-
Posts
783 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by pyra
-
A może w trakcie głasków złapać go po prostu za kark?( za skórę na karku oczywiście) Tak trzymany nie ugryzie. Brutalne ale może się sprawdzić. Ktoś drugi niech zarzuci mu kocyk, ręcznik czy coś na niego już po złapaniu. Może pomysł nie najlepszy ale stres nie większy niż z pętlą.
-
Kokosanka z radysowskiego piekła ma dom . Zamieszkała w Jaworznie.
pyra replied to Sara2011's topic in Już w nowym domu
No to piszę....też zaglądam , pozdrawiam -
Miałam sunię z padaczką pourazową. Ataki praktycznie miała do końca życia ale pojawiały się rzadko( raz w roku mniej więcej, czasem dłużej był spokój)za to o różnym natężeniu. Zdarzało się, że w nocy budził mnie jej szczek zwiastujący atak i siedziałam z nią na kolanach pół godz czy 40 min uspokajając, masując( nawet ogon jej wykręcało,usztywniało),ale zdarzało się, że na spacerze goniąc za myszą np. przysiadała lub upadała i leżała bez ruchu, spokojnie,a po 10-15 min dalej szalała. Przeżyła 15 lat, odeszła na udar. Frezja też ma duże szanse na to, żeby ataki były rzadkie, no i na długie szczęśliwe życie. Bądźcie dobrej myśli, powodzenia , pozdrawiam
-
bo z nami już tak jest. Miałam od szczeniaka sunię łobuzicę - jak przegięła z rozrabianiem to ja za karę ją do budy smyczką przywiązałam (buda stała jako schronienie w razie zmiany pogody podczas mojej nieobecności i nie było przy niej łańcucha) Ledwo weszłam do domu, wyglądam przez okno i...matko jedyna, pies przy budzie wisi, co za draństwo i w te pędy leciałam nazad psa z niewoli uwolnić.Myślę, że podobne emocje towarzyszą Tobie przy tym czarcie małym.Złościmy się na nich ale kochamy ponad miarę. Pozdrawiam
-
mar.gajko dzięki za info o chłopaczku choć spodziewałam się lepszych. A propos szczepień i badań, czy możliwe jest wobec zniknięcia książeczki odtworzenie tego w poszczególnych klinikach wet? Powinny być w komputerach ? Trochę czasu to zajmie i zaangażuje kilka osób (kilka miejsc przez które się Reksio przewinął) ale stres psiura no i koszty.....odpadłyby!Życzę sił i cierpliwości dla tego małego diablątka. Pozdrawiam
-
Co tu tak cicho? Jak Jędrula??
-
Nie wiem po co oni w ogóle biorą psiaka bo nie ma takiego obowiązku. Posiadanie zwierzaka to chcieć! a nie musieć.. Ja miałam ją jedną więc mogłam ją obserwować i czekać na jej inicjatywę , Reksio musi szybciej dojść do siebie ,żeby szukać mu odpowiedzialnego domku ale jest młodziutki więc pójdzie szybciej.Będzie dobrze uszy do góry!! Trzymam kciuki za malucha, pozdrawiam
-
U mnie to w ogóle był dramat. Każde wyniesienie jej na ogród uznawała za wyrzucenie jej z domu i w tej jamie się chowała mając nadzieję, ze jej nie znajdę i na ulicę nie wywalę! Obserwowałam pilnie każde jej mrugnięcie okiem stąd mogę wnioskować co ją spotkało. Na widok faceta z dzieckiem w wózku dosłownie kamieniała. Ja podjęłam trochę może dziwną taktykę ale się sprawdziła choć po 4 latach socjalizacji to wciąż nie był "pies". Po prostu nie dotykałam jej,rozmawiałam z nią z "jej poziomu" ale trzymałam dystans bo jak wyciągnęłam rękę to ona drżała kuląc się. Ponieważ to było lato więc wynosiłam na ogród i zostawiałam samą sobie. Po czasie okazało się, że wynurza się z tej nory i bada otoczenie. Po prostu dałam jej tyle czasu ile ONA potrzebowała na akceptację mnie i nowego miejsca i nabranie pewności, że to jednak bezpieczne miejsce i ludź. A po 4 latach, kiedy to wciąż nie był pies , po odejściu na białaczkę kotka (jej towarzysza) wzięłam drugą psią biedę aby się wzajemnie wspierały i uczyły od siebie psich zachowań w ludzkim towarzystwie. Teraz obie są "pełnowartościowymi psami"ale jeszcze mają niektóre lęki choć mają świadomość , że jak schowają się za moje plecy to są bezpieczne!! Trochę się rozpisałam, ale jak wspomnę początki Inki i patrzę teraz na nią to serce mi się raduje. Myślę więc , że i Reksio da radę bo jego cierpienie było znacznie krótsze w czasie a i ludzi aż tak się nie boi jak Inka. Trzymam za niego kciuki bo tylko tyle mogę, myślami jestem z Wami i z psiurkiem, zaglądam czekając na wieści, pozdrawiam
-
Czas, dużo czasu.! Jest młodziutki, może nie aż tyle czasu co moja sunia. Miała rok jak ją wzięłam (była prezentem dla małych dzieci) była bita za wszystko a miska służyła do wabienia jej, żeby łatwo było ją złapać i zlać! W końcu ją wyrzucili na ulicę.Po przywiezieniu do mnie,jak ją położyłam na "jej" fotel wieczorem to do rana nawet nie drgnęła. Ni sioo ni koo..Jak wyniosłam na rękach do ogrodu żeby się załatwiła to wykopała norę pod świerkiem i musiałam się tam wczołgiwać, żeby ją wyjąc bo sama nie wyszła. Jadła pod osłoną nocy, potem na werandzie ale dopiero jak zamknęłam drzwi. Pierwszy raz zaszczekała po pół roku i z przerażeniem patrzyła jak zareaguję.Z tak przerażonym psem praca jest trudna i długa ale ile radości daje potem obrazek psa leżącego kołami do góry z uśmiechem na pysku zapraszającego do zabawy. Z mojego doświadczenia wynika, ze najpierw musi się przyzwyczaić do człowieka, który choć jest w ruchu (wchodzi, wychodzi, siada, wstaje) to nie jest on dla niego zagrożeniem. Po jakimś czasie dopiero zacznie podchodzić choć najpierw nieufnie. Pamiętam jak na którymś spacerze (a walczyłam o każdy metr dalej za furtką) pozwoliła się pogłaskać napotkanej mojej znajomej i najpierw ze zdziwieniem stwierdziła że nie boli i polizała ją po ręce a potem "odtańczyła " oberka. Wiem, że czas gra w tym przypadku dużą rolę.Ale myślę też, że w jego przypadku , bo jest młodziutki pójdzie to szybko i jak już zaakceptuje człowieka to można go oddać w świadome ręce. Na razie w krótkim czasie w jego życiu było wiele zmian, kilka domów, podróż i choć wie, że to zmiany na lepsze to jednak nie wie czy znowu go gdzieś nie wywiozą i czy to będzie dobre. Moja sunia do samochodu nie podchodzi bliżej niż na 1 m choć jest już u mnie 7 lat. Niektóre urazy po prostu tak jak u ludzi u psiaków też w psychice zostaną. Będzie dobrze. Trzymam kciuki za maluszka, pozdrawiam