Manu
Members-
Posts
2652 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Manu
-
Nat, czego nie rozumiesz ? :wink: Jego pies jest cichy, więc nieprzyzwyczajone dziecko boi się hałaśliwych...
-
Czy macie świra na punkcie haszczaków ? (gadżety on-line)
Manu replied to Agnieszka_'s topic in Siberian Husky
Nie byłam w Trójmieście... :roll: 8) :wink: -
Czy macie świra na punkcie haszczaków ? (gadżety on-line)
Manu replied to Agnieszka_'s topic in Siberian Husky
No, do tego z aukcji to cena jest konkurencyjna! A jak jeszcze jest ładniejszy to muszę go poszukać :D . Mam nadzieję, że jeszcze są... Sklep (z rzeczami dla dzieci) jest na prawo od Delikatesów, blisko tego rozwidlenia, gdzie sie zaczyna Lipowa. :D W witrynie mieli ponad półmetrowego haszczaka-pluszaka ! :o Biało-kremowy, siedzący - śliczny ! Może tego sobie kupisz...? 8) :wink: -
Czy macie świra na punkcie haszczaków ? (gadżety on-line)
Manu replied to Agnieszka_'s topic in Siberian Husky
A ja mam bardzo, bardzo podobnego ! :lol: Tylko mój ma ładniej sierść zrobioną... 8) Szczeka głupio - moje psy też tak chyba uważają, bo robią zawsze wszystko, aby się zamknął... :lol: Kupiłam go w Białymstoku w centrum za 20 zł - ta cena na aukcji chyba z Księżyca :-? -
Tam chyba nie było takich dużych zaprzęgów - mam nadzieję.... :roll:
-
Bardzo, bardzo smutne... :( :( :( Artykuł ze strony: http://kiosk.onet.pl/1194494,1,3,241,druk.html "Wilczy horror w Bieszczadach" Człowiek, gatunek niechroniony Wilki atakują ludzi. W Polsce. W XXI wieku. – Przekroczyły granicę strachu przed człowiekiem – mówi Antoni Dydak, hodowca owiec z Bieszczadów. – Kiedyś bałem się tylko o swoje zwierzęta. Teraz drżę o własne życie. Autor: ANDRZEJ CHYLIŃSKI Podszedł bezszelestnie. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd. Przenikliwym spojrzeniem sparaliżował ofiarę. Zastygła w przerażeniu. Śmiertelny strach trwał kilka sekund, do chwili, gdy ostre jak brzytwy kły zmiażdżyły jej kręgosłup i rozerwały gardło na strzępy. Ale wilkowi było za mało krwi. Gdy na pomoc zaaatkowanemu stadu owiec rzucili się ludzie, wilk spokojnie czekał. To było wyzwanie rzucone człowiekowi. Odwiecznemu wrogowi, którego wilk już się się nie boi. Od tej pory to człowiek musi się bać jego – władcy bieszczadzkich lasów... Człowiek, gatunek niechroniony Ostatnie tygodnie były ciężkie dla Antoniego Dydaka. Wilki nie tylko zabiły mu kilkanaście owiec, ale zaatakowały jego córkę i syna. W biały dzień. – Syn Andrzej wracał z Ustrzyk i zobaczył, jak wilk lezie do naszych owiec – opowiada Antoni. – Trąbił od drogi. Gdy dojechał do niego samochodem, ten już leżał na owcy. Dzieliło ich półtora metra, ale wilk nie uciekał. Przeciwnie, wystartował do niego z zębami! Nie upłynęło wiele czasu, oko w oko z wilkiem stanęła córka Dydaka. – Tym razem z lasu wyskoczyły dwa wilki – mówi Renata. – Podjechałam do nich z mężem. Muzykę włączyliśmy na cały regulator, trąbiliśmy, a one nic. Gdy Michał pobiegł odganiać tego większego, co był już na owcy, ten mniejszy ruszył na mnie. Dobrze, że nie odeszłam daleko od samochodu i zdążyłam się schować. Zakręciłam szyby i włączyłam silnik. Ten tylko podszedł do auta i wyszczerzył zęby. – Gdybym miała dzieci i wysyłała je do owiec, jak to robią inni, to by je wilk zagryzł – cicho dodaje Grażyna Dydak, żona Antoniego. – Nasz sąsiad ma takie małe dzieci. Bawią się tuż obok naszej łąki z owcami. Aż strach myśleć... Ludzie w Bieszczadach coraz częściej spotykają się z tak agresywnym zachowaniem wilków. To jakby powrot do czasów wilkołaków, do zamierzchłej przeszłości. A przecież jest XXI wiek. – Tu jest, k**wa, więcej wilków niż ludzi – mówi bez ogródek Heniek, pilnujący owiec pod Wetliną. – Zimą wchodzą do wsi i zjadają psy. – Podszedł do pilarza na metr – dodaje Piotr Augustyn, który z psami, przez wilki, nie spał całą ostatnią noc. – Ten odpalił piłę, a zwierzak się nie bał. Chyba każdy gospodarz, który hoduje owce, miał takie spotkanie – przyznaje Hubert Fedyń z Państwowej Straży łowieckiej. Fedyń każdego dnia jeździ do rolników i szacuje szkody wyrządzone przez drapieżniki. – Nam też pięć wilków wyszło na szosę. Trąbiliśmy, a one miały nas w głębokim poważaniu. Ludzie do nich nie strzelają, więc się już nie boją. Dydakowie przez 20 lat odpierali ataki wilków na owce, ale w tym roku już nie wytrzymują nerwowo. Bo wilki łakomie zaczęły patrzeć na ludzi. A ci na obronę przeciw nim mają tylko petardy, kostury, widły i psy. Ale psy Dydaków – Misiek i Kama – dostały już lekcję od wilków i gdy wyczują zagrożenie, pierwsze uciekają do domu. – Dniami i nocami jestem przy owcach, przeziębiłem się kilka razy, na lekarzy i antybiotyki wydałem więcej pieniędzy, niż dostałem odszkodowania za wilcze szkody – denerwuje się Dydak, podnosząc lornetkę do oczu. – Owce zbiegły na dół! Coś tam się ruszyło! Chyba znowu przyszły... Gospodarz chwyta widły, sprawdza, czy ma petardy i rusza pod las. – Wilka chroni się ale człowieka nie – dyszy Dydak. – Gdy wystąpiłem o pozwolenie na broń myśliwską i szczerze napisałem, że do obrony przed wilkami, to mi odmówiono. Alarm nie był fałszywy. Owce dobiegły do szosy, a z dwóch psów tylko większy, owczarek podhalański, towarzyszył Dydakowi. Drugi podkulił ogon i uciekł. Choć jeszcze daleko do końca dnia, Dydak woli nie ryzykować. Zapędza owce do zagrody przy domu. I choć na łące nie ma już zwierząt, wciąż spogląda na wzgórze. – Sama głowa leci w tamtą stronę – złości się na siebie. O jednego za dużo Ile dokładnie wilków żyje w Bieszczadach, tego nikt nie wie. Dwieście, trzysta, a może czterysta? Operowanie różnymi danymi jest efektem stosowania rozmaitych metod ich liczenia. Ekolodzy liczą tropy, leśnicy opierają się na obserwacjach watah, a naukowcy łączą obie te metody i śledzą je dzięki elektronicznym czipom w obrożach pojmanych osobników. – Nie mam nic przeciwko wilkom – twierdzi Jerzy Waszczyszyn z nachodzonego przez watahę Bandrowa. – Byle nie było ich za dużo. Na Ukrainę jak wilk pójdzie, to nie wróci. Chyba że jako pokrowiec w samochodzie. Na Słowacji też jest odstrzał. Tylko u nas mają raj. W gminie Czarne na pewno jest już o jednego wilka za dużo. W ubiegłym tygodniu minister środowiska wydał zgodę na jego odstrzał. Jest z watahy Stebnik, która poluje ze wzgórza między wsiami Rabe i Bandrów. Wszyscy mają nadzieję, że będzie to ten sam, który zaatakował dzieci Antoniego Dydaka. – Bywało, że wilki przychodziły do stada trzy razy jednego dnia – mówi Dydak, nie mogąc doczekać się dnia rewanżu. – Bo jak wilk spróbuje mięsa owcy, to już nie ma rady. Musi wrócić. Jak obóz koncentracyjny Dydakowie swoje gospodarstwo grodzą niczym obóz koncentracyjny. Wysokim na dwa metry drucianym płotem. Ale to wilka, który ich nachodzi, nie zniechęca. – Owce często kładą się przy ogrodzeniu, a taki potrafi podejść i wyrwać z niej tyle, ile się da – mówi Dydak. – Nogę, łopatkę. Kiedyś chciał przeciągnąć całą przez oko siatki, ale mu się nie udało. Nie przeszła jej głowa i tyle nam z niej zostało. Innym razem przesadził dwumetrowe ogrodzenie i zadusił kilka sztuk. Gdy wybiegliśmy je ratować, tylko się na nas spojrzał i bez pośpiechu, tą samą drogą przez wysoki płot, wrócił do lasu. To strach, gdy ma się do czynienia z tak śmiałą bestią. – Z roku na rok odnotowujemy wzrost ataków wilków na zwierzęta gospodarskie – przyznaje Robert Nowakowski, główny specjalista w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim. – W 1999 roku wilki zabiły 103 owce, w zeszłym 242, a w tym roku, tylko do września, hodowcy zgłosili już 174 udane ataki na ich stada. Ryszard Król, rolnik z Rabego, przez cały rok miał szczęście. Aż do niedzieli. Gdy naukowiec z Polskiej Akademii Nauk Roman Gula, monitorujący przemieszczanie się watahy, dzwonił od gospodarza do gospodarza i ostrzegał, że wilki podchodzą pod wieś i trzeba spędzić owce, akurat nie było go w domu. Wataha pożarła trzy sztuki. – Możemy panu za nie dać 1350 złotych – mówi Hubert Fedyń ze Straży łowieckiej, pokazując tabele, na których podstawie wyliczył szkody wyrządzone przez wilki. – Ale i tak będę stratny, bo na wiosnę urodziłyby jagnięta – powstrzymuje łzy Król. – Miałem 70 sztuk, część sprzedałem, zostawiając sobie najlepszych 43. Teraz mam 40. Dwaj strażnicy nie kończą jeszcze spisywać protokołu, gdy dzwoni do nich telefon. – Kolejna owca, w Wańkowej – mówi Piotr Adamiec. Szybko wsiadają do samochodu i jadą. Telefon znowu dzwoni. – To jest klasyczny atak wilka – mówi Fedyń, robiąc zdjęcia owcy. – Atak na kark i gardło, wyjedzone wnętrzności i pogruchotane żebra. Strażnicy obchodzą teren. Szukają tropów, patrzą, gdzie jest sierść owcy. – Prawdopodobnie to były dwa wilki – analizuje Adamiec. – Jeden rozbił stado, a drugi zaatakował tę, która się odłączyła. Gdyby nie wpadła w las, mogłyby zabić więcej, a tak rzuciły się na pewną ofiarę. W Bieszczadach już dawno padł mit wilka selekcjonera – drapieżnika eliminującego najsłabsze sztuki. Tak samo nie ma w Bieszczadach już problemu ze zdziczałymi psami. Wilki je zjadły co do jednego. – Wilki zawsze wybierają te najsilniejsze i najzdrowsze sztuki, przynajmniej jeśli chodzi o owce – mówi Roman Gula, naukowiec Polskiej Akademii Nauk, badający zwyczaje wilków. – Ale pogląd, że wilki wyspecjalizowały się w zabijaniu owiec też jest błędny. One po prostu mają na swym terenie owce i włączyły je do jadłospisu. Gula obserwuje zachowanie czterech watah z rejonu Ustrzyk Dolnych. W związku z coraz groźniejszymi atakami watahy Stebnik, teraz praktycznie depcze jej po piętach. – Od ponad dwóch lat wiemy o prawie każdym jej kroku – mówi Gula. – Wadera (samica wilka), którą nazwaliśmy Ronia, nosi nasz nadajnik. Namierzamy ją z odległości trzech kilometrów i czasami udaje nam się ostrzec gospodarzy przed zbliżającymi się wilkami. Powinna być redukcja Roman Gula bada wędrówki wilków, sprawdza co jedzą, jak się rozmnażają. – Jest ich coraz więcej i choć mamy ustawę chroniącą wilki, prawdopodobnie nie uniknie się redukcji ich liczebności – twierdzi Gula. Podobnego zdania jest biolog i obrońca przyrody Wojciech Śmietana, zaszyty w Suchych Rzekach. Już kilka lat temu opracował plan ochrony wilków, według którego byłyby one w pełni chronione w dzikich ostępach bieszczadzkich lasów, natomiast na terenach zurbanizowanych (w okolicy Krosna i Sanoka) dopuszczalne byłoby zabicie kilku osobników rocznie. – Wilki miały w Polsce dużą akceptację społeczną, a tu żyły między ludźmi – mówi Gula. – Jednak nastąpiło zachwianie równowagi. Zredukowano jelenie, wprowadzono ochronę wilka, a rolnicy dostali dotację do hodowli owiec. Wilki zaczęły więc polować na owce, tak jak my robimy zakupy w supermarketach. To dla nich łatwy łup i łakomy kąsek. Wyraźnie przy tym wzrasta przeżywalność wilczych szczeniąt. Roman Gula jest nie mniej sfrustrowany niż gospodarze ponoszący straty przez wilki. Chciałby, aby jego badania były wykorzystywane w praktyce. – Sytuacja powinna być monitorowana, ale tu na miejscu, a nie w Warszawie, gdzie decyzje dotyczące wilków podejmowane są zazwyczaj pod wpływem politycznych nacisków – mówi Gula. – O watasze Stebnik wiem właściwie wszystko. Mam nadzieję, że w jakiś sposób będę mógł mieć wpływ na odstrzał tego jednego agresywnego wilka. Nie wiem, czy myśliwi upolują akurat tego samca, który powoduje szkody wśród zwierząt gospodarskich, ale mam przynajmniej nadzieję, że nie będzie to Ronia nosząca naszą obrożę. Zezwolenie na odstrzał wilka jest ważne tylko do końca sezonu wypasów owiec, czyli praktycznie do pierwszego śniegu. A to może być już za miesiąc. I jest jeszcze jedno utrudnienie. Odstrzału można dokonać na łąkach i pastwiskach, ale nie w lesie. Odstrzał wilka w gminie Czarna nie będzie tzw. dewizowym. Myśliwy lub myśliwi zostaną wytypowani prawdopodobnie z Koła łowieckiego „Żbik” w Ustrzykach Dolnych. Ale miejscowi wiedzą, że polowanie nie będzie łatwe. – Wilka nie upilnujesz – tłumaczy Dydak. – To wilk pilnuje człowieka. Jednak dla Antoniego Dydaka decyzja ministra środowiska jest dobrą wiadomością. – Sam bym chętnie na tego wilka zapolował, a jak trzeba będzie to poświęcę jeszcze jakąś owcę, żeby ci myśliwi go dopadli – mówi Dydak. – Jeżeli jeden wilk zginie, może reszta się przestraszy i przestanie chodzić na nasze łąki jak do restauracji. Nie jestem przeciw wilkom, ale musi być uruchomiony jakiś plan, regulujący ich populację. Bo jak nie ma na wilka kary, to nic z tego dobrego nie będzie... Roman Gula, ze stacji badawczej PAN w Ustrzykach Dolnych: Nie jestem zwolennikiem tylko selektywnego odstrzału niebezpieczniejszych osobników. Rozwiązaniem może być stała regulacja ich liczebności. Po prostu w niektórych rejonach jest ich więcej niż być powinno. Robert Mysłajek, wiceprezes Stowarzyszenia dla Natury „WILK”: Nie znam tego konkretnego przypadku, ale nie sądzę, aby nastąpiła wielka zmiana w zachowaniu wilków. Jednak jeżeli jakiś wilk stwarza większe zagrożenie, to powinno się go eliminować. Jest to korzystne i dla ludzi i dla ochrony gatunku. Taki wilk może przenosić chore lub niepożądane cechy na inne osobniki, a poza tym sprawi, że zmieni się nastawienie społeczeństwa do wszystkich wilków. Urząd czuwa Joanna Budzaj, rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego: Wilki w Polsce są stale monitorowane, rolnikom płacone odszkodowania, a w sytuacjach nadzwyczajnych, w przypadku zagrożenia dla ludzi, choćby ze strony wściekłego wilka z Polany, została szybko podjęta decyzja o odstrzale. Wilki są bowiem pod ochroną i nasza polityka jest taka, by nie dopuścić, żeby każdy kto chce, mógł do nich strzelać. Natura ma jednak swoje określone prawa i kłopotów z wilkami wyeliminować się po prostu nie da.
-
Czy macie świra na punkcie haszczaków ? (gadżety on-line)
Manu replied to Agnieszka_'s topic in Siberian Husky
Mod to w zasadzie powinien oddzielić całą tę ładną dyskusję od bieżącego topiku i zrobić z tego osobny topik... :roll: Kurka, spać już miałam... :-? Dobranoc. :) -
Czy macie świra na punkcie haszczaków ? (gadżety on-line)
Manu replied to Agnieszka_'s topic in Siberian Husky
Manu przygarnęła Manu 8) :wink:myslalam o klapouchym :) Manu a napisalam Chinook i pytanie do Ciebie Manu - bardziej kochalabys i szanowala psa za 3 tys. czy takiego ktorego przygarnelas? dla mnie odpowiedz jest prosta i oczywista i wiem ze Manu odpowie - ZE KOCHALABY JE TAK SAMO! Tak samo, oczywiście... :D U nas jest tak, ze Manu jest w naszych w jakiś sposób specjalny, inny, szczególny, nieporównywalny... Ale to wynika z jego osobowości. Ale to nie ma nic wspólnego z siłą kochania psa... Nie wiem, jak to określić. Tak czy inaczej takie sprawy nie mają według mnie NIC WSPÓLNEGO z pieniędzmi, jakie się wydało (lub nie) na psa. -
Czy macie świra na punkcie haszczaków ? (gadżety on-line)
Manu replied to Agnieszka_'s topic in Siberian Husky
Manu przygarnęła Manu 8) :wink: -
WYKIEŁKOWAŁY - Potrzebuje pozyczyć klatkę z homologacją dla Doga!
Manu replied to KORONA's topic in Dog niemiecki
Koronka, bydzie dobrze 8) :wink: -
No cóż... Zgodnie z Regulaminem nie miał racji bytu w tamtym dziale. 8)
-
A jednak na przyszłość proszę, aby Ci się chciało. :roll: Inaczej będą na forum w formie linków. Dotyczy to wszystkich wstawiających za duże zdjęcia. 8) A w tym topiku w szczególności Agappe 8) :wink: Poczytajcie Regulamin. :D
-
Mam o nim więcej... Wiek mniej więcej 2 lata, umaszczenie szaro-białe, w kolczatce. Przybłąkał się do posesji (stał za ogrodzeniem i kombinował), gdzie jest suka z cieczką. Nie był ani głodny (może to emocje związane z cieczką), ani nie wyglądał na takiego po dłuższej wędrówce. Pani, z tego, co zrozumiałam, ma hodowlę Dogów de Bordeaux (czy jak to się pisze) i ma wielki z nim problem... :( Notorycznie ucieka ze swego kojca do suki, która na szczęście ma lepiej zabezpieczony kojec. Jak jej psy sa spuszczone na wybiegu, to tez chce uciekać do nich robic dym. Pilnuja go jak oka w głowie, ale kłopot straszliwy... Nie chce go jednak oddawać do schroniska, mówi, że szkoda go na takie miejsce (mądra kobieta :D ) Porozwieszała ogłoszenia, powiadomi zaraz schroniska, da ogłoszenie do Kuriera...
-
No patrz :o - a moje przy takich szczekaczach zza płotu dostają takiego pędu...! :lol: I Runa też szybko nauczyła się ignorować i też jej emocje się przekładają na szybszy bieg... :) Powiem więcej, już dwa razy piesek samobójca wbiegał w zaprzęg i nawet go psy nie zjadły :o Ale wioskowe piesiaki gupie swoje przeżyły... Jest po prostu taki kawałek 100 czy 200 metrów (nie umiem ocenić :roll: ), gdzie musimy przejechać przez cos w rodzaju wioski...
-
No bo to w sumie nie miało być radą to z tymi drewienkami, to tak z rozpędu dodałam. :roll: Na zasadzie, jak to jest u mnie. Wera ma dobre pomysły. 8) Z chowaniem zabawek na zmianę to prawie u mnie jest podobnie... :D Chowam tak kości prasowane i dostają ją (koniecznie jedną - jest wtedy ciekawiej) tak co drugi, trzeci dzień. Ten pomysł z nadzieniem do kości jest fajny - muszę wypróbować. :D A piłeczkę na wysypującą się karmę też mam (od Nat :D ), ale to tylko Chinook się nią co jakiś czas interesuje - też przerwy muszą być. 8) Acha, samo zmęczenie psa wiele nie da - Wy to wiecie, ale NiczQusi warto to uprzytomnić. Moje po treningu (nawet takim bardziej intensywnym, regenerują się po godzinie, góra dwóch :roll: Tak więc właśnie często potrzebne jest wybieganie + inne "tricki" (jak zabawki, radio, przestrzeń domowa...) Dobrze, że ja z tym nie mam właściwie problemu... :D
-
Tajraga - co do 2. punktu, bo z 1. możesz mieć rację - Chinook NIGDY nie zjada tych drzazg. On zgryza drewienko, wypluwa i zgryza dalej. Zawsze - nie raz go obserwowałam. Poza tym w sklepach zoologicznych też są drewniane zabawki (które nawiasem mówiąc też właśnie dostaje), które on traktuje tak samo przecież... :roll: :lol: A ja patrzę, jaki rodzaj drewna mu daję. :) A śmińskie uszy, kości itp. są rozpracowywane zbyt szybko...
-
Acha, zapomniałam dodać, że psy mają rzeczy zostawione specjalnie do niszczenia 8) - szczególnie Chinookowi się to przydaje. Uwielbia np. rozszarpywać materiałowe lub tekturowe rzeczy i czasem go najdzie... Ma swój kocyk (zjedzony w jakichś 20% :lol: ) oraz mini dywanik przed balkonem (taki 50x80 cm), który też systematycznie obgryza. Czasami też daję coś drewnianego do przerobienia na drzazgi...
-
Kurcze, aż tak ? :( Ja nigdy nie miałam jednego młodego... Jak był jeden, to dorosły, przygarnięty. Zachowywał się bardzo ładnie, nie demolował, rzadko mu się zdarzało zawyć. Odkąd mam juz drugiego, tak już w ogóle nie ma problemu. Psy zostają na niecałe 9 godz. co drugi tydzień, kiedy oboje razem mamy pierwszą zmianę - i jest OK. Tylko wynagradza im się to sporawymi spacerami, treningami itp. Nie chcę Cię martwić, ale Twój przypadek wymaga jednego działania: załatwić mu towarzystwo - drugiego haszczaka 8) :roll:
-
No co Wy...? :o kto by taki wielki boks robił (chyba wielopsi...)? Toć widać, że to pomyłka była... :oops:
-
Cholera ! W pospiechu nie ten wers skopiowałam ! :oops: TE wymiary: 49x75 cm x wys. 67 cm :roll:
-
Podnoszę topik, bo chciałabym znać Waszą opinię w kwestii wymiarów boksów. :roll: Czy wymiary: dł. 160 cm, szer. 110 cm, wys. ok. 145 cm są OK dla haszczaków o średnich gabarytach ? Nie za duży taki boks...? :roll: Bardzo mi zależy na opiniach... :)
-
Ja szczerze mówiąc swojego bym nie zamieniła na inny... 8) tak jestem z niego zadowolona
-
My najprawdopodobniej tak :D - bo termin wolny Waldek ma.
-
Ja wprawdzie nie od lat, ale z tego co widze na zawodach, co Waldek opowiada, co sama raz przezyłam - to jest niesamowite, jak psy daja z siebie wszystko ! Manu - 100% energii i sił zuzytkowuje na trasie na zawodach, nawet jesli na treningach lubi sobie "rozkładać" siły... Chinook - jesli tylko coś go nie przestraszy i nie sestresuje, to również pędzi lepeij i szybciej, niż na trenigach. To naprawdę to ! :D Duch rywalizacji i to, że psy widzą, że wcześniej w trasę pobiegły inne. One to dobrze pamietają... 8) Może nie gonią je dosłownie, ale daje im to napęd. Jak czekają w kolejce do startu i słyszą przed sobą odliczanie dla swojego poprzednika - wariuja i się rwią, bo już teraz one też chcą gnać !
-
No mnie chodziło właśnie o ten topik, co ZH podał - wydawało mi się, że jest dłuższy ...jak zwał, tak zwał :roll: