Nam sie taka historia przydarzyla w Boże Narodzenie. Miałam nockę, mój mąż był w tym czasie u moich rodziców i wyszedł wieczorem z psem. Puścił ją ze smyczy, przeszedł przez ciemne boisko i tam mu Saba zniknęła. Miała wtedy 5 miesięcy, 2 była u nas. Oczywiście pół nocy spędził z moim ojcem na szukaniu - pieszo, potem samochodem. Później już siedział w w domu (u rodziców) i wyglądał przez okno. I nad ranem (ale jeszcze było ciemno) Saba pojawiła sie koło bramy. Gdy ją chwycił, okazało sie, że była ciepła, nie zmarznięta, więc tę noc musiała spędzić w cieple - być moze w czyimś mieszkaniu. Na całe szczęście historia dobrze sie skończyła, ale nie puszczamy już psa po ciemku bez smyczy.