-
Posts
159 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Ewa Pikulska
-
Jeśli zechcesz kojarzyć to ci jeszcze dorzucę - osoba, której list wklejałaś - która tak bardzo broni obecnej pani dyrektor, sądzę, że to ona jest w wielu przypadkach źródłem twojej wiedzy - jak wiesz ma także jasny pogląd na sterylizację - wiesz o tym , i nie jest to pogląd nazwijmy to "poprawny politycznie" na tym i wielu innych forach zwierzęcych.
-
ARKA 1. Po pierwsze nie bardzo wiem dlaczego my wszyscy mamy olać zwierzaki z Palucha - ja na szczęście zostawiłam tam tylko jednego psa ale niektórzy jak Dorota wiele psów. 2. Jak mam sie dogadać o czym ty piszesz - przeczytałaś to co napisałam ? I co mi z tego, zę sie dogadam ktoś mi powie tak a zrobi inaczej. 3. Co do pisma - jak wiesz ja także zatrudniam ludzi i jak mam taką sytuacje to biorę pracownika za głowe i w ciągu paru godzin mam psa odłowionego - jak nie da się inaczej dzwonie gdzie trzeba ściągam kogoś z Palmerem i też mam odłowionego. A nie pisze pisemka. Bo jako kierownik tej placówki to ja jestem odpowiedzialna za każdy ewentualny wypadek jaki będzie miał miejsce z udziałem tego psa. I jako kierownik nie staram się zapewnić sobie alibi tylko staram się zapewnić bezpieczeństwo ludzi i zwierząt na terenie za który odpowiadam. A właśnie odnośnie ucieczek - pies o którym wspominałam, ze zgłaszałam, że trzeba go przenieść do innego boksu bo wychodzi - i usłyszałam od z-cy dyrektora, ze wraca sam i nie trzeba go przenosic - jakiś czas później zagryzł psa na łańcuchu. Nie wiedziałam o tym do wczoraj. 4. Co do adopcji - nie wiem dlaczego nie miałyby być takzę poza Warszawę - to raz, nie wiem dlaczego miałabym kogokolwiek narazać na np. 8 krotne zwalnianie sie w godzinach np. pracy i przyjeźdzanie do schroniska po to, aby schronisko wymyślało coraz to inne powody dlaczego psa nie da. I nie jest prawdą, że życie moze się składać z samych odstępstw, ludzie - każdy człowiek, który przychodzi na Paluch powinien być traktowany tak samo - powinny być jasno okreslone zasady adopcji - wywieszone w widocznym miejscu - i ujęte w nich takze sytuacje wyjątkowe i jakie warunki nalezy spełnić, aby można było psa wyjątkowo zabrać. jasne i jednoznaczne - a nie widzimisie. Dla mnie te przypadki to nie sa przypadki jasne. Bull ( nie ma psa na liście ras agresywnych) - musiał iść kastrowany Mastino który miał na końcie ugryzienie człowieka pojechał do rozmnażalni niekastrowany ( a jest na liscie ras niebezpiecznych) Nikt nie kontroluje czy sterylizacje warunkowe są wykonywane ( te w domu jak to nazywasz) mogę ci podać liste osób, które za naszym pośrednictwem adoptowały psy i nikt nigdy nie sprawdził czy wysterylizowały zwierzęta, mogę podać przykłady osób, które dostały jakoby zwierzę wysterylizowane a takie nie było, suka jakoby wysterylizowana urodziła szczeniaki w schronisku, z inną podobno ostatnio zgłosiła się do biura osoba, któtra ją adoptowała suka jest w ciąży. Na Światowym Dniu Zwierząt rozmawiałam z wieloma osobami nie z Palucha i już oficjalnie w Warszawie można usłyszeć , ze schronisko odchodzi od sterylizacji - schronisko odchodzi od sterylizacji ??? :o A ja ciągle pamiętam słowa, z powodu , których dzwoniłaś do mnie oburzona 1,5 roku temu. to słowa, z wywiadu, które udzieliła pani dyrektor.I aż się boje kojarzyć pewne fakty : 1. "lekceważenie" sterylizacji - bardzo niewiele obecnie sie wykonuje zabiegów na psach schroniskowych 2. Utrudnianie wolontariuszom szukania domów - zwłaszcza dla psów "atrakcyjnych" 3. Dziwne adopcje jak w przypadku wspomnianego goldena ( poza godzinami adopcji, wbrew obietnicy) 4. Dziwne adopcje jak w przypadku mastino - pies był zarezerwowany dla pani która w rozmowie z trzema wolontariuszami wyraźnie mówila, ze chce go rozmnażać i właśnie kupuje sukę. Pytała mnie ile to kosztuje - załatwienie psa nie kastrowanego ? Może ty chcesz ARKO sobie pokojarzyć ? W końcu jak wiadomo wszystko wiesz najlepiej.
-
Najbardziej boli mnie to, ze dziś poprzez takie a nie inne postępowanie dyrekcji nie mogę pomagać zwierzętom. I od razu wytłumaczę ci co uważam za największą pomoc i po co robię wszystko inne - po to, aby znaleźć psom dom, dobry kochajacy dom, bo to jest moim zdaniem naistotniejsze, opieka nad psami w schronisku ( moja) ma służyć własnie temu celowi. A nie opiece samej w sobie - bo nigdy w tych warunkach nie zapewnię im tego co prawdziwy dom. Ale dziś nie mogę tego za bardzo robić i nie dlatego, że jestem negatywnie nastawiona - ale nie chcę ja wychodzic na debila i nie chcę ludzi narażać na wycieczkę kilkadziesiąt bądź kilkaset kilometrów na darmo. A w zwiąkzu z tym, ze nie raz przekonałam się, że przy adopcjach występują przeróżne prawdziwe lub wymyślone trudności i albo idzie ona gładko, albo okazuje sie, że schronisko psa nie wyda nie mam jak tego robić. Jak twoim zdaniem bez rezerwacji mam załatwić adopcję psa - kiedy np. zainteresowana osoba jest z innego miasta - mam ją narazić na przyjazd z Krakowa, Szczecina, czy skądś tam bez gwarancji, że pies tam będzie, że ta osoba będzie mogłą go zabrać. Jak mam to zrobić ? Obecnie nie wiadomo co obowiazuje , jednym pani dyrektor pozwala zabrać psa niesterylizowanego i niekastrowanego, przy innych psach upiera się, ze musi być zabieg, jedni mogą przynieść oświadczenie od lekarza, ze ten wyleczy i zaszczepi psa (pies wychodzi bez szczepienia przeciwko wściekliźnie) w innych sytuacjach obowiązuje bezwzględna zasada po leczeniu , po szczepieniu. Nikt nie wie czym się kierować, nikt. I jak sobie wyobrażasz moje szukanie zwierzętom domów w tych warunkach.
-
Droga ARKO fakt nic mi do pracowników. Tylko chyba nie zauważyłaś, że pismo nie jest o ludziach tylko o psie: O psie, który: 1. Ugryzł czlowieka 2. Jest nie szczepiony na wściekliznę najprawdopodobniej 3. Lata luzem po schronisku - skoro ugryzł to pewnie potrafi zachowywać się agresywnie 4. Stanowi zagrożenie zarówno dla ludzi jak i innych zwierząt 5. A dyrekcja zamiast go odizolować i przeprowadzić właśniwie obserwację w kierunku wścieklizny pisze pisemko z zapytaniem czy wszystko jest ok ? Jak rozmiem ARKO skoro brak możliwości wytłumaczenia takiej - nazwę to po imieniu - moim zdaniem nieodpowiedzialności i głupoty to najlepiej jest powiedzieć "guzik wam do tego". Co do tego, ze trudno sobie wyobrazić aby nie można było dogadać się z innym człowiekiem dla dobra kogokolwiek też trudno mi było sobie to wyobrazić - ale nie musze sobie wyobrażać, przerabiałam to przez półtora roku na Paluchu - i nie mam już do tej osoby za grosz zaufania i nie jest to moja wina ale powodem tego jest to, ze zwyczajnie nie liczy si.e z tym do czego sama się zobowiązuje albo co sama obiecuje. Przykład - chyba lepszego być nie moze: Do jednej z nas zwróciła się matka dziewczynki niepełnosprawnej o to czy nie można byłoby spróbować wybrać psiaka odpowiedniego dla takiego dziecka. Tracił się prawie golden, młody, łagodny, przyjazny - pomimo iż nie było rezerwacji ( jakoby) a pies był na leczeniu i nie szczepiony przeciwniko wściekliźnie - wolontariuszka poszła rozmawiać, ze sytuacja wyjątkowa - otrzymałą zgodę, psu kupowała leki za własne pieniądze i wyznaczono termin odbioru psa na konkretny dzień. Traf chciał, że trzy dni przed wyznaczonym terminem byłam przypadkiem w schronisku między godziną 10 a 11 i widziałam osobiście jak pies ten opuszcza schronisko ( poza godzinami adopcji) w towarzystwie jakiś ludzi. Naiwnie wierząc, ze to właśnie ci państwo odebrali psa - zadzwoniłam do koleżanki, żeby jej powiedzieć, ze widziałam , ze psiak już pojechał i że wszystko ok - i wtedy właśnie dowiedziałąm sie, ze oni mieli psa odebrać trzy dni później. Tak wiec pies poza godzinami adopcji , warunkowo bez szczepienia na wściekliznę pojechał do kogoś innego. Choć były obietnice. Wiesz jak ta dziewczyna to odchorowała, jak wytłumaczyc matce takiego dziecka, że zostało się oszukanym, jak wytłumaczyć to dziecku. Pani dyrektor wtedy odpowiedziała nam wtedy właśnie jak ty w tej chwili - guzik wam do tego do kogo pies trafił, nie wasza sprawa. Chcesz mnie przekonywać, ze ja do kogoś kto nie jednokrotnie obiecywał, ( patrz ten pies, patrz baza komputerowa, patrz właśnie obiecanki podjęcia leczenia jakiegoś psa, przeniesienia go z boksu gdzie jest gryziony, odstawienia budy od płoty, żeby pies nie wyskakiwał, i wiele wiele innych przykładów) i się z tego nie wywiązywał chcę jeszcze zaufać, ze wierzę w jego dobrą wolę. NIe zartuj ze mnie. Jak mogę sie porozumieć z taką osobą, która jedno mówi drugie robi.
-
ARKA zarzuty do dyrekcji to jedna rzecz i tutaj są przykłądy tego, ze wieel razy musieliśmy prosić o zajęcie sie jakimś psem i nasze prośby trafiały w próżnię. Zarzut , że Warszawa ma Paluch a nie schronisko to inny zarzut. Ale za to jak wyglądają inwestycje odpowiada dyrekcja. Jwierzę, ze było inne wyjście jak stawianie byle jakich wybiegów -sądzę, ze te 5 milionów można było wydać na coś trwałego i lepszego jak wybiegi z budami, można chcieć albo walczyć o nowe schronisko albo nie chcieć walczyć - obecnie wybrano drogę nie walczyć i tworzyć propagandę, ze dobrze jest jak jest. Ja sie z tą propagandą nie godzę. Natomiast nawet jeśli stać ich tylko na nowe boksy to co stoi na przeszkodzie, aby były to boksy zabezpieczone i uniemożliwiające zwierzetom gryzienie się po sąsiedzku choćby, czy trudno pomyśleć, czy ściany musżą być z siatki - uważam, ze dużo lepiej sprawdziłyby się elementy betonowe - psy nie widzą się, nie nakręcają wzajemnie do zachowań agresywnych, raczej nie mogą sie po nich wspiąć, nie przegryzą sie do sąsiada, nie złapią sąsiada za ogon itd, itd. i w tej kwestii jestem przekonana, że ma coś do powiedzenia dyrekcja - bo to ona zleca wykonanie takich a nie innych boksów. Ja oczywiście pozostanę przy swoim uważam, że 5 milionów starczyłoby na coś konkretnego, a nie tworzenie w XXI wieku dalej prowizorki i dalej obozu, a nie schronienia dla zwierząt. Oczywiście to nie jest wina dyrekcji, że to nie jest schronisko na miarę XXI wieku - ale winą dyrekcji jest obudowywanie tego syfu propagandą. Wiesz jak zrobiłąm przegląda artykułów w których pani dyrektor chwali się tym jak jest wspaniale to mi sie w brzuchu wszytskoe wywraca: 1. Koty miauczą z zachwytu bo nowy wspaniały szpital - i połowa ich umiera 2. Nowe wyposażenie dla lekarzy aby mogli przeprowadzać zabiegi na psiakach - tylko szkoda, że nie schroniskowych - wiesz byłą taka mała czarna podpalana sunia - łapka zrośnięta źle do tyłu - wiesz ile razy pytałam o tą sunię czy mogę już jej szukać domu - nie bo jest wyznaczona do zabiegu, wiesz ile czekała na ten zabieg z rok chyba, a teraz dowiedziałam się, ze nie żyje - zagryziona. A ja jej błągalne spojrzenie jak na mnie patrzyłą będę miałą do końca życia przed oczami - i tylko mogę załowac, że mieszam w bloku i mam już trzy psy i dwa koty i nie mogłam jej zabrać i uratowac. Wiesz nie mam siły ci już udawadniać, że jest tragicznie - jest tragicznie a żadna farba tego nie zmieni - zielone płotki, fioletowe budki i inne brednie - a tam jest syf, śmierć i ból. I choćby uczciwość nakazuje , aby tak o tym mówić.
-
ARKA z całym szacunkiem ale na miano budynek to żaden obiekt na Paluchu moim zdaniem nie zasługuje. Istota tego o czym pisze jest taka, że przed tymi nowymi inwestycjami - większośc psów przebywała w pomieszczeniach, z których nie mogły się wydostać. A obecnie całę te inwestycje to właśnie wybiegi z budami - czy tak twoim zdaniem wyglądać powinno schronisko w XXI wieku w stolicy europejskiego kraju, w kraju gdzie klimat jest taki, a nie inny, i gdzie wiele z psów które w nim przebywa nie nadaje się do trzymania na wybiegach. A dzielenie boksów na mniejsze dlaczego moim zdaniem jest złe - bo psy które siedzą w tych boksach spędzają tam niejednokrotnie wiele miesięcy a czasem lat - i skazywanie ich na przebywanie na 5 czy 3 metrach kwadratowych przez połowe ich życia jest barbarzyństwem.
-
Tak było w ostatnim okresie notorycznie i ja siętylko dziwię, że nie było jakiejś afery - żaden z tych psów nie pogryzł jakiegoś dziecka dotkliwie - ale przecież to nie zasługa schroniska tylko wyjątkowego szczęścia. Jak widać po pisemku - takie psy gryzły ludzi, jak często nie wiem, nie mam dostępu do danych o czym wiesz doskonale, wiem tylko, ze jeden z moich podopiecznych dwukrotnie ugryzł przez kraty pijaka - bo schronisko takze dość powszechnie zaczęlo wpuszczać na teren schroniska osoby nietrzeźwe i wydawać im psy. Nasze zapytanie w sprawie czy nadal obowiazuje zakaz przebywania na terenie osób nietrzeźwych i wydawania zwierząt osobom nietrzeźwym pozostało bez odpowiedzi no chyba, zę jako odpowiedź potraktuje słowa - adopcji dokonują kompetentni pracownicy biura adopcji. Tylko, że przy adopcjach przez osoby nietrzeźwe było tż kierownictwo. I wiesz jak jednego razu pan zastępca skwitował uwagi nie wolontariuszy tylko innej osoby, która zwróciła uwagę, ze panowie adoptujący psa są pijani - "Każdy sobie musi czasem wypić" - rozkosz co nie.
-
Inny pies, który wychodził notorycznie górą z boksów na końcu - na moje zgłoszenie, ze pies wychodzi - zastępca dyrektora odpowidział mi - wiemy, wiemy wychodzi, ale wraca - i co i nico - sądzisz , ze psa przeniesiono do boksu, z którego nie mógł wychodzić - nie a po co ...., przecież sobie wraca.
-
Kaukaz który był w końcowych boksach - otwierał sobie zle zabezpieczony boks i wychodził jak widział, ze inne psy idą na spacer. Wiesz jaka byłą sugestia ze strony schroniska, kiedy wolontariusze to zgłosili - to nie wychodźxie z tamtymi psami i dobrze będzie. Też po paru tygodniach raczono założyć skobel.
-
Takich psów które latały luzem pod schroniskiem lub na jego terenie widziałam kilka. Jedna sunia koczowała pod schroniskiem chyba ze dwa tygodnie - miseczki jej wystawiali, a ludzie, którzy przyjeźdzali do schroniska zgłaszali to w zasadzie codziennie. Ze dwóch tygodni trzeba było, zeby pani dyrektor raczyła wysłać pracownika aby podać suni w jedzeniu środki na przyśpienie i zabrać do schroniska. Pies o którym już pisałam - latający pomiędzy ciągami D a ostatnimi siatkami - ustawiono mu miseczki i budkę - a nikt nie zadbał o to, aby psa odłowić. Pies podbiegał zachowując się agresywnie do innych psów i do mnie i dwójki innych wolontariuszy i co i nic. Pewnie też jest jakieś pisemko z zapytaniem czy jest szczepiony i czy nikogo nie pogryzł. Mam jego zdjęcia. Miesiąc temu pod schroniskiem chodział sunia, która ewidentnie urodziłą szczeniaki - ma je gdzieś ukryte na działkach - to też sunia ze schroniska. Mam jej zdjęcia. Takie jest realne zainteresowanie pani dyrektor podopicznymi - napisać pisemko, aby być jakby co krytym - działania przy zamiłowaniu do biurokracji są zupełnie zbędne.
-
A żeby zilustrować jak wyglądają "działania" pani dyrektor pozwole sobie przekopiować pisemko, które mam z jej podpisem i pieczątką - jako ciekawostkę. " Proszę o wyjaśnienie mi dlaczego pies zarejestrowany pod numerem 3527/A jest nie zaszczepiony przeciwko wściekliźnie, a jednocześnie chodzi luzem po terenie Schroniska również w mijscach odwiedzanych przez osoby odwiedzające Schronisko. Prosze także o informacje: kiedy zakończyło się leczenie psa. Pies ten w dniu 12.04.2004 pogryzł człowieka i nadal w dniu 14.04.2004 chodzi luzem. Jak zatem wygląda jego obserwacja w kierunku wścieklizny" Wiesz mnie przychodzi do głowy tylko jedno - trzeba być wybitną osobą, żeby w przypadku, gdy z boksu uciekł nieszczepiony na wściekliznę pies i pogryzł człowieka - pisać pisemko z zapytaniem czy oby na pewno jego obserwacja w kierunku wściklizny jest prowadzona prawidłowo - zamiast jako osoba odpowiedzialna za funkcjonowanie schroniska nakazać natychmiast pracownikom złapać psa - jełśi nie ma innego sposobu nawet z wykorzystaniem Palmera. Ale to jest właśnie typowe - mieć podkładeczkę, ze się tym zainteresowałam - ale zrobić coś z tym a po co ......
-
ARKa co do zadaszenia to ja ci odpowiem bo chyba zapomniałaś które były nie zadaszone za twoich czasów. Ciąg A - zadaszone Ciąg B - zadaszone Ciąg C - zadaszone Kwarantanna - niektóre zadaszone Ciąg "Doroty" - zadaszone Ciąg "na końcu świata" czyli D - zadaszone Ciąg wzdłuż biura - zadaszone Nie zadaszone ( pokryte od góry siatką) były wybiegi na szpitalu i nie zadaszone były te, które już później powstały wzdłuż kociarni. I kilka wybiegów wzdłuż płotu LOT i koło wozu Drzymały. Poza szpitalem i przed zrobieniem L - nie zadaszone na terenie starego schroniska było z 6 - 8 dużych wybiegów. ( wdłuż płoty LOT i koło szpitala oraz większość boksów w duzej kwarantannie - choć duża kwarantanna jest z pionowych gryubych prętów i psom trudniej jest się po nich wspinać niż po siatce - były takie co to potrafiły - ale mało który to potrafił. Z tego co ja wiem właśnie na szpitalu i na tych wybiegach dochodziło najczęściej do pogryzień i zagryzień - właśnie dlatego, że zwierzęta mogą z nich wychodzić, wchodzą na cudzy teren itd. Ja ci już ARKA powiedziałam wcześniej, robie to co uważam za stosowne - na razie mówię głośno o tym jak jest. I nie podkreślaj tak tego mojego inspektora bo każdy człowiek moze złożyć doniesienie nie tylko inspektor to raz , a dwa co ja zrobię jeszcze oprócz tego, ze mówię i powiem jeszcze więcej głosno to akurat moja sprawa. Przestań z łaski swojej rządzić innymi i im dyktować co mają zrobić - ja jestem inspektorem TOZ ty reprezentujesz organizacje prozwierzecą i nasze obowiazki wobec zwierząt jakby nie było są podobne. Co do liczby psów zaniedbanych - sama je sobie policz. Co do pytań co zrobiłyśmy z tą sunią i innymi podobnymi przypadkami. Zgłaszałyśmy schronisku, dopominałyśmy się o to, aby sprawdzili co jest tej i innym psom, które tego wymagały i napisałam już najczęściej nasze prosby pozostają bez echa i bez realizacji. Jak się udawało to koczowałyśmy godzinę pod gabinetem wet i prowadziłyśmy psa do weta - ale prawda jest taka, ze weci ostatnio są intensywnie zajęci zabiegami przeróżnymi na psach spoza schroniska i na schroniskowe czasu nie mają. A godzinach adopcji - a jak wiesz my w tych godzinach mozemy ( mogliśmy przebywać w schronisku) są w gabinecie adopcje i najczęściej jest gadka pod tytułęm - jutro rano pies zostanie zaprowadzony do lekarza, albo zrobi sie jakieś tam badania itd. i to nie następuje - co uważasz, ze mam kogoś pod bronią palną zmusić do tego, zeby psa przebadał. Na nasze niejednokrotne pytania czy mozemy psa zabrać na jakieś badnia itd. pani dyrektor miała najczęściej ostatnio jedną odpowiedź - nie ma potrzeby schronisko ma sprzęt i zrobi co trzeba - tylko poza deklaracjami - tak w tej jak i w wielu innych sprawach faktyczne działanie nie następuje. Wiesz akurat to jest to co mnie chyba najbardziej denerwuje - pani dyrektor stoi przede mną mruga oczami i mówi - oczywiście, oczywiście zajmiemy się, oczywiście, oczywiście jutro opiekunowie przeniosą tego psa z tego boksu gdzie jest gryziony do innego , oczywiście, oczywiście - a ja przyjeźdzałam za parę dni i nic nie było zrobione, nic się nie zmieniało, pies nie był przeniesiony, nie były wykonane badania, nie był podany leczeniu itd. Jeśli jej to więc lata koło pióra niech choć nie utrudnia nam innych działań, niech zrobi to co powinna albo niech powie nie zrobię i już - bo mi się nie chce.
-
ARKA A tak mi przyszło do głowy - skoro masz takie fachowe źródlo wiedzy, to pytanie: 1. Czym spowodowane jest to, ze w żadnym z nowych boksów w schronisku nie zadbano o zabezpieczenie od góry. Bo mnie przychodzi tylko jedno do głowy - brak dbałości o zwierzęta - ale mozę są inne powody, które zupełnie nie przyszły mi do głowy.
-
A ja jeszcze ARKA mam do Ciebie pytanie - czy ty tylko lepiej wiesz od nas z rozmów telefonicznych - czy też pojechałaś osobiście zobaczyć i upewnić się, że obecnie na Paluchu jest miodzio i mucha nie siada.
-
Spokój bo topik zamknie mod i teraz będzie miał powody. Przecież to samo można napisać spokojnie. Jak rozumiem ARKO uważasz, ze weci są do bani i źle diagnozują, ekstra bo sama pokusiłaś się o diagnozę suni na podstawie zdjęcia a jak wiadomo wetem nie jesteś. ARKA ja jednak postaram się wytłumaczyć : Zdjęcia psów w kiepskim stanie zostały pokazane - wielu z nas wielokrotnie chodziło, zgłaszało i prosiło o zajęcie się danym psem, najczęściej takie prośby nie są realizowane - schronisku interweniuje dopiero wtedy, gdy zdarza sie tragedia albo gdy jak w tych przypadkach upubliczniliśmy wizerunki niektórych psów. A to bez względu na powyższe twoje argumenty :wallbash: nie świadczy o naszym stosunku do zwierząt, o kompetencjach wetów, o poglębiającej się biedzie w Polsce, o zwiększającej się liczbie chorych na AIDS i o wielu jeszcze innych rzeczcah nie świadczy - a świadczy jedynie o zaniedbaniu ze strony schroniska - i już.
-
A i co do ostatniego zdjęcia - pies w podeszłym wieku - pies wygląda jakby nie był w stanie sie samodzielnie bronić - wierzę, więc , ze w pojedynczej izolatce pozostanie na zawsze - bo jak pokazuje praktyka umieszczanie psów w tym stanie w salach z wieloma psami i na wybiegach kończy sie często zagryzieniem.
-
A ja muszę przyznać, ze ten konkurencyjny fotoreportaż z objaśnieniami napawa mnie optymizmem. To znaczy, że zamieszczenie tutaj zdjęcia psa - owocuje tym, że ktoś w schronisku raczy się zainteresować sie tym co mu jest i przenieść np. na szpital - a nie zostawić samopas. Ja do schroniska nie jadę - ale kto jedzie niech robi dalej zdjęcia - jest szansa, że jeśli ukażą się następne zdjęcia leżących w zimnie staruszków na betonie i psów siedzących na końcu schroniska z ranami na pysku ( bo chyba w którymś z końcowych boksów były robione zdjęcia psa z ranami na pysku) a teraz jak zostalismy poinformowani jest na obserwacji na szpitalu - los innych też się poprawi nie tylko tych na pokaz. A o to właśnie chodzi. Aby skoro podobno ( przynajmniej tak było ) pani dyrektor robi codzienne obchody - to przynosiły one coś więcej niż spacer po schronisku - ale pozwalały właśnie zauwazyć i roztoczyć opiekę nad psami, które jej potrzebują. Sama pamiętam jak w czasie realizowanych jakoby codziennie przez dyrekcję obchodów, widziałam psa, który leżał bez siły w kilkupsowym boksie - chodziłam dwa dni i prosiłam co by go zabrać - na trzeci dzień jak przyjechałyśmy - psa właśnie gryzły inne psy - wtedy go zabrano - był nieprzytomny. Na moje pismo dostałam odpowiedź, ze pies nie został pogryziony tylko był podduszony - jakby jemu sprawialo to jakąś wiekszą różnicę. Może więc upubliczniane zdjęcia pomogą schronisku interweniować wcześniej zanim dojdzie do pogryzienia lub podduszenia.
-
No jasne psy się nie gryzą - psy mają coś ze skórą, że im się rozpada. Ja już nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. No a Jaksonowi który nie miał żadnej operacji nos sam odpada - taka choroba jak nic. :o A kryzys u nas w Polsce był bo Regan nam kurczaków nie przysyłał - co nie :o Z twojej wypowiedzi wywnioskowałam, że uważasz, że w schroniskach panuje ból i cierpienie, a na Paluchu ( przestarzałym, dwukrotnie przepełnionym schronisku, z bazą w stanie śmierci technicznej, z nieogrzewanymi budynkami, z grzybem i azbestem)- jest kraina mlekiem i miodem płynącą.
-
ARKA to ja z innej paczki nie sądy i nie co komu kto nagrał, ale chciałabym zrozumieć. Dziś w Polsce w schroniskach ( nie tylko na Paluchu) jest źle - wiesz o tym ty i wiem o tym ja - w jednych trochę lepiej w innych trochę gorzej, ale generalnie jest źle - czy w związku z tym uważasz, że należy do tego przywyknąć i nic nie robić ? :o Czy biorąc udziałw akcjach i lobbująć przeciwko: myśliwym, którzy zabijają psy i koty strzelająć do nich, cyrkom, w których znęcają się nad zwierzętami ku naszej uciesze laboratoriom doświadczalnym - które wykorzystują zwierzęta w swoich badaniach prywatnym osobom, które znęcają się nad zwierzakami i np. mordują je w bestialski sposób ( jedno zwierze najczęściej swoje włąsne) jednocześnie uważasz, ze to, że w schroniskach jest śmierć i cierpienie - to norma, to stan z którym nie można nic zrobić i trzeba się do niego przyzwyczaić ? Postaraj sie choc raz odpowiedzieć wyraźnie i jednoznacznie na to pytanie. Bo to czym zbijasz nasze argumenty , tzn. "i co w tym wielkiego wszędzie tak jest i wy o tym wiecie bo d.ługo w tym siedzicie" świadczy dla mnie właśnie o takim podejściu. To troszkę jak dla mnie nienormalne - walczysz o bobry, o zwierzęta w rzeźniach, w cyrkach, w laboratoriach, zabiejane przez myśliwych itd. a uważasz za stan normalny to, ze w schroniskach ginie w męczarniach setki zwierząt, że sie gryzą i zagryzają - dla Ciebie zdecydowanie zły jest myśliwy, która zabija jednego psa - a co zdecydowanie dobry jest zarządca schroniska, która dopuszcza poprzez swoją bezmylność do tego, ze ginie kilkaset zwierzęt w ciągu roku ? :o Czy jak ty np. wrzucasz informacje o demonstracji przeciwko cyrkom i wykorzystywaniu w nim zwierząt - to ktoś z nas pyta Cię - masz dowody, zrobiłaś zdjecia zwierząt wykorzystywanych i męczonych tam, ile jest takich zwierząt , co mają w miskach ?, ile ich zginęło itd, itd - czy ktoś z nas twierdzi w czym problem - przecież tak jest w każdym cyrku, który wykorzystuje zwierzęta. Nie - bo dla mnie jest oczywiste, że mój sprzeciw i oburzenie budzą każde formy znęcania sie nad zwierzętami i nie mam co pytać czy mazs dowody - bo nawet jeśłi ich nie masz - oczywistym dla mnie jest, że zwierzętom w tych miejscah dobrze nie jest. Tak wieć wyjaśnij mi swój punkt widzenia - bo jak dla mnie wygląda on następująco: Wszędzie trzeba walczyć o prawa zwierząt, a w schroniskach nalezy zwalczać jedynie eutanazję - wszystko inne w schroniskach jest do przyjęcia.
-
A ja się jednak zastanawiam - czy przy obecnej porze roku - wystawianie chorych psów lub np. szczeniąt z matką w tych klatkach na zewnątrz to aby dobry pomysł. A mogę podejrzewać, że nie będą tego słonka oglądać przez godzinkę tylko cały dzień dokąg są pracownicy - w końcu pomieszczenia "biurowe" są tak małę, że jak się tam ustawi klatki to się będzie po nich frywać chiba. No i oczywiście w związku z tą bezpośrednią opieką - czy pani dyrektor będzie zostawać na noc w schronisku czy też biurko stanie na słoneczku ?
-
A zapomniałam o źródle: http://www.dogomania.pl/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=8259&start=0 to ciągle to samo forum i to samo schronisko - te same azbestowe zagrzybione budynki, te same leżanki jak w obozie, ten sam łagr tylko ładnie pomalowany.
-
ARKO poza niewinnym dziękuje i udawaniem, że temat drązyłaś bo nie mogłaś znaleźć raportu, może byś zechciała sprostować: ARKA napisała : A poza tym chcę twoim zwyczajem odpowiedziec pytaniem na pytanie: A czemu o to pytam, temu : ARKA napisała: ARKA napisała: Kora napisał: ARKA napisała:
-
Gdzie nie widzisz - nic dobrego dla zwierząt, w czym bo troszkę nie kumam ? :o W schronisku ???? :o O to jakby nie było się zgadzamy. :lol: Co do eutanazji - to już się wypowiadałam i kolejny raz nie widzę potrzeby powtarzac się i udawadniać ci, ze wielbłądem nie jestem.
-
Raport NIK : http://www.nik.gov.pl/wyniki_kontroli/dokumenty/2000015.pdf
-
Przepraszam za błędy ale nie mogę poprawic swego topiki. Nie doczytałam - o opiniach wyrywkowych o których pisze ARKA - raport NIK - raport NIK jesy ogólnodostępny w sieci. I zwróc uwagę na jedno - ja z niego nie wyciągam zarzutów wobec Animals, (część z nich została podważona). Ja z niego wyciągnełam suche fakty - liczbę padnięc i porównanie tej liczby do okresów poprzednich. Mój wniosek z tego raportu dotyczy : kiedyś padało 4 % - obecnie pada 10% lub więcej - i to jest dla mnie dowód na to, że niestety im więcej czasu upływa na to, aby coś poprawic i im więcej idzie na to pieniędzy - tym jest gorzej a nie lepiej. Na czym opi Dlaczego tak sądzę: 4% < 10% ( dane orientacyjne) psy 18% < 50% koty 700 tyś < 5 mln ( dane orientacyjne) I nie pisz mi, że nie sposób porównywać - to ciągle to samo schronisko, ciągle przepełnione i ciągle rozwalające się. Z tym, że w zeszłym stuleciu było to schronisko XX wieku w tym już XXI.