Jump to content
Dogomania

Ewa Pikulska

Members
  • Posts

    159
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ewa Pikulska

  1. Ja niestety będę brutalna - sądzę, że przy obecnym zachowaniu Nero, domu dla niego nie znajdziecie. Uważam, że potrzebna jest albo osoba, która podejmie się regularnej pracy z Nero - pracy nie skomplikowanej - ale nauki normalnego cywilizowanego choć trochę życia. Od ponad miesiąca jestem na SGGW w zasadzie codziennie - znam wszystkie psiaki z niezakaźnego i ze wszystkimi wychodzę na spacery - choć z Nero najrzadziej. Nero potrzebuje osoby, która poświeci mu czas - nie 10 minut dziennie ( a tyle ja mu mogę dac). W innej sytuacji sądzę, że nawet jeśli znajdziecie mu dom - bardzo szybko ludzie, którzy go wezmą zrezygnują z niego. Tyle czasu poszło trochę na marne, jesli chodzi o zachowanie i cywilizowanie Nero - sądzę, że czas coś zmienić. To ładny, młody pies - już w zasadzie wyleczony - na pewno mógłby być czyimś psem - ale trzeba włożyć w niego trochę pracy. Jesli ktokolwiek jest w stanie podjąć się codziennej ( lub prawie codziennej) pracy z tym psem może oczywiście sam za pewne zaoferować swoją pomoc na SGGW lub skontaktować się ze mną - jestem na SGGW w zasadzie codziennie od 8 rano. Jesli nikt taki się nie znajdzie - uważam, że powinniście zdecydować, posiadając środki finansowe o np. skierowaniu go na szkolenie stacjonarne - bo lecznicę zaraz będzie mógł opuścić a jego siedzenie tam nadal - bez pracy nad nim jest stratą i pieniążków i czasu. Jesli znajdzie się ktoś chętny do pracy z Nero - jak napisałam wcześniej może zadzwonić do mnie i jako wolontariusz pracować z psem w ustalonych dniach i o ustalonych porach. ( tel (022) 446 99 16)
  2. Ja nie mówię, że lekarz nie wie co mówi ale zadaję konkretne pytanie - bo całą taką drogę diagnostyczną przeszłam dwukrotnie i wiem, że ataki typu padaczkowego mogą mieć inne podłoze jak mózgowe. Poza tym przeczytałam o wątpliwosciach - typu jesli całe życie na Luminalu to co do za zycie. Padaczką sie interesowałam z przyczyn oczywistych, mój osobisty pies ma ją od przeszło dwóch lat - i prowadzi normalne życie - baaaa powiedziałabym , że jest w formie w jakiej w zyciu swoim nie był - jest bardziej ruchliwy, mniej leniwy, grubszy niż był całe swoje zycie i generalnie jego zycie nie jest w żaden sposób mniej warte albo pozbawione czegokolwiek. Z tego co wiem jakiś rok temu odbywało sie sympozjum jakieś na SGGW gdzie był zaproszony lekarz właśnie specjalista od tego typu problemów - przedstawiał swoje doświadczenia i między innymi podawał ile najdłużej podawał psu Luminal z powodzeniem - i było to chyba 9 lat z tego co pamiętam. Padaczka nie jest wyrokiem - padaczka nie jest powodem uśpienia psa jeśli da się ją leczyć i pies nie wchodzi w stany padaczkowe i udaje się uzyskać dłuższe odtsepy między atakami. Z tego co przeczytałam pierwszy atak nastąpił kilka dni temu - i to chyba zbyt mało czasu aby stwierdzić iż jego życie będzie bez sensu bo trudno nawet określić czy leczenie daje efekt. Wiem jedno - Kołek po podaniu Luminalu - chwiał sie na nogach, był ospały, zdezorientowany i wyglądał jakby umierał - ale nie było to spowodowane osłabieniem itd - było spowodowane działaniem Luminalu. Oczywiście lekarzem nie jestem absolutnie ale być może np. ten pies podobnie jak Kołek źle znosi Luminal - mój pies jak napisałam dostaje inny lek - i u niego nigdy nie wystapiły objawy tego typu. Początkowo trochę wiecej spał - po ataklu był zwykle podniecony i jakby rozbrykany, można też zaobserwować większy apetyt. Dla podniesienia na duchu - mój pies - padaczka z przyczyn nie ustalonych - wiek w chwili pierszego ataku 9 lat - miał już dwa ataki w odstepie trzech godzin - w tej chwili po ustaleniu odpowiedniej i działającej dawki leku - ostatni atak nastapił pod koniec kwietnia zeszłego roku i mam nadzieję, że jeszcze długo nie nastapi. Ale ustalanie odpowiedniej dawki leku trwało przeszło rok - uzyskliwalismy coraz lepsze wyniki i odstępy pomiedzy atakami zwiększały się. Tak więc ustawienie odpowiedniej, działającej dawki leku trwa - trwa długo, wiecej niż kilka dni.
  3. Od razu uprzedzę, że nie mam czasu przebrnąć przez kilkadziesiat stron - wieć być moze napizę coś co jest jasne i oczywiste lub gdzies już napisane - ale naprawdę nie mam czasu. Faro mnie ściagneła do wątku a jutro skoro świt musze wstać. Po pierwsze pytanie zasadnicze 1. Czy psiul miał wykonaną pełną diagnostykę - badania krwi i moczu ? Bo doczytałam, że podejrzenia są o zapalenie mózgu lub guza mózgu, ale ataki podobne do padaczkowych mogą mieć bardzo różne podłoże i nie muszą być to przyczyny neurologiczne. 2. Czy początkowo - przed podawaniem luminalu obserwowałaś reakcje typu brak skoordynowania, powłóczenie nogami, jakby brak świadomości gdzie się znajduje - Kołek miła podobne objawy po Luminalu własnie - po odstawieniu leku całkowicie ustąpiły - ale od razu uprzedzę, ze samodzelone odstawienie leku w grę nie wchodzi, z tego co ja się orientuję ( a trochę się orienetuję leczyłam Kołka i leczę swojego psa chorego na padaczkę) przerywanie leczenia Luminalem wywołuje niestety jego mniejszą skuteczność przy konieczności późniejszego powrotu do leku. Ja osobiście w przypadku mojego psa stosuję inny lek - i objawy niepożadane typu własnie zaburzenia równowagi i inne motoryczne nie wystąpiły wogóle a karencję miedzy atakami uzyskałam całkiem dobrą (ostatni atak 10 miesięcy temu) 3. Po trzecie z tego co się dowiadywałam - badanie tomografem generalnie pewnie nic nie da - robiłam wywiad z tej kwestii tak przy Kołku jak i przy moim Biźku i generalnie lekarze uważają iż badanie to nie ma sensu i w 90% przypadków nei wyjaśnia kompletnie nic. 4. Przyczyn padaczki w większości przypadków nie można ustalić. leczenie polega głównie na zwiększeniu odstępów między atakami - bardzo rzadko udaje się uzyskać kompletne wygaśniecie ataków. 5. Dawkę leku ( jakiegokolwiek stosowanego) ustala się metodą prób i błędów - początkowo ustala się dawkę wyjściowa i zwiększa się ją według schematu podanego przez lekarza jesli ataki nadal występują. Okresy miarodajne to okresyu 3 miesięczne. Lek powinno się podawać o stałych porach z tolerencją do 15 minut. Tyle wiem o padaczce. Z tego co wyczytałam - psiak poza tym robi kupę z krwią - czy jakikolwiek lekarz badał psa w tym kierunku - być moze ataki i ten objaw są ze sobą powiązane. Czy podano przypuszczalną przyczynę tego schorzenia ? No i na koniec być może się mylę - ale czy jest jakiś lekazr prowadzący psa - konkretny - bo latanie po kilku klinikach i lekarzach jest moim zdaniem bez sensu. Trzeba wybrać lekarza prowadzącego i on ewentualnie moze psa kierować gdzie ingdziej na specjalistyczne badania a nie my przez internet.
  4. Zeby nie wywoływać niepotrzebnych nerwów uprzedzam, ze nie dałam rady dziś w nocy napisać reportażu - pewnie uda mi się to dopiero w weekend. Poza psiakami z Olszynki w tym tygodniu bowiem mam trochę zajęć poza zwierzęcych i zobowiązań z innymi zwierzakami ( miedzy innymi robie za szofera Bulda/Bolka wyciągniętego z Palucha ) Dlatego musicie poczekać na reportaż jeszcze chwilę.
  5. Jesli chodzi o ogłoszeni na stronie azylu jest ulotka - właśnie z nimi już przygotowana - jeśli ktoś ma chęć może pomóc z rozwieszaniu jej np. po lecznicach - jest do ściągnięcia. My z Moniką wydrukowałysmy już sporo egzemplarzy i zaczynamy akcję rozklejania. Jesli ktoś chce zamieścić na jakiś portalach link do ulotki bardzo proszę. O jedno zdecydowanie proszę - o nie umieszczanie na allegro i innych portalach handlowych - bo tutaj też mamy trochę inne spojrzenie na zasadnosć zamieszczania tam tego typu ogłoszeń. Generalnie chcę napisać - iż wbrew pozorom i temu co działo się w sobotę i z czego wcale nie jestem dumna - bo jestem niestety zbyt nerwowa - nie gryzę ( albo gryzę tylko czasami ) i można do mnie bez obaw dzwonić - naprawdę zapewniam.
  6. Ja nie wiem jak mam to jasniej napisać nie wywołujac niepotrzebnej dyskusji. Nie chcę zadnego psa wysyłać nigdzie a na bank nie o kilkaset kilometrów od siebie - jeśli sama mam mozliwość, środki finansowe i chęć zajęcia się nim na miejscu wspólnie z osobami, które znam osobiście a nie li tylko poprzez sieć. Poprostu tak pracuję - Wy pracujecie inaczej. O sytuacji drugiego szczeniaka też pisałam - generalnie tamtego szczeniaka "właściciel" nie chce oddać - a np. spowodowanie zniknięcia psa bez jego zgody może być zagrożeniem dla kolaczki, wieć on zostanie zabrany po złapaniu kolaczki. Od razu uprzedzę pytanie - czemu kolaczka nie złapana - z tych samychg przyczyn, dla których połowa forum od bardzo długiego czasu, a nie od 4 dni jak w przypadku kolaczki, nie może złapać Bordi lub innych psów, które są dzikie lub półdzikie i poruszają się po otwartym terenie. U kolaczaki dodatkowym problemem jest to, ze w wielu miejscach jeszcze karmicielka porozsypywała całę kilogramy karmy - więc suka nie jest głodna - a w zwiazku z tym nie da się złapać do klatki łapki, do ktorej powinna wejść po jedzenie i w którą jestesmy wyposażeni.
  7. Nie bardzo rozumiem - napisane jest wszystko o psach. Psy są w lecznicy. Napisałam jakie "zabiegi" mają wykonane, napisałam, ze na stronie Azylu będą relacje z tego co dzieję się u psów. Bedzie można przeczytać co u nich. Ich sytuacja się nie zmieniła więc co mam pisac, mam co godzinę pisać, ze jest bez zmian. Jest podany do mnie numer telefonu - żadna z Pań nie dzwoniła do mnie. Nie chcę kłótni - Wy działacie w określony sposób ja w inny. Świat pomocy dla zwierząt nie kończy sie na dogomanii - pozwólcie więc nam działać w zgodzie z nasza wiedzą i doświadczeniem. I bardzo proszę o nie organizowanie wycieczek do lecznicy - to prywatna lecznica z której usług korzystamy i nie chciałabym, abyśmy musieli przestać korzystać w związku z niezadowoleniem właścicielki z powodu organizowanych wycieczek. Dziś, pewnie w nocy, napisze relację o psach, także ilustrowana zdjęciami - pojawi się na stronie Azylu. Wszyscy będą mogli przeczytać. Jeszcze raz podkreślam - nie chcę awantury - więc proszę o to, abyście wierzyli, iż to co mówię jest prawdą - sporo osób zna mnie na dogomanii osobiście - są wśrod nic tak rozpoznawalne osoby przez Was jak Kora i doddy - nigdy żadnego psa do schroniska nie wysłałam i także w przypadku tych psów zrobię wszystko, zeby do żadnego schroniska i azylu nie trafiły, bo choćby nie wiem jak dobre nie jest to odpowiednie miejsce dla psa. I ja najbardziej nie martwię się o przyszłość szczeniaka - bo jednak dla szczeniąt najłatwiej znaleźć jest dom - mnie najbardziej martwi los tych starych psów bo z nimi będzie najtrudniej. Ale wierzę, że uda się znaleźć dla nich dom. Najgorzej oczywiście będzie z kolaczką - bo to stara sunia i jak mówią miejscowi - ona żyje sama od jakiś 8 lat - więc czy uda się ją przywrócić do normalnego zycia - nie wiem. To tyle.
  8. [quote name='gamoń']Totalny skandal. /quote] Nie bardzo rozumiem czemu ?
  9. Szczeniak szpicowaty został chwilowo ukryty przez miejscowych - jak wyrazili się panowie ma taaaki domek u ich kolegi i nic mu do szczęścia nie potrzeba. Oczywiście wątpię, że ma taki domek - jednak problem polega na tym, że do tych panów podobno do obejścia przychodzi sunia "kolaczka" tak więc szczeniaka bedziemy zabierać dopiero wtedy, gdy uda nam się odłowić kolaczkę - bo jesli ona do nich przychodzi w akcie zemsty za zabranie psa, którego oddać nie chcą, mogliby jej coś zrobić. Co do znajdowania domków nie chcę być niegrzeczna - ale za domki typu pies parkingowy - wszystkich i niczyj, który ma świetnie tylko pewnego dnia wychodzi i nie wraca - zdecydowanie dziękujemy. Zajmuję się adopcjami psów od kilku lat - choć najmniej na dogomanii - dlatego sądzę, że podołam i w tym przypadku. Mam także pewną wypracowaną metodę - staram się poznać psa zanim go wyadoptuje, poznać jego charakter , jego mocne i słabe strony ( a każdy pies ma charakter - szczeniak także), wtedy szukam mu odpowiedzialnych opiekunow - takich którym te, a nie inne cechy psa odpowiadają ( cechy poza wyglądem) i jesli takich znajduje a oni akceptują charakter psa, jego wiek, stan zdrowia, wymagany przeze mnie wymiar i rodzaj opieki i są gotowi poddać się ewentualnej niezapowiedzianej kontroli oraz godzą się na warunki umowy, psa im wyadoptowuje. Taką samą praktykę zamierzam zastosować i w tym przypadku. Instynktu stadnego jestem pozbawiona w zasadzie całkiem już od dziecka i wolę pracować sama lub w małych grupach z ludźmi, których dobrze znam osobiście - co zamierzam uczynić także i w tym wypadku. Rozumiem targające Wami wątpliwości - na dogomanii nie jestem strasznie rozpoznawalna- o jednym chcę zapewnić - nie mam zwyczaju wwalać psow do schroniska bo zajmowałam się i zajmuję wyciąganiem ich stamtąd - z czego nie zamierzam rezygnować i w tym przypadku. Uprzedzę także, że akcję koordynuję ja - podałam telefon do siebie w razie jakichkolwiek pytań - a w życiu poza psim byłam kiedyś Moniki szefową - więc i teraz trochę tak jest choć już nie formalnie - dlatego ze wszelkimi pytaniami zapraszam do mnie.
  10. Posłania zostały a w sumie została tylko kolaczka - suchej karmy tez nasypanej pozostało ze 10 kilo - więc pożywią się jeszcze jakieś psy miejscowe. Colaczka i tak zostanie zabrana w tym tygodniu - jeśli nie złapią jej miejscowi panowie złapiemy ją my. Dlatego koce nie są juz potrzebne. Bardzo dziękujemy za pomoc. A teraz w związku z tym, że są 2 watki tutaj takzę zamieszczam to co zostało już zamieszczone na pierwszym wątku: W związku z zainteresowaniem wszystkich losem psów informuję, że zostały zabrane 1. Stary On- ek w stanie bardzo złym ( wyniosłysmy go na kawałku dywanu bo nie wstawał) - dziś jego stan jest już znacznie lepszy, gorączka spadła, wyniki krwi i moczu dobre jak na psa w tym wieku i w tym stanie - natomaist na końcową diagnozę jest zbyt wczesnie 2. Suka młoda żółta najprawdopodobniej w ciąży 3. Pies mix - boksera zółty w wieku średnim z licznymi ranami starszymi i młodszymi po pogryzieniach najprawdopodobniej 4. Czarny duzy pies z białymi skarpetami i połową ucha, młody - nie ma go nigdzie na zdjęciach 5. szczeniak "colakowaty" Nie zostały złapane 1. sunia "collie" z uszkodzoną łapą - wiadomo, ze złamanie jest stare - ona już ze 3 lata podobno ma te złamanie bo wtedy wpadła podobno pod samochód 3. szczeniak "szpicowaty" został chwilowo najprawdopodoniej ukryty Prosilismy o pomoc miejscowych panów którzy twierdzą, że "kolaczka" przychodzi do nich - mają ją złapać jak się pojawi i dać mi znac. Jesli oni nie złapią suni do wtorku - bedziemy ponownie łapać już tylko ja. Aby nie zniechęcać "miejscowej ludności" do pomocy postaramy się w trybie "pokojowo - rekompensacyjnym" przejać szczeniaka, ale dopiero po odłapaniu "kolaczki". Wszystkie psy które zostały złapane są po przegladzie weterynaryjnym, szczeniak został zaszczepiony, suczka zostanie wysterylizowana, owczarek i zółty są leczone - i wszystkie przebywają w lecznicy. My we trzy - ja , Monika i Agata bedziemy opiekować się psami i damy sobie radę same - ustalilysmy już grafik. Prawną i finansową opiekę nad psami sprawuje "Fundacja Azylu Pod Psim Aniołem". W związku z ostatnimi nieporozumieniami na dogomanii w kwestii zbiórek pieniężnych pragnę poinformowac publicznie, iż jesli na tą akcję zostały zebrane jakieś pieniadze to my ich nie przejełysmy. Pozostałe dziewczyny, które były na miejscu przywiozły jedzenie ( suche i gotowane) oraz koce za co bardzo dziekujemy. Oczywiście jesli ktoś chce wesprzeć Fundację może dokonać wpłaty na Fundację, wszystkie informacje dotyczące wpłat na stronie :[URL="http://www.psianiol.org.pl/"]http://www.psianiol.org.pl/[/URL]. Tam także postaramy się aktualizować informację o psach w miarę ich coraz lepszego poznawania. Jesli ktoś chciałby dowiadywać się o psy na bieżąco - telefon do mnie : (022) 446 99 16 Ewa Pikulska
  11. W związku z zainteresowaniem wszystkich losem psów informuję, że zostały zabrane 1. Stary On- ek w stanie bardzo złym ( wyniosłysmy go na kawałku dywanu bo nie wstawał) - dziś jego stan jest już znacznie lepszy, gorączka spadła, wyniki krwi i moczu dobre jak na psa w tym wieku i w tym stanie - natomaist na końcową diagnozę jest zbyt wczesnie 2. Suka młoda żółta najprawdopodobniej w ciąży 3. Pies mix - boksera zółty w wieku średnim z licznymi ranami starszymi i młodszymi po pogryzieniach najprawdopodobniej 4. Czarny duzy pies z białymi skarpetami i połową ucha, młody - nie ma go nigdzie na zdjęciach 5. szczeniak "colakowaty" Nie zostały złapane 1. sunia "collie" z uszkodzoną łapą - wiadomo, ze złamanie jest stare - ona już ze 3 lata podobno ma te złamanie bo wtedy wpadła podobno pod samochód 3. szczeniak "szpicowaty" został chwilowo najprawdopodoniej ukryty Prosilismy o pomoc miejscowych panów którzy twierdzą, że "kolaczka" przychodzi do nich - mają ją złapać jak się pojawi i dać mi znac. Jesli oni nie złapią suni do wtorku - bedziemy ponownie łapać już tylko ja. Aby nie zniechęcać "miejscowej ludności" do pomocy postaramy się w trybie "pokojowo - rekompensacyjnym" przejać szczeniaka, ale dopiero po odłapaniu "kolaczki". Wszystkie psy które zostały złapane są po przegladzie weterynaryjnym, szczeniak został zaszczepiony, suczka zostanie wysterylizowana, owczarek i zółty są leczone - i wszystkie przebywają w lecznicy. My we trzy - ja , Monika i Agata bedziemy opiekować się psami i damy sobie radę same - ustalilysmy już grafik. Prawną i finansową opiekę nad psami sprawuje "Fundacja Azylu Pod Psim Aniołem". W związku z ostatnimi nieporozumieniami na dogomanii w kwestii zbiórek pieniężnych pragnę poinformowac publicznie, iż jesli na tą akcję zostały zebrane jakieś pieniadze to my ich nie przejełysmy. Pozostałe dziewczyny, które były na miejscu przywiozły jedzenie ( suche i gotowane) oraz koce za co bardzo dziekujemy. Oczywiście jesli ktoś chce wesprzeć Fundację może dokonać wpłaty na Fundację, wszystkie informacje dotyczące wpłat na stronie :[url]http://www.psianiol.org.pl/[/url]. Tam także postaramy się aktualizować informację o psach w miarę ich coraz lepszego poznawania. Jesli ktoś chciałby dowiadywać się o psy na bieżąco - telefon do mnie : (022) 446 99 16 Ewa Pikulska
  12. Oki wyjaśnie swoje stanowisko. Uważam, zę wywożenie psów ciupasem do innego miasta jest średnim pomysłem. Generalnie Monika sugeruje dziewczynom, ze te psy mogą mieć właścicieli, że nie najlepszych to moze fakt, ale mogą mieć. W Polsce jest tyle psów w schroniskach - tysiące - które nigdy nie będą miały nawet tak byle jakiego właściciela. Na każdej polskiej wsi są w tej chwili szczenięta - przez nikogo nei chciane, niedokarmione i traktowane byle jak - bo moze same padną. W tym momencie zabieranie tych psów - które poza tym, ze biegają bez kontroli człowieka - ale widać, ze katowane nie są, zabiedzone też nie, nie wymagają pomocy lekarskiej a być może mają właściciela jest moim zdaniem bez sensu. Ja wierzę w to, że ludzi można wychowywać - wierzę w to, że można choć spróbować ich wychowywac. I uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest rozwieszenie ogłoszeń, że chcemy ustalić właścicieli tych psów - psy nie są zabiedzone, psy są ufne ( więc chyba nie katowane) być może właściciel jest nieodpowiedzialny pozwalająć im biegać samopas - ale tak jest na każdej polskiej wsi i także na niejednym polskim osiedlu w miastach. Uprzedzam, że ogłoszenia rozwiesimy i tak i tak - a jeśli właściciel się znajdzie ? To co będziemy je znowu wieść z Gdańska do Warszawy ? [B] Tutaj w Warszawie jest miejsce dla wszystkich psów - także tych dorosłych.[/B] I tu na miejscu można im zapewnić opiekę - jeśli nie znajdzie się właściciel szukać nowego domu, a jeśli właściciel się znajdzie - albo go wychować, albo jeśli nie chce tych psów to w zgodzie z prawem i wlasnym sumieniem załatwić zrzeczenie się psów. Ja tak to widzę.
  13. Ja sie nie odzywałam bo nie wiedziałam czy się uda, ale mogę się nimi zająć tutaj w Warszawie ( Monika już o tym wie) - myślę, że to logiczniejsze rozwiązanie niż wywóz szczeniąt kilkaset kilometrow - pieniążki zamiast wydane na podróż mogą być wydane na inne potrzeby. Co wy na to :cool1:
  14. Aaa i jeszcze mi przyszło do głowy - musisz uzwględnić, że dwa psy (jak już dogadają się między sobą) wtedy kiedy będą razem mogą zachowywać się zupełnie inaczej niż wtedy gdy są osobno. Zamotałam się trochę ale rozjaśniam - uzwględniaj to, że twój piecho może zacząć zachowywać się pod wpływem Buby inaczej niż normalnie. Ja tego nie uwzględniłam - trzeba liczyć sie z tym, że chłopak np. zacznie bronić dziewczyny lub, ze dziewczyna sprowokuje awanturkę do której on się przyłaczy. Co do kąpieli - po pierwsze psy które wychodzą ze schroniska przeżywają stres - mimo, że trafiają w lepsze warunki, po drugie często na wyjściu są doszczepiane i w związku z tym nie zaleca się kąpieli. Bywały przypadki dość silnych przeziębień a nawet zapalenia płuc bo przedwczesnej kapieli ( spadek odporności, stres, kąpiel i tak to zadziałało) Jednak sama oceń stan skóry - jeśli jest zanieczyszczona ( a sunia ma odlezyny i inne uszkodzenia mechaniczne) ważna jest też higiena czyli czystość. Pani doktor kazała nam np. Bulda wykapać właśnie dla poprawienia zdrowotności, po to aby oczyścić skórę z syfu i móc zastosować smarowidła i inne takie na oczyszczoną skórę. Dlatego myślę, że skonsultuj z lekarzem co i jak i jesli zaleci kapiel wykąp suńke. Jesli dziś nie wytrzymacie w smrodku - możesz zastosowac taki specyfik - szklankę wody i łyźkę octu do tego, gąbką namoczoną w tym specyfiku przetrzyj skórę i wytrzyj do sucha ręcznikiem. Po kilkakrotnym powtórzeniu smrodek staje się znośny.( Noo chyba, że zapach octu cię dobija - ale ocet szybko się neutralizuje);)
  15. Zu - bardzo sie cieszę. Ja behawiorystką nie jestem - ale powiem ci co wiem. Po pierwsze w pierwszym okresie możesz obserwować bardzo bardzo głęboki sen - (moja Giga nie budziła się nawet brana na ręce ( co wprawiało mnie w ogromny przerażenie)) - przeplatany aktywnością ( czasem bardzo żywiołową) Psy po schronisku są zmęczone - wbrew pozorom choć siedzą zamknięte w klatkach mają mało mozliwości efektywnego i zrelaksowanego wypoczynku. Wystarczy bowiem, że jeden pies zaszczeka a szczekają już wszystkie. Dlatego na początku odsypiają takim snem sprawiedliwego. Po drugie masz prawie jak w banku, że będzie za tobą chodziła jak cień ( albo za Roberto) nawet w łazience nie zaznacie spokoju. Moze upłynąć dużo czasu w którym będą następowały zmiany zachowania - U moje Gigi i u Sylwi Nusi trwało kilka miesięcy takie pełne zadomowienie się czyli dojście do etapu kiedy widzisz, że pies czuje się jak u siebie. Nie każdy bokser jest tak bezstersowym bokserem jak Buldo co od razu po kanapach się rozkładał. Co do relacji z rezydentem. Nie pobłażaj jej - nie rozczulaj się nad nią ( wiem, ze ciężko) stare bokserki potrafią być bardzo charakterne i wręcz zlośliwe i skore do bójki. Zachowanie w schronisku o niczym nie świadczy. Myślę, ze tu najwięcej byłaby ci w stanie podpowiedzieć Sylwia która wprowadziła do stada dwie staruszki , z czego Lusia była żelazną damą bardzo męską w swoich zachowanich, a Nuśka choć w schronisku siedziała na szpitalu w towarzystwie 10 małych psów - po przybyciu do domu dała popisy jędzowatości i złośliwości. Sylwia przerobiła to na własnej skórze więc pewnie byłaby najodpowiedniejszym doradcą. Jakby co mogę ci podać telefon do Sylwi jesli nie masz. Dziś Nuśka jest grzeczniutką dziewczynką i nie wywołuje konfliktów nawet w 5 bokserzym stadzie. ( Bokserowiroza jak widać nie zna granic - Sylwia na razie stanęla na 5 obaczymy co będzie dalej - jak rodzina bardzo zła umów się z Sylwią na wizytę z domownikami - obskoczy ich piątka to się uciesżą , że Ty masz tylko 2 ;))
  16. Kobitki bardzo przepraszam - bardzo pilnie potrzebuję telefonu do Flaire - mąż mi kilka miesięcy temu niechcący wykasował wszystkie telefony z komórki. Sprawa pilna bardzo bardzo.
  17. Przepraszam, że tak nie w temacie. Flaire masz priva ode mnie - przepraszam jeszczew raz za tą wlepkę nie na temat.
  18. Żeby nie odbierać szans na domy bokserom Bokser jest psem charakternym, uwiebiającym zabawę ( co objawia się często niespożytą energią i niestety niszczeniem tego czy owego) , bardzo , bardzo kochającym człowieka do tego stopnia, że najlepiej czuje się bardzo bardzo blisko niego ( na kolanach a czasem na głowie ) - ale taki jest każdy lub prawie każdy bokser [img]http://www.lukrowi.pl/galeria/_img/6710.jpg[/img] tak więc bokser z odzysku nie stanowi tu wyjątku. Jedynym problemem jest to, ze nie każdy jest w stanie poradzić sobie z dorosłym nieznanym psem, pokonać swoje opory itd. Dla tych co myślą, że nie mają dostatecznej wiedzy i umiejętności na adopcję psa ze schroniska więc sądzą, że lepszy będzie zakup szczeniaczka - zapewniam, że bez wiedzy umiejętności i chęci uda nam się z całą pewnością z tego uroczego szczeniaczka wychować potwora i to na "własnym łonie" a wbrew pozorom mały potrafi równie dużo narozrabiać jak duży;)
  19. Aganiok ja to rozumiem - sama wiem jak człowiek się czuje widząc np. psiaka rasy którą kocha siedzącego gdzieś za kratami w paskudnym boksie - i jak napisałam niejednokrotnie warto psa zawieść i na koniec świata. Zal mi każdego z tych bokserów ( i nie tylko bokserow) - bo wiem nie tylko jak potrafią dać w kość, wiem takze, jak bardzo cierpią te psy w schroniskach. Wiem bo opiekowałam się bokserami - bokserami które oprócz ciepła w równym stopniu potrzebują do życia człowieka. Wiele osob z pomagającyh tutaj pewnie pomyśli - każdy pies cierpi - i ja też o tym wiem - ale z tego co obserwowałam boksery i dobermany to jedne z tych które znoszą schronisko najgorzej. Widziała wiele razy boksery, które gdy trafily do schroniska były pieknymi wyrośniętymi psami a po dwóch tygodniach były szkieletem - nie dlatego, że nie było co jeść tylko dlatego, że zamknięte w zimnym boksie bez kontaktu z człowiekiem odmawiały jedzenia, opiekowałam się takimi psami, przyjeżdzałam codziennie żeby je nakarmić bo beze mnie nie jadły, opiekowalam się psami, które wygryzały sobie łapy z żałości, widziałam jak bardzo potrzebują kontaktu z człowiekiem, płakałam gdy musiałam je zostawić w boksie a one broniły się z całych sił , żałośnie błagały abym je zabrała. Dlatego wiem jak ważny dla tych psów jest często szybkie znalezienie domu. Jednak w adopcji oprócz psa jest także istotny drugi koniec smyczy - człowiek, a adopcję uważam za udaną jeśli obie strony są do siebie przekonane i akceptują się w pełni. NIgdy nie pozwalałam sobie na przedkładanie mimo wszystko dobra psa nad dobro człowieka, który go przygarnie - dlatego zawsze przy adopcjach szczerze i uczciwie starałam sie informować o tym co może się zdarzyć. Dlatego mam pewne zastrzeżenia do wyszukiwania psów tylko ze zdjęcia w sytuacji kiedy nie ma się kontaktu z żadnym wolontariuszem, bezpośrednim opiekunem psa itd i dawanie go do adopcji bo może to być jedną wielką katastrofą zwłaszcza, gdy wchodzi w grę podróż wielokilometrowa i konieczność podjęcia decyzji w ciemno - decyzji trochę nieodwracalnej.
  20. [quote name='moon_light']Mysle ze ta dziewczyna od transportu Dina nie chciala żle...ona poprostu naogladala i nasluchala sie historii o psach ( bo przez 6 lat pracowala w schron) Bardzo dobrze ze dino jest na allegro. Dla mnei nie wazne czy trafi do oli czy do kogos innego, najwazniejsze dobro psa. jednak wciaz po cichutku mam nadzieje ze pojedzie wlasnie do Oli[/quote] Parę sprostowań - nie pracowałam w schron, byłam wolontariuszem przez prawie 3 lata na Paluchu, ze schroniska pochodzi moja pierwsza bokserka i druga bokserka, za moim pośrednictwem miedzy innymi trafił do Faro Pirat, za moim pośrednictwem do Sylwii&bokserów trafiły dwie bokserki staruszki, wyadoptowałam sporo bokserów a kilka bokserów było u mnie w domu lub trochę u mnie, trochę w domach bliskich znajomych właśnie w okresie kiedy szukały domu - szukały domu np. po nieudanych adopcjach. W okresie kiedy pomagałam na Paluchu znałam każdego boksera stamtąd, zdobywałam coraz większe doświadczenie i uczyłam się, że nie zawsze do schroniska trafiają psy idealne: Przykłady nie z nasłuchania się tylko z praktyki : 1. Moja 1 suka - część starych wolontariuszy ją pamięta i znała w schronisku, w boksie wyglądała jak anioł, poza nim była diabłem z niespożytą energią ( 3 krotnie trafiała do schroniska zanim ja ją zabrałam). Zaden wolontariusz nie chciał z nią wychodzić na spacer bo byłą w swoim zachowaniu nieobliczalna. 2. Moja 2 suka - adoptowana jako około 6 miesięczne słoneczko, szkód jakie narobiła mi w domu nie zliczę - kurtki, posłania, doniczki, dywany zjedzone lub solidnie nadgryzione; zachowania czystości w domu do końca nie nauczyła się do dziś - efekt zniszczona podłoga w nowym mieszkaniu, zasikane nowe kanapy i łóżka ( tak, tak suka sika takzę na meble) 3. Bokser wyadoptowany przeze mnie do 2 dziewczyn - bardzo go kochały nigdy się nie poddały ( dokąd miałyśmy kontakt) niszczył wszystko - zjadł im ramę okienną i futrynę w drzwiach, rozwalił także klatkę, która jak się wydawało pomoże rozwiązać problemy. 4. Dex - bokser, którego wzięli Państwo, którzy mieli już boksera - efekt pogryzienie jamnika i sprawa w sądzie - dość dotkliwe. Przez pół roku opiekunka boksera nie byłą w stanie wykonywać swojej pracy przez dotkliwie pogryzioną przy rozdzielaniu rękę. Ją akurat pogryzł jamnik. 5. Młody bokser którego zaadoptowała mama mojej koleżanki - miała przedtem boksera - efekt - niegroźne ale jednak ugryzienia w ręke - pies miał zbyt wiele energii i był kompletnie nie wychowany - więc gdy tylko był na smyczy usiłował łapać za smycz lub rękę. 6. Viva - bokserka która była umieszczona także na Dogo - potrafiła bez problemu ugryźć człowieka , z tego powodu wracała z adopcji 3 razy - nie wiem do kogo docelowo trafiła i jak ta adopcja się zakończyła - czy suka nie wróciła po raz kolejny - bo wtedy przestałam przyjeżdzać na Paluch. 7. Nusia Sylwii - siedziała na szpitalu w towarzystwie stada mniejszych psów, wyglądała jakby była chodzącą jełopą i łagodnością - ile Sylwia namęczyła się z doprowadzeniem Nusi do względnego zachowania wie tylko ona, bo Nusia jak tylko trafiła do domu wobec każdego obcego psa zachowywała się histerycznie i agresywnie - co w przypadku Sylwii wychodzącej na spacery także w dwoma innymi bokserami, które Nusia prowokowała swoim zachowaniem nie było sprawą bezproblemową. To tylko przypadki kilku ( bo nie wszystkich ) znanych mi bokserów z adopcji, zresztą nie tylko bokserów. [B]Znam wiele wyadoptowanych psów - niektóre nigdy nie sprawiły żadnych problemów, ale część psow miała takie a nie inne problemy z którymi ktoś kto je adoptował musiał żyć i musiał sobie jakoś poradzić.[/B] W przypadku tego psa w zasadzie nikt nic nie wie na jego temat - wiadomo część psów z tego forum to psy pod opieką kogoś z wolontariuszy - jeśli wolontariusz opiekuje się psem jakiś czas jest w stanie przewidzieć większość ( większość ale nie wszystkie) jego zachowania. Nie wszystkie bo zachowanie psa w schronisku i w domu nie jest takie same - nie jest bo warunki są inne, nie jest bo wiele zależy od zachowania opiekunów, ale też niestety znałam wiele psów, które w schronisku zachowywały się inaczej niż w domu i to nie z winy błędów popełnionych przez opiekuna. To tyle drogą sprostowania - ja w tej chwili nie jestem czynnym wolontariuszem, nie zajmuje się zwierzakami w potrzebie a jednak z pewnym niepokojem obserwuje "obecne trendy" - najważniejszy jest transport - ja rozumiem , ze zdarza się mało typowy pies ktoś zakocha się w tym jednym jedynym itd, jest wolontariusz który bardzo usilnie szuka domu dla jakiegoś psa, przetrzymuje go w hotelu, w domu, u znajomych - ale wożenie psów po całym kraju - bo zimno - psów o których nie można nic powiedzieć bo nikt ich nie zna - wybaczcie - na Paluchu jak znam życie siedzi pewnie z 5 bokserów a bokseropodobnych następne 10 itd itd w każdnym schronisku w każdym mieście bokserów, rotków, dobków itd można znaleźć na pęczki niestety - i zapewniam także jako praktyk - w każdym z tych schronisk jest zimno i warunki są do luftu, a śnieg i zima zapanowały już na terenie całego naszego kraju. Czy nie lepiej żeby osoba która decyduje się na psa z odzysku mogła go sama sobie wybrać, mogła go choć odrobinę poznać, choć raz go pogłaskać i choć przez chwilę potrzymać na smyczy - jeśli jest taka możliwość, a nie jechać w ciemno kilkaset kilometrów ? Ja za wiele nieudanych adopcji widziałam na wlasne oczy - gdybym przywiozła tego psa a np. w samochodzie okazałoby się, że pies np. nie chce zejść z siedzenia i warczy i z tym odkryciem dowiozłabym psa do nowych opiekunów i usłyszałabym, że ich umiejętności nie są tak wysokie, aby poradzić sobie z tego typu zachowaniem co bym miała zrobić ? Komu z Was zawieść do domu tego psa - bo ja mając 8 zwierzaków w domu wziąć go bym nie mogła, a do schroniska nigdy żadnego psa nie zawiozłam i nie zawiozę. Wiem, ze to co piszę jest przykre - ale jestem przekonana, że znacznie efektywniejsze i bezpieczniejsze jest szukanie domów dla psów które choć trochę znamy i cokolwiek jesteśmy w stanie na ich temat powiedzieć - to tyle smutnych, gorzkich choć moim zdanie prawdziwych słów. Jestem nadal gotowa przywieść tego psa - zresztą nie byłby to pierwszy pies, którego przywoziłam z Polski - jednak wolałabym mieć pewność, że osoba dla której go wiozę jest przygotowana także na najgorsze, a jeśli najgorsze się nie zdarzy to wszyscy bedziemy się cieszyć. Wiem, że czasem warto przewieść boksera z Warszawy do Krakowa ( Faro kolejny raz wielkie podziekowania dla Ciebie) jednak nie mogę sobie obecnie pozwolić na zostanie z obcym bokserem w ręku na ulicy jesli adopcja nie wyjdzie, a ja już w takich sytuacjach byłam i wiem też, ze z takim problemem niestety najczęściej zostaje się samemu. [B]Oli gratuluje bardzo odważnej, dojrzałej postawy [/B]- bo niełatwo jest napisać na forach internetowych, że podjęło się decyzję raczej na nie - gdzie poprawnie politycznie jest pisać tylko "hura, hura tak się cieszę, że piecho znalazł domek" i "jaki on piękny, niezwykły i nie sprawiający problemów niech go ktoś pokocha " . Ze swoje strony zaś jeśli Ola zdecyduje się na adopcję tego psiaka nadal oferuję transport i ewentualną pomoc przy początkach z psem w domu - tym lub innym którego wybierze - rozmawiałam już z Korą, która obiecuje pomóc w ewentualnej adopcji i wyborze psa na Paluchu.
  21. Przeczytałam. Najprawdopodobniej w czwartek za tydzień będę jechała do Łodzi, jakby co czekam na kontakt i dokładne umówienie co i jak.
  22. ARKA ja tylko w kwestii - każdy dyrektor nie dobry: Ja zaczełam w schronisku za Szczepana Kawskiego jak wiesz. Czyli przeżyłam : 1. Szczepana Kawskiego - chyba był 9 miesiecy z tegoc o pamiętam z czego cały okres jesienno zimowy - czyli nawet nie do końca miał czas co by porobić coś porządnego. Zresztą była już przy jego zw zasadzie końcówce. 2. Po nim pełniącą obowiazki nazwiska nie pomnę - chyba ze 3 miesiące była. Generalnie dyrektor tymczasowy - tak krótko, zę zanim sie połapał o co chodzi jużgo nie było 3. Janiszewską - 7 miesiecy z czego większość jsienno zimowych - ale wtedy byliśmy informowani na bieżąco o tym, ze nowe schronisko ma powstać, o kolejnych etapach tego co załatwione itd. Projekt się zkichał - ale uwierzyliśmy, że nowe schronisko powstanie. 4. Lissowskiego - p.o. 3 miesiące chyba był - też za krótko co by coś oceniać. 5. Obecnie półtora roku pani Dejnarowicz I to jest okres kiedy mogę już coś oceniać - czekałam półtora roku - obserwowałam - bo znam realia schroniska i wiem też , że każdy musi mieć czas na zorientowanie się itd. Byc może weryfikacje tego co myślał, ze będzie dobrze i zmianę postępowania. W tym takze okresie zaproproponowałam to co moim zdaniem znacznie usprawniło by pracę - np. bazę. Czyli chciałam pomóc a nie walczyć i walczyć. Co do informacji z UM - chcę wierzyc, że tak jest i że rzeczywiście coś nowego i rozsądnego powstanie - choć boję się, że w przyszłym roku bedzie zmiana władzy i znowu okaże się, ze się wszystko rozmyło. Jesli tak jest to ja nie mam sobie nic do zarzucenia - mogę jedynie powiedzieć, że i UM i samo schronisko nie stara się aby informacje o tym docierałay do zainteresowanych. Bo ja tego projektu nie widziałam, chyba nigdzie nie został zaprezentowany i nikt o nim nic nie wie. I boję się tego czy to prawda bo parę miesięcy temu - w sierpniu bodajże była informacja, zę projekt miasta ( stworzony rok wcześniej ponad - przytulisk satelickich) leży sobie i lezy i nic się z nim dalej nie dzieje po nie było czasu się nim zająć. Widziałam też inne doniesienia prasowe o tym, zę pomimo iż miasto jakoby promuje projekt przytulisk satelickich biorąć przykład z Ursynowa to już parokrotnie nie było pieniędzy na przytuliska ursynowskie - bo coś tam i coś tam. Tak więc takzę mam poważne obawy i wątpliwości czy to prawda - ale zobaczymy - jeśli tak będzie będę bardzo uradowana - a jak okaże się, ze z nowych inwestycji to tylko budynek biurowy powstanie - bo ten podobno ma być w pierwszej kolejności budowany koło starej duzej kwarantanny - a te lepsze warunki to będą budy i łańcuchy na użyczonym terenie - bo taki plan miało miasto - i bedzie to rozwiązanie tymczasowe ( jak tymczasowym miał być Paluch) na kilkanaście lub kilkadziesiąt lat - to będę jeszcze bardziej zła. Ale zobaczymy, chce wierzyć, że powstanie. Choć jak podałam przykłady - powstanie nowego schroniska nie rozwiązuje wszystkich rzeczy, które mnie obecnie niepokoją na Paluchu. Nie będę tego powtarzać. Ale jest kilka rzeczy, które ze stanem budynków i zagęszczeniem nie mają nic wspólnego. I bardzo cię proszę co byś w stosunku do mnie nie mówiła - każdy dyrektor zły i każdy do bani - bo to nie ja tylko ty "protestowałaś pod Paluchem " jak się tam źle działo, bo to nie ja tylko ty w tej dykusji wspominałaś o tym, ze za Janiszewskiej psy były karmione lisią karmą, bo to nie ja tylko ty w poprzednim wątku atakowałaś Lissowskiego - dlatego jeśli ktoś uważal, ze wszyscy poprzedni ( z wyjątkiem Szczepana)- ale wtedy to Wy wspólnie troszkę działaliście - 3 miesiące to ty byłaś na etacie - ale z tego co wiem a bywałam tam, przed etatem można cię było czesto zobaczyc w schronisku nie na etacie - i nie byłaś wtedy takim sobie szarym wolontariuszem wychodzącym z psami li tylko. I zwróc uwagę na jedno - kolejność wydarzeń była taka - Odezwaliśmy się i część z nas została wywalona - a nie zostaliśmy wywaleni i z zemsty się odezwaliśmy. Mnie w tobie zadziwia jedno, ze jak dałaś do zrozumienia w tej dyskusji to ty uważasz, że wszyscy poprzedni dyrektorzy byli do banii i masz wobec nich zarzuty i to co najzabawniejsze za nich też już nie bywałaś w schronisku ( Janiszewska, Lissowski) a teraz wiesz, że jest dobrze, mając o tym taką samą wiedzę jak za poprzednich. Ja chwilowo stopuję i na jakiś czas znikam do innych zadań mniej związanych z Paluchem. Do usłyszenia.
  23. ARKA od oskarżania nie jestem - to ty cały czas mi każdesz zgłaszac coś gdzieś, wnosić sprawę do sądu itd. Zyjemy w kraju, gdzie obowiązuje wolnosć słowa i ja (my wszyscy )piszemy to co wiem - jak jest - a jest źle. I mamy do tego prawo - opieramy się na tym co wiemy, co widzieliśmy, co przeżyliśmy. To ty nas przesłuchujesz i z informacji robisz proces. I to nasz proces. Co do sterylizacji - w ostatnim roku - każdy wyadoptowany przeze mnie pies i suka były niesterylizowane, do adopcji sterylizowane poszły najczęściej te psy, które były wysterylizowane wcześniej. Sama osobiscie dopilnowałam, aby Diana która była pod moją opieką została wysterylizowana - miałam farta - nie wyznaczono żadnego psa na zabieg a doktor akurat prosił o przygotowanie na następny dzień psów - uprosiłam upiekuna by ją wpisał - a dla twojej informacji suka była w boksie z trzema samcami - z czego jeden najprawdopodobniej wnęter a reszta niekastrowana. Suka zaczynała cieczkę. Schronisko w tej chwili umawia na przeróżne zabiegi - także szczepienia - osoby z zewnątrz. Większości tych psów my nie rozpoznajemy jako naszych schroniskowych. Co ciekawe schronisko nigdzie nie podaje do publicznej informacji tego, że można bezpłatnie zabiegi wykonywać w schronisku. Jak kiedyś o to zapytałam to usłyszałam, ze to pomoc schroniska dla biednych warszawiaków - widziałam dwie panie, które wyglądały biednie. Ale widziałam też ludzi podjeżdzających zachodnimi , dobrymi samochodami, bardzo dobrze ubranych ze swoimi psami, niektóre psy podobno w depozycie bywały na leczeniu ( psy podobno przywiezione przez prywatne osoby). Słyszałam też np. jak jeden pan z licznymi złotymi ozdobami na sobie - przyszedł na bezpłatne szczepienie psa bo jest rencistą, bardzo biednym - i słyszałam jak w roszczeniowy sposób odzywał sie do pracowników biura adopcji - że to mu sie nalezy, że on nie będzie nic pisał - bo on bezpłatne szczepienie ustalił z panią dyrektor. Tak nie wygląda moim zdaniem człowiek, który z biedy przyszedł o coś prosić - tak zachowuje się moim zdaniem człowiek, który wie, ze coś sobie załatwił , a ludzie z którymi rozmawia mają guzik do powiedzenia. Znam jeden przypadek, kiedy po adopcji psa pani dyrektor osobiście dzwoniła do osób, które zaadoptowały psa po złamaniu lapy w wypadku. Nikt tym psem nie interesował się przez wiele tygodni - jak poszedł do domu - zjawiła sie jakas pani, która o niego wypytywała, gdzie jest. I jak logicznie wytłumaczysz mi to, że pani dyrektor, która uważa, że rezerwacje nie mogą mieć miejsca i nie pozwala zarezerwować psa kiedy ten jeszcze jest w schronisku i jest "bezpański" - dzwoni i próbuje odzyskać psa, który jest już w swoim nowym domu kilka dni. Mnie przychodzi do głowy tylko jedna rzecz - to był czyiś pies - zostawiony tam na bezpłatne leczenie - a na skutek pomyłki ( o co w schronisku nie trudno) został wydany. Nie wiem czy tak jest - ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Bo skoro pani dyrektor uważa, że nie ma powodów, aby ktos wybierał tego a nie innego psa w schronisku ( bo się w nim "zakochał") i odmawia ludziom takiej możliwosci "rezerwacji" to czemu robi wyjątki i próbuje komuś odebrać psa, którego ten zaadoptował. Wiesz jego zaadoptowali starsi ludzie - wiesz jacy byli wystraszeni, ze schronisko im do odbierze, wiesz jak to odchorowali. I w związku z tym co widziałam takzę ciągle dźwicza mi w uszach słowa: A może obecnie to hotel i lecznica ??? Nie wiem - ale jestem osobą myślącą i po tym co widziałam - nie mogę się nie zastanawiać jak to jest. Nawet gdyby wszystkie te dodatkowe zabiegi były rzeczywiście pomocą dla biednych - to uważam jedno, nie może się taka działalnosc odbywać kosztem naszych zwierzaków schroniskowych. A prawda jest tak, z tego co wiem i nie raz byłam w biurze jak wpisywano na tę listę kolejne osoby, ze lekarze mają zawsze wpisane na zabiegi psy z zewnątrz a psy schroniskowe czekają i czekają. Jak ta czarna sunia ze zdjęcia - która sie nie doczekała.
  24. ARKA - schronisko to zakład budżetowy utrzymywany między innymi z naszych podatków - nie mogę przestać płacić - mogę jedynie mówić głośno o tym, że uważam, że moje pieniądze są źle wydawane - na niekompetne osoby, na prowizorki itd - i właśnie to czynię. Jak pracownik wielokrotnie nie wykonuje poleceń to go zwalniam - a jak nie umiem go zwolnić to się nie biorę za dyrektorowanie. Koniec Napisałam ci już z 5 razy - nie wydawaj mi poleceń - o co wystąpiłam o to wystąpiłam, na co mam dowody na to mam, a co uważam , zę mi zbedne bo wiem jak jest - bo bywałam tam - bywały takie okresy kiedy bywałam codziennie po kilka godzin - np. w okresie lata w tym roku - wiem co widzę, wiem co przeżyłam. I co by raz na zawsze skończyć twoje pytania o dowody - moje dowody nawet gdybym miała zdjęcia każdego zagryzionego psa, każdych zwłok w worku nic nie znaczą - o tym czy ktoś jest winny decyduje sąd - a nie ty czy ja. Ja piszę o tym co wiem na temat schroniska. Od zbierania dowodów w tym kraju jest policja i prokuratura. Od decydowania czy dowody ( a dowodem jak pewnie wiesz jest także zeznanie świadków - a ty tak umniejszasz znaczenie tego co kto mówi) jest sąd nie ty. Co do sterylizacji nie przypominam sobie abym kiedykolwiek twierdziła, ze sterylizacja jest formą znęcania nad zwierzętami jak niektórzy. Fakt kiedy nie pomagałam w schronisku problemy związane z nadpopulacją zwierząt były mi obce i nie widziałam nic złego w tym, ze ktoś tam ma szczeniaczki - nigdy sama nie rozmnożyłam żadnego psa, choć miałam psy rasowe i rodowodowe. Nigdy nie zgodziłam sie na to, aby kryły jakąś sukę - choc takie propozycje miałam. To tyle. I nie ja uważam, ze poprzez szczeniaczki przedłużam życie swojego psa. Co do kontroli sterylizacji - podam ile zwierząt nie zostało poddanych kontroli - wszystkie, które poszły niesterylizowane. Schronisko nie przeprowadza kontroli - koniec i kropka. Zadna osoba mająca psa ze schroniska, którą znam nigdy nie miałą ze schroniska choćby telefonu czy wysterylizowała zwierzaka. Zwyczajnie nikt tego nie sprawdza i ty o tym doskonale wiesz. Co do tego czy nie jesteś wielbłądem - przyznam nie wiem - nie jeździsz do schroniska jak sama przyznałaś, wkleiłaś list, kontrargumentowłaś nie bywając sama w schronisku, znałaś diagnozę choroby niektórych psów - no nie wiem - i to wszystko z kojarzenia faktów i z umiejętności czytania ze zrozumieniem bez źródła informacji .Hmmmm. No nie wiem - a garbu nie widać ? :roll:
  25. ARKA nie ważne jaka rasa ( bull to bullterier - dość powszechnie używany skrót) napisze inaczej: a) większy potencjalnie bardziej niebezpieczny z pogryzieniem na koncie nie musiał iść kastrowany, b) mniejszy , młody bez pogryzienia musiał. a) Od razu wyjaśnie - większy poszedł z ręki schroniska i to pojechał na wybrzeże - miłe info dla Eve 69 - to u Was pewnie pojawią się w dużej ilości te urocze i dla każdego pieski - jego potomstwo. Na jego boksie wisiała informacja, że zarezerwowany - do pani która w rozmowach z nami jasno mówiłą o tym, ze potrzebuje go do hodowli bo jej papierki nie są do niczego potrzebne ( czytaj rodowody). Kiedyś bez papierków hodowała rotki - chyba rotki się przyjadły - powszechnie "zawalają " schroniska b) Mniejszemu dom znalazł wolontariusz - w Warszawie - czyli i kontrola i wyznaczenie terminu sterylizacji później obowiązkowej z umowy była możliwa i prosta w wykonaniu ( nie kilkaset kilometrów) i osoba zainteresowana była z dogomanii nie sądzę, aby chciałą go rozmnażać.
×
×
  • Create New...