-
Posts
4330 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by basia
-
Powodzenia życzę wszystkim i czekam na SMSa od PaYa i relacji na forum!! :wink: 3mam kciuki!! :thumbs:
-
Owczarek podhalański (prosimy zakladac oddzielne tematy!)
basia replied to a topic in Owczarek podhalański
U mnie też biało :lol: Luna zaczyna powoli dorastać. Staje się bardzie posłuszna :sweetCyb: opanowana i w ogóle bardziej do życia :) Ja planuję wykąpać ją dopiero przed Katowicami. Baśka będziecie też? -
Owczarek podhalański (prosimy zakladac oddzielne tematy!)
basia replied to a topic in Owczarek podhalański
Dzięki, już to zrobiłam :wink: A czas leci, leci.... Kiedy to wszystko minęło... :roll: -
Owczarek podhalański (prosimy zakladac oddzielne tematy!)
basia replied to a topic in Owczarek podhalański
Dzisiaj nasza Lunka kończy pierwszy rok życia :new-bday: ... ale będzie impreza :roll: :wink: -
No a co z nami? Grześ, Mike! Słyszycie?!! Velo będzie, to jak - startujemy?? :-? :)
-
W "Zetce" mówili, że w Karpaczu jest ponad 20cm świeżego śniegu :-?
-
Hej! Na gorszych zawodach, pod względem organizacyjnym jeszcze nie byłam :evil: Co prawda dopiero zaczynamy się ścigać, ale ci co od lat w tym uczestniczą, byli tego samego zdania. Totalny bu... bałagan organizacyjny. Ale po kolei... Kiedy dojechaliśmy do Dusznik i wreszcie udało nam się znaleźć zjazd do schroniska, okazało się, że nie można dojechać tam samochodem i że dostarczą nas tam łazikami, a samochody mamy zostawić na stake-out'cie parę km poniżej. Nie byliśmy zachwyceni, no ale cóż. Udało nam się jakoś wreszcie dotrzeć do schroniska "Pod Muflonem", kiedy to okazało się, że nie ma dla nas pokoi zarezerwowanych, a nawet zapłaconych już kilka tygodni temu. Nasza wściekłośc była tym większa, że schronisko miało być wyłącznie do dyspozycji uczestników zawodów, ale było tam pełno wycieczek młodzieżowych. Ponad półtorej godziny czekaliśmy na transport powrotny na dół. Po 5 godzinach podróży zarówno my jak i psy mieliśmy dość :evil: Nikt z organizatorów nie zainteresował się naszymi problemami, no ale cóż się dziwić, wieczór czeski był ważniejszy. Jakoś zabraliśmy się na dół z wszystkimi naszymi tobołami i znaleźliśmy nocleg w "Chemiku" naszczęście załatwiony przez właścicieli schroniska. Następny dzień miał również obfitować w atrakcje nie mniejsze niż piątkowy wieczór. Zbiórka na Zieleńcu i odprawa weterynaryjna trwająca prawie 3 godziny, potem problem z parkingiem już przy trasie i znowu czekanie, potem bieg na metę oddaloną "nieco" od startu i znowu bieg do samochodów, które stały na środku drogi, blokując siebie na wzajem. O trasie może poopowiadają wam ci co ją pokonali :) . Jeszcze na starcie psy, zmęczone ciągłym czekaniem i narastającymi emocjami, dostawały kręcka. Nie wiadomo jak, ale uwalniały się z stake-out, były pobudzone do granic wytrzymałości, poprostu przeżywały mękę. Niedziela - start odwołany (wcale mnie to nie dziwi, słysząc komantarze zawodników na mecie) i zakończenie zawodów trwające 10 min. ale na które czekaliśmy znów ponad 2 godziny. Zawody wrobione poprostu tylko po to, aby się odbyły. Nie ważne jakim kosztem, po trupach, ale jednak. Dzwoniliśmy jeszcze w piątek rano, powiedziano nam, że na trasie jest pół metra śniegu. Dobry żart 0X . Podobnie z miejscem w schronisku, też jak idioci kilka razy potwierdzaliśmy rezerwację. Poprostu nas olano i tyle. Liczyły się wyłącznie pieniądze z unii, a psy i zawodnicy byli daleko w tyle :evil:
-
My też mamy nadzieję zjechać na wieczór do Dusznik. Nocujemy w "Muflonie", więc pewnie się spotkamy. Ciekawe czy na tym jutrzejszym czeskim wieczorze będzie czeskie piwo :wink:
-
kadziunia - nie słuchaj mnie :)
-
Tomek miał podobną sytuację tyle, że nie skończyło się na policji. Swoja drogą to ciekawe jak taką sprawę traktują przepisy? Hmmm... :hmmmm:
-
SH, miło mi, że się ze mną zgadzasz :) Gosia, po pierwsze fotki twoich shib przyszły do mnie z jakimś błędem, bo niestety się nie otwierają :cry: Wiele jest przypadków kupowanie szczeniaka (obojętnie od rasy) dla danego przydomka hodowlanego. Nie rzadko słyszy się na wystawie "przecież on jest z XXX hodowli, od YYY a przegrał". W każdej hodowli trafiają się lepsze i gorsze psy, nawet w tych najlepszych, zagranicznych. Z drugiej strony ci najlepsi, nie sprzedają wybitnych szczeniąt tylko zostawiają w hodowli. Dlatego myślę, że trzeba być nielada ekspertem, aby decydować się na kupno psa, za niemałe pieniądze, wybierając go z miotu, w którym to jedno (przykładowo)wybitne szczenie nie jest na sprzedaż. Trzeba więc wybrać z pozostałych. Słyszałam też, że wielkie hodowle same wybierają szczenie i nabywca nie ma możliwości porównania z rodzeństwem. Nie wiem czy to prawda, tylko tak słyszałam :wink:
-
Owczarek podhalański (prosimy zakladac oddzielne tematy!)
basia replied to a topic in Owczarek podhalański
Luna sypie się na całego, ale (o dziwo :o ) nadal wygląda dośc dobrze. Wyczesuję codziennie około pół reklamówki futra, a ona nadal ma go w chol... dużo :D To masz fajnie, że Bobi taki Pan się zrobił. Luna to leży w największym błodzie, a jak wczoraj jej kojej sprzątałam, patrzyła na mnie jak na chorą "przeciez te kupy takie ładne były". 0X -
Nie do końca się z tobą zgodze :) Oczywiście, że nie każdego stać na sprowadzenie psa z zagranicy, ale nie wszystkie psy importowane są wyjątkowe. Przez jakiś czas można było zaobserwować (na ringu husky np.) prawdziwy kult tzw. importów. Nie ważna była stawka, nie ważna ilość i jakość, ważne było, że pies jest importem i można było w ciemno obstawiać, że wygra. Nie zawsze wygrana była słuszna, bo nie zawsze szła w parze z jego doskonałym eksterierem. Są piękne, polskie psy, nie jest ich dużo, ale są. Na szczęście obecnie z powodu pojawienia się większej liczby importów, sędziowie jednak muszą się im przyjrzeć, porównać i przeanalizować, aż wreszcie wybrać. Mam nadzieję, że wreszcie zaczną dostrzegać również wady tych psów i zejdą troszkę na ziemię. Nie chcę by ktoś pomyślał, że nie doceniem faktu wprowadzania "świeżej krwi" do Polski. Jestem jak najbardziej ZA, ale uważam jednocześnie, że "cudze chwalicie a swego nie znacie". :wink:
-
asia40, szkoda że nie wiedziałam przed zawodami na Kubalonce, bo tam w kiosku można było kupić pluszowego hasiora. Nie był zbyt urodziwy, no ale... :-? Jedziemy teraz do Dusznik, jeżeli będą jakieś pluszaki to napewno kupię :wink:
-
I co? Ma ktoś może nowe wieści jak tam pogoda w Dusznikach i jak tam trasa? My się szykujemy :) Ostatecznie wieczór maszera można i bez zawodów zrobić :wink: , no ale byłoby jednak smutno... :(
-
Rety, rety... Wiecie może co z tymi zawodami?? Strasznie się dnerwuję no... Grześ pisz coś, bo mnie pokręci z niecierpliwości :-?
-
Ja bardzo poważnie zastanawiałam się nad tą metodą. Nie dlatego, że sezon wystawowy, czy coś w tym stylu. Mieszkam w miejscu gdzie wolno biegające burki to norma. Pomimo dobrego ogrodzenia, wiem że psy czując sukę w cieczce nagle i fruwać się nauczą, i właśnie obawa przed takim przypadkiem skłoniła mnie do zastanowienia się nad zastrzykami hormonalnymi. Rozmawiałam z kilkoma wetami, ale żaden z nich nie potrafił odpowiedzieć racjonalnie na moje pytania, dlatego nie zdecydowałam się na te zastrzyki. Póki co udało mi się upilnować Lunę i mam nadzieję, że zawsze tak będzie. Słyszałam wiele niesamowitych opowieści i tych metodach. Wiem, że przynajmniej połowa z nich to bzdury. Niestety nie ma złotego środka. Co by się nie robiło i tak nie będzie to dobre dla suki :-?
-
Ja jeszcze do tych naprasowywanek... Czy zwykłą atramantówką da się to wydrukować??
-
ZH :wink: Gosia, czy mogłabyś mi posłać jakieś zdjęcia twojej shiby? Strasznie podobają mi się te pieski :roll: Z jakiej hodowli jest twoja i w ogóle jakbyś mi coś o niej napisała, byłabym bardzo wdzięczna :)
-
Inna historia, która przydażyła się mnie kilka dni temu. Idąc z Luną (owczarek podhalański, prawie 50kg wagi), wprost pod nogi z otwierających się dzrwi sklepu, wpada nam rozjazgotana psina wielkości pinczera. Szczeka przeraźliwie i próbuje kąsać Luną po łapach. Na szczęście Luna ciężko myśli (jak ja to nazywam) :wink: i tylko przyglada się, co to się jej między łapami plącze. Próbuję odciągnąć Luną na bok, ale psina na rozwijanej smyczy jest ciągle koło nas. Widzę, że Lunie przestaje się to podobać. Jedno kłapnięcie i psiny nie ma. Wreszcie w drzwiach pojawia się właścicielka psiny i do mnie z tekstem, który zupełnie mnie powalił: Jak one się ślicznie bawią :o :o :o Ja proszę ją grzecznie aby zabrała psinę, ona swoje, że to zabawa. Wreszcie odchodzi i mruczy pod nosem, że jestem nietowarzyska :o :evil: Jak można być tak bezmyślnym? Najgorsze jest to, że gdyby coś się stało to cała wina spadła by na mnie i Lunę :evil: Kiedyś zaczepiła mnie straż miejska i coś tam się czepiali o kaganiec. Ja im na to, że tamten mały nawet nie jest na smyczy, więc niech jego się najpierw czepiają, a oni, że to mały pies i jest zagrożeniem :o Hahahahahahahaha..... :lol:
-
Pamiętam te wydarzenie z klubówki. Rany, ale było krzyku. Wszyscy myśleli, że psy są pozagryzane, krew się leje strumieniami, i nie wiem co jeszcze. Mam tylko nadzieję, że tę kobietę z pomeranianem to wydarzenie czegoś nauczyło. My mieliśmy podobną historię na Dniu Dziecka w Bielsku. Prowadziliśmy pokaz dogoterapii i było kilkanaście husky, z boku, aby nie przeszkadzac ludziom niezainteresowanym i aby były sprzyjające warunki do pokazania czegoś z dogoterapii. W pewnym momencie zaczął sie kocioł. Początkowo nikt nie bardzo wiedział co się dzieje. Kiedy koleżanka odciągnąła husky, na ziemi leżał pekińczyk. Potem się okazało, że był jedynie mocno przestraszony. Pekińczyk był oczywiście na automatyczne, kilkumetrowej smyczy i poprostu wlazł sobie pomiędzy husky, trzymane na stosunkowo krótkich smyczach. Te potraktowały go jak królika czy wiewiórkę. Wyobraźcie sobie co zaczęli mówić ludzie w koło. Mike był w centrum wydarzeń i bronił psy, które jakby nigdy nic wróciły do zabawy z dziećmi. Widzom nie mogło sie to zmieścić w głowie i prawie nas zlinczowali :evil:
-
Czy ktoś mógłby mi napisac kiedy dokładnie jest ta klubówka? Zgłosiłam Ceika, a nawet nie wiem kiedy się wystawa odbywa :wink: , a strona ich nie działa :(
-
Na wystawie klubowej szpiców jesienią zeszłego roku, siberiany husky oceniał "fachowiec" z niemiec. Był takim "fachowcem", że psu, który nosił ogon jak akita, a we wzorcu rasy husky wyraźnie pisze, że ogon ma być noszony nad grzbietem i być w kształcie sierpa bodajże, napisał; cytuję: (...) prawidłowo osadzony i noszony ogon (...) Buahahahaha... :D :o
-
SH :kciuki: Wydaje mi się, że jedynym "zdrowym utuczeniem" malamuta, jest praca. Praca, najlepiej w zaprzęgu, no ale ciągnięcie pana na rowerze to tez praca :wink: , powinna spowodować przyrost mięśni. Z chudzielca nidgy nie da się zrobić "byczka". Chart nigdy nie będzie wygladał jak nowofunlad, chocby nie wiem jak dobrze jadł... tak myślę :hmmmm:
-
ZH, "...nie chce mi się z tobą gadać". Tłumaczyłam ci wiele spraw na innym wątku. Cóż...