczaić - ostatnio po miesiącu, kiedy już myślałam, że nic się nie wydarzy), rozdrapuje sobie skórę w okolicach podgardla. Próbowałam smarować ją panthenolem, żeby nie swędziało ją w czasie odrastania włosów, ale to nie pomaga. Wychodząc z domu, zakładam jej kołnierz i mam kolejny powód do tego, by czuć się okrutną pańcią. Czy jest na to rada?