Jump to content
Dogomania

IvyKat

Members
  • Posts

    187
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by IvyKat

  1. A mnie się wydaje, że karlik13 po prostu prosił tutaj, na forum psich znawców, o oficjalne, gremialne potwierdzenie - nie dla siebie, bo on o tym wie, ale żeby wreszcie przekonać ojca - że NIE WOLNO, nawet w żartach, bić psa po głowie. Niektórych ojców ciężko przekonać, że nie mają racji. "Synek, co ty tam wiesz, tatuś jest starszy i mądrzejszy". Bo niby co jest złego w uderzeniu psa po łbie, lekko i w żartach? Podsunięcie ojcu pod nos forumowych odpowiedzi może otworzyłoby oczy starszemu panu, że się myli. Tak ja to wszystko odebrałam. Najtrudniej jest wytłumaczyć rzeczy oczywiste. Jeśli ojciec nie rozumie, że NIE WOLNO krzywdzić psa, to i łopatą ciężko wrzucić takiemu rozum do głowy. Racjonalne argumenty o uszczerbku dla psiej psychiki i mikrourazach mózgu zostałyby pewnie odebrane jako wydumany bełkot. Dlatego tylko krótko powtórzę za innymi: NIE WOLNO BIĆ PO GŁOWIE. NAWET LEKKO. NAWET ŻARTEM. NAWET PSA.
  2. To w końcu jak ten twój pies reaguje? Bo raz piszesz jak w cytacie, a raz: "jeśli bawi się z psem i nagle ze względu na to, że bo obskoczy pies zaczyna na nią warczeć ona zaczyna uciekać jak strzała przez pół drogi z podkulonym ogonem, uszami, mimo tego, że nic wielkiego się nie wydarzyło. Jakikolwiek pies zaszczeka, zawarczy to mała daje dyla"
  3. Sytuacja z dzisiaj. Przechodzę z moim Sharkiem nieopodal ławeczki okupowanej przez osiedlowych żulików i jedną "żuliettę". Żulietta (duża, masywna blondyna) spogląda na moją psinę i ryczy na całe gardło: "Ooooo, jaki tłuuuusty!" Już miałam na końcu języka: "przyganiał kocioł garnkowi", ale odpuściłam :) Fakt, do szczupłych mój Sharkulek nie należy, ale żeby od razu "tłusty"??? :placz:
  4. No przecież już raz zadawałeś te same pytania (http://www.dogomania.com/forum/topic/139224-brak-szczekania/#entry15823547). Czyżby odpowiedzi Cię nie zadowoliły i oczekujesz, że ktoś Ci odpisze: Tak, masz totalną ciapę, wstyd żeby kolak się tak zachowywał. Powinien co najmniej warknąć na takiego yorka, a najlepiej przynieść Ci go w pysku jako trofeum. No i z tym szczekaniem to zgroza. Co to za pies, który nie drze japy całymi dniami? Przecież sąsiedzi na pewno woleliby słyszeć, że Ty masz psa! No cóż, czasem pies ma więcej rozsądku niż jego właściciel... Jeszcze raz wspomnę mojego collie. Też dawał się "przeganiać" yorkom niewiele większym od myszy. Ale potrafił rzucić się na sznaucera olbrzyma, kiedy ten próbował wziąć do pyska jego frisbee. Mądry, zrównoważony collie (czy inny pies dużej rasy) nie zniża się do poziomu nadpobudliwych kurdupelków. Reaguje dopiero wtedy, kiedy jest realny POWÓD. Nie szczeka na byle dzwonek do drzwi, bo i po co? Ale na podejrzane gmeranie przy drzwiach o trzeciej nad ranem już zareaguje, nie martw się. P.S. Teraz mam właśnie takiego bojowego kurdupelka, który chętnie wdałby się w bójkę z każdym psem, im większym tym lepiej. Jakoś nie jestem z tego dumna i cieszę się, że duże psy po prostu go olewają.
  5. IvyKat

    AKITA AMERYKAŃSKA

    Słuszna decyzja. Tylko nie daj się nabrać na hodowle zarejestrowane w "Stowarzyszeniach miłośników piesków, kotków i kanarków" i tym podobnych, choćby hodoffca się nie wiadomo jak zarzekał, że "Panie, to czystej rasy akita, jak babcię kocham!". Pamiętaj też, że "rodowody" wystawiane przez wszelkie Towarzystwa Przyjaciół Burka z Podwórka nie są nic warte (można je wyrobić nawet dla kundelków, oczywiście za stosowną opłatą). Tylko rodowód (metryka) ZKwP jest jakąś gwarancją, że pies jest naprawdę rasowy.
  6. Potwierdzam. Mój collie przez całe życie był cichy, szczekał raz na ruski rok i tylko w wyjątkowych sytuacjach. @adiiszek - ciesz się, że nie masz szczekliwego psa i nie martw się, że jest "ciapą". Collie nie powinny być agresywne. Mój collie też nigdy nie reagował na zaczepki psich kurdupelków. Nie ma to nic wspólnego z tchórzostwem, po prostu zrównoważony pies nie wdaje się w byle awanturki bez żadnego powodu.
  7. IvyKat

    AKITA AMERYKAŃSKA

    Daj sobie spokój, ewentualnie wynegocjuj wzięcie szczeniaka za friko, jeśli wystarczy Ci jakieś tam podobieństwo do rasy. Po pierwsze, nie istnieje stowarzyszenie "OSPR Cennel-Club". Jest OSPR Kennel Club (który zresztą też nie ma nic wspólnego z ZKwP). Po drugie, nawet w Kennel Club obowiązują jakieś zasady. Zajrzyj na stronę tego stowarzyszenia i przeczytaj "Informacje dla kupujących". Najważniejsza to: "Hodowca powinien przedstawić do wglądu dokumenty rodziców szczeniaka, aktualne szczepienia i protokół przeglądu miotu". Czyli jeśli ojciec szczeniaka jest bez papierów, to nawet w Kennel Clubie szczeniak nie przejdzie jako "rasowy". Po trzecie - nie kupisz rasowego szczeniaka akity za 800 zł. Tak jak nie kupisz obrazu Matejki za 200 zł - chyba że to falsyfikat. Czasem dla laika podróbka wygląda zupełnie jak oryginał, ale znawca na kilometr widzi różnice. Wnioski wyciągnij sama.
  8. Czy najemca wie, że być może wprowadzisz się z dwoma psami, których "zachowanie czystości w domu jest jedną wielką niewiadomą", natomiast wielką wiadomą jest to, że mają cokolwiek niszczycielskie zapędy?
  9. Jak jest z zachowywaniem czystości w domu? Sprawdzałaś to w ogóle? Czy uczyłaś psiaki choćby podstawowych komend (siad, do mnie, zostaw itp.)? Jak pieski reagują na jazdę samochodem/pociągiem? Czy potrafią spokojnie chodzić na smyczy wśród ludzi i innych psów? Jak reagują na pozostawianie samemu w mieszkaniu? Masz jeszcze miesiąc, żeby to wszystko sprawdzić i nadrobić ewentualne braki. Hotelik to droga sprawa, ale możesz wynająć petsittera, czyli taką "nianię" dla piesków. Tylko czy będziesz wzywać petsittera przy każdej swojej nieobecności, np. idąc na pół godzinki do sklepu albo z chłopakiem do kina? Jeśli psy demolują ogródek, żeby zwrócić na siebie uwagę, to dokładnie tak samo mogą się zachowywać, pozostawione choćby na chwilę w obcym mieszkaniu. Plus wycie, szczekanie i siusianie gdzie popadnie. Krótko mówiąc - to od Ciebie zależy, jak pieski będą się zachowywać w nowym miejscu. Masz miesiąc, żeby bezboleśnie przygotować je do miejskiego życia. Chyba że wolisz poczekać z tym do przeprowadzki, licząc się z pokryciem ewentualnych szkód, jak obgryzione meble, drzwi wydrapane na wylot, zasiusiane dywany i poprzegryzane kable.
  10. Serce mówi - weź psiaki ze sobą. Niestety rozum mówi co innego - jeśli psiaki niszczą co popadnie w ogrodzie, to mogą również demolować wynajmowane mieszkanie. Może się skończyć na tym, że będziesz musiała zamykać je w klatce (o ile zmieścisz ją w 25-metrowym mieszkanku). Czyli - zamiana kojca na klatkę. Może spróbuj przede wszystkim oduczyć je tego demolowania. Będzie to z korzyścią dla piesków - niezależnie od tego, czy zostaną, czy weźmiesz je ze sobą.
  11. Pozazdrościć! U nas nie można było czekać, ludziska wykupili wszyściutko w parę godzin. Widocznie dużo dogomaniaków w tym rejonie :evil_lol:
  12. [quote name='Majkowska']opisy psów świetne i super urozmaicają ten wątek[/QUOTE] Podpisuję się pod tym sześcioma łapkami (dwie moje i cztery mojego psa). A jak się tych opisów zbierze jeszcze więcej, można by je spisać i zrobić z nich oddzielny wątek. Szkoda, żeby tu zniknęły w gąszczu postów. Co Ty na to, Ryss?
  13. [quote name='Yuki_']Wiesz ja się nie wpierniczam jak ktoś ćwiczy z psem. Pies mi się rozprasza jak ktoś wchodzi i siada.[/QUOTE] To poćwicz z psem skupianie w takich warunkach. Wiesz, na konkursach agi też jest publiczność ;) Albo ćwicz wcześnie rano, gdy na placu nikogo nie ma. Ale nie oczekuj, że publiczny skwerek opustoszeje, bo TY ćwiczysz z psem. To trochę tak, jakbyś zdawała na prawko i miała pretensje to innych kierowców i pieszych na pasach, że w tym samym czasie korzystają z publicznej drogi ;)
  14. Śliczne psisko i dobrze mu z oczu patrzy, nic tylko pokochać :) Piszesz, że "nie macie decyzji, żeby mieć psa w mieszkaniu". O ile dobrze rozumiem, ta decyzja nie należy do Was. Ale może wykąpany, puszysty i grzeczny psiak (a on wygląda na grzecznego) zdoła przekonać do siebie właściciela mieszkania? Trzymam kciuki, żeby Misiek został z Wami na zawsze :)
  15. [quote name='Ryss']19. [B]Polski mix (...)[/B][/QUOTE] Smutne, prawdziwe i pięknie napisane. Dzięki w imieniu mojego kundliszona :)
  16. Ryss, a ja poproszę coś o kundlu polskim niskopodłogowym, którego wygląd i charakter wskazują, że wśród przodków mógł być jamnik, sheltie, terier, spaniel, kot, chomik i koza. (Ja tam traktuję te opisy rozrywkowo i uważam je za całkiem zabawne :) )
  17. [quote name='a_niusia']miliony))[/QUOTE] Widzisz, lepiej było napisać, że żadnego/jednego/dwa/trzy. Bo teraz coś mi się wydaje, że inne twoje wypowiedzi są dokładnie tak samo przesadzone. Ta para samouwielbienia aż ci uszami bucha. ;)
  18. Być może, dlatego nie zabieram się za "twarde" rasy. A propos, ile rotków sama wychowałaś od szczeniaka?
  19. Tak sobie to czytam i czytam, aż w końcu dodam coś od siebie. Każdy z moich psów grzecznie pozwalał na zaglądanie sobie w zęby, zakrapianie oczu, wyciskanie gruczołów, i czego tam jeszcze psia pielęgnacja wymaga. ALE! Wszystkie te psiaki były "miękkie" z natury. Człowiek to dla nich wielkie białe mzimu i co każe, to święte. Niewielka w tym moja zasługa, po prostu taki charakter miały te psy, a ja tylko tego nie spieprzyłam :) Nie ma co się uważać za wszechwiedzący autorytet i zaklinacza psów. To, że bez problemu podawałam tabletki najłagodniejszemu na świecie owczarkowi szkockiemu, to jeszcze nie znaczy, że udałoby mi się wcisnąć tabletkę do paszczy mizantropicznego rotweillera po przejściach ;)
  20. Może jest zajęta szukaniem przycisku OFF na psim brzuchu. Mam nadzieję, że oddała to szczenię w lepsze ręce. Szkoda psiaka. Ja tam lubię, jak gdziekolwiek siedzę, wystarczy że nawet nie patrząc wyciągnę rękę i natrafiam na kosmaty psi łeb. Psisko zawsze jest w promieniu 0,5 metra ode mnie i bardzo się z tego cieszę - po to ma się psa :)
  21. [quote name='Brezyl']kaukazy lubią być chwalone inaczej, przy belgach, borderach i wiekszości ras bardzo je nakręcamy pochwałami, bo szybciej się to psom utrwala, kaukaz woli nagrodę wypowiedzianą cichym głosem.[/QUOTE] Dobrze wiedzieć. Masz całkowitą rację, najważniejsza jest obserwacja psa i dopasowanie nagrody do jego psychiki. U moich psiaków (od spaniela przez collie do kundelka) zawsze najlepiej się sprawdzały entuzjastyczne słowne pochwały. Psiska były autentycznie dumne z siebie (ogon w górę, błysk w oku, pełnia szczęścia na pysku) na niezbyt głośną, ale za to mówioną dobitnie, szczerze i z przekonaniem formułkę "dobry, mądry piesek". Z tym, że kundelek (dorosły schroniskowiec) potrzebował trochę czasu, żeby załapać, że te dziwne dźwięki to pochwała. Na początku tylko patrzył na mnie zdziwiony z miną pod tytułem "Ale o co kaman?" :evil_lol:
  22. Terror nie przyspiesza nauki czystości, wręcz przeciwnie. Sorry, ale jednak Twoje metody nie były najlepsze, skoro pięciomiesięczne podrostki jeszcze - jak to określiłaś - "robiły w domu". Normalny, dorosły, zdrowy fizycznie i psychicznie pies nie załatwia się na swoim terytorium, czyli w domu. Jeśli Twojemu dalej się to zdarza, to musiałaś coś skopać z tą nauką do tego stopnia, że zaburzyłaś naturalny psi instynkt. No ale trudno, jeszcze nic straconego. Na twoim miejscu uczyłabym psa od podstaw, jak szczeniaka. Będzie Ci o tyle łatwiej, że dorosły pies nie sadzi kupki co pół godziny. Ale też trudniej, bo ma już utrwalone pewne nawyki. Przede wszystkim staraj się obserwować psa i nie dopuszczać, żeby załatwił się w domu. Jeśli zaczyna się kręcić - natychmiast z nim wychodź. Jeśli na dworze zrobi, co miał zrobić - chwal go pod niebiosa, tak jak już dziewczyny wyżej pisały. A jeśli widzisz, że wyraźnie ma zamiar narobić na dywan - powiedz stanowczo (ale BEZ krzyku): fe, nie, czy co tam sobie wymyślisz, i też NATYCHMIAST wyprowadź psa na dwór. Powinien szybko załapać, o co w tym wszystkim chodzi. Natomiast jeśli zdarzy mu się niespodzianka, którą odkryjesz już po fakcie - zignoruj. Wytykanie kupska palcem i wrzaski "coś ty zrobił" naprawdę nie mają sensu.
  23. Ja tam wolę jedno "wziąść" niż całe posty pisane bez spacji po kropce. Po prostu źle się to czyta. A to też "jedna z zasad pisowni, o której uczą w podstawówce".
  24. Oczywiście że do weterynarza, i to migiem!
  25. A teraz hodowczyni z pewnością troskliwie zajmie się leczeniem pieska... Nie potępiam Cię, bo właściwie żadne wyjście nie jest dobre w takiej sytuacji. Gdybyś zostawiła sobie tego szczeniaka, byłoby to tylko napędzaniem pseudohodowli i utwierdzaniem hodoffcy w przekonaniu, że nawet chore szczenięta można korzystnie upchnąć. Ale z drugiej strony... chyba zdajesz sobie sprawę, że najprawdopodobniej podpisałaś na tego pieska wyrok śmierci. Hodoffca nie będzie marnował czasu i forsy na leczenie. W najlepszym wypadku pies pozostanie u tej "Pani" (oczywiście nieleczony) i jeśli w międzyczasie nie padnie, to może kiedyś ktoś go kupi i zacznie leczyć. Może...
×
×
  • Create New...