Julka ma rację! Tylko co z tego - dopóki badanie będzie dobrowolne, niedostępne w Polsce i szeroko nie zalecane, efekty też będą żadne. Bo przecież tylko super odpowiedzialni, zorientowani "w temacie" i naprawdę dbający o psy ze swoich miotów hodowcy zdecydują się pojechać np. z Suwałk, czy Szczecina do Czech ze wszystkimi swoimi hodowlanymi psami i sukami. Ile to procent ogółu...? :-? A nowy właściciel psa może już taką wizytę sobie darować bo na pewno (tak jak my) sam zorientuje się, że jego pies jest głuchy.
Poza tym uważam, że to nie fair ze strony ZK dopuszczać do sprzedaży psa od hodowcy, z metryką, badanego przez lekarza ze Związku, który od urodzenia ma wadę dyskwalifikującą dla rasy i nigdy nie może być np. wystawiany. A przecież kupowaliśmy psa rasy, o której powszechnie WIADOMO, że ma, jak wszystkie białasy, skłonności do dziedzicznej głuchoty. Dlatego w swojej naiwności wierzyliśmy, że szczenie z rodowodem zagwarantuje nam uniknięcie akurat tej choroby. I choć hodowca zachował się w porządku bo zaproponował wymianę suczki na zdrową nie zdecydowaliśmy się oddać Rasty po dwóch tygodniach jej pobytu u nas.
Tak się składa, że akurat my, po pierwszym okresie paniki jak będziemy żyć z kompletnie głuchym psem, dajemy sobie radę znakomicie. Ale nikt nie ma gwarancji, że trafi na tak mądrego psa, że wymyśli system własnych komend i znaków migowych czytelnych dla niego, że będzie mieszkał na odludziu przy lesie, gdzie nie ma samochodów i dużych skupisk ludzi, itp. Rasta chodzi bez smyczy, sama się nas pilnuje, jest bardzo kochanym i "udanym" psem, ale mimo to, kiedy zastanawialiśmy się nad drugim psem, jakoś skóra nam cierpła na myśl o kolejnym dalmatyńczyku, choć naprawdę lubimy tę rasę...