-
Posts
354 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Mecka
-
Śpij kochanie, cały czas myślę o tobie.
-
Kochani happy end-u nie będzie. Nie miałam czasu byc na dogo, bo od wczoraj walczyłam o życie niuńka. Zaczęło się od tego, że położył się na słonku i wdychając głęboko zapach ciepłego wiatru chciał już wtedy zabrać te wspomnienia ze sobą. Poprawa nie nastepowała, mocz zatruwał organizm coraz bardziej, pomimo cewnikowania okazało się, że zostały zerwane nerwy odpowiedzilne za "dowodzenie" koopką, było coraz gorzej, choć przeniosłam go z powotem do pomieszczenia, tuliłam, głaskałam, szeptałam i zaklinałam czas. Przez noc już nie wstał nawet do picia, a mógłby wypić morze, nad ranem iskierka nadziei, bo podniósł się na zmiane miejsca i tak patrzył na mnie ufnie- pieszczoty okazały się ostatnie w jego życiu, bo po kilku godzinał odszedł godnie i bezszelestnie. A ja tak strasznie kocham takie mądre, stare, wierne psy- słyszysz psi aniele!
-
HM, trop jednak błędny- owszem zaginął kikla ulic dalej onek, tyle, że w grudniu i młody- do roku. Qrde, nie pilnują ludzie tych swoich czworonogów, nie pilnują :shake:
-
Ula jakby się udało to kołdrę bardzo chętnie, możesz podjechać, dziś sobie załatwiłam wolne. Masz może karmy dla nerkowca? Jak tak to weź garstkę- on i tak nie bardzo je, ale może spróbuje. Na razie tramalu mu podawać nie mogę- bierze zastrzyki p.bólowe, na razie mogę podawać mu ketonal i to raz dziennie przy tej dawce leków. Sama też jestem zaopatrzona jak apteka ;), co się potem przydaje. A przy tym moczu nie chcę go truć bardziej. Taks dzięki za rady- dietkę oczywiście zmieniłam, ale teraz to jest bardziej wlewanie lub wpychanie czegokolwiek w niego, a i tak wypluwa. Tylko pije, pije, pije. Co do lewatywki to na razie po wczorajszym badaniu nie ma potrzeby- stolec ok, tylko go niesamowicie boli ta doopka. Gorzej z siku- przykładam ciepły kompres- tylko że problem nie jest w zwieraczu, tylko raczej w tym, że balon pęcherza nie chce się obkurczyć, aby wydać mocz, mimo, że on się do tego składa i widać, że prze do siku. Będę masować- zobaczymy. A dziś dostałam info, że w okolicy komuś zaginął owczarek- na zasadzie jedna pani drugiej pani, więc poprosiłam żeby się wywiedzieli jaki itd., może to o niuńka chodzi? Oby
-
Jolu bardzo chętnie bym podjechała po koce czy kołdrę chociaż, ale na razie auto odmawia posłuszeństwa i muszę się prosić albo brata (chociaż on zawsze mi pomaga- sama wiesz) albo pożyczać, wtedy juz tz by podjechał. Na razie mam wesołe lotnisko, jak coś wykombinuje to dam ci znać.
-
Przypuszczam, że on ma jakiegoś właściciela- to jest zadbany pies- podwórzowy, ale zadbany: ładna sierść, brzuszek też był niczego sobie, a teraz rano wyszedł na polko i tak z pół godziny krążył, próbował sikać, ale nic nie poleciało :shake:, ale dajmy mu jeszcze czas na ruszenie pęcherzem. Stał przy bramce i wypatrywał, poza tym dzisiaj go interesowały wszystkie odgłosy- samochody, ludzie rozmawiający na ulicy- wsłuchował się i patrzył w dal.. A potem położył się na polku na suchym kawałku pod balkonem i czekał, aż w końcu trochę na siłę musiałam go zawlec do komórki, wcale mu się to nie podobało i patrzył tęsknie przez okno. Jutro wyjdą ogłoszenia, tak się modlę, żeby go ktoś szukał. Wczoraj był cewnikowany i "wyciągnięto" z niego 2 miski moczu, a dziś znowu pęcherz pełen, nadmiar znowu "się wylał" na prześcieradło, kolor taki ciemnawy, ale bezw widocznej krwi. Dziś znowu mu dalam zastrzyk przeciwkrwotoczny. Uwierzcie mi, że nieraz musiałam podejmować trudne decyzje, ja go nie ciągnę na siłę, wczoraj długo debatowalismy-ja, mój tz i wet- i chociaż ja wczoraj byłam już skłonna go uśpić, bo widziałam, że się męczy, to mój tz i wet są zdania, że zawsze jest na to czas- trzeba dać mu szansę ruszyć tym pęcherzem. Poza tym podziałały na mnie słowa weta jak kubeł zimnej wody, że przecież ludzie też się męczą jak np. mają grypę, a w jego przypadku nie jest źle, pies potrzebuje tylko więcej czasu... Jeśli po paru dniach nie zmieni się stan tego pęcherza wówczas trzba będzie poważnie rozważyć opcję uśpienia. Poza tym jak on patrzy- w nim jest taka wola życia i dzisiejsze zachowanie utwierdziło mnie, że on tęskni. W głębi duszy czuję, że on jest czyjś. A koszt leczenia to już prawie 180zł i co mam zrobić spojrzeć w oczy tego psa i powiedzieć sorry stary, ale nie mam cię za co leczyć? Kiedy to tylko chodzi o czas dla niego.
-
Właściwie nie wiem od czego zacząć... Nie, nie myślcie, że niuniek nie żyje- choć przyznam szczerze, że dziś opuściła mnie nadzieja, ale jednak jest tyle różnych splotów, które pozwalają mi wierzyć. Pierwsza, że gazety wydrukują ogłoszenia bezpłatnie. Może w żółtym jeżu by się jeszcze udało, jak myślisz ulaa? Rano niuniek nadal nie zrobił siku i koopki, potem wracam z pracy i przeżyłam horror- morze sików, krwi i w tym upaprany onek, widze, że jest niedobrze, ledwo żyje :placz:, przeżyłam zawał, tel. do weta- nie da rady teraz przyjechać, ma pacjenta na stole, myśli krążą mi z prędkością światłowodów. Wraca tz, pomoże mi- on zawsze pomoże, widzi zresztą co jest grane- tylko nie mamy auta, żeby jechać, bo jest zepsute- ale tz niezawodny działa cuda- może dojedziemy- tak to jest mieć złoma w domu :shake:. W międzyczasie 16 łap drze mordy- jeść, jeść, jeść- dzialam jak automat, boshe, ja sama ledwo żyje. Załadowlalismy psiaka, ledwo dojechaliśmy, ale jednak. Wet podal mu kroplówkę, bo bardzo był odwodniony pomimo wypijanych hektolitrów wody i przecież nie jadł nic od 2 dni:-o, podejrzewamy pękniecię pęcherza- koniecznie usg. Na miejscu zrobiono też analizę moczu. Wyrok: pęcherz cały, ale nie działa skurczliwość pęcherza moczowego, więć chociaż chce się wysikać nie może (atrofia pourazowa). Do tego nerki są stłuczone, dlatego skrzepy dostają się do pęcherza, a stamtąd leje się ciurkiem już to co nie mieści się w pęcherzu- stąd ta krew. Ale nie ma zmian innych narządów, nerki obrazowo niezłe. Mocz nie najgorszy- białko w moczu, ale nie jest tragicznie, nie ma bilurobiny. Kwestia czy pęcherz zacznie normalnie się skurczać- podjęliśmy wspólnie decyzję, że musimy poczekać, bo oberwał zdrowo, ale jego stan ogólny wskazuje, że o niego dbano. Wet podał mu zastrzyki przeciwbólowe, zapalne i mnóstwo innych, a ja już teraz podaję zastrzyki przeciwkrwotoczne. I widać że po glukozie jakieś lepsze samopoczucie jest u piesia. On ma niesamowitą wolę życia i jest bardzo miły i grzeczny. To że tak cierpi to efekt uderzenia- ciekawe tylko czy to był samochód, bo aż boję się myśleć o czymś innym. No i tez jest tak, że nawet nie mam go czym okrywać w tym pomieszczeniu- wszystkie stare poszwy, prześcieradła, koce, ręczniki, wszystko już poszło, bo to co się nadawało to się pierze, a reszta to już tylko kosz. A jemu jest tam troszkę zimno, mimo, że się zakopuje w tej kukurydzy. Nawet tz chciał go przenieść do piwnicy koło pieca, ale tam schodzi się po stromych schodach- nie ma mowy, żeby dał sobie radę.
-
I nowy bazarek dla biedaka http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=9236250#post9236250 Dlaczego nikt nie zagląda? :-(
-
Niuniuś przed godziną sam wyszedł na polko- widać że dla niego to ogromny stres i ból, chwiejnym krokiem próbował utrzymać się na koopę, ale nic z tego- namęczył sie bardzo i nic. Mądry piesek, że dziś nic nie chce jeść, wie, że go tam gniecie... Ja do tej pory zapobiegałam biegunkom, a tutaj jaką dietkę zastosować, coby łatwiej koopka wychodziła? Doradźcie
-
Zapraszam wszystkich na pierwszy bazarek dla onka- prosze roześlijcie dalej z info o bazarku :loveu: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=103068
-
Dzięki za ogłoszenia i wszelką pomoc dla psiulka. Dzisiaj wchodze do niuńka i go nie ma..... Patrze po kocykach którymi był okryty, ale gdzie tam by sie schował? Szukam, a ten zakopany w kukurydzy :lol:. Czyli jednak musi się chociaż troszkę samodzielnie poruszać skoro dał radę. Ale na siusiu nie chce wstawać pomimo środków przecibólowych i jedzonka też nie zjadł. Może już go tam gniecie i chciałby koopę, ale nie chce jej zrobić w pomieszczeniu? Zostawiłam go w tej norce co sobie wygrzebał, przykryłam tylko, po południu sprobuję z tz go wyprowadzić. Ale pada deszcz, pewnie dziś czuje się przez to gorzej- nie tylko on jeden,qrcze. Poza tym, we wtorek kolejna dawka zastrzyków i leków, każda wizyta to 50zł (podaję mu leki, które mialam jeszcze w zapasie u siebie, więc odszedł mi zakup nowych, ale z wtorkową wizytą i zastrzykami będzie już 100zł do zapłaty) Jeśli moglibyście mnie wesprzeć chociaż w jego leczeniu byłabym wdzięczna. Jest mo głupio prosić, bo wiem, że jak się zdecydowalam, aby był u mnie to powinnam ponosić tego konsekwencje, ale uwierzcie mam trudną sytuację- piąty zwierzak na utrzymaniu, do tego jego kosztowne leczenie. Chce założyć dla niego bazarek- proszę pomóżcie mi w tym. Ja też chciałabym na bazarku zaproponować kilka płyt- dodatków do gazet, które mogłyby się przydać innym oraz bazarek z czaspismem, które prenumerowałam w 2005 i 2006 roku, ale porady są na czasie bo to dla "budowlańców"- nie wiecie czy moge to zrobić? Jesli tak to założe bazarek. Potrzebuje równiez pomocy przy banerku- nie potrafię tego zrobic sama, czy ktoś mógłby? I koniecznie allegro. Dałam ogłoszenia do lokalnych 2 gazet ze zdjęciem o treści że szukamy właściciela lub nowego domu, nie wiem jaki rachunek wystawia, ale mysle, że jakieś 10zł nie więcej, chociaż jestem zdania, że takie ogloszenia powinny być bezpłatne i mam nadzieję, że będą. Pani zapewniła mnie też że postara sie go wrzucic do poniedziałkowej emisji lokalnej telewizji-zobaczymy. W każdym razie nie mogę sobie pozwolić na kolejnego psa i jeśli tylko on stanie na nogi- a jestem dobrej myśli i po okresie 2 tygodni nikt! nie zadzwoni czy nie będzie go szukał, ze względu na jego wiek będę zmuszona podjąć trudną decyzję o jego uśpieniu. Może teraz będzie powszechne oburzenie, ale stawiam sprawę jasno i nie przemawia przeze mnie egoizm, tylko dobro tego psa. Ale przecież mamy jeszcze te 2 tygodnie...
-
Neigh dzięki skarbie. Ja myśle, że ludzie to mają jedną wielką dziurę w mózgu- ciągle próbują nadążać za modą i teraz jest efekt mody na onki- większość starych, feee jakie to brzydkie słowo, starszych psiaków zostaje brutalnie wyrzucanych jak śmieci na ulicę. A ty Bejutku jesteś taki kochany i taki rozpieszczany- warto było czekać na takiego psiego anioła- nie mówie tylko o Beju ;)
-
Normalnie chodziłam i zaczepiałam ludzi w okolicach i pokazywalam im zdjęcie psiulka czy aby nie znają. Niektórzy dziwnie patrzyli, ale co mi tam. Poza tym dziś mój tz objawił to o czym od dawna wiedziałam- wieeelkie serducho, bo "będziesz się nim zajmować sama" zamieniło się w : "a nie jest mu zimno, daj mu jeszcze kocyk", "a ma wodę", "a jadł już", "popraw mu bo mu zimno" itp. I pomógł mi go postawić na nogi i wyprowadzić- trzymał go na prześcieradle pod paszkami żeby mógł iść, bo nie utrzymuje się sam na nogach- podpiera się, ale nie utrzyma. I cały czas słysze tylko a co u niego, a byłaś zobaczyć i cmoka i głaszcze za uchem. No ja cie....:-o Mam nadzieje, że jutro już zrobi sisiu, bo biedaczek nawet nie wie jak sie ma do tego przymierzyć tak bardzo go boli. Martwi mnie to, że nie stoi na nogach, ale to jest normalne- mialam już "miedniczka" to wiem że do 2 tygodni tak może być. W każdym razie cały czas czekam na odzew, co nie znaczy, że go nie można już wszędzie ogłaszać, że szuka domu!!!! Bo on musi u mnie stanąć na nogi, co pewnie nastąpi za minimum jakiś tydzień. OGŁOSZENIA, OGŁOSZENIA, OGŁOSZENIA-BARDZO O NIE PROSIMY!!!!!
-
Wysłałam pw. Niuniek śpi Qrcze, ogłoszenia wszędzie wiszą i cisza w telefonie...
-
Już ustaliłam z ogłoszeniami, podałam też do rozwieszenia ulotki w okolicy. Trudno cokolwiek wyrokować... Niuniek pociamkał zachwycony żarełkiem (takie to ja bym sama wtrężaliła:lol:). Jednak przy świetle dziennym uważam, że jest to starszy pies- jakieś 8, 10lat. Ale jest przeuroczy, grzeczny, nawet jak go bardzo zaboli pozwala sobie poukładać i jedzenie zabrać. Zastanawia mnie czy onek może mieć pod wpływem wieku np. klapciate uszy- to one mnie mylą- reszta to wypisz wypaluj onek- sami zobaczcie.
-
Niuniuś wsunął ciepłe śniadanko, ale nadal się nie podniósł :-(. Idę rozwieszać ogłoszenia.
-
Wet pojechał, miednica nie jest złamana, jest mocno stłuczona, dlatego jest cały obolały, dostał leki- nawet nie mruknąl jak zastrzyki dostawał. Jest taki cichutki i grzeczny. Jutro powinien stanąć na nogi chociaż na siku. Pies jest zadbany- choć musiał przebywac na dworze, ale zapewne w dobrze ocieplanej budzie albo jakimś pomieszczeniu, bo ma przygotowana sierść na zimę, ale nie ma super puchu, ładnie zaokrąglony brzuszek, więc nie błąkał się długo. Jak tylko uda się go postawić do pionu to zrobie foty. Ogloszenia do gazety wyśle mailem, bo oni muszą je mieć najpóźniej do poniedziałku, żeby zamieścić w gazecie. Ale jak ostatnio im wysyłałam i dzwonilam to "na darmoche" się wypieli i nic nie zamieścili. Ciekawe czy teraz coś zamieszczą, nawet jakbym zapłaciła- czy znowu będzie, że w tym wydaniu się nie zmieści.
-
Neigh, z tego co wstępnie stwierdzono nie ma złamań- on jest mocno potłuczony, na siłę wstanie, ale to dla niego duży wysiłek i ogromny ból- ewidentnie miednica. By zrobić prześwietlenie musiałabym go takiego obolałego taszczyć do Chrzanowa, a nie mam sumienia go na razie ruszać. Poza tym nie mam czym tam nawet podjechać ani funduszy na jego leczenie, teraz zapłace weta, potem leki itp, klops. Jeśli to faktycznie stłuczenie czy nawet złamanie to z tego co wiem miednicy sie nie rusza- on musi sobie tak leżeć i już. Ale może się mylę, qrcze.
-
Wybaczcie te foty- jak tylko będzie możliwość zrobie mu nowe, ale on jest teraz taki obolały, że dla jego dobra nie chce by pozował.
-
Juz podaję: 606-140-631 Jaworzno-woj. śląskie, pomiędzy Chrzanowem, a Mysłowicami- dla niewtajemniczonych ;)
-
fizu serdeczne dzięki!! Bardzo proszę o banerek dla niego i pomoc w ogłoszeniach!!!
-
http://img252.imageshack.us/img252/3140/onekii3.th.jpg