Jump to content
Dogomania

wiosna

Members
  • Posts

    3333
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by wiosna

  1. Dotarły pieniążki - 100zł i 30zł - dziękuję. Suczki mają więc 155,50zł - rachunek prowadzę dla obydwu łącznie. Zaszczepię je gdy tylko będę jechać do Gliwic, do Weta (w ciągu tygodnia).
  2. pracy z psami podejmę się, jaknajbardziej. Jestem zwolennikiem metod klikerowych, pozytywnych i przyjaznych, a prawdę mówiąc oswajanie i 'normowanie' dzikusów to chyba jedna z moich ukochanych prac, chyba najwięcej dająca satysfakcji. Jednego takiego psa mam wśród moich 'prywatnych', zdarzyło mi się też już kilka tymczasowiczów całkowicie nieoswojonych. I - jak już zostało napisane - choć 'normalnych psów' zrobić się z nich czasem nie da, to da się doprowadzić do stanu, kiedy nie będą się bały otoczenia. Czy więc mam wpisywać psiaki w kolejkę?
  3. [QUOTE]Miśka79 - orientacyjnie - ile Wiosna by wzięła za te dziczki?[/QUOTE] Witajcie. Myślę, że jeśli się zdecydujecie, możemy umówić się na jakieś 13zł/dobę. Jeśli psy się zgadzają i miałyby mieszkać razem, wtedy trochę mniej. Kojce mają przyjechać do mnie najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu, choć dokładnej daty jeszcze nie znam.
  4. Grisiak jest u mnie, a więc to mi przypada przyjemność uściskania chłopaka :) A podziękowania należą się nie mi, a Wam, bo ja tu tylko od miziania jestem ;)
  5. Bardzo dziękuję za pieniążki - dzięki temu mogę suńki poszczepić. Napisałam już dobre wieści na ich wątkach. Czy ktoś podejmie się ogłaszania Gryzka (i może Fiony) za około dwa tygodnie ? On u nas ma zostać, jeśli nic nie uda się znaleźć, ale lepiej byłoby, gdyby domek się pojawił..
  6. Inka (i Emma) dostała dosponsorowanie od opiekunów Grisa - jego wątek w moim podpisie. Na Emmę i Inkę przekazano 331,50zł. Suńki są więc o 25,50 na +! Zaszczepię je więc jaknajszybciej (jeśli dobrze kojarzę komplet kosztuje 45zł + 15zł wścieklizna) - będzie brakowało tylko 94,50!
  7. Ah, co ja gadam - nie mogę.. Mogę! Griso ma się dobrze. Rana goi się ładnie (odpukać!), Griso nadal grzeje się przy piecu przez całe dnie, a na noce włączamy mu nawet grzejnik (to i nam teraz ciepło :) ). Zaskakuje nas sprawnością. Spodziewałam się, że będzie miał kłopoty z poruszaniem się, tymczasem mało, że kłopotów nie ma, to zachowuje się jakby teraz zyskał bardziej opływowy kształt i '+2' do zwinności ;) Chcę też podziękować wszystkim Wam. Choć to my zajmujemy się nim 'fizycznie', wiecie, że gdyby nie Wy, ten pies by już dawno nie żył. Szkoda mi, że sam Griso nie może przytulić się do Was tak, jak przytula się do nas, bo to chyba najcenniejsze podziękowanie..
  8. Dużo ostatnio rozmawiamy z Patrykiem o tym, czy zostawić Grisa u nas. Nie udało się wyleczyć jego łapy, obydwoje mieliśmy nadzieję, że Griso, zdrowy, pojedzie do nowego, wspaniałego domu. Mamy teraz tu jednak naszego 'Ogryzka' bez łapki - wiadomo, że szansa na adopcję.. zmalała. I ciągle nas męczy to, co dalej zrobić. Moglibyśmy zostawić go u nas. Są duże za, tego pisać nie trzeba. Ale są też przeciw - mamy dużo psów, właściwie całe dnie spędzamy z nimi, aby każdy miał nas choć przez trochę. W dodatku ja umiłowałam sobie zaprzęgi - i chciałabym mieć też psy biegające. W tej chwili mamy sześć naszych, z czego tylko trzy biegające - więc pewnie z czasem weźmiemy jeszcze haszczaki do biegania. Mamy jednak też 'rencistę', który nie biega, mamy owczarka i mamy Fionę, która miała być psem moich rodziców, jednak okazało się, że urosła dwa razy większa, niż urosnąć miała, i rodzice - niemłodzi już - nie radzą sobie z tak dużym psem. Fiona więc mieszka u nas - i jeśli cud się nie zdarzy, mieszkać będzie. Staraliśmy się znaleźć Fionie nowy dom. Teoretycznie Fiona nadal jest do adopcji - choć nie szukamy domu intensywnie. Fiona jest 'bezpieczna' - nie trafi na ulicę. Jednak lepiej byłoby, gdyby miała ludzi tylko dla siebie i mogła spędzać z nimi cały czas. Wracając do Gryzka; Jeśli go zostawimy, będziemy mieć kolejnego 'rencistę'. Niby nie kłopot, bo mieszka sobie z nami, nie ma z nim żadnych większych kłopotów, i - co tu dużo - jest kochany. Wkrótce jednak zrobi się u nas schronisko.. Decyzja, jaką podjęliśmy, jest taka, że Griso ma u nas miejsce. Nie pozwolimy mu trafić w niepowołane ręce. Tym samym rezygnujemy z pobierania opłat za hotel i Griso mieszkać u nas będzie na nasz koszt. Dobrze jednak byłoby, aby Griso znalazł dom - dlatego proszę Was, ogłaszajcie go i szukajcie. Jeśli znajdziemy domek, w którym Griso będzie bezpieczny, kochany i ktoś będzie się nim opiekował najlepiej, jak da się - lepiej będzie, gdy Griso tam trafi. Jeśli jednak dom miałby być 'jakimś tam domem' - Gryzek zostanie u nas. Jeśli przy okazji ktoś podjąłby się ogłaszania Fiony, bylibyćmy bardzo wdzięczni. Na koncie Gryzka zostało 331,50zł. Do Was należy decyzja, co z tą kwotą zrobić dalej. Jeśli ja mogę nieśmiało coś zaproponować - mamy u nas dwie sunieczki, dość mocno już zadłużone - Inkę i Emmę. [url]http://www.dogomania.pl/forum/f28/same-kosteczki-do-adopcji-zaglodzona-inka-pilnie-potrzebuje-pomocy-123388/[/url] [url]http://www.dogomania.pl/forum/f28/mala-czekoladka-wyrwana-z-psiego-horroru-pilnie-potrzebuje-domu-123353/[/url] Chyba tyle - więcej napisać nie mogę.
  9. nie odezwał się ;( Jeden z moich znajomych odezwał się ostatnio prosząc mnie o pomoc w znalezieniu psa - jeśli Inka będzie się dobrze zachowywała przy koniach, co jest głównym warunkiem, zaproponuję mu ją.
  10. Jesteśmy- już po operacji - łapka amputowana.. Griso radzi sobie dobrze, z poruszaniem się kłopotów nie ma - aż nas zaskoczył swoją sprawnością. Myślę, że - siłą rzeczy - nauczył się nie korzystać z łapki wcześniej, dlatego kica zupełnie sprawnie. Większość czasu Griso spędza wygrzewając się przy piecu - dostał poduchę, leży sobie więc wygodnie. Co więcej mogę napisać ? :-( Za operację nie zapłaciłam nic, mój Wet wziął to na siebie i nie pozwolił zapłacić nawet za leki. My za transport oczywiście też nic nie bierzemy. póżniej postaram się zrobić jakieś zdjęcia.
  11. podam tutaj: 506 935 278 ;) czyzby szykowal sie domek ? :cool3:
  12. Ineczka dobrze. Troszkę uspokoiło się to skakanie - już od trzech dni nie przywaliła mi w zęby :evil_lol: Mamy wrażenie, że zaczyna ciut przybierać, nie razi aż tak po oczach wystającymi kośćmi. Chyba też ciut uspokoiło się jej połykanie jedzenia, choć daleko jeszcze do jedzenia 'normalnie'. Nie mam nadal książeczki Inki - Fiona, wyślij mi ją proszę. Karma też nie dotarła. Koszt sterylki to jeśli dobrze pamiętam 200zł. Ja nie mam teraz, żeby wyłożyć, więc potrzebne będą wpłaty, jeśli mamy ją sterylizować. Nie wiem, jak jest ze szczepieniami, odrobaczona jest.
  13. około 150zł, jeśli dobrze kojarzę - nie kastrowałam psów już od dawna, wszystko dawno ciachnięte, i nie pamiętam :roll: Postaram się o zdjęcia, choć ostatnio było u nas tak paskudnie, mokro i wietrznie, że całkowicie się odechciewało z aparatem biegać. Heros na wybiegu skacze z zabawką, jest przeradosny, naprawdę kochany pies. Kłopot z tym jego warczeniem, bo.. całkowicie mu przeszło :roll: Myślę, że Heros nie lubi nowych, obcych ludzi. Przez pierwsze dni, gdy nas nie znał, warczał - na mnie mniej, na Patryka ciągle. Patryk jednak spędził z nim trochę czasu, raczej też on karmił Herosa, więc teraz już jest całkiem ok. Myśle, że po kastracji można Herosa ogłaszać. Z sukami dogaduje się bez kłopotów. Do psów raczej przyjazny, choć zapoznał się tylko z tymi przyjaznymi - nie puszczę go na przykład z moim Małym, który jest.. 'niestabilny' psychicznie :roll: Chccemy iść z Herosem pobiegać, choć narazie jeszcze osobno, nie wpinając go pomiędzy psy. Heros nie warczy przy misce, nie podejrzewam go o to, aby mógł zrobić komukolwiek krzywdę. Nie mam jak sprawedzić, jak zachowuje się w stosunku do dzieci, jest jednak pieszczochem, leży na plecach i domaga się miziania po brzuszku.. Ot cały niedźwiedź! - miś, nie niedźwiedź ;)
  14. pieniążki dzisiaj dotarły - dziękuję.
  15. W psiarni jest 12 stopni. Budy są zamówione, będą za kilka dni.
  16. Wypowiem się, oczywiście - nie mam zamiaru 'znikać'. Przede wszystkim jest mi strasznie przykro, że wszystko to, co się stało jest przedstawiane w taki sposób. Jest mi bardzo trudno czytać niektóre posty, czuję się niesprawiedliwie osądzona. Wątek, zamiast skupić się na pomaganiu Viki, skupił się na pisaniu, że 'coś się stało' kiedy Viki była u mnie. Co się stało ? Macie na myśli to, że ją biłam, głodziłam ? Może jeszcze jakieś inne oskarżenia ? Otóż nie - dlaczego miałabym ? Jestem zwolennikiem pozytywnego szkolenia, nagradzania, nie karania. Zajęłam się hotelowaniem psów w potrzebie nie dlatego, że to 'żyła złota' - bo nie jest to bardzo dochodowa działalność - starcza nam na utrzymanie psów i - chyba dzięki szyciu sprzętu - na życie. Czy w moim 'interesie' jest zrobienie psu krzywdy ? Po co..? Robię to wszystko, żeby pomóc psom. Mogłabym zająć się jakąkolwiek inną pracą i zarobić wreszcie na jakiś remont domu, a nie wszystkie pieniądze wkładać w psy.. Ale chcę pomagać - dlatego robię ile tylko mogę. Co mogło się stać ? Ileż to razy dzwoniłam do Dakoty zrozpaczona tą sytuacją, prosząc o pomoc? Spędziłyśmy godziny z telefonem w ręce, aby znaleźć jakieś rozwiązanie. Nie uważam, że wiem wszystko, i w sytuacji z Viki moja wiedza i umiejętności okazały się zbyt małe. Dlatego czekałam na wszystkie wieści od Dakoty, która szukała behawiorystów, rozwiązań. Na prawdę miałam nadzieję, że uda się pomóc Viki. Ileż razy dzwoniłam mówiąc, że jest źle, że Viki znowu nie je, że leży i warczy, że ja już nie wiem, co zrobić, że ona marnieje w oczach.. I teraz wszystkie moje słowa są odwrócone i wykorzystane przeciwko mnie. Aż się chce pomagać, na prawdę. Po takich postach, jakie zostały napisane przychodzi mi do głowy, aby nie pomagać psom w potrzebie, a hotelować tylko pieski zadbane, zdrowe i wychowane, bo to łatwa i lekka praca, a przy tym dochodowa. Kto wtedy jednak przyjmie do hotelu psa trudnego ? Dobrze wiecie, jak szuka się miejsca dla takiego psa. Co do Viki - mnie także, wbrew pozorom frapuje pytanie 'co się stało?'. Dlaczego pies, który po przyjeździe zachowywał się lepiej, znowu się cofnął? Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno ani ja, ani Patryk nie zrobiliśmy świadomie krzywdy Viki, ani żadnemu innemu psu. Zastanawiałam się, czy nie przypomniało jej się coś z przeszłości - być może wywołane zupełnie nieświadomie. Nic jednak w naszym zachowaniu w stosunku do Viki się nie zmieniło, dlatego nie 'chciało mi się' w to wierzyć. Podejrzewałam przez chwilę, że może ktoś z sąsiadów ją uderzył, wystraszył, cokolwiek - nie jest to jednak możliwe - ludzie tutaj są życzliwi w stosunku do nas, poza tym boją się psów i nie podchodzą do nich. Dlatego Dakota przekonała mnie, że to ciąża urojona. Być może Viki tak dalece 'wpadła' w pilnowanie swego miejsca i miski podczas ciąży urojonej, że później, po uspokojeniu hormonów zapamiętała że miejsca trzeba pilnować. Przecież to ja mówiłam Dakocie, że jedyną szansą jest zmiana miejsca, nowe otoczenie, nowi ludzie, bo tylko to może ją 'wyrwać' z takiego stanu. Dlatego też - ponieważ jej pobyt u mnie był przeciągany i przeciągany - w pewnym momencioe powiedziałam że Viki musi wyjechać. Czy zrobiłam to, aby 'pozbyć się kłopotu', jak zostało to napisane ? Nie. Nie mogłam patrzeć już na psa, który nie je, miota się i jest całkowicie pogubiony, nie chce kontaktować się z nikim. To,że Viki nie mogła wyjść na spacer jeszcze pogarszało całą sytuację. Czułam się jak sadysta, który więzi tak pogubione zwierzę. Gdyby Viki była spokojna spędzając sobie czas bez człowieka, prosiłabym Dakotę, aby wzięła ją do swojego kojca. Sama jednak przyznała, że nie chce ryzykować, co zgrabnie zostało pominięte w jej wypowiedzi.. To ja, a nie wszyscy, któzy teraz mnie osądzają widziałam psa. Po co miałabym dzwonić nieomal co wieczór i prosić o pomoc, gdyby było OK ? To ja żyłam przez cały ten czas z poczuciem winy, że robię psu krzywdę. Słowa 'DLACZEGO CHCIALAS SKAZAC NA SMIERC ZDROWEGO PSA ??????' tak ładnie brzmią, zwłaszcza napisane na czerwono wielkimi literami. Prawie jak nagłówek 'Faktu'.. Jaki obrazek się nasuwa ? Zdrowy, machający ogonem piesek zamknięty w klatce, a przed klatką zła wiosna-kat, który stwierdza 'tak, to ciebie dziś zabiję!'. A prawda jaka ? Dzień w dzień zajmowania się psem, który nie daje do siebie podejść, warczy, ucieka od kontaktu, je z podkulonym ogonem. Czy lepiej jest w takiej sytuacji pozwolić psu odejść, czy trzymać go i patrzeć, jak się męczy? Ja patrzeć na to nie mogłam, i - gdyby nie moje słowa, że Viki musi opuścić nasz hotel, pewnie byłaby tutaj do dziś w takim samym stanie. Ja na to nie pozwolę - dlatego dałam Wam wybór - albo trzeba ją uśpić i dać jej wreszcie święty spokój, albo spróbować znaleźc miejsce, nowe, inne - i starać się, bo być może się zmieni. Mam nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy i Viki się uda. Wbrew pozorom zależy mi na jej losie i nie jest ona dla mnie 'numerem boksu'. Nie chciałam zrobić Viki krzywdy. Przykro mi, że moje starania tak zostały odebrane. Na każdą sytuację można spojrzeć z kilku stron, nigdy nic nie jest czarne lub białe. Ale zrobienie z kogoś potwora i oprawcy wyróżnia wątek na DGM - widać, jaki jest żywy - Viki stała się popularna, jej szanse wzrastają. Każdy biorąc psa chce mieć poczucie, że pomaga, dlatego słowa 'wyrwany śmierci' są tak 'popularne.. Nie chcę ciągnąć dyskusji (to właściwie nie dyskusja może 'potyczka'), bo kosztuje mnie ona bardzo dużo. Każdy niech oceni mnie i całą sytuację wedle własnego uznania. Ja jednak złapałam się na tym, że sama zbyt łatwo oceniłam kilka osób, czego teraz żałuję. życie uczy pokory. Osoby, które chcą rzucać w nas kamieniami bardzo proszę, o poszukanie innego hoteliku. Robimy wszystko, co możemy, aby poprawić sytuację psów w potrzebie i dać im szansę na życie i dom, i bolesne jest używanie tego przeciw nam - dlatego oszczędźmy sobie tego. Praca taka jest trudna i nie zawsze kolorowa, i sytuacje wymagające ciężkich i kontrowersyjnych decyzji zawsze się zdarzają. Proszę więc o uszanowanie tych decyzji. Serdecznie pozdrawiam, życząc jak najmniej problemów i kłopotów z psami, a przede wszystkim z ludźmi.. p.s. Nie chcę tracić więcej czasu na udowadnianie, że nie jestem słoniem, że nie zrobiłam krzywdy i nie skazałam na śmierć 'ot tak'. Potyczki takiej i tak nie wygrywa nikt, a w oczach 'czytaczy z zewnątrz', nie znających sprawy poza tym, co napisane zostało publicznie 'wygrywa' ten, który jest lepszym politykiem, pisarzem.. Wklejam tego posta do jednego i drugiego wątku.
  17. Nawet nie chcę tego komentować. Jest to przykre, że kiedy cokolwiek jest nie tak, osoby, które do niedawna traktowały mnie jak przyjaciela teraz piszą takie coś.. :crazyeye: Insynuowanie, że 'coś się wydarzyło', że nie karmimy psów czy cokolwiek takiego jest dla mnie naprawdę przykre. Na forach jest jednak modne cytowanie wyrwanych z kontekstu zdań, a tutaj, na DGM dobrze jest, gdy pies ma 'tragiczną przeszłość' - to przyciąga uwagę.. Szkoda tylko, że odbywa się to kosztem kogoś, kto robi co może, aby pomagać. Ocenę mnie i mojego hotelu pozostawiam każdemu kto tylko ma ochotę oceniać. Bardzo proszę jednak - opierajcie się na faktach, nie na urywkach wyrwanych z kontekstu..
  18. wypowiem się tylko w kwestii Herosa. Jest z nim dobrze, zachowuje się naprawdę ładnie. Chłopak cieszy się życiem, bawi piłeczką - aż się serce cieszy :) Mam pytanie - czy ma być przed adopcją wykastrowany ?
  19. Mam jeszcze jedno pytanie - czy będziemy Inkę przed adopcją sterylizować ? Ja uważam, że byłoby to potrzebne, nawet przed ogłaszaniem..
  20. nie udało nam się. łapa jest w takim stanie, że nie da się jej uratować - konieczna będzie amputacja. Przykro mi..
  21. nie wiem, czy widziałyście zdjęcia tutaj: [url]http://www.dogomania.pl/forum/f937/hotelik-dom-tymczasowy-u-wiosny-111378/index15.html#post11269633[/url] - są wspólne, więc wstawiłam tam ;)
  22. Myślę, że możemy ją ogłaszać - nowy domek powinien zadbać przecież o karmienie. Takie nawyki jak to nieszczęsne rzucanie sie na miskę pewnie minie (o ile minie) dopiero po dłuższym czasie normalnego karmienia, gdy Inka będzie pewna, że miskę dostanie i nikt jej tego nie zabierze - i nie ma chyba na co czekać. Jak długo będzie tutaj będę robić co się da aby była miła i grzeczna, ale dobry domek i tak zawsze może więcej niż ja ;)
  23. rozmawiałam właśnie z Właścicielką Rudzika - nasz chłopak ma się dobrze, sypia na fotelu, jest grzeczny i miły - obie strony zadowolone i szczęśliwe :)
  24. pytań za złe nie mam absolutnie - rozumiem, sama kiedyś też byłam po 'tej stronie' i pytałam o wszystko :) Inki do jedzenia zachęcać nie trzeba - wrecz przeciwnie. Pochłania wszystko i w każdej ilości, w tempie takim, jakby nie jadła od miesiąca. Wywraca miskę i wysyluje, a gdy wyciągam rękę w stronę miski, 'zasłania' ją i odkurza jeszcze szybciej, jeszcze pazerniej. Karmię ją dwa razy dziennie, mam nadzieję, że w najbliższym czasie choć trochę przybierze.
  25. narazie czekamy - w srodku tygodnia bede sie konsultowac i zobaczymy, co dalej. Narazie nic nie moge zrobic. Lapka jest rozruszana, nie trzyma sie to tak, jak powinno. Griso jest ruchliwy i moglo stac sie tak, ze skaczac oparl sie na tej lapie, chcial pobiec czy cokolwiek - zrobil to raz, drugi i trzeci i w koncu pękło.. Nie wiem juz sama. moze moglam jakoś go bardziej dopilnować, chociaz chodzi na smyczy, nie pozwalamy mu bawić się z innymi psami, w domu czasem nawet jest przywiązany, żeby nie łąził, nie skakał... miałam trzymać go w klatce ? ehh.. musimy poczekać. jak z finansami sprawdzę jutro, bo dzisiaj już mam całkiem dosyć..
×
×
  • Create New...