-
Posts
354 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Mecka
-
Kochani, jesteśmy po operacji, Balusia śpi, ale już jest dobrze. Długo się wybudzał, wet powiedział, że dobrze by było gdyby to była jego ostatnia narkoza, bo serce jest niestety obciążone. Musi dojść do siebie, wszystkie leki na ten czas na bok, serce musi zacząć się normować. Boże, ja myślałam, że nerki to największy problem, a tu proszę, jednak serducho jest najważniejsze, nie wiem czy nie zrobimy ponownie ekg zanim znowu zaczniemy brać leki. I muszę jeszcze porozmawiać co teraz z leczeniem nerek - teoretycznie powinniśmy wrócić do leczenia, ale na razie muszą sobie poradzić z narkozą tzn. oczyszczeniem organizmu po. Ale cieszę się, że nadal z nami jest, po prostu siedzę, patrzę na cipiska i uśmiecham się przez łzy.
-
Wydaje mi się, że dajesz jej wszystko czego potrzebuje: miłość, opiekę i poczucie bezpieczeństwa. Cierpliwości, po malutku będzie coraz lepiej, bacznie się jej przyglądaj, ale myślę, że się wszystko ułoży, powodzenia. Najważniejsze, że przy niej jesteś.
-
znalezione dla Ciebie: klinika Małych Zwierząt, ul. Nowoursynowska 159c, Warszawa, rejestracja (022)843 90 41/61/81 w.119 10 - badania rentgenowskie zwykłe i kontrastowe, - badania ultrasonograficzne: ogólne, serca (zapisy): echo serca i badanie dopplerowskie, oka (zapisy) - tomografia komputerowa (zapisy) Wyniki badań obejmują specjalistyczne opisy.
-
Dzieki Am. Za dwa dni mamy ponowną oprecję narośli, bo się zrobiła baaardzo brzydka, cholerka... Prosimy o kciuki
-
HEJ, kastracja jest konieczna u psa z przerostem prostaty (czasem proponuja też kuracje hormonalną), w przypadku siusiania małą ilością i z krwią warto też sprawdzić mocz - podstawowe badanie, oprócz oczywiście usg, na którym dokładnie wyjdzie co jest faktyczną przyczyną. Moja Balusia mimo wielu dolegliwości, również sercowych jest kastratem, wet dobrał tylko odpowiedni rodzaj narkozy uwzględniając wszystkie leki oraz słabo funkcjonujące nerki. Bałam się przeokropnie czy się wybudzi, ale poszło dobrze. Bardzo ważne przed operacją zrób niezbędne badania - o tym poinformuje cię wet, ale jesteś ze Śląska (jak dobrze pamiętam) to wiesz, że na Batorym jest klinika oraz na Brynowie, gdzie mają narkozę wziewną- tą najbezpieczniejszą. Z tego co się orientuję koszt przy takiej narkozie (z tym, że nie wiem czy od razu z monitorowaniem serca) to ok.250 zł. Dużo i niedużo, bo przy zwykłej koszt i tak czasem sięga 150-200zł.
-
Pomóżcie proszę też w innej sprawie, link poniżej
-
Witam wszystkich! Musze się podzielić z Wami cudowną wiadomością, otóż Balusi spadło białko z 300g/ml do 75 g/ml, super, prawda? Jak ja sie cieszę, chce mi się tańczyć, qrcze i to w ciągu 2 tygodni. AM wielkie buźka, dieta jednak działa cuda. Co prawda są tam w osadzie jakieś nabłonki, jakieś krwinki, ale wszystko pojedyncze, jest po prostu o niebo lepiej, no i jak on bryka, bardzo daje popalić. Chyba przez tą nadopiekuńczość nam się rozpuścił. Cudny ten świat...
-
Zdecydowałam sie na dietę weterynaryjną waltham (royal canin) renal, psu bardzo smakuje i jest dla niego optymalna. Mimo, że koszt nie jest mały to warto zainwestować w jego zdrowie, a do tego jeśli ją tylko lubi to: "ze smakiem".
-
Ze względu na wypadek i źle zrośnięte kości śpi na tym jednym boku, tylko w koszyczku, bo na ziemi jest mu za twardo. Na razie radzimy sobie kagańcem, okrutne, ale skuteczne.
-
Flaire, dzisiaj przeszedł sam siebie- rozgryzł wszystko dokumentnie. Rana jest na jego prawym boku, na samym środku końca żeber. Jestem zmuszona jutro zakupić nowy kaganiec, nie wiem na jaki sie zdecydować (posiada już dwa: skórkowy który drażni mu fafle i metalowy, którym też ranę potrafi rozwalić). Myślałam o plastikowym lub materialnym, ważne żeby nie ruszał więcej tego. Rana goi się 3 miesiąc! Najpierw był wycięty stale rosnący guzek, dobrze, że to jakiś niezłośliwy, ale jak tak dalej pójdzie to to co pozostało mu się zezłośliwi. Dookoła ładnie się zagoiło ale sam środek zrobił się jakby narośl na narośli, gruby guzek, z którego teraz leje się ropka. Koszmar, bo co się zasklepi i już widać porastający naskórek to bach, Balet rozlizuje. A ponieważ śpi tylko na tym boku, na drugim nie bardzo może, kołnierz nie wchodzi w rachubę, a próbowałam wszystkiego, nawet pieluch i podpasek, byle grube, ale gdzie i temu ta radę. Wystarczy chwila nieuwagi. Nic tylko kaganiec, szczególnie na noc.
-
ten problem przeżyliśmy z psem rodziców, niestety jego juz nie a niesmak po kłótniach z sąsiadami pozostał. Było to strasznie kłoptliwe. Co mogę doradzić to faktycznie najęcie kogoś kto go odwiedzi, ale może to się skończyć tym, że będzie tęsknił jeszcze bardziej i robił dodatkowo bałagan. Z jedyną skuteczną metoda walki - oczywiście poza ułożeniem psa- jest pozbawienie go poczucia samotności zapewniając innego towarzysza. Odwrócił on uwagę od samotności, może to być kociak jeśli pies je toleruje. U nas się udało, trochę jednak zbyt późno. Mieliśmy też psiaka , któremu raz zdażyło się niemiłosiernie wyć, kiedy oboje z mężem wyjechaliśmy spod bloku, a on to widział,bo w dobrej wierze podstawiłam mu pufę pod okno. To był błąd, który szybko dał sie naprawić, ale czasem właśnie jakieś głupstwo wywołuje u psa frustracje i wyje. Myślę, że na pewno pomoc behawiorysty pomoże, a jeśli towarzysz okazałby się rozwiązaniem( myśmy najpierw "pożyczyli" kota znajomej dla sprawdzenia) to pomyśl o tym. pozdrawiamy
-
Dziękuję wszystkim za kciuki, dzisiaj mamy dzień lenia- Baluśka śpi i śpi, a w przyszłym tygodniu robimy badania kontrolne czy dieta działa. Mam nadzieję, że cuda...Niestety na rankę dostał nowy antybiotyk w maści, żeby już nie było za dużo proszków, bo coś się nie chce goić (nadal jest stan zapalny). Pozdrawiamy
-
Sama jestem w szoku, że ma taki apetyt. On zawsze był na gotowanym i teraz jak dostaje to się wręcz przepycha do jedzenia, bo smakuje mu sam ryż z mięskiem i jedna marchewką tez ugotowaną i rozgniecioną, a do tego karma. Podzieliłam jego dawkę dzienną i gotowanego i karmy na dwa- bo je dwa razy dziennie i w sumie ma na jeden posiłek je gotowane+karma. Specjalnie mu nie przeszkadza brak tego mięska, bo karma pachnie i mu bardzo smakuje, a wypełniacz w postaci ryżu on po prostu bardzo lubi. Ale podaję mu tran w kapsułce, bo nie chciał zjeść jedzenia polanego tranem, coś mu rybka nie podchodzi, nie wiem czy dobrze robie, może w kapsułce nie wolno, hm? AM a co myślisz o jajku, czy można mu podać 1 jajko np. na tydzień? A opatrunków próbowaliśmy wszystkich możliwych, już trzeci miesiąc jak się goi, teraz się zabliźnia i to go najbardziej denerwuje. Potrafi w ciągu 2 minut w aucie lub w nocy ściągnąć każdy kubraczek, zerwać opatrunki, a przecież zrywa z włosiem dookoła, jest już prawie łysy. Ja chyba 5 bo już nie jestem w stanie zliczyć noc nie śpię, wstaję do niego co chwilkę i sprawdzam, czasem do godz.5 rano jest wszystko ok, a potem jak mąż wstanie o 5.30 już jest wszystko zerwane. Ręce opadają, bo niesamowicie długo się leczy.
-
Rita stronka pierwsza klasa, a kiwi, no, no, bedzie z niej cudeńko. AM, Ina, Rita, Flaire i wszyscy, u Balusi jest na prawdę dobrze, przynajmniej tak myślę, bo nie fizycznych objawów choroby, apetyt rośnie, zaczął chodzić za nami jak coś jemy lub przesiadywać przy stole- co do niego niepodobne, ale świadczy to tylko o tym,że mu smakuje. Martwi mnie tylko z innego powodu, tak się psisko żywe zrobiło, że zaczął na nowo rozlizywać, rozszarpywać opatrunki po operacji guzka i qrcze nie chce się goić. Paskud jeden, ledwo wydobrzeje, a już broi. Najważniejsze, że dużo lepiej się czuje, nie jest osowiały, nawet biega-a nie powłóczy nogami na spacerze. I tak go kocham.
-
Ina dziekujemy bardzo, ślicznie wcinamy, Am ułożyła smaczną dietę. Troszkę mnie przestraszył dzisiaj po południu, bo niestety zwymiotował, ale zwalam to na ten upał - a byliśmy na działce cały dzien i troszkę pobiegał, ale właśnie schrupał royalka na zdrówko i śpi smacznie. Gdybyście zobaczyli jaki się żywszy zrobił... nie do pomyślenia, że jest chory.
-
Baluś zadowolony - lubi głaskanie. A z leków dostaje allopurinolum-hamuje syntezę kwasu moczowego oraz ipakitine- środek dietetyczny wspomagający funkcję nerek.
-
O rany tyle dostał leków, że musiałam zakupic podziałkę i wsypywać na każdą porę, żeby nie zapomnieć i oczywiściw wiedzieć czy jakis lek został podany- w sumie na wszystkie schorzenia przyjmuje 2x dziennie po 7 leków +sypkie do jedzonka, lekoman :wink: . Ale ogromnie się cieszę, że mu smakuje i co najdziwniejsze royala może jesć samego- wcinał aż mu się uszy trzęsły, a obawiałam się, że znowu go będzie trzeba zmuszać. Sylwia72-ucałuj w pyszczek nowy nabytek, tylko uważaj już nie na stopy :lol: . Dziękuję wszystkim trzymającym kciuki, chyba tylko dzieki nim wrócił Balusi apetyt. Pozdrawiamy
-
No i przechodzimy na dietę od jutra - ukłony w stronę AM. Intensywne leczenie, dieta i za dwa tygodnie ponowne badania i miejmy nadzieję, że choroba nie będzie postępować już tak szybko. Cieszę się ogromnie, że na razie go nie boli, rokowania nie są najgorsze, dlatego trzymajcie kciuki. Choć podobno leczone żyją jeszcze dwa lata, a nie leczone znacznie krócej to mam nadzieje, że to nie jest reguła i liczę, że będzie nam dane znacznie więcej. AM jeszcze raz dziękuję za dietę - same smakołyki :wink:
-
Mam bardzo ważne pytanie: gdzie w Polsce i czy w ogóle są przeprowadzane u psów leczenie kamicy moczowej metodą ESWL (extracorporeal shock wave lithotripsy), czyli litotrypsja falami uderzeniowymi generowanymi pozaustrojowo. Podobno są w użyciu aparaty generujące fale elektromagnetyczne, elektrohydrauliczne lub piezoelektryczne. Do leczenia tą metodą kwalifikują się pacjenci ze złogami wielkości 1,5-2 cm położonymi w kielichach lub miedniczce nerkowej, a także z kamieniami w moczowodzie.
-
AM, dziekuję, dziękuję, dziękuję :buzi:
-
KOCHANA AM ODEZWIJ SIĘ PROSZĘ, CZEKAM NA ODPOWIEDŹ.
-
Rita, myśmy byli u niego ze 2 razy i też mamy dobre zdanie, poza tym on przejmuje się losem psa i pamięta każdego. Zostawiliśmy u niego badania, a ponieważ mieliśmy operacje robioną u naszego weta to nie zamierzaliśmy w najbliższym czasie do niego jechać. W międzyczasie poleciłam go ludziom z pobliskiej miejscowości, którzy uczęszczali do lecznicy mojej znajomej i wyobraź sobie nie wiem jak, ale on skojarzył,że ci ludzie są "od nas", przywieźli wyniki badań do lecznicy, a znajoma podała je nam. Faktycznie mogłaś mnie źle zrozumieć, bo napisałam "Co prawda lekarz profesjonalista i ma super sprzęt, ale psa traktuje jakoś tak... trudno określić, bez większych emocji." - chodziło o lekarza, u którego obecnie robiliśmy usg. I tak jak napisałam jutro będzie werdykt co dalej i jak sądzę to właśnie z dr Borówką będą się konsultować, a jeśli nie to sami do niego podjedziemy. Wcześniej właśnie nasz wet jego proponował, kiedy Balu miał wysoki poziom kreatyniny. Liczą się z jego wskazówkami, poza tym co dwie głowy to nie jedna. Pozdrawiam
-
Tak napisałam, czekam na odpowiedź, a ponieważ Balu to skomplikowany przypadek to muszę wykazać się cierpliwością, dla jego dobra. Jutro muszę podjąć decyzję jak dużą karmę zamówimy- prawdopodobnie royal renal jako wspomaganie leczenia, jutro też werdykt weta co robimy. Ina dzięki za pomoc, buźka.
-
Flaire, niestety nie jestem anglojęzyczna :oops: , choćbym bardzo chciała. Ale popytam dokładnie na ten temat leczenia ultradźwiękami wetów i lekarzy ludzkich. Bo jeśli kamyk da się rozbić bezboleśnie to ja się piszę. Najpierw jednak diagnoza odnośnie kamyka jest najważniejsza, a do tej pory sugerowali, że tylko na podstawie moczu można to stwierdzić - jakie kryształki są w osadzie. Pani analityk wczoraj sugerowała, że na podstawie wycinka owszem robią analizę w instytutach, ale to kosztuje ok. 500zł, ciekawe czy tak jest faktycznie i czy są jakieś inne sposoby na określenie rodzaju kamienia. Wet sprawdziła, że u dalmatów najczęściej występują szczawiany wapnia, czyli te co podobno są nie do rozbicia. Wszystko będziemy analizować, a ja wciąż czytam, żeby tylko wszystko na ten temat wiedzieć, nie możemy popełnić błedu, bo mógłby być tragiczny w skutkach.
-
Bardzo, bardzo Wam wszystkim dziekuje, że jesteście, gdyby nie Wy chyba straciłabym wiare. Rozmawiałam o tym z wet, mówi, że jedyne co jest wskazane to kontakt z lecznicami ludzkimi - chodzi o rozbijanie kamieni. Dowiedziałam się drogą pantoflową, że lekarz, który miał u siebie kamienie owszem rozbił go laserem, ale jest to bardzo bolesne i kamień wrócił po roku. O ultradźwiękach słyszałam, nawet stanęłabym na uszach żeby móc to załatwić, ale boję się, że może to być zbyt bolesne.