Jump to content
Dogomania

Huskuś

Members
  • Posts

    465
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Huskuś

  1. Huskuś

    Moczówka

    [quote name='OlgaK68']O ile dobrze zrozumiałam w rozmowie telefonicznej to ciężar był 1007 ale nie jestem tego pewna.[/quote] Przy takim ciężaże wlaściwym trudno cokolwiek innego podejrzewać niż moczówkę prostą. Hania
  2. Ja bym stawiała na jakiś alergiczny stan. Daj mu 2 razy dziennie po jednej tabletce Zyrtecu i zobacz czy nie przejdzie. A czy on tego nie ma sezonowo? Jak coś, to możesz zrobić wymaz z gardla albo po prostu w próbówkę do wymazów pobrać tę wydzielinę, którą wypluje Ci na podłogę. Ja mam podobny problem. Niestety zaczęło się to po "plukaniu żolądka" siarczanem miedzi. Moim zdaniem ten siarczan musial coś podrażnić albo spowodować zachłyśnięcie. Albo diabeł wie czy wywolać z lasu alergię? Ale suczydło miewa takie kaszle czasem mniejsze czasem większe. Kiedyś byla leczona jakimś antybiotykiem dzialającym miejscowo. Ale muszę powiedzieć, że ja jestem alergikiem i alergia (i praca jako nauczyciel) doprowadziła mnie nie raz do zapalenia krtani, gardla czy oskrzeli. Jak mam duży napad alergii, to lepiej, żebym od razu na zwolnienie szla, bo dwa czy trzy dni gadania, to jestem załatwiona. Pozdrawiam Hania
  3. Majka, jak tam Twój York? To może być właściwie wszystko - bakteria, wirus, alergia, zapadanie się tchawicy, wiotkość krtani. Kulka w gardle to pewno krtań. :) Yorkowi pewnie dalej można w gardło wsadzić paluchy niż Malamutowi. Rzeczywiście zrobić wymaz z gardla. Jeśli jest katar to ewentualnie z nosa. Wetowie pchają na czuja antybiotyki, a od wymazu powinno się zacząć. Co do uszu, to przy różnych dziwnych schorzeniach pomaga wkrapianie nalewki z nagietka. Kupuje się to w sklepach zielarskich, a wkropić można strzykawką. Potem momasować uszy, żeby pies od razu kropli nie wytrzepał. Działa bakteriobójczo. Kiedyś tym wyleczyłam moją Lunę. Miała jakąś wydzielinę w uchu. Najpierw od wetki dostala Oridermyl. Ale po trzech tygodniach nastąpił nawrót choroby. Wtedy postanowilam zarysykować z szamańskim jak dla mnie ;) ziołolecznictwem i traf byl bardzo udany. 2 razy dziennie po kilka kropli do uszu i wszystko przeszło po kilku dniach. Pozdrawiam Hania
  4. Czekam na dalsze sugestie w sprawie transportera. Dziś wybierałam się obejrzeć ten transporter ale jak zadzwonilam do tego pana co go sprzedaje, to powiedział, że nie będzie go w magazynie, bo ponoć tam prądu nie ma. Twierdził, że to wyłączenie planowane ale on się dopiero rano dowiedzial. Spróbuję jutro. Jak nic z tego nie wyjdzie, to zostanie mi kupić ten zielony. No chyba, że polecicie mi jeszcze jakiś inny. :) Pozdrawiam Hania
  5. Rozmawiałam z Agnieszką. Kupila taki [URL="http://www.allegro.pl/item747089489_klatka_pojemnik_transporter_pies_itd_skladana_xxxl.html"]KLATKA POJEMNIK TRANSPORTER PIES ITD SKLADANA XXXL (747089489) - Aukcje internetowe Allegro[/URL] Wygląda ładnie na zdjęciu. Jedynie co mnie martwi, to że jest z PCV i poliestru. Cena niezła i mam blisko po odbiór (kilkanaście km od Szczecina). Jutro jadę obejrzeć. Ten zielony, co podawalam wcześniej jest z materiału jak na namioty - wodoodpornego i oddychającego. Co prawda przecież są siatki. Inna sprawa, że ja nienawidzę PCV. :) Taka proekologiczna jestem. Pozdrawiam Hania
  6. Zastanawiam się nad takimi transporterami, bo w najbliższym czasie chyba będę musiała się zabrać na wystawę z trzema psami. [URL="http://www.allegro.pl/item744520921_3905_klatka_transporter_dla_psa_102x69x69cm.html"]3905 KLATKA, TRANSPORTER DLA PSA 102x69x69cm (744520921) - Aukcje internetowe Allegro[/URL] - czerwony [URL]http://www.allegro.pl/item744523284_3911_klatka_transporter_dla_psa_102x69x69cm.html[/URL] - granatowy Lub od innego sprzedawcy nad takim zielonym [URL="http://www.allegro.pl/show_item.php?item=724222250&msg=Tw%C3%B3j+e-mail+zosta%C5%82+wys%C5%82any"]KLATKA TRANSPORTER DLA PSA 002XXXL 101x69x69 Wa-wa (724222250) - Aukcje internetowe Allegro[/URL] Te dwa pierwsze ponoć są z nylonu (ponoć coś podobnego jak robią plecaki). No i mają plastikową podstawkę. Ten ostatni nie wiem z czego, siatka jest gumowana. Wszystkie mają taki sam stelaż - jak jest pokazane w tym zielonym. Czy możecie doradzić, który wybrać? Zielony nie podoba mi się jeśli chodzi o kolor. Nie wiem, jaka jest różnica w trwałości materiału. Czy ktoś miał tego typu transporter jaki jest na tych dwóch pierwszych aukcjach? Pozdrawiam Hania
  7. Czy to wróżenie z fusów ta stawka? :lol: Pozdrowienia Hania
  8. Witaj Gonia! Widzę, że strasznie cierpisz po utracie swojej suni. Moja Luna odeszla równo 2 tygodnie temu do Twojej Ciapulki, żeby się z nią pobawić za tęczowym mostem. Wspólczuję Ci. Ja nawet dzisiaj płakalam za moją Luną. Nawet nie wiem czy był jeden dzień od jej śmierci, żebym za nią nie płakała. Miala 14 lat. Wiem, że 14-stoletni Husky to bardzo stary Husky i że życie darowało mojej Lunie więcej lat niż dostaje większość psów tej rasy. To mnie pociesza. Niestety choroby Luny trwaly długo. Ja żałuję, że ona nie mogla odejśc nagle i przestać cierpieć. Ostatnie jej dni budzilam się z nadzieją, że ona już zasnęła na zawsze. Nie mogłam już patrzeć na jej cierpienie i widziałam, że to już koniec i już nie jestem w żaden sposób w stanie jej pomóc, a tak ciężko podjąć decyzję o rozstaniu i ulżeniu przyjacielowi (nie ona była jak moja córka) w cierpieniu. W końcu zdecydowaliśmy się pożegnać ją. Mój mąż powiedział, że to najgorszy dzień w jego życiu. Płakaliśmy za nią okropnie. Ja nie wiem czy ona nie ma do mnie żalu, że tak długo czekaliśmy z tym pożegnaniem. Zawsze można mieć jakieś wątpliwości. Ty rozpaczasz, że zasnęłaś ze zmęczenia i nie tulilaś jej. Powiedz jaki sens mają nasze wątpliwości? Nie zmienią nic, a psy już są szczęśliwe. Jak Luna odeszła, to poczułam po paru dniach ulgę, że już nie cierpi ale ciągle wraca żal, że jej nie ma obok mnie, że jedna istota mniej mnie kocha, że moje psy teraz leżą jak placki na tapczanie i fotelu i zachowują się jak "martwe dusze". Nie wiem czemu aż tak wielka zmiana nastąpila w zachowaniu psów. Mam trzy (dwa dwulatki i jedna siedmiolatka), a wogóle ich nie widać - caly dzień śpią. Czy stara ledwo ruszająca się Luna wnosila tyle życia w nasze życie i w życie psiego stada? Aż dziwne. Trzymaj się. Nic nie będzie już takie samo jak było gdy mialyśmy nasze suczki. Kiedyś wrócą po nas, jak przyjdzie nasza pora i zabiorą nas do lepszego świata. Ale teraz trzeba żyć i cieszyć się tym co się ma. One na pewno tego chcą dla nas. Hania
  9. [quote name='hecia13']Przy drugiej wizycie pan doktor przemilczał wykańczające się serce i dalej kazał podawać antybiotyk. Po 10 dniach męczarni mąż zabrał psa na Grochowską (pies nie dawał rady chodzić i miał brzuch wypełniony płynem). Pani doktor na Grochowskiej od razu rozpoznała , że to serce i że niestety nic się już nie da dla niego zrobić. [/quote] Czytając ten tekst jestem przerażona, jak weterynarze szybko skazują psy na śmierć w takich wypadkach. Ja też kiedyś miałam z moją Luną problemy i pojechalam do weterynarza. No i weterynarz stwierdzil, że jak już zacznie gromadzić się płyn, to klapa i koniec. Inny stwierdził, że mam podawać furosemid przez kilka dni i ten ściągnie wodę. A potem będzie wypłukiwać potas z organizmu. Słuszne podejście ale tylko na początek. Magdalena Garncarz (weterynarz kardiolog z Warszawy) stwierdziła, że mam podawać furosemid już na stale, bo działa on również jako lek nasercowy u psow. I że problemy z wypłukiwaniem potasu u psów zaczynają się dopiero po 2-3 latach. Nie to co u ludzi po kilku dniach. Luna wtedy miala już 12 lat. Przeżyla jedzac codziennie furosemid 2 lata i 3 miesiące. I o dziwo poziom potasu i tak miala za wysoki. Jestem ze Szczecina ale mogę polecić z czystym sumieniem Magdalenę Garncarz z Warszawy - kierowniczka Kliniki Małych zwierząt na SGGW. Przede wszystkim jest dobrym kardiologiem. A uważam, że ma świetną intuicję. Jej mąż Jacek Garncarz jest dobrym zwierzęcym okulistą. Interesuje mnie obecnie doktor Lenarcik. Czy rzeczywiście jest osobą znającą się na gastrologii? Również szukam informacji na temat tego, w jakim laboratorium dobrze jest zroboć badanie kału i właściwie jakie badania mogą wykonać w tym względzie. Bardzo proszę o pomoc i porady. Pozdrawiam Hania
  10. A czy możecie polecić gastrologa we Wrocławiu? Poza tym dobre laboratorium. Chodzi mi szczegolnie o badanie kału. Moje psiaki mają problem z jakąś bakterią, która powraca jak bumerang i powoduje biegunki i inne problemy. Mieszkam w Szczecinie. le tu nie znalazlam weterynarza, który dalby temu radę. Zresztą wystarczy poczytać wątek o weterynarzach w Szczecinia - jakie cuda się tam dzieją w wielu lecznicach. Robiłam badania w Szczecinie ale na razie te co robilam przypominają wróżenie z fusów. Moj wet powiedzial, żebym jechala do miasta, gdzie jest dobra diagnostyka laboratoryjna. Stwierdził, że może Wroclaw, może Warszawa. Do tej pory nikt mi w calej Polsce nie polecil żadnego gastrologa. Mam nadzieję, że jednak we Wroclawiu albo w Warszawie jakiś się znajdzie. Pozdrawiam Hania
  11. A może Twój tata jest po prostu uczuleniowcem? I albo psy (w dużej ilości) albo coś w tym domu spowodowaly taką reakcję. Ja znam takie przypadki, że nawet jak się ma psa w domu można mieć uczulenie na innego - inna siersć, inny zapach. Ja tak mam w przypadku owczarka podhalańskiego mojego brata. Sama mam teraz 3 futra Husky a były niedawno 4. A jeden owczarek podhalański mojego brata przyprawia mnie o ból głowy i katar. Znam też osobę, która miała dwa psy (wyżeł i kundelek) i jak przychodziła do mnie, gdy mialam 4 Husky, to dostawala kataru. Inny mial sznaucera a u mnie też potężny katar. A psich kup i sików nie mam porozrzucanych po pokojach. :eviltong: ;) Mój sąsiad uczuleniowiec kiedyś zemdlał robiąc porządki w klatce świnki morskiej. Siano i wióry mogą być bardzo uczulające ale świnka także może uczulać. Ja miałam potężne uczulenie jak bylam u znajomych, którzy mają świnki. Przypuszczam, że właśnie siano lub wiórki mogły mnie uczulić, bo w pokoju w którym spalam były trzy świnki, worki z wiórkami i masa siana. Po nocy nie mogląm otworzyć oczu. Pojechalam do szpitala stwierdzili zapalenie spojówek i rogówki (niby bakteryjne). Ale po dwóch zyrtecach i po paru godzinach to zapalenie zaczęło się cofać. Tak czy inaczej istry horror to byl dla mnie - ból nie z tej ziemi. Hania
  12. [quote name='Equus']No to wet stwierdził, ze w takim razie tym razem podamy jej lepszy środek - drontal plus. Podałam jej środek (uprzedzając ew. pytania w dobrej dawce) i myślałam, ze mi się pies przekręci - wymiotowała żółcią chyba z 7 razy, zrobiła kupe pod siebie, ewidentne dolegliwości bólowe, nie reagowała na wołanie.[/quote] Moje jedna suczka też wymiotuje za każdym razem po Drontalu. Dletago od jakiegoś czasu odrobaczam ją czymkolwiek innym. Nigdy nie było problemów po innych środkach: Cestal, Paratex, Aniprazol. Moje pozostałe psy znoszą Drontal dobrze. Pozdrawiam Hania
  13. U mnie nie wystarczało, bo psy jedzą drugi posiłek koło 22-23-ciej. Pozdrawiam Hania
  14. Kilka wątków niżej masz temat "[URL="http://www.dogomania.pl/forum/f351/godny-polecenia-wetrynarz-z-warszawy-3223/"][COLOR=#000000]Godny polecenia wetrynarz z Warszawy[/COLOR][/URL]". Może tam jakiegoś weta znajdziesz. Fajne wymagania. Weterynarz co bąbli nie zostawia. Ja nie będąc weterynarzem mogę Ci zaszczepić bez bąbli :) ale mieszkam w Szczecinie - no chyba, że nastąpi reakcja alergiczna, to i wprawna ręka nie pomoże. Ale jak pomyślę ile w życiu się narobiłam zastrzyków psom, to ho ho. Pozdrawiam Hania
  15. Mój psiak mial także taki okres, że co któryś dzień rano wymiotował żółcią. Wetka poradzila, żeby rano dawać mu coś do zjedzenia. Dajemy kawałeczek suchej bułki i chyba tylko raz od tej pory zwymiotował i to bardziej śliną niż żółcią. Hania
  16. Co do weterynarza z Wojska, to możesz napisać do Krajowej Izby Weterynaryjnej. Ja się kiedyś zasadzałam na takie pismo odnośnie doktora Wróbla z Chopina - jak po skasowaniu 220 zł za jakieś badania kardiologiczne (jak potem określili inni wetowie za malo nawet o jedno zdjęcie zrobił) odmówil podania psu jakichkolwiek leków twierdząc, że moja Luna to nie jego pacjent tylko doktora Cichockiego. Doktor Wróbel kazał mi zapisać umierającego psa na wolny termin do doktora Cichockiego. Byłam w tej lecznicy w środę rano. Doktor Cichocki mial dopiero wolny termin w następną środę po południu i tak mnie zapisano. Płakałam prosząc aby coś zrobil. Ale nieugięty doktorek Wróbel miał to wszystko gdzieś. Ogólnie zaslaniał się tym, że mój pies miał leczoną moczówkę prostą w innym gabinecie, bo na Chopina nie dość, że się z tą moczówką zganiałam tam, wydzłam kopę kasy, nie postawiono diagnozy mimo, że jeden z Warszawskich wetów, ktory byl w Szczecinie od razu kazal szukać ropomacicza, moczówki prostej i cukrzycy i z takimi przypuszczeniami byłam na Chopina. Na dokladkę jakaś wetka z Chopina stwierdzila, że rozcinanie powłok brzusznych to nic takiego, a ludzie myślą, że nie wiadomo co. I najlepiej rozciąć psu brzuch i poszukać choroby. A tak przy okazji to starą sukę można by jeszcze wystarylizować, bo według niej miala CHYBA cystę na jajniku. A sterylizacja czasem pomaga na różne rzeczy - to jej słowa. Jak prosilam doktora Gugałę o zbadanie poziomu glukozy w krwi, żeby sprawdzić, czy nie cukrzyca, to zrobił wszelkie badania, a o glukozie zapomniał. Po tych wszystkich przejściach, jak mi pies sikal pod siebie, zostala sama skóra i kości i słabł z dnia na dzień pojechalam do lecznicy do Lubieszyna do Grabalowskich. Jedna z zalet tych wetów - potrafią słuchać wlaściciela i przypuszczeń innych wetów. Moczówka zostala natychmiast zdiagnozowana po badaniu moczu i suka dostala lek, który powstrzymał siusianie i chudnięcie. A choroba okazala się być chorobą przysadki mózgowej, a nie znajdującą się w brzuchu. Gdybym dalej kurczowo trzymala się Chopina, to straciła bym moją Lunę już w wieku 9,5 roku. A pożegnaliśmy ją nie cale 2 tygodnie temu w wieku 14 lat. Ale Wrobel był urażony tym, że pies jest gdzieś indziej leczony na moczówkę i że inny gabinet podal jej leki. I na pewno te leki szkodzą. Dziwne, bo na tych lekach byla już 2,5 roku i zawsze jej pomagały. Pytalam jaki on lek by podał. Stwierdzil, że Minirin ale nie chcial wypisać, bo urażony i nie jego pacjent. Nie wiem tylko czy bylo by mnie wogóle stać na leczenie tym lekiem. Bo bez zniżki opakowanie wtedy kosztowało ponad 200 zł. Kolejne skazanie na śmierć Luny w tym gabinecie przez Wróbla było w czerwcu 2007, jak odmówił leczenia. Spłakana wsadzilam przewracającego i duszącego się psa do samochodu i pojechalam znów do Lubieszyna. Tam zaczęto ją ratować. Dużo pomógł mi Marek Skrobiszewski (spoza Szczecina) oraz sąsiadka mojej mamy, która jest kardiologiem i też miała starego psa, który sporo chorował na koniec. Ona dawała mi leki albo wypisywala, jak wetowie spoza Szczecina coś radzili. Do pomnocy potem wlączyła się Magdalena Garncarz (kardiolog). Po 8 tragicznych dniach, 9-tej nocy nastąpiło jakieś przesilenie. Myślalam, że Luna umiera tej nocy (tak rzęzila i dusila się) a nad ranem nastąpila cisza, Luna zaczęła podnosić głowę. Stopniowo zaczęła wracać do życia. Po około miesiącu czy półtora wyglądala już jako tako. Potem trzymała się calkiem nieźle - choć na sporej ilości leków. Ale dane jej bylo jeszcze przeżyć 2 lata i 3 miesiące. Zanim na dobre wynioslam się (a może mnie raczej wywalono pswoim postępowaniem) z Chopina, to prosilam o weypisanie recepty na jeden z leków, który mi się kończyl (lek wylącznie na receptę i to taki, że zawsze robili problemy w aptekach ze sprzedażą). Uslyszalam tylko z gabinetu słowa doktora Cichockiego, który nie raczyl nawet do mnie wyjść: Niech idzie tam gdzie pojechala leczyć psa! Więc prosilam o wystawienie zaświadczenia, że pies był u nich leczony, żeby wetowie z Lubieszyna nie mieli wątpliwości co do tego jakie leki dostawala. Oczywiście na miejscu nie mogli (nie chcieli) mi wystawić zaświadczenia. Przyjechalam następnego dnia. Doktor Cichocki ponoć mial problemy rodzinne i w lecznicy go nie było (czasem się zastanawiam czy to rzeczywiście byly problemy rodzinne, czy obawy przed tym co się jeszcze może wydarzyć z mojej strony i ze strony Wróbla, którego magia widać dobrze dzialała, bo caly gabinet wiedział, że jestem czarna owca i należy traktować mnie z pogardą). Ale znowu zaświadczenia nie dostałam. Kolejny dzień znowu nic, bo nie miał kto wystawić. Rozplakałam się w poczekalni. Widziala to jedna młoda wetka. Znowu kolejny dzień kazano mi przyjechać. Dzwonilam do nich. Powiedziano mi, że zaświadczenie wystawi Gugala. Jak przyjechalam Gugaly już nie było, zaświadczenia też. Ponoć pan doktor miał ciężką operację i pojechał do domu i powinnam to zrozumieć, że byl taki biedny zmęczony. Lek mi się kończył a zaświadczenia nie było ani recepty. Sądzę, że wetowie z Lubieszyna i tak by mi tę receptę wystawili na wiarę. Ale nie chcialam ich wystawiać na taką sytuację. Kolejna moja wizyta była w towarzystwie koleżanki - żeby byla świadkiem tego co się tam dzieje. Pielęgniarka zajrzała do poczekalni, po czym po prawie godzinie czekania dowiedzialam się, że doktora Cichockiego nadal nie ma i że jak zaświadczenie wystawią, to wyślą mi pocztą. Uslyszala to młoda wetka, która wcześniej widziala mnie płaczącą w poczekalni. Powiedziała, że zaświadczenie dziś musi być. Zadzwoniła do Cichockiego. Po kolejnej godzinie czekania czyb dwóch dostałam zaświadczenie - ponoć doktor Cichocki raczyl je wystawić i przywieźć. Tak więc po 5 dniach tarmoszenia się z tą lecznica dostałam zaświadczenie. Gdyby nie ta młoda wetka pewnie nigdy bym go nie dostala. Mialam napisać skargę na Wróbla ale przekonano mnie, że weterynarze, to jedna wielka klika i ruszyć ich się nie da. Teraz żałuję, że tego nie zrobilam. Mnie nie chodzilo o ścinanie glów (choć ponoć weterynarz nie ma prawa odmówić pomocy i tak na prawdę po takich numerach zawodu już wykonywać nie powinien albo przynajmniej ponieść jakąś karę. To tak jakby przyjechal lekarz w pogotowiu i powiedzial, że ma Pan zawal. Idź Pan do swojego lekarza rodzinnego. A w przychodni nie miano by wolnych terminów i zapisali zawałowca na za tydzień.). Jednak on nie ma prawa decydować o życiu czy śmierci mojego psa. Ma obowiązek pomóc, skoro do niego przychodzę. Wiem, że moj pies wtedy wyglądal tak, jakby już nie bylo szansy na wyciągnoęcie kasy w przyszłości od właściciela. A o to chyba głównie na Chopina chodzi. Moja znajoma pracuje w gabinecie i niedawno się dowiedzialam, że takie sprawy nie zawsze bezkarnie uchodzą weterynarzom. Jeśli nawarstwi się parę takich spraw, to weterynarz może mieć nieprzyjemności. A jeśli ktoś z właścicieli jego pacjentów poda go do sądu, to też mu na pewno milo nie będzie. W gabinecie, w którym pracuje znajoma właśnie taka sprawa byla. Ja również ubolewam nad tym co się dzieje w Szczecinie jeśli chodzi o weterynarię. Prawdopodobnie nawet Gorzów ma lepsze zaplecze weterynaryjne. Pozdrawiam Hania
  17. Witam! Czytam to co napisali Dogomaniacy o szczecińskich wetach. Zacznę od pani Basi Powidzkiej-Ozdoby (gabinet Kilińskiego, a drugi na Piotra Skargi). Pani jest miła i ponoć calkiem nieźle sobie radzi. Kiedyś do niej chodzilam ale niestety przyjmowała w gabinecie na zmianę ze swoim mężem. A u tego wizyty już wcale nie były takie fachowe. Parę lat jeździłam na Chopina. Bywało różnie - czasem pomogli czasem popełniali babola. Przyjmowali różni wetowie. Ze wspomnień stamtąd: większość wetów zjadła wszystkie rozumy (wszechwiedzący), naburmuszeni, ceny jak z kosmosu, kolejki jak w przychodni państwowej, dopóki myślą, że własciciel psa to laik próbują go zastraszyć, co to psu nie jest (aż właściciel jest gotow zapłacić kopę kasy, żeby tylko ratować psa - dr G. i dr W.), jadą po hodowcach, jakby to sami oszuści i rozmnażacze byli co sprzedali włascicielowi chorego psa, poprzyklejali sobie niektóre specjalizacje nie wiadomo na jakiej podstawie (o "kardiologizacji" tego gabinetu mogła bym wiele powiedzieć ale na kardiologii to się nie znają, a przypisują to sobie), nie lubią jak właściciel psa pójdzie do innego gabinetu, bo przecież inni weterynarze źle leczą zwierzaki, a potem oni muszą ratować te zwierzęta z całego miasta od innych wetów (to kiedyś usłyszałam od dr-a W.), jak tylko jest okazja, to zrobią jakąś operację (bo za to się więcej kasuje właściciela), wymyślanie, że szczeniak ma dysplazję i natychmiastowa propozycja operacji, zanim właściciel wyjdzie z szoku i zrozumie, że jest naciągany, to dla nich normalka, traktowanie przez większośc tamtejszych wetów psa jak mebel też normalka (tylko jakaś pielęgniarka była mila dla zwierzaków i okazywala im ciepło), przyjmowanie "klijentów" jak na taśmociągu no i kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Gabinet Pępiaka na Łubinowej. Tylko raz tam jeździlam - tzn. z jedną sprawą kilka razy. Doklądnie z jak się później okazało alergią. Podleczyli mi sukę, bo w skutek drapania się wdarł się gronkowiec. Wydalam prawie 400 zł na leczenie tego. Ale i tak przyczyna drapania się pozostała. Niestety nie mamy weterynarzy dermatologów. Bylam z tym też na Chopina. Jedynie co dostalam tam, to wynik badania z napisem "Pleśnie". Latałam z tym potem po weterynarzach. Nikt nie wiedział co to ma być. Stwierdzili tylko, że preparat musiał być źle przechowywany i zapleśniał. Wracając do pana Pępiaka, to lubi zatrudniać weterynarzy po studiach. Młodzi cieszą się, że zdobędą w takiej klinice doświadczenie. Potem nie dostaną kasy za pracę, są źle traktowani i wylatują stamntąd po 3-4 miesiącach. Zdaje się, że tylko Kozdraś uchowal się tam na dlużej. Co do porządnego zrobienia RTG stawów biodrowych do wysłania do Wroclawia, to takie można zrobić na Stanisława Kostki u Janaczyka. Co do kardiologa to rownież w tym roku próbowalam ściągnąć do naszego związku Magdalenę Garncarz ale było za mało chętnych na badania. Jak coś prosze do mnie pisać. Będę próbowala ją zaprosić na początku 2010. Co do gabinetu na Jarogniewa, to dlugo słyszalam zle opinie o nim. Ale ekipy weterynarzy się zmienialy tam. Ostatnio ktoś chwalil ten gabinet. Ponoć też mają nowe RTG. Co do Lubieszyna, to szczególnie polecam panią Barbarę Grabałowską. Ad. lecznicy na ul Wojska Polskiego 198a. To lecznica TOZ-u. Bylam tam raz ze znajomym, który wiózł dwa dzikie koty do starylizacji zlapane pod naszą szkołą. Ale nic nie potrafię o tej lecznicy więcej powiedzieć poza tym, że można tam za darmo zachipować psa. Co do Piotra Namysłowskiego na ulicy Parkowej, to znajoma tam chodzi i jest zadowolona. Ja akurat nie miałam tak milego spotkania z tym panem i nie zadomowilam się tam. Może akurat to był zly dzień. :) Panią Agatę ktora tam pracuje poznalam też w innych okolicznościach - miła młoda kobieta. Sprzęt w tej lecznicy rzeczywiście jakiś jest. Na pewno jest USG. Reszta nie wiem. Odnośnie lecznicy przy pogotowiu na Wojska Polskiego. Niestety moja wizyta tam byla bardzo nie miła. Nie wiem co za konowal nas przyjął. Darł się na mnie i psa, tarmosil moją sukę ze zlości, to nie dala sobie czegoś do pyska wlać. Istny koszmar. Więcej dziada widzieć nie chcę. Ja jeżdżę do kliniki w Lubieszynie. Szczerze mówiąc to wolę jak w niej przyjmuje pani Basia - niestety ostatnio rzadko ona, bo zajmuje się trymowaniem psów. W gabinecie jest urządzenie do analiz krwi. Czasem bywam u dr-a Andrzeja Chmielewskiego. Ma on specjalizację z rozrodu. Ale ogólnie też może być. Na układzie kostnym chyba nie bardzo się zna i ponoć nawet się do tego przyznaje. Jest bardzo sympatyczny. Przyjmuje na Krakowskiej i na Witkiewicza na zmianę z bratem, więc żeby na niego trafić, to lepiej wcześniej zadzwonić. Na Krakowskiej jest USG, rentgen i urządzenie do analiz krwi. Ma też mikroskop na Krakowskiej i Witkiewicza - można zrobić suczce wymaz w czasie cieczki. Pozdrawiam Hania
  18. [quote name='jola123']ponawiam także tu pytanie. czy na RTG może nie wyjść ciało obce ?[/quote] To zależy co to jest. Tworzywa sztuczne i szmaty ponoć bardzo ciężko wykryć. Pozdrawiam Hania
  19. Mam metalową klatkę 107 cm długości. Leżą w niej na wystawie swobodnie dwa Husky. Jak masz duże mieszkanie to i taka może być. U mnie to hektar miejsca w domu zajmuje - nawet stojąc złożona pod ścianą. Na początku jak ją kupiłam, to wlazł w nią mój 105 kg mąż i dwa psy. :) Na jednego Husky ta długości 93 cm będzie dobra. Ta największa co podały dziewczyny spokojnie pomieści trzy Husky i jest też wysoka - wielki klamot. Koleżanka ma taką. Ciężko ją gdziekolwiek przewieźć złożoną i zajmuje dużo miejsca rozłożona. Ale dziewczyny poleciły Ci klatkę, żeby pies się mógł w niej wybiegać. ;) A klatka ma być raczej przytulnym miejscem do spania. Pozdrawiam Hania
  20. Jedno z moich szczeniąt (akurat wtedy jedynak się urodził) zaczął poszczekiwać mając 8 dni!!! Wyobraźcie sobie szczenię ślepe, nie chodzące tylko leżące i umiejące głowę podnieść i poszczekujące. Byłam bardzo zdziwiona. Kolejne szczenięta nie byly już tak "hałaśliwe". Ale nawet tamten szczekacz jako Husky, w dorosłości niezbyt jest rozmowny. Czasem sobie powyje. Pozdrawiam Hania
  21. Kilka lat temu mialam podobne wrażenie, że nie szasta tytulami, choć sama nie umie wytłumaczyć dlaczego. :) Ale jestem ciekawa opinii innych. Na co zwraca uwagę, bo już nie pamiętam. Pozdrawiam Hania
  22. Wsadzenie wszystkich hodowli z rodowodem do jednego worka, jako rozmnażaczy dla idealu kosztem zdrowia i szczęścia psów jest niesprawiedliwe. Wogóle ocena zamiarow hodowcy jest zawsze bardzo trudna. Nigdy nie poznamy psow hodowcy i jego linii tak jak on zna. Hodowca zna swoje psy na codzień. Ich charaktery, zdrowie. Urodę teoretycznie może ocernić on sam i widz z zewnątrz. My patrząc z boku znamy eksterier psa i na tym koniec. Każda hodowla ma swoje dążenia. Jednym podobają się ladne głowy (np. mnie :) ), kto inny będzie mial slabość do koloru futra. Na szczęście mam rasę, ktorej wygląd i jak na razie dążenia w budowie nie kolidują ze zdrowiem. Na szczęście. Odpada mi problem krótkiej kufy czy kształtu czaszki, w ktorej mózg się nie zmieści, itp. Ale znam hodowle, które stają przed dylematami, czy na reproduktora wybrać psa, ktory niesie kataraktę ale z dobrymi kątowaniami (bo mimo tendencji do katarakt Husky nie mają tendencji do ślepoty) czy psa, ktory szczeniąt nie mial i nie wiadomo co niesie i ma gorsze kątowania i wogóle jest brzydszy. Ja akurat mam słabość do oczu, więc wszelkie katarakty omijam ale sądzę, że mając większą ilość psów prędzej czy później trafi się na psa z kataraktą lub nosiciela. A mniej więcej co czwarty ma kataraktę lub jest nosicielem. Wybór reproduktora dla wlasnej suki jest bardzo trudny. Chyba jeszcze trudniejszy, jak jest dużo psów do wyboru. :) Wiadomo, że każdy coś tam dobrego niesie i coś wadliwego. Tylko jak wybrać? To co już wiemy czy strzelić na ślepo i się pomodlić? Jak sobie czytam uwagi niektorych entuzjastów, jakiego cudownego psa dla swojej suki wybrali, jakie piękne szczenięta już dał i to masowo. Ciekawe ile dal niepięknych, o których nic nie powiedziano? Na inne hodowle patrzy się z zewnątrz na prawdę nie znając zamysłów hodowców i cech ich psow. Najlatwiej ocenić, że źle dobral psa i sukę, bo mają takie i takie wady zewnętrzne. A co z pozostalą częścią, której nie znamy? Hodowca musi wybrać nejlepiej jak potrafi uwzględniając psychikę, zdrowie i eksterier. Proszę nie krzyczeć, że rozmnażamy tylko psy zdrowe "jak koń". Psy mają rożne tendencje i pochodzą z różnych linii. Komfort mają ci, którzy wiedza co w ich liniach idzie. Jeśli twierdzą, że mają psy z linii, w któryche były same zdrowe psy i bez żadnych tendencji, to na prawdę nie znają tych linii. Ponoć Husky jest "zdrową" rasą. Ale ja widzę w niej dużo problemów rożnego rodzaju. Skoro te są zdrowe, to jak muszą wyglądać te nie zdrowe. Jeśli się zna rasę i tendencje swoich linii, to hodowla polega na tym, że próbuje się poprawić pewne cechy, a przy okazji wyłażą inne niekorzystne. Więc jedno się poprawi, a drugie zepsuje. W hodowli nawet jak przez jakiś czas jest progres, to późnieniej prędzej czy później nastąpi regres. Nie da się poprawiać czegoś w nieskończoność i tak przyjdzie załamanie. To coś jak wzrost gospodarczy, a potem kryzys. Była dobra passa dla budowlańcow, teraz mają kryzys. Za jakiś czas znowu będą mieli dobrą passę. Ale i tak wiedza genetyczna idzie do przodu, co ulatwia hodowlę. A jeśli chodzi o dążenie do jakiegoś rozsądnego kompromisu przez osoby, które mają szczenięta, bo suczka musi mieć choć raz mieć, to chodząc przez ileś lat do związku za wiele tych idealnie wychuchanych, wydmuchanych nie widziałam. Za to widziałam "ofiary" niedouczenia i glupoty właśnie tych co tak przypadkiem hodowali. Krzywe lapy (ale kupujący na to nie zwracają uwagi - myślą, że tak ma być), bo szczeniaki źle karmione, szczenięta nawet jeśli futrzate, to pod sierścią same żebra. Z wydętymi brzuszkami i karpiowatymi grzbietami, bo nie odrobaczone albo raz odrobaczone preparatem na owsiki kupionym w aptece - bo sąsiadka tak poradzila. Ludzie często mieli dobre intencje ale nie wiedzieli co zrobić. Hodowcy dla jednego miotu suki też najczęściej kryją najbliżej mieszkającym psem. Dla nich to pies i tyle a innych nie widzieli, bo byli na trzech pobliskich wystawach tylko. Bardzo rzadko bardziej ambitni szukają psa utytułowanego. Dobrego psa nie umieją szukać, bo nie wiedzą jak. Pozdrawiam Hania
  23. Co do długości czasu odstawiania ogona, to zależy od suki. Ja mam sukę, która odstawia ogon 10 dni przed dniami płodnymi i chyba do 10 dni po. Kryje się bardzo późno - 20 dzień i później. Robienie samych wymazów w jej przypadku tylko zaciemniało obraz rzeczywistości. Trzeba bylo robić progesteron, żeby w końcu namierzyć jej dni płodne. Inna z moich suk nigdy nie odstawiala ogona do czasu, jak nie zostawiłam sobie psa z miotu. Przy ostatniej cieczce (suka miala już 13,5 roku a pies z półtora) zaczęła odstawiać ogon i nawet mu się czasem pozwalala oblizać pod ogonem. :) Tak to zawsze była zołza ostatnia nawet w dni płodne. Pozdrawiam Hania
  24. Potrzebne jest odpowiednie zwiotczenie. Pieskowi trzeba tylne łapki odpowiednio wykręcić do środka (tak by było dobrze widać główki udowe) przy jednoczesnym wyprostowaniu tych lapek. Robiłam kilka lat temu takie zdjecie i nikt mi nie powie, że takie coś można psu nawet spokojnemu zrobić na żywca, jak jeszcze leży na plecach. Przy złym ułożeniu psa i lap może ze zdjęcia nic nie wyjść albo wynik przeklamany. Pozdrawiam Hania
  25. Huskuś

    brak p1

    [quote name='Talagia']Na europejskiej wystawie w Budapeszcie pojawił sie temat setera angielskiego, ktory nie ma [B]16 zębów [/B][/quote] Hmmm... Ze strony FCI Setera Angielskiego: " [FONT=Times New Roman][U]Jaws/Teeth[/U] : Jaws strong and of nearly equal length, with a perfect, regular and [COLOR=red][B]complete scissor bite[/B][/COLOR], i.e. upper teeth closely overlapping the lower teeth and set square to the jaws. [COLOR=red][B]Full dentition desirable[/B][/COLOR]."[/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman]Czyli pełny zgryz nożycowy. Pożądane pelne uzębienie.[/FONT] [FONT=Times New Roman]Seter angielski powinien mieć policzone wszystkie zęby wedlug standardu.[/FONT] [FONT=Times New Roman]British Club ma jakieś inne wytyczne co do uzębienia w tej rasie?[/FONT] [FONT=Times New Roman]Ale jeśli rasa była "wykończona" przez Brytyjczyków, to może rzeczywiście nie było by co oceniać i hodować, gdyby sugerować się samymi pełnymi czy niepełnymi zgryzami.[/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT][FONT=Times New Roman][/FONT] [quote name='Talagia'] Świetny przykład - rodzice mojego psa to zestaw pełne uzebienie+braki, a wszystkie mi znane szczenieta z tego miotu maja 100% komplet zębów (niektóre mają nawet nadwyżke!). [/quote] Moja suka ma pelen zgryz. Pokrylam psem bez jednego P1. 3 szczenięta mają pełne uzębienie, jeden nie ma jednego P1. Poprzednio krylam ją psem z pełnym uzębieniem i byl jeden szczeniak z pelnym uzębieniem. Niestety mimo pełnego zgryzu i tak nie nadający się na wystawy z innych przyczyn. Nadmiar zębów w paszczy też nie jest pożądany. Pozdrawiam Hania
×
×
  • Create New...