-
Posts
259 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Megi N
-
Tym razem o sportach zimowych: łyżwy pt. "saneczkowe" takie dla przedszkolaków o dwóch płozach, były przypinane za pomocą pasków skórzanych do butów. Ich wadą było to że wcale nie można było na nich jeździć tylko chodzić. Polecam je dla dziewczynek, to dobry trening przed późniejszym chodzeniem w szpilkach. A dla starszych dzieci łyżwy przykręcane do butów (pionierek) przy użyciu specjalnego kluczyka. Kluczyk trzeba było mieć cały czas ze sobą bo w czsie jazdy często się odkręcały - niedoróba jakaś :cry: Dobrze że wkrótce nastały czasy figurówek i hokejek. Ale stare łyżwy były wykorzystane do wspaniałych pojazdów - "bobslejek". Trzeba było tylko mieć kawałek deski obitej dermą, przymocować łyżwy i jazda na całego. Najlepiej z górki i to oblodzonej. :olympic: Ewentualnie można było się "czepiać" samochodów, ale to była ryzykowna zabawa.
-
Teraz to się zrobiły klimaty! MLECZNE! Na wymienienie zasługuje bar mleczny który znajdował się po przeciwnej stronie ulicy mojego liceum - na dużych przerwach wszyscy ruszali szturmem do baru na naleśniki z serem i kakao (ale mi się rymło, wiadomo rym częstochowski :D ). Niestety baru już nie ma, pozostało tylko wspomnienie smaku i aromatu. Moniko! dla mnie superaśne jest zdjęcie nr 2(drugie od góry).
-
Masz na myśli ten pyszny klej? Nie należał do moich przysmaków, wolałam takie małe czekoladki wedlowskie - każda kostka zapakowana osobno w sreberko i kolorowy papierek, wyglądały jak miniatury tabliczek czekolady. Były w różnych smakach, najbardziej smakowała mi rumowa. Nie mam pojęcia czemu? :drinking: I jeszcze dodam doś do sprzętów grających - wspaniały adapter bambino i sterta płyt pocztówkowych. Adapter leży jeszcze w piwnicy ciekawe czy jeszcze jest na chodzie? Przy okazji muszę sprawdzić. :sweetCyb:
-
Witaj Manu! Co prawda jestem początkującym "wstawiaczem" zdjęć, ale parę razy już mi sie udało :D Prześlij zdjęcia na mój email. Jak je przygotuję, to podam Ci linki do tych zdjęć. A co się dzieje ze wspominaczami? Dolphine, Mami, ETM, Buldog, gdzie jesteście?
-
Dolphine, o tik-takach już było! Nie liczy się! A co do kamieni to u mnie inaczej to się nazywało. I znowu nie pamiętam jak! W cymbergaja grałam nagminnie z moim tatą za co nam się oberwało po głowie od mamy za porysowany stół (robili kiepskie pieniążki które zostawiały krechy). Grałam jeszcze w państwa-miasta, na określoną literę trzeba było podać z 10 nazw różnych rzeczy (miasta, państwa, rzeki, zwierząt, roślin itp). Pamiętam jedną grę gdy trzeba było podać nazwy na literkę I - najgorzej było ze zwierzętami bo mały wybór, wszyscy podaliśmy indor (czyli mniejsza punktacja bo nazwa się powtarza), a moja genialna koleżanka napisała "zwierzę" - "introligator". Do tej pory jej to wypominamy. A co do gier to pamietam jeszcze "komórki do wynajęcia" - ale to taka babska gra.
-
A co ja się będę męczyć! Zadzwoniłam do kolegi i .......... chłop zdębiał! Nie dziwię się, ostatnio rozmiawialiśmy z cztery lata temu. Najbardziej intrygowało go do czego mi to potrzebne. A nazwa tych metalowych pocisków to BOLEC! Chociaż do końca nie jestem przekonana bo mam jakieś dziwne skojarzenia :oops: Buldog, czy on miał racje? U Ciebie też funkcjonowała ta nazwa?
-
Mami, a fe! jakie to nie higieniczne! :lol!: Dolphine, ale miałaś korale! Mamine?
-
To chyba nie ta nazwa. Możliwe jest to że w różnym regionie nosiły różne nazwy. Teraz mnie to zamęczy, jak to się nazywało? Ryż dobry, tyle tylko że pełno go było w tornistrze. :multi:
-
Do naszego ogródka dołoże jeszcze jeden kamyczek - strzelanie kulkami z plasteliny przez oprawkę od ołówka albo długopisu. Po jednej z takich bitew moja mama po bezskutecznych próbach wyciągnięcia a właściwie wyrwania plasteliny, ścieła mi włosy na "chłopaka". A, i jeszcze mi się prypomniało strzelanie z takiej małej jakby procy zrobionej z cienkiej gumki zaczepionej na dwóch palcach. Tylko nie pamiętam jak się mówiło na te haczyki wygięte z drutu, które robiły za amunicję?
-
A to moja pierwsza wakacyjna miłość! A co? Człowiek musiał zaszaleć na wczasach! :sg168: :beerchug: Oczywiście oboje jesteśmy w przebojowych butach zdrowotnych, co by w przyszłości nie mieć platfusa. Grzesiu, ale z Ciebie macho! Szkoda że nie było Cię na tych wczasach :cool1:
-
Galja, oczywiście że Częstochowa. A teraz zdjęcie z lat 80-tych nadal wersja czarno-biała. Kiedy wreszcie będzie kolor!
-
Z korkowców nie strzelałam, ale za to strzelałam z puszki po kakao w wielkanoc. O mało mi przykrywka nie urwała łapy :crazyeye: A pamiętacie tik-taki i nie mówię tu o cukierkach 2 kal ale o dwóch kulkach na sznurku. Zabawa przednia lecz deczko niebezpieczna.
-
A teraz zdjęcie z pierwszej mojej imprezy szkolnej. Ta rozglądająca się dziewczynka za dodatkową porcją ciastek to ja. Ale jaką mieliśmy piękną porcelanową zastawę! A jaka była impreza! HO! HO! No i gdzie są inne zdjęcia, Grzesiu może byś coś wrzucił?
-
Uwaga hicior!!!! Dzielni kowboje z południa, czyli: Mała Megi i Szybki Tom vel Tom w "ząbek czesany" Mam nadzieje że wkrótce pojawią się inne zdjęcia. Też bym chciała się trochę pośmiać! Mami już jestem właścicielką głupowatej strony i sama mogę nareszcie wstawiać zdjęcia, ale powiem Ci że zajęło mi to sporo czasu.
-
Galja 25, mnie jeszcze nie było wtedy. Na całe ssczęście, bo pchać dwa takie wózki to moja mama by nie miała siły :lol: Już wkrótce kolejne zdjęcia. Same hiciory!!! Zapnijcie pasy i mocno się trzymajcie. Dziadek mróz rewelacyjny, tylko mu się coś oczko podbiło, może jakiś dzieciak niezadowolony z prezentu trochę się wkurzył?
-
A to mój brat w super wózku, model "warszawa", dwie dziewczynki obok to nasze kuzyneczki. To będzie gdzieś koło 1958/59 roku. Grzesiu ja też mam zdjęcie na koniku, wstawię następnym razem. Bardzo spodobał mi się tytuł galeri :klacz: Szczególne podziękowania dla Mami, dzięki której mogę umieszczać zdjęcia. :modla:
-
Basiu, oj zacznie się! Czekam na linki od Mami, jak tylko dostanę to zacznę wstawianie. Tylko tyle że mogą być dużych rozmiarów i trochę porozciąga się topic :roflt:
-
Ja dzisiaj dysponuję wolnym czasem, do 1.00 muszę siedzieć i czekać żeby łyknąć antybiotyk. Dolphine, na pewno będziemy pękać ze śmiechu. Ja zawsze jak oglądam stare zdjęcia to dostaję napadu śmiechu. Szczególnie jak oglądam zdjęcia moich dziadków czy rodziców i ich rodzeństwa z lat 20/40. Te opadające skarpety, fryzury i poważne miny.
-
Mami ja od razu wiedziałam że z Ciebie to dobra kobitka. Nie może być inaczej kiedy lubisz T.Love - a czy znasz piosenkę IV LO? Ta piosenka ma już z dwadzieścia parę lat. Na jaki adresik mam przesłać zdjęcia?
-
Beczka śmiechu :lol: muszę przyznać że ten topik czyta się z mimowolnym uśmiechem a niekiedy z głośnym rechotem. A może pooglądamy nasze zdjęcia z lat szkolnych? To dopiero by była zabawa :laola: Tylko znowu bym musiała udać się na internetowe żebry, żeby jakaś dobra duszyczka wstawiła na swoją stronę moje zdjęcia abym mogła je później pobrać(ale zagmatwałam) Galja25, trzeba było niźle krzyczeć żeby rozmówca coś usłyszał - no i wszyscy sąsiedzi i pół dzielnicy. A chińskie pachnące gumki również miałam i drewniany piórnik z zamknięciem "roletowym" który nadawał się idealnie do przyłożenia po głowie nieznośnemu koledze. :wallbash:
-
Cześć Wam wszystkim! Po 24 godzinach odcięcia od internetu przez TPSA - powróciłam :D Muszę przyznać że był to ból i to nieziemski :bigcry: Ale skłonił mnie do pewnych przemyśleń, przypomniałam sobie działania telekomunikacji sprzed wielu lat, kiedy było mało abonentów a usługi co tu ukrywać były kiepskie a właściwie prymitywne. Pamiętam zamawianie rozmów międzymiastowych i wielogodzinne oczekiwanie na połaczenie. Nie mówiąc już o rozmowach międzynarodowych gdzie czekało się parę dni w gotowości. Nie można było wyjść z domu bo nóż widelec może będzie połączenie. :handy: Najlepsze były połączenia w środku nocy, kiedy wyrywał z głębokiego snu :sleeping: dźwięk dzwonka i głosik telefonistki z pytaniem "zamawiała pani rozmowę? Można po paru dniach zapomnieć czy się zamawiało a szczególnie o 2 w nocy. :confused:
-
Po małej przerwie, cześć wszystkim! Czy wątek wspominków już zakończony? Czy przerwa spowodowana jest lukami w pamięci? a mówłam żeby brać geriavit. :lol: W takim razie poproszę chociaż o nowe zdjęcia. :modla:
-
Dolphine, ja pamiętam pierwsze lądowanie na księżycu. Wydarzenie wielkie z powodu dużej liczby gości w naszym domu. To były czasy kiedy jeszcze nie wszyscy mieli telewizorek i gromadzili się u tych którzy byli "szczęśliwymi" posiadaczami czarodziejskiej skrzynki. :lol:
-
To jest piąta próba i ostatnia, idę spać!
-
Dzięki Buldog, ja taka niekumata jestem :D Zaraz spróbuję. Może zadziała.