-
Posts
226 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ingridr
-
Szukałam Buldog, czytałam...baaaa niektóre sobie nawet podrukowałam... Tylko nigdzie nie ma wzmianki, czy te estrogeny nie wpływają na jakiegoś bzika u suni...(bo o większym ryzyku raka to już się doczytałam) Objawy mi idealnie pasują z tych przeczytanych postów.... Może jakaś homeopatia istnieje? Ktoś wspominał, ale nie podał konkretnej nazwy (weci niezbyt przychylnym okiem patrzą na jakąś homeopatię i inne "czary-mary") Życie jest do bani...... :cry:
-
Nie wiem czy nademna jest jakieś fatum, że od kilku miesięcy wiecznie jeżdżę z moimi psicami do weta....jak nie silne zatrucie, to komplikacje po sterylce, to wstrząsy anafilaktyczne, zapadnanie się tchawicy i tak w kółko.... :cry: :cry: (chyba zacznę wierzyć, że ktoś mi źle życzy, albo coś podobnego) Dziś zauważyłam, że Dumka (25 maja była sterylizowana) bezwiednie popuszcza po parę kropelek moczu..... :cry: Wiem jak u niej wygląda zapalanie pęcherza i inne takie , bo tez miałam przyjemność to z nią parę razy przerabiać (w domu leciutko przysiadywała i robiła kałużki, a na podwórku co parę kroczków przysiadała) - dlatego w 90% wykluczam tą możliwość :( Jutro z nią jadę do weta.... :( i teraz mam w związku z tym pytanko jeśli wet zaproponuje mi leczenie hormonalne czy mam się od razu zgodzić???? Naczytałam się sporo o skutkach ubocznych podawania estrogenów, ale nigdzie nie ma wzmianki, czy są jakieś ZMIANY W PSYCHICE? Czy może istnieją jakieś inne leki na tą przypadłość??? Mam możliwość ściągniecia jakis wymyślastych leków z Francji. Czy to przyjedzie kiedykolwiek? Czy mogę zapomnieć o wspólnych wyjazdach z piesą? Jak narazie to wpadłam dziś w konkretną deprechę - mam ochotę tylko na jedno - siedzieć i ryczeć!!!
-
Ja jej dam "efekt trzeciego jajnika" :lol: ...ja jej dam się chędożyć z obcymi facetami :lol: A tak prawdę mówiąc to miała ogroomną nadzieję, że po sterylce to będę sobie mogła w spokoju wyjść z sunią na spacer, a widzę że chyba guzik z moich marzeń.... :-?
-
To, że wet zostawił jajnik odpada - po sterylce wet pokazaywał mi dokładnie "te mięsne ochłapy" brrrr....Zreszta kiedyś pytałam go o taką metodę to zrobił wieeelkie :o Dokładnie obejrzałam moja drugą pannicę w domu, bo u chihuahuałek ciężko jest zobaczyć cieczkę :lol: , ale też nic..... Zostaje tylko jedno wytłumaczenie - pies dawno z krzyża nie spuścił i ma taką chętkę, że nie zwraca już na nic żadnej uwagi :lol:
-
:roll: :roll: o raju, biorąc pod uwagę przewagę psów nad suczkami na moim osiedlu zapowiada się fantastycznie :lol:
-
Wiem, wiem :lol: :lol: U mojej goldenicy nigdy nie mam takiego problemu, bo ma wkraplany preparat między łopatki, a u Pyśki to wszystko jest takie małe i drobne, że musze się nieźle nakombinować :lol: W jedno miejsce nie da rady, bo zalewam jej pół grzbietu....tak to jest z mikropsami :lol:
-
25 maja moja Dumka została wysterylizowana....następną cieczkę miałam dostać początkiem sierpnia.....(i jej nie dostanie :lol: ) od 2 dni zauważyłam, że zainteresowali się nią chłopcy...baaa...wczoraj jakiś młodziutki amstaf chciał mi ją zbałamucić, a że moja Duma to dooopa to stała jak ciele (albo jej się może spodobało?? :lol: )Poprzednia moja Muszka to na takie zaloty reagowała warknięciem, a tu to pańcia musi ratować z opresji.... Normalnie jest to zainteresowanie? Bo po operacji wydaje się wszyściutko w porządku, zero posikiwania, pies radosny i wesoły....Ale skąd te zainteresowanie??? Na Wasze wysterylizowane pannice też tak "lecą" pieski??? :lol:
-
czyli następnym razem smarowanie od czubeczka noska do koniuszka ogonka - bo ta mała pipetka na tyle akurat starczy :lol: :lol:
-
Ja co miesiąc robię smarowańsko kropelkami (obowiązkowo) - Dumka ma 26 kg - dostaje dawkę na 30kg, Pysia 1,8 kg - tu dawkuję na wyczucie, oraz dodatkowo psikam Frontline w sprayu - nie liczę ile razy psikam (przelałam go do butelki po odżywce do włosów, bo oryginalny "psikacz" był skrzyżowany z miotaczem ognia :lol: ), moje psy są w każdym razie mokre :oops: po aplikacji i wtedy idziemy szaleć po lesie....a i tak na Pysi czasem znajdę lokatora - chyba dlatego, że ma niskie podwozie :lol: W czasie spacerków dokładnie oglądam psiaki (na ile się da) i czasem udaje mi się ściagnąć kleszczycha spacerującego wśród sierści....
-
['] ['] ['] :cry: :cry: Nasze psiaczki w niebie nie mogły sobie wymarzyć lepszej opiekunki :cry: A co sie dzieje z jej psiątkami? Jak to wszystko przeżyły??? Czy mają jakiegoś opiekuna? Może można w czyms pomóc?
-
Mojej dziewczynce juz lepiej..... :lol: Sama chodzi, sama pije wodę, i dziś ukradła Dumce jedzenie z michy :lol: Dzięki wszystkim za ciepłe słowa...nawet nie wiecie jak one są potrzebne :lol:
-
Nie wiem co Ci powiedzieć....straaasznie mi przykro. :cry: ... 23 lipca będzie rok jak umarła moja Muszka, ale ciągle o niej myślę... W niedzielę mało brakowało, a straciłabym moją malutką Pysię... Myślę, że byłaś fantastyczną pańcią i Twoja Kora teraz wszystkim opowiada o Tobie w psim raju...nic ją nie boli, szaleje pewnie teraz z moją emerytką Muszką i jest radosnym psiakiem A Twoja miłość do psiatek nie może się "zmarnować"...może dasz jakiejs istotce troszkę ciepełka, milości, całusków i przytulańców???
-
Moja dziewczynka nadal tylko leży....ale na moj widok zrobiła takie delikatne myrdu-myrdu ogonkiem! :lol: ma taką pozapadną mordeczkę, sierść się jej tak dziwnie zmierzwiła, schudła 35 dag (to prawie 1/5 jej gabarytów).... :cry: :cry: :cry:
-
Pysia godzinkę temu zrobiła swoje pierwsze siusiu :lol: (od niedzieli się wszystko zatrzymało)..nigdy nie sądziłam, że będę taka szczęśliwa jak psinka mi zrobi siusiu na łóżku :lol: Czyli Bozia wysłuchała moich błagań...
-
Zastanawiam sie, czy tylko ja mam takiego pecha.... W niedzielę rano moja kochana Pysia zwymiotowała i zaczęła się jazda... :evil: Zero siku, zero kupki i okropne wymioty (z lekką domieszką krwi)....Brzuch jak deska - i jak za złość była to cholerna niedziele - wszystko pozamykane na cztery spusty. Mój ukochany wet w diabły daleko (bo wyjechał na wekenda), obdzwoniłam wszystkich wetów w promieniu 25 kilometrów i KICHA. Byłam zmuszona jechac do takiej "ukochanej" lecznicy, gdzie wszystkie psy mają nieżyt przewodu pokarmowego (innej choroby nie przewidują - i wszystkie psy dostaja ten sam zestaw leków). W poniedziałek pies prawie że nieprzytomny został dostarczony do mojejgo ukochanego weta - po pobraniu krwi okazało się, że pies ma ciężkie zatrucie - cosik w stylu rozpuszczalnika (ooogromne ilości mocznika we krwi, wysokie alaty i aspaty, i jakieś dziwne związki chemiczne). Jest ciągle nawadniana (przez skórę, bo do żyły nie da się wkłuć)....i jest straaasznie słabiutka. Wet daje mi nadzieję, że będzie ok, ale jak tak na nią patrzę to tylko ryczę jak bóbr Czy Wasz piesek miał kiedykolwiek coś takiego? (daj Boże, żeby nie) Ile trwa odtruwanie takiej istotki? Czy będzie kiedykolwiek taka jak kiedyś? :cry:
-
Gdy moja poprzednia psina miała ropomacicze to wysięk był przeźroczysty, bezzapachowy (nigdy czarny :roll: ) - z początku myślałam, że Mucha miała problemy z pęchcerzem i sobie posikuje!.. Pod koniec (przed samą operacją) był bledziutko różowy..
-
Słuchajcie dziś pełen sukces!!!! :lol: Wczoraj napoiłam sunię parafiną (ale prychała) - pomiędzy parafiną dostawała siemie lniane+2 michy jogurciku - i dziś w niemała trudnością sukcesik!!!!! :lol: :lol: :lol: Wind i dbsst jesteście debeściaki - Wasze rady pomogły Dumci :multi: :multi: :multi: :smilecol:
-
dzieki słońce - już pruje do apteki! całuski
-
sorki za durne pytanie Wind..... :oops: Ale ta parafina to w aptece do kupienia?????
-
dzióbki moje, help me! W zeszłą niedzielę moja genialna goldenica mamlała sobie kość (taką ze sklepu, prasowaną - ze ścięgna). I jak został jej kawałek (spory kawałek :evil: ) połknęła sobie go.....We wtorek jazda na maksa - potężne wymioty (z kawałeczkami strawionej kości) i gigantyczna bigunka. Wizyta u weta (podwójna) zatrzymała rzyganko i sranko.... Teraz mam problema innej natury.... Pies je normalnie od czwartku i pije, bawi się...ale do tej pory nie zrobiła kupki!!!! Byłam wczoraj z nią u weta (popatrzył na mnie jak na schizofreniczkę), dał mi jakieś środki na przeczyszczenia jakby do poniedziałku NIC nie było. Ja mam juz wizję zapchanych jelit, wgłąbienia jelit i itp :oops: . Panikara może jestem...... Ile pies może nie kupkać????? Ile czasu minęło, zanim Wasze pieski po OLBRZYMIEJ biegunce zrobiły normalną kupcie?
-
dzięki karka :calus: zaraz sobie tam przekręce :lol:
-
Pyska jest czesana conajmniej raz dziennie, ale one włoski ma takie delikatne :evil: . A ulubiona zabawą jest tarzanie się na trawie. Nie wiem, czy na takie delikatne włoski pomógłby olejek palmowy (chyba tak się to nazywa)
-
A więc : :lol: Robiłam jej badanie krwi (czy wątróbka zdrowa, czy morfologia ok. itp). potem EKG (dzień przed operacją - i przed samym krojeniem). Gdyby nie te cholerne komplikacje to sam zabieg to pestka :lol: Najgorsza była pierwsza noc po operacji (nie ma co ukrywać - piesia bolało jak diabli - kręciła się z miejsca na miejsce - postękiwała - w sumie przez całą noc zasnęła na max. 45 minut). Rano zastrzyk (antybiotyk+przeciwbólowy). Po południu Dumcia zaczęła dokazywać i zrobiła się głoooodna. Jeśli chodzi o spacerki (mieszkam na 4 piętrze - bez windy :lol: )...pierwszy spacerek był już w tym samym dniu co operacja (operacje miała o 8 - spacerek o 17 - NA SMYCZY). Nosiłam ją przez dwa dni (mogę startować do strongmenów po tym noszeniu :lol: ). Potem pies sam chciał chodzić - co mnie zdziwiło - Duma to waryjot, a po operacji nie szlała po schodach, schodziła jak dystyngowana paniusia. Miałam proble z kupieniem kaftanika, więc uszyłam takie "cuś" z prześcieradła (Duma musiała go mieć, bo strasznie ja interesowało co tam ma :-? ) Po 3 dniu już nie szło poznać po niej, że cokolwiek jej dolega (dzikie szaleństwa w domu)...i tu się zaczyna największy problem, bo lekarz kazał jej troszkę ograniczać, a weź tu uspokój rozszalałą babicę. :lol: Miała troszkę problemów ze zrobieniem kupki po operacji.....ale po zjedzeniu kilku fig problem zniknął... a jeśli chodzi o narkozę: to jest tradycyjna i wziewna (ta niedostępna w moim mieście) - poczytaj na forum bo duuużo już o nich było (albo ktoś mądrzejszy się wypowie :lol: )
-
w takim razie lepiej popytaj weta, jakby miało to psiulce zaszkodzić :oops: nokre noski dla Inez od 2 moich kudłatych wayjotów :lol:
-
Swojej Dumie daję zyrtec, alertec, loratydynę (w zależności co mam, bo sama mam okropniastą alergię, więc Duma się zawsze na coś załapie :lol: ). Dobrze też podawać psiakowi wapno (możesz kupić w aptece taki syropek bananowy, albo rozpuścić wapno w wodzie i poczekać, aż wszystkie "bulki" uciekną) - po podaniu wapna Dumie widzę, że krosteczki i czerwone plamki bledną i szybciej się goją.