Jump to content
Dogomania

tom666

Members
  • Posts

    175
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by tom666

  1. jaki by ten podział nie był, to bardziej przyjemniejsza i tańsza bedzie wycieczka do lasu :evilbat: Kto by nie sędziował, zawsze przyjemniej w lesie niż w Radomiu :P
  2. Nie bardzo wiem skąd ten wniosek? :o
  3. Dla mnie lokata psa na wystawie to napewno jakaś wypadkowa interpretacji wzorca i gustu sędziego (w idealnym świecie). Co do własnego psa to hmmmm.... wydaje mi się, że jeżeli ktoś uważa, że jego pies jest najpiękniejszy to natychmiast powinien zrezygnować z wystawiania, bo taka osoba nigdy nie będzie w stanie przyjąć porażki i krytyki osób postronnych - a tego to akurat przy ringach nie brakuje. Wiadomo, że na wystawę jedziemy po to żeby wygrać, ale powinniśmy także docenić klasę konkurencji (jeżeli jest co doceniać). W przypadku Smileya napewno jest. Czy Ance miał prawo nie podobać się wybór sędziego? A miał! Mi się też często nie podoba! I nie ma co się obrażać. Przecież trzeba się liczyć z tym, że nie każdy zgodzi się z werdyktem sędziego, nie każdemu nasz pies będzie się podobał. To boli (też wystawiałem :wink: ) Ale Anka uzasadniła swoją opinię i ja uważam, że jest to zasadne uzasadnienie. Ja miałem kiedyś z sędzią Jendrasiakiem taką przygodę: Mój pies wziął boba na klubówce w Szamotułach u angielskiej sędziny (wielu twierdzi, że kontrowersyjnie) i kiedy moja żona stała z nim na porównaniu o BIsa (które też wygrał - u amerykańskiej sędziny - wielu twierdzi że kontrowersyjnie) to sędzia Jędrasiak dopytywał się jej na cały ring :"czy to pies czy suka?". To ciekawe sędzia międzynarodowy i hodowca nie umie odróżnić psa od suki. Dodam jeszcze, że z reguły psy z Siriusa to tak mniej więcej o parę kilo mniej od mojego mają, a ja na jakieś 30 opisów od różnych śedziów w co najmniej 25 mam napisane samczy. To tylko taka mała dygresja na temat znajomości tematu u tego pana, dlatego tak jak napisałem z natury rzeczy będę podchodził z rezerwą do jego werdyktów jako sędziego, co nie oznacza, że akurat nie podoba mi się jak posędziował w Poznaniu, bo nie ma mi sięco nie podobać, bo mnie tam nie było.
  4. Napisz do Łukasza, on pewnie Ci będzie w stanie podać.
  5. Aniu czy Ty nigdy nie śpisz? :o
  6. Nie podchodziłbym do bulteriera z miarką w ręce. Wzorzec jest tutaj wystarczająco precyzyjny - pies powinien być proporcjonalny. Z drugiej strony, ja wolę proporcjonalnego 38kg samca od proporcjonalnego 28kg. Lubię poprostu duże mocne psy, suki także. Bulterier to dla mnie nie tylko głowa (choć bezprzecznie, głowa jest u tej rasy najważniejsza), ale także mocne, zwarte ciało, szeroka i głęboka klatka. A jeśli mówimy też o głowie, to nie tylko "łuczek", ale także mocna żuchwa i wypełnienie. U tego psa musi być widoczna siła, a u większych egzemplarzy jest bardziej widoczna. To takie tam moje przemyślenia.
  7. Mi podobają się duże mocne samce - to tak generalnie. Nie widze zagrożenia w "zwiększaniu" się populacji. Smiley Timar coś tam coś tam...bardzo mi się podoba, uważam, że jest to imponujący pies. Z drugiej strony, zawsze podobał mi się też LEON Taurus. ROLANDA nigdy nie widziałem, więc się nie wypowiadam. Sędziemu Jedrasiakowi bardziej się widocznie spodobał od Smileya, choć ja bardzo nieufnie podchodze do jego decyzji. Bez podtekstów, jeśli chodzi o zwycięzcę z Poznania.
  8. Tak, :D z tego tematu to wyszła taka tralalala droga krzyżowa
  9. Ja widzę tu parę tematów, które możnaby było połączyć w jeden, nazwać go "agresywne nerki" i będzie o czym gadać do nowego roku 8)
  10. Skoro go kupiła to coś w nim widziała i być może naprawdę uważała, że tamtego dnia w Zaniemyślu był najlepszy, ale smród pozostał. Mam nadzieję, że w Częstochowie Marek do takiej sytuacji nigdy nie dopuści. Zresztą ludzie głosują nogami: grand prix - 60 bulli, wystawa kttb - z 10 (w tym połowa od Różańskiego). Fajnie, jedna osoba dokopała, całej plejadzie działaczy, którzy nie potrafią zrozumieć, że chociażby pozory warto zachować.
  11. Napiszę do mikołaja, żeby mi przyniósł taką skarbonkę. (jak majka się dowie to mnie zabije, ale cóż nowy bulik jest wart kilku miesięcy cichych dni :D )
  12. I ot cały problem. Moim skromnym zdaniem nie można mówić o jakiejkolwiek odpowiedzialności, zwłaszcza zbiorowo i ogólnie kiedy każdy przypadek jest indywidualny i zazwyczaj złożony. W tym przypadku chyba cenniejsze chęci i starania niż gwarancje. Moim zdaniem (też zresztą skromnym), wine trzeba umieć udowodnić, co w przypadku genetyki jest niemalże niemożliwe. Zresztą w przypadku hodowli łatwo o nieświadomą winę. Jeden hodowca mi powiedział, że jak się chce coś dobrego wyhodować to trzeba ryzykować. Bo kto nie ryzykuje zwycięzcy świata nie wyhoduje.
  13. a czy ja gdzies napisalam cos innego? przeciez napisalam, ze chodzi o zmnieszanie prawdopodobienstwa a nie o dawanie gwarancji... wg. mnie to juz bardzo duzo o ile patrzy sie na hodowle w perspektywie kilkunastu lat a nie jednego miotu... bo po tych przebadanych rodzicach, czesc dzieci tez bedzie przebadana a wtedy juz bedziemy mieli dwa pokolenia, pozniej znow czesc i tak sobie te pokolenia ida dalej... problemu to nie wyeliminuje ale wg mnie zmniejszy... Zmniejszy to prawda, ale jak Ci się jeden chory szczeniak trafi to i tak Cię ukrzyżują.
  14. Ja nie twierdzę, żeby nic nie robić, tylko mówię, że przy obecnym stanie wiedzy medycznej i tak niewiele da się zrobić. Tutaj chyba więcej do gadania ma szczęście niż testy. Ale zgadzam się z Tobą, że trzeba robić wszystko, żeby hodować zdrowo. A może zdradzisz kogo masz w planach dla swojej blondynki, może już zaczne zbierać. :)
  15. Myślę, że tu należy jeszcze wspomnieć o dość istotnej kwestii jaką jest informacja. No i dobry kontakt hodowcy z potencjalnym właścicielem. Zakładam, że hodowca, jako, że jest hodowcą ma znacznie większe doświadczenie i wiedzę niż potencjalny właściciel, którego w takim przypadku należy dość dobrze poinformować o tym jak ma dbać o psa i co go czeka. A jakże często zdarza się, że do hodowcy przychodzą ludzie prosząc o jakiegoś spokojnego pieska a dostają alfę, do przecież hodowca MUSI sprzedać wszystkie szczenięta. Wczoraj do lecznicy przyszla dziewczyna z rasowym szczeniakiem z zaawansowaną nosówką. Nikt jej nie powiedział, że pieska się szczepi... Nie zawsze potencjalni nabywcy są zainteresowani dobrym kontaktem z hodowcą (bardzo częste). Patologie bywają, dlatego zawsze polecam renomowane hodowle (za co już kiedyś na tym forum o mało mnie nie ukrzyżowano - temat "czy kupie psa poniżej 1000 zł" czy coś takiego). Hodowca powinien wywiązać się ze swoich obowiązków, lecz niestety nie zawsze jest mu to dane. Zresztą hodowcy są różni ale to już inny temat, bo tu mówimy o tym na ile hodowca jest odpowiedzialny za niektóre cechy swojego narybku
  16. nie, zaden nie byl z tego co wiem... pytasz co by to zmienilo? nie rozumiem co masz na mysli zadajac to pytanie, bo dla mnie oczywiste jest ze badani rodzice ZMNIEJSZAJA prawdopodobnienstwo chorych dzieci... tak jak napisalam, ja nie oczekuje od hodowcow gwarancji na pismie ze pies nie bedzie chory na nerki, serce itd ale gwarancja na zdrowie nie ma nic wspolnego z przebadaniem psa... i wkurza mnie podejscie po co badac skoro jedno badanie nic nie zmieni - zmieni, bedziesz wiedzial czy masz psa zdrowego czy nie i czy mozesz go uzyc w hodowli czy nie - jesli jest chory, to go nie uzywasz, a jesli badania wyszly ok to prawdopodobienstwo ze dzieci beda chore spada a przeciez o to chodzi, no chyba ze ja zle mysle... To, że rodzice nie są chorzy nie znaczy, że dzieci nie będą. Pradziadek mógł być chory. O czym hodowca może nie mieć pojęcia. Ale zgadzam się jeżeli są dostępne testy, to psy powinny być testowane. Skuteczność i tak raczej nie będzie wielka.
  17. To mogłoby działać w dwie strony, może kupujący powinien wtedy żądać analogicznego zaświadczenia, że ów hodowca dopilnował wczesnej socjalizacji, kiedy szczeniaki były jeszcze u niego. To skomplikowana sytuacja, chyba nie ma sensu jej tak upraszczać. To tylko skrót myślowy, który miał na celu pokazać, że odpowiedzialność za psa nie może być jednostronna. Coś za coś. Jeżeli Ty chcesz championa kupując u mnie szczeniaka i rządasz odemnie na to gwarancji, to ja Ci ją dam pod warunkiem, że Ty zagwarantujesz, że piesek będzie prawidłowo prowadzony. W teorii proste, w praktyce trudne.
  18. Aniu ale z Ciebie idalistka!!!
  19. -DOKLADNIE :D - hmmm :roll: - To samo niestety DOTYCZY Staffików :( od x lat ma mioty ,a tylko jednego CH. ze swoim przydomkiem i tez miedzynarodowa wygrana u "mocno znajomych sedzich" :wink: - niestety taka jest prawda i nie da sie nic ukryc - przykre to ,bo tak jak mówie jako CZLOWIEKA lubie Go i nawet fajnie mi sie z nim gada :oops: :) A najbardziej to mi "rozbroil nadgarstki" na wystawie w Rybniku jak ocenial moja suczke, zamiast o suce zaczal rozmawiac,ze mna ..o charciku wloskim :o , pochwalil sie,ze zrealizowal swoje marzenie od sredniej szkoly 8) Troszke to NIEZRECZNIE wygladalo ,gdyz jednak ludzie byli poza ringiem i ja nie czulam sie fajnie. Pomimo iz moja suczka nic tam wielkiego nie uzyskala to i tak ludziska "moga na swoje przerobic" i gdzies tam cos wiecej (zalozmy) wywalcze i GADANIE GOTOWE :( No i tez mnie irytuje jak ROZMAWIA PRZEZ TELEFON W RINGU :evil: (prywatne rozmowy) nie wazne czy jest wystawca ,czy SEDZIA :o -ot takie tam "ludzkie wady" - niestety zapamietywane- bo jednak to nie "szarak" w kynologii :wink: Pozdrawiam cieplo p.A.J. :drinking: Ja jestem daleki od oceniania prywatnej osoby Pana Jędrasiaka. Oceniam jego postępowanie jako osoby publicznej i to mi się w wielu przypadkach bardzo nie podobało. W końcu jest vice-prezesem klubu, którego ja kiedyś byłem członkiem. A że klub moim zdaniem zbłądził to ja to krytykuje. A jeżeli sędzia kynologiczny używa swoich znajomości i pozycji dla własnych interesów (czyt. sukcesów wystawowych) to mi się to bardzo nie podoba.
  20. Aniu, ciekawe linki, ale niestety tylko pogarszają sprawę w tej dyskusji. O.K. są przypadki schorzeń neurologicznych, czy też zaburzeń hormonalnych, tylko jak to się wszystko ma bezpośrednio do dziedziczenia i odpowiedzialności hodowcy, tego nie wiedzą nawet autorzy opracowań do których linki podajesz. Psy ze stwierdzonymi przypadkami neurologicznymi powinny być eliminowane z hodowli - zgoda. Tylko czy agresja jest nabyta (i wjakim stopniu) przez geny, kondycję medyczną (nabytą), czy problemy wyhowawcze to już inna sprawa i dość śliska. Ja się wśród psów obracam całe życie i widziałem tylko jednego (cocer spaniel), o którym mógłbym powiedzieć, że to wariat do uśpienia. Reszta tzw. agresorów to rezultaty złego lub braku wychowania. Ludzie, zamiast wierzyć w różnego rodzaju klickiery, powinni poczytać Fishera, to będą wiedzieć kiedy trzebaba takiemu delikwentowi dowalić, bo jak nie to za chwilę może być za późno. A co ma zrobić wg. Ciebie hodowca? jak ma wykryć to wszystko co może się przydażyć? Przecież ludzie nawet siebie nie potrafią uchronić przed wszelkimi chorobami i wadami. Czy którykolwiek reproduktor w Polsce był badany na nerki? Gdyby nawet co by to zmieniło. Popatrz na dysplazję, od lat na to badają i ciągle się pojawia. A agresja to już wogóle rzecz nie do zbadania, bo może mieć tak różne podłoża, a większości z nich nie da się skwantyfikować. O.K. gdzieś tam pojawia się agresywny miot to warto się nad tym zastanowić. Ale skoro rządamy gwarancji od hodowców, to może my sami także powinniśmy być przygotowani na to co kupujemy. Może hodowca Np. Pan Henio powinien rządać od kupującego zaświadczenia, że wie jak wychować, odżywić psa. W końcu producenci aut dają gwarancję, ale w zamian trzeba na przeglądach się pojawiać - rozumiesz dokąd zmierzam?
  21. Badania moczu a nie badania krwi - w badaniach krwi wyniki sa zle dopiero wtedy, kiedy ok. 75% powierzchni nerek jest juz uszkodzonych... dla anglojezycznych polecam strone: http://bullterriershealthuk.homestead.com/home.html dla polskojezycznych moge podeslac na priv lub dac linka [na dogo nie wolno bo to reklama obcego forum] do tekstu o chorobach nerek... Czy w Polsce jest możliwość zrobienia takich testów? Niestety jak napisano u niektórych psów test może nic nie wykryć przed 3-4 rokiem życia, a to niestety zdecydowanie za późno. 3 letni reproduktor może być już ojcem wielu miotów.
  22. Hodowca wydał w ręce nowego właściciela 7 tygodniową kuleczkę, a co potem się stało jest tylko i wyłącznie sprawą nieudolności nowego właściciela. I jeszcze jedno, po co Twoim zdaniem hodowca ma informować, że w którymś tam miocie był problem ze zdrowiem? Co taka informacja by Ci dała? Chyba wszyscy już się zgodziliśmy, że genetyka jest zbyt skomplikowaną i niepoznaną dziedziną na to aby tacy amatorzy jak my tutaj obecni się nią podpierali. Fajnie kupiłem psa i go nie karmiłem prawidłowo to wina hodowcy i genów, bo piesek teraz championem nie jest (nic to, że np. miotowa siostrzyczka z tego samego miotu akurat jest), piesek gryzie ludzi to też wina hodowli, nie chce przychodzić do nogi na zawołanie - hodowca. Upraszczając całą sprawę to syn piekarza powinien być piekarzem, a bandyty bandytą. Bo przecież jeżeli tatuś mordował to niemożliwe, żeby syn tego nie robił (geny). Więc taki 5 letni mały przyszły bandyta już powinien być izolowany od dzieci np. lekarzy, do szkoły nie powinien chodzić bo agresję już ma odziedziczoną i nic się z tym i tak nie da zrobić. Ja bym się wystrzegał takiego sposobu myślenia. Zawsze twierdziłem, że bulterier jako rasa bojowa i dość uparta to trudny pies do wychowania, pies nie dla każdego. Ale niektórzy mają problem kiedy marzenia przegrywają z rzeczywistością. Wtedy najlepiej hodowcy przywalić. Daleki jestem żeby bronić tego czy innego hodowcę, nie znam dobrze Twojego konkretnego przypadku, ale uważam, że być może zamiast bulteriera powinieneś był kupić sobie "łatwiejszego psa". Czy agresja jest dziedziczna? Pewnie w jakimś stopniu jest, ale napewno o wiele większe znaczenie ma to wszystko co dzieje się w późniejszym wieku pieska. Ty nie dałeś sobie rady z jednym bulterierem, a hodowca Henio daje sobie radę z 3 w małym mieszkaniu (jak sam napisałeś), coś w tym jest. Nie odbieraj tego jako osobistego ataku na swoją osobę, bo nie takie są moje intencje, ale myślę, że strzelanie z grubej rury do wszystkich Hodowców, tylko dlatego, że ma się psa nad którym się nie potrafiło zapanować nie jest na miejscu. Podsumowując: Przy obecnym stanie wiedzy naukowej, szanse hodowcy na zagwarantowanie nabywcy szczeniąt wolnych od ukrytych schorzeń typu np. nerki są równe niemalże 0. Co do sprawy dziedziczenia cech charakterologicznych to uważam, że decydującą rolę odgrywają tutaj właściciele i sposób wychowania.
  23. Dokładnie!
  24. Generalnie zgoda, hodowca lepiej czuje rasę od sędziego od 1001 ras. Ale hodowca, który nie wzbrania się od sędziowania swoich psów jest dla mnie co najmniej moralnie podejrzany. Nie powinno się być sędzią we własnej sprawie. Zresztą Pan sędzia Jędrasiak jest osobą tak głęboko zaangażowaną w hodowlę, wystawianie i szeroko pojętą politykę klubowo-związkowo-towarzyską, że trudno mu patrzeć na psy nie przez pryzmat ich przydomka, czy właściciela. I nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Ten Pan był bohaterem kilku patologicznych sytuacji (np. wymienionych pprzeze mnie powyżej), więc nigdy nie pozwoliłbym mu na ocenienie własnego psa. Taki wyjazd byłby dla mnie stratą czasu i kasy. Tak jak i wyjazdy na współorganizowane przez p.Jędrasiaka pod egidą kttb wystawy, na których dochodziło do smutnych rzeczy (A.Trvozova-Huggermugger, J.Richardson pod opieką późniejszego zwycięzcy).
  25. Albo jako vice prezes kttb, przez kilka dni gości u siebie sędziego z usa, co potem nie przeszkadza mu w występie ringowym u tegoż sędziego. Albo wystawia psa którego kupił od pewnej sędziny i wygrywa u tej sędziny na wystawie organizowanej przez siebie. Ja tam wolę kogoś kto wyhodował 1 miot ale dobry, a nie 100 byle jakich. A nie widziałem jeszcze jednego bulteriera z przydomkiem Sirius, który by mi się podobał. Co do sędziowania to nie słyszałem najlepszych rzeczy, ale osobiście nie wiem, bo raczej unikałem.
×
×
  • Create New...