Jump to content
Dogomania

pyra

Members
  • Posts

    783
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by pyra

  1. A może w trakcie głasków złapać go po prostu za kark?( za skórę na karku oczywiście) Tak trzymany nie ugryzie. Brutalne ale może się sprawdzić. Ktoś drugi niech zarzuci mu kocyk, ręcznik czy coś na niego już po złapaniu. Może pomysł nie najlepszy ale stres nie większy niż z pętlą.
  2. No to piszę....też zaglądam , pozdrawiam
  3. Miałam sunię z padaczką pourazową. Ataki praktycznie miała do końca życia ale pojawiały się rzadko( raz w roku mniej więcej, czasem dłużej był spokój)za to o różnym natężeniu. Zdarzało się, że w nocy budził mnie jej szczek zwiastujący atak i siedziałam z nią na kolanach pół godz czy 40 min uspokajając, masując( nawet ogon jej wykręcało,usztywniało),ale zdarzało się, że na spacerze goniąc za myszą np. przysiadała lub upadała i leżała bez ruchu, spokojnie,a po 10-15 min dalej szalała. Przeżyła 15 lat, odeszła na udar. Frezja też ma duże szanse na to, żeby ataki były rzadkie, no i na długie szczęśliwe życie. Bądźcie dobrej myśli, powodzenia , pozdrawiam
  4. Ja też zaglądam choć nie odzywam się. Pozdrawiam
  5. Po co ma się wysilać z gryzieniem skoro jego "szczek" jest piskliwy i przeraża?! Na wakacjach jest .....
  6. Oj tam, oj tam!! Reksio to porządny gość do tego myślący i zapobiegliwy a że temperament go rozpiera? No cóż, za to go kochamy, czyż nie?? Pozdrawiam
  7. Czy ktoś oprócz mnie jeszcze tu zagląda??? Co u Reksia? Pozdrawiam wszystkich cieplutko.
  8. Witam! co nowego u naszego czarta?? Pozdrawiam wszystkich wiosennie i cieplutko!
  9. bo z nami już tak jest. Miałam od szczeniaka sunię łobuzicę - jak przegięła z rozrabianiem to ja za karę ją do budy smyczką przywiązałam (buda stała jako schronienie w razie zmiany pogody podczas mojej nieobecności i nie było przy niej łańcucha) Ledwo weszłam do domu, wyglądam przez okno i...matko jedyna, pies przy budzie wisi, co za draństwo i w te pędy leciałam nazad psa z niewoli uwolnić.Myślę, że podobne emocje towarzyszą Tobie przy tym czarcie małym.Złościmy się na nich ale kochamy ponad miarę. Pozdrawiam
  10. tak się zastanawiam, czy to małe czarne półdiablę zostało okiełznane, czy mar.gajko (co nie daj Boże!!) znowu łapie oddech po kolejnym "przedsięwzięciu" Reksia?? Pozdrawiam wszystkich marcowo!
  11. mar.gajko jeszcze nie doszłaś do siebie po ostatnim wybryku małego łobuza? Matko jedyna , aż strach się bać co nawydziwiał! Pozdrawiam
  12. W/g mnie Reksio to odpowiedzialny facet, no bo jak to; przychodzi jakiś facet i "rujnuje" pańciowo-Reksiowy domek!! Należało mu się ząbki pokazać coby sobie facet ów nie myślał, że tak można bez konsultacji z Reksiem "rozbierać" domek pozdrawiam
  13. mar.gajko dzięki za info o chłopaczku choć spodziewałam się lepszych. A propos szczepień i badań, czy możliwe jest wobec zniknięcia książeczki odtworzenie tego w poszczególnych klinikach wet? Powinny być w komputerach ? Trochę czasu to zajmie i zaangażuje kilka osób (kilka miejsc przez które się Reksio przewinął) ale stres psiura no i koszty.....odpadłyby!Życzę sił i cierpliwości dla tego małego diablątka. Pozdrawiam
  14. Znosi koce, zasłony..wygląda na to, że już wie iż ma swój "kawałek podłogi" i chce ten domek urządzić po swojemu Pozdrawiam
  15. Wady każdy ma, tylko nie wszyscy się do nich przyznają. Ja tam się przyznaję że mam ale dobrze mi z nimi, z tymi wadami znaczy się.I wiesz co? Te wady okazują się najczęściej przymiotami i tego się trzymam!
  16. I jak tu się nie śmiać! Mam nadzieję, że uda Ci się nad nim zapanować bo na dłuższą metę to wkurzające będzie.
  17. Z rozbawieniem czytam o jego rozróbach (sorry!) a to gromadzenie dóbr wszelakich jako żywo przypomina mi chomika! Podziwiam Twoją cierpliwość do niego. Jedno jest w tym wszystkim dobre, jak coś zniknie z oczu , znaczy Reksia pytać
  18. Może to chomik jest??skoro wszystko targa do się na posłanie?Pozdrawiam i trzymam kciuki za tego małego łobuziaka
  19. Co tu tak cicho? Jak Jędrula??
  20. Nie wiem po co oni w ogóle biorą psiaka bo nie ma takiego obowiązku. Posiadanie zwierzaka to chcieć! a nie musieć.. Ja miałam ją jedną więc mogłam ją obserwować i czekać na jej inicjatywę , Reksio musi szybciej dojść do siebie ,żeby szukać mu odpowiedzialnego domku ale jest młodziutki więc pójdzie szybciej.Będzie dobrze uszy do góry!! Trzymam kciuki za malucha, pozdrawiam
  21. U mnie to w ogóle był dramat. Każde wyniesienie jej na ogród uznawała za wyrzucenie jej z domu i w tej jamie się chowała mając nadzieję, ze jej nie znajdę i na ulicę nie wywalę! Obserwowałam pilnie każde jej mrugnięcie okiem stąd mogę wnioskować co ją spotkało. Na widok faceta z dzieckiem w wózku dosłownie kamieniała. Ja podjęłam trochę może dziwną taktykę ale się sprawdziła choć po 4 latach socjalizacji to wciąż nie był "pies". Po prostu nie dotykałam jej,rozmawiałam z nią z "jej poziomu" ale trzymałam dystans bo jak wyciągnęłam rękę to ona drżała kuląc się. Ponieważ to było lato więc wynosiłam na ogród i zostawiałam samą sobie. Po czasie okazało się, że wynurza się z tej nory i bada otoczenie. Po prostu dałam jej tyle czasu ile ONA potrzebowała na akceptację mnie i nowego miejsca i nabranie pewności, że to jednak bezpieczne miejsce i ludź. A po 4 latach, kiedy to wciąż nie był pies , po odejściu na białaczkę kotka (jej towarzysza) wzięłam drugą psią biedę aby się wzajemnie wspierały i uczyły od siebie psich zachowań w ludzkim towarzystwie. Teraz obie są "pełnowartościowymi psami"ale jeszcze mają niektóre lęki choć mają świadomość , że jak schowają się za moje plecy to są bezpieczne!! Trochę się rozpisałam, ale jak wspomnę początki Inki i patrzę teraz na nią to serce mi się raduje. Myślę więc , że i Reksio da radę bo jego cierpienie było znacznie krótsze w czasie a i ludzi aż tak się nie boi jak Inka. Trzymam za niego kciuki bo tylko tyle mogę, myślami jestem z Wami i z psiurkiem, zaglądam czekając na wieści, pozdrawiam
  22. Czas, dużo czasu.! Jest młodziutki, może nie aż tyle czasu co moja sunia. Miała rok jak ją wzięłam (była prezentem dla małych dzieci) była bita za wszystko a miska służyła do wabienia jej, żeby łatwo było ją złapać i zlać! W końcu ją wyrzucili na ulicę.Po przywiezieniu do mnie,jak ją położyłam na "jej" fotel wieczorem to do rana nawet nie drgnęła. Ni sioo ni koo..Jak wyniosłam na rękach do ogrodu żeby się załatwiła to wykopała norę pod świerkiem i musiałam się tam wczołgiwać, żeby ją wyjąc bo sama nie wyszła. Jadła pod osłoną nocy, potem na werandzie ale dopiero jak zamknęłam drzwi. Pierwszy raz zaszczekała po pół roku i z przerażeniem patrzyła jak zareaguję.Z tak przerażonym psem praca jest trudna i długa ale ile radości daje potem obrazek psa leżącego kołami do góry z uśmiechem na pysku zapraszającego do zabawy. Z mojego doświadczenia wynika, ze najpierw musi się przyzwyczaić do człowieka, który choć jest w ruchu (wchodzi, wychodzi, siada, wstaje) to nie jest on dla niego zagrożeniem. Po jakimś czasie dopiero zacznie podchodzić choć najpierw nieufnie. Pamiętam jak na którymś spacerze (a walczyłam o każdy metr dalej za furtką) pozwoliła się pogłaskać napotkanej mojej znajomej i najpierw ze zdziwieniem stwierdziła że nie boli i polizała ją po ręce a potem "odtańczyła " oberka. Wiem, że czas gra w tym przypadku dużą rolę.Ale myślę też, że w jego przypadku , bo jest młodziutki pójdzie to szybko i jak już zaakceptuje człowieka to można go oddać w świadome ręce. Na razie w krótkim czasie w jego życiu było wiele zmian, kilka domów, podróż i choć wie, że to zmiany na lepsze to jednak nie wie czy znowu go gdzieś nie wywiozą i czy to będzie dobre. Moja sunia do samochodu nie podchodzi bliżej niż na 1 m choć jest już u mnie 7 lat. Niektóre urazy po prostu tak jak u ludzi u psiaków też w psychice zostaną. Będzie dobrze. Trzymam kciuki za maluszka, pozdrawiam
×
×
  • Create New...