-
Posts
2333 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Pani Profesor
-
[quote name='agutka']coś go przeczyściło i tyle w tym temacie- mam nadzieję ;) a widzisz teść poszarpał Pat ugryzł i wygrana psa.. kilka dni temu pisałam z laską na temat szkolenia jakim był poddany jej ast który atakował psy z klapkami na oczach . Szkoleniowiec w kilka minut naprawił psa ,uczył ją jak ona ma go korygować i nie odpuszczać bo to twoje ostatnie słowo musi być, tak więc Patowi daję kilka minut i będzie chodził jak zegarek a ty nie możesz się litować bo pies jednak ma troszkę inne podejście do pewnych spraw[/QUOTE] przeczyściło, ale nie ma jakiejś kosmicznej sraczki, wydaje mi się że to ta kość wczorajsza,bo wrąbał ją całą, spuściłam z oka bo byłam zajęta znajomymi no i włomotał calutką :diabloti: a odnośnie szkolenia, to - tak jak piszesz - ktoś mi musi pokazać te korekty, bo na razie to wygląda tak, że ja się z nim szarpię na tej smyczy, a on albo zareaguje, albo nie - przechodnie za to muszą myśleć, że jestem niezrównoważoną frustratką, z resztą już raz usłyszałam, że "gnoję psa" (a to była korekta smyczą), więc wolę nie myśleć, na kogo wyjdę miotając psem wg. szkoleniowej zasady (bo domyślam się, że tu chodzi o jakieś mocniejsze, celniejsze szarpnięcie) [quote name='dog193']Jak dla mnie to zwyczajnie wiedział, że jak do niego podejdziesz to skończy się "polowanie", a był na tyle nakręcony, że odgonił cię dostępnymi dla niego w danej chwili środkami. W trakcie "polowania" na pewno to były dla niego duże emocje, myślę, że z tym musicie sobie poradzić, z opanowaniem jego emocji zanim zaatakuje, a nie po ataku przygwożdżając do ziemi. Ja bym sugerowała obrożę elektryczną, ale TYLKO po wcześniejszej konsultacji z dobrym szkoleniowcem i pod jego okiem, chociaż oczywiście musi się znowu zdarzyć taka sytuacja.[/QUOTE] dokładnie tak jak piszesz, ja mu ogólnie się tylko z tym kojarzę, tj. z zaprzestaniem zabawy, gonitwy i tak dalej - chciałam tego uniknąć, więc uczyłam go podczas luźnych zabaw, że ma przyjść do mnie i nie zawsze był zapinany - dostawał np. smaczka i biegał dalej, albo zapinałam go na smycz na chwilę i znowu puszczałam. żeby nie kojarzył, że wraca = koniec zabawy. wczoraj niestety skojarzył... [quote name='Majkowska']PP po pierwsze to zapraszam wreszcie do tego zologa po kaganiec. Pat jest jaki jest, a życie jest nieprzewidywalne i jak zza krzaka nagle wyskoczy rott to Pat nie zastanowi się ani chwili czy się rzucić czy może wrócić grzecznie do pańci. Zbieraj kasę, możemy spróbować z tą moją znajomą co Ci kiedys mówiłam, ja mam zamiar z nią się trochę poumawiać, tylko nie wiem jak mi wyjdzie dogadanie się z kimś kogo znam i lubię i komu nie będę bała się postawić... Jak wiesz ja nie lubię szkoleniowców ogarniętych teorią dominacji i uważający że cokolwiek pies robi, czy to kłapie zębami z podkulonym ogonem srając pod siebie ze strachu czy rzuca się pewny siebie,to wszystko jedna i taka sama dominacja. Też uważam że szkolenie jest głownie dla właściciela, bo co z tego ze obcy chłop wyjdzie na pozycję alfa szarpiąc i dominując psa jak wrócisz z nim do domu i dalej będziesz gdzieś na końcu hierarchi. Waldka kiedyś wziął na smycz znajomy i stwierdził że on go już ustawi jak trzeba (brutalną metodą). Wyszła im tylko z tego szarpanina w której Waldek absolutnie spanikował i odchodząc od zmysłów żeby się uwolnić... rzucił się na faceta dosyć poważnie... Facet próbował jeszcze kilkakrotnie go ujarzmić , a za kazdym razem była to zwyczajna walka,która mogłaby się skończyć tragicznie, więc przerwałam im to. Waldek uciekł, padł w kąt i tam drżał do końca dnia... Przez dłuższy czas po tym był bojaźliwy i nieufny, już się bałam że mu tak zostanie... Do szkoleniowca który ma brutalne metody nie oddałabym go. Jasne że w szkoleniu nie chodzi tylko o "pierdupierdumaszpieseczkusmaczek" ale niektórzy szkoleniowcy przesadzają z dominacją psa...[/QUOTE] chętnie pójdę do tej laski, bo nadal jestem wewnętrznie nieprzekonana do takiego szkoleniowca z cyklu "zmiażdżę go i oddam pańci", bo pańcia gówno zrobi później - to już nawet teraz widać, że jak ja ryknę,to posłucha, albo nie posłucha, a u TŻ-ta nie ma takiego czegoś, tak więc pies sobie sam dawkuje respekt do poszczególnych osób...i tak pewnie byłoby ze szkoleniowcem, że przy nim byłby aniołem,a u mnie znowu kicha. kaganiec znalazłam, ten szmaciany, więc na razie to mu nakładam na ryj,ale fizjolog musowo, idziemy na dniach? [quote name='dog193']Majkowska, bo "szarpanina" musi mieć jeszcze jakiś sens... Co twój znajomy niby chciał osiągnąć? Czemu mu oddałaś psa, jaki miałaś z nim problem? Nie sądzę też, że w tym wypadku Patryk atakował ze strachu.[/QUOTE] nie ze strachu, to była furia i amok - ze strachu to on atakuje, kiedy dostanie opierdziel i nie chce zrobić tego, co się do niego mówi, a wyciągnę w jego kierunku rękę - wtedy jest BRRRRRR... i uszy po sobie, łapa w górze - to jest na bank ze strachu. dzięki za rady!
-
a i było nie w smak, ojciec TŻ-ta wymyślił, że go chałupniczo 'ustawi' (do tej pory 'ustawiał' tak psy, ale miał wyjątkowo łagodnego, mądrego i usłuchanego asta, a teraz blabladorka bez CIENIA agresji, durnowatego misiaka, więc nie musiał za mocno tych psów 'prostować') i zgodziłam się tylko po to, żeby trochę teściu utrzeć nosa :diabloti: wziął Pata za obrożę, Pat oczywiście kłapnął z WRRRR, to wziął go jeszcze mocniej, na co Pat jeszcze mocniej się odgryzł... oczywiście wynikła szarpanina, teść odpuścił przy pierwszej krwi :diabloti: a u Pata w główce i tak wyszło "na jego", bo dziabnął, pogonił i miał święty spokój. czuję dlatego, że ze szkoleniowcem będzie najpierw regularna walka i ciężko mi znieść myśl, że będę musiała na to patrzeć... oby dla psiego dobra :roll: byliśmy na spacerze krótkim, jest kupa normalna, nie ma żadnej gorączki ani objawów choroby, tylko jest osowiały, bo cały dzień na niego krzyczą, ganiają i ignorują...
-
wypieram to jak mogę i chyba sama sobie wmawiam, że się z nim da po dobroci, choć wszyscy mówią, że średnio... ale ja chyba oszaleję, jak zobaczę, że ten szkoleniowiec nim miotnie/trzepnie :roll: choć to chyba najwyższy czas, żeby ukrócić w nim te zapędy kąsające, bo kiedyś to się gorzej skończy... pewnie gdyby ważył 40 a nie 13kg, to dawno byłabym już na jakiejś solidnej tresurze. muszę tylko zasięgnąć języka, czy aby na pewno nie zrobi to z niego przestraszonego robota (a on czasami trzęsie dupką, boi się niektórych rzeczy), ani agresora z wyciszoną chęcią zabicia nas wszystkich w śnie...
-
a jeszcze inna sprawa - nie sądzicie, że szkoleniowiec z brutalnymi metodami jeszcze bardziej w nim pobudzi zachowania agresywne? bo zauważyłam, że po takich akcjach jak TŻ robi (czyli pies go dziabnie - wlecze go za fraki na posłanie) Pat się robi bardziej 'niedotykalski' przez jakiś czas, trzeba go 'oswajać' na nowo.. boję się, że taki szkoleniowiec, który potrafi trzasnąć, zastraszy mi go albo spowoduje, że Pat całkiem zacznie się bronić przed dotykiem, tak 'na wszelki wypadek'... ehh :(
-
nic mu się nie pogruchotało, bo nie szarpał się z nami mocno, TŻ go wywlókł za wsiarz i położył na śniegu dociskając do ziemi, to nie była jakaś bijatyka wyjątkowa, u weta zawsze tak się go pacyfikuje,bo panikuje na widok igły. przerażacie mnie teraz tą trutką :roll: nie ma żadnych zasinień na dziąsłach, bo wyczytałam, żeby to sprawdzić... cholera jasna, mogłam go przerzygać w nocy, ale jakoś nie przyszło mi to do łba... na razie go obserwuję, na co zwrócić uwagę? a on memła i jęczy na posłaniu, bo jest tam odgoniony na cały dzień więc się nudzi i zwraca na siebie uwagę, tak obstawiam. brzuch ma miękki.
-
sorry że się wpieprzam nie w temacie, ale tu się dużo osób udziela, a ja dość pilnie potrzebuję rady, co zrobić z moim diabłem...u siebie w wątku napisałam, motyleqq, masz może jakiś pomysł, czym przyładować psu w łeb, żeby odczuł, że nie wolno atakować właścicieli? :roll:
-
dzięki :loveu:ja się nie poddaję, bo bym już dawno go udusiła za te jego jazdy, ale jednak bez szkoleniowca się nie obejdzie - pominę dyscyplinę, bo to po prostu moje zaniedbanie (czasem mu odpuszczam, jak mi się nie chce go terroryzować, TŻ robi mu codziennie musztrę pt. "chodź tu" i "na miejsce", pies łazi jak debil w tą i w tamtą i nie wygląda, jakby cierpiał z tego powodu, że robi coś totalnie bez sensu, a TŻ go tak zawraca z 10 razy nieraz), gorzej z tą agresją... bo inaczej tego nie można nazwać. próbuję to przechrzcić na "charakterek", ale do k**wy nędzy, nie może tak być, że zanim go podniosę np. do pociągu to trzeba zrobić litanię, "spokój", "grzecznie" a i tak podnoszę go w kanonadzie warknięć i kłapnięć... ...potrafi też uwalić (oczywiście lekko, to takie chwytanie bez bólu) przy czyszczeniu mu łap z 'bałwaków', ścinanie pazurów to ekhym... może nie opiszę :roll: i generalnie brzuch/pachy/łapy (szczególnie tylne) to strefy pt. "nie dotykaj". to w ogóle DA RADĘ wypracować? bo od 9 miesięcy usiłuję go oswoić, dotykam łapy - smaczek, głaszczę brzuch - smaczek, a i tak jak zrobię to znienacka, to on się zapędza i odruchowo chwyta, a warczy przy tym jakby chciał zamordować...no i wtedy odganiam go na miejsce, a później jest znowu to samo - w koło macieju. nie ma szans, że nie zrozumiał za co dostał ochrzan, bo on szybciutko wszystko chwyta, on robi to z pełną świadomością, nie chcę powiedzieć, że ze złośliwości, bo podobno pies nie rozumie czegoś takiego jak "na złość"... tak czy siak, wczoraj przegiął pałę i na razie jest wprowadzony stan wojenny - żadnej piłki, żadnych gonitw. nie wiem tylko, czy to dobrze, bo jeszcze całkiem mi zdziczeje i osowieje, a wtedy wolę nie myśleć, w jaki sposób będzie chciał rozładować energię... z nim jest wszystko super i cacy, wszyscy nie mogą się nadziwić, że to taki 'mądry i ułożony pies', on jest szczęśliwy i posłuszny, dopóki może robić co chce. kiedy wjeżdża dyscyplina, zakaz, odciągnięcie, zabronienie - stawia się i to w taki sposób, że nie ma szans z nim walczyć. po prostu się nie da - jak go będę bardziej szarpać, to będzie mnie mocniej gryzł, on nie odpuszcza NIGDY. w takich sytuacjach pozytywni szkoleniowcy radzą, żeby nie dopuszczać do sytuacji, w której będzie trzeba walczyć - tylko JAK miałam go inaczej wywlec z tych krzaków wczoraj? :roll: klikerem? :roll: kliknąć to mu mogłam, cegłą w łeb, a i tak nie wiem, czy by zareagował...
-
[quote name='agutka']nie nie uczyłam bo problem wystąpił jakiś rok może więcej temu. Sagata puszczam ale tylko w lasach i tam czasem zagna za zwierzyną na krótkim etapie i sam wraca. Z instynktem czasem ciężko zapanować samemu a Pat na chwilę zdziczał , to że krwi nie było to nie świadczy o tym nic bo małe zwierzątka są automatycznie przegryzione i połykane, kiedyś Sagat przekopał mi z pianą w ryju pół ogródka bo pod oczkiem wodnym zagnieździły się myszy i gdy go chciałam odgonić też próbował zawarczeć ale bezpośrednio zdjęłam japonka z nogi i strzeliłam raz na opamiętanie. Sagat zjadając mysz też nie było krwi ani żadnego śladu[/QUOTE] ehhh... mam nadzieję, że ten szczur czy myszon nie nawpieprzał się wcześniej trutki... obserwuję Pata, dostał rano tylko marchew z jabłkiem bo miał sraczkę, ale to być może po tej ogromnej kości, o której wczoraj pisałam, bo zeżarł ją w całości, na dwa razy :razz: [quote name='Bobryna']O kurczę, niefajna akcja :P Psy pobudzone potrafią zaatakować nawet właściciela, to nie jest jakieś super niezwykłe. Czesiek też kiedyś mnie użarł (chciał wówczas "zamordować" psa sąsiadów ;P), potem oczywiście "przepraszał". Pat bardzo się nakręca widać, ale nie przesadzajcie później z izolacją itp. pies powinien Wam jednak ufać. W kwestii behawiorysty czy tam szkoleniowca nie wiem, co doradzić :shake: linka to dobry pomysł, nawet bez kagańca łatwiej powinno być Wam kontrolować Pata.[/QUOTE] musiałam go jakoś 'ukarać', a że wczoraj siedziało u nas jeszcze kilka osób, to tylko odizolowanie wchodziło w grę, bo on głuchnie, kiedy jest więcej osób, niż tylko ja i TŻ - ma taki syndrom cygańskiego psa, że lezie do każdego po kolei z ogonem, zawsze to szansa, że coś spadnie ze stołu albo ktoś się z nim pobawi. leży dzisiaj taki zmaltretowany, nie wiem, czy źle się czuje, czy po prostu cierpi, bo czuje jeszcze, że to kara - nie odzywamy się do niego, całkowicie olaliśmy. a z etapu linki myślałam, że wyszliśmy pół roku temu... codziennie biegał luzem te przynajmniej kilkadziesiąt minut, za piłką czy coś... nienawidzę takiego regresu, no ale kij, kaganiec na ryło teraz będzie obowiązkowo, codziennie, tylko zaopatrzę się w gumowego fizjologa, coby mu nie przymarzał do mordy. może przesadzam - jak zwykle - ale jest mi cholernie przykro, że się tak zachował. TŻ ma wywalone i uważa, że to wina tego, że za miękko go traktuję (on się nie waha mu trzepnąć po pysku, kiedy pokazuje zęby, oczywiście nie mocno, albo przyładować zwiniętą gazetą czy zrzucić za fraki z łóżka, ja próbuję wszystko 'sposobem' albo po dobroci, no i mam efekty. pominę, że TŻ-ta lubi bardziej, może go faktycznie trzeba 'ustawić'...)
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Pani Profesor replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
ja lubię jak Wald wychodzi 'dostojnie' na zdjęciach, czyli wywalone jajka, wzrok szaleńca, zmierzwione fafle :loveu: -
[quote name='agutka']Profesorka- on wywęszył i się ostro nakręcił (zdziczał) ta zdobycz to penie mysz lub szczur no i pewnie zjadł (Sagat tak robił z gryzoniami ) Pogryzł cię bo był w afekcie, ja Sagata jak gna za zwierzyną też nie potrafię odwołać bo zapala mu się żaróweczka na zabicie. Nie trenowałam z nim nigdy odwołania w takich sytuacjach i mam skutki. Behawiorysta coś zadziała ale szybsze skutki poprawnej dyscypliny wprowadzi szkoleniowiec[/QUOTE] no i co, nie puszczasz Sagata luzem, czy nauczyłaś go odwoływania? najgorsze jest to, że wydawało mi się, że on już UMIE się odwołać, może nie w 100%, ale w krytycznych sytuacjach głośne STÓÓÓÓÓJ albo 'wróć' z tupnięciem w ziemię zawsze dawało efekt, wytrącało go z transu... a wczoraj nic, 'zabić, zabić' i pocałuj się w dupę, mamo :roll: TŻ go w ogóle znienawidził za tą akcję..
-
aha, już nawet nie wspomnę, że obawiam się problemów 'gastrycznych', bo jeśli wpierniczył to coś, to cholera wie co się stanie, dziś rano podobno miał sraczkę (nie ja z nim byłam), aczkolwiek w tych krzakach na śniegu nie widać krwi, piór, futra, no dosłownie nic - Pat niczym nie śmierdział z gęby, nie mam pojęcia, co on tam dorwał, ale 3 osoby słyszały pisk i chrupnięcie... na razie nie będzie spuszczany ze smyczy, po prostu nie - w żadnej sytuacji. jest zakaz piłki, nie wiem, jak go wybiegam w inny sposób... idę po kaganiec fizjologiczny i będzie go nosił teraz non stop, ale jestem autentycznie załamana, bo już było [I]tak fajnie, [/I]miałam wrażenie, że jest bardziej usłuchany, a przecież nie może być do końca życia w kagańcu i na lince, skoro wiem, że umiał inaczej. nie odzwyczaję go przecież od piłki i gonitw z psimi kolegami, nie powiem mu nagle "przestań mieć energię", a z drugiej strony- nie ufam mu od teraz zupełnie. znacie jakiegoś szkoleniowca od eliminacji zachowań agresywnych? bo Pata przyszłość stoi pod znakiem zapytania, skoro wczoraj zaatakował bez ostrzeżenia WŁAŚCICIELI, to to nie wróży nic dobrego...no i pytanie - behawiorysta, szkoleniowiec..?
-
ciotki... u nas sytuacja podbramkowa... jestem załamana tym, co mój kochany piesek wczoraj odstawił. przyszli do nas wieczorem znajomi, wyszłam odprowadzić ich w nocy, wzięłam Pata pod klatkę i spuściłam ze smyczy... on nocą na osiedlu zawsze śmiga luzem, bo po 21 nigdy nie widziałam tam psa, nikt już nie łazi, a Pat nauczył się wracania, był odwoływalny w 90% przypadków, nawet na długich spacerach go puszczałam w odludnych miejscach, bo po prostu wracał na komendę, TŻ go odwołuje od psów nawet (kiedy jest luzem, to się mniej czepia 'przechodniów') i ogólnie nic nie zwiastowało problemu. mam pod blokiem krzaczki, takie malutkie i niskie, zarośnięte w 'kopułę', dodatkowo przykryte śniegiem - Pat poszedł tam coś sobie wąchać, ale długo nie wracał, gwizdnęłam, zawołałam - nic. idę po niego... a on poluje :roll: ogon sztywno, macha nim jakby czegoś szukał, wbiega pod te krzaki, okrąża, wybiega z drugiej strony, wyraźnie podniecony - tam czasami chadzały jeże, więc usiłowałam go odwołać... nie słuchał, totalnie olał, idę po niego ze smyczą i mówię "Pat, do mnie", a on... wyszedł spod krzaka, pokazał mi zęby i nie zdążyłam nawet wyciągnąć ręki... upierdzielił mnie do krwi :roll: pierwszy raz w życiu się na mnie RZUCIŁ, to nie było burknięcie, to było regularne "odwal się"... byli ze mną znajomi, próbowaliśmy go wypędzić spod tych krzaków, to tylko warczał - bez szans. dorwał jakieś zwierzątko, coś zapiszczało, coś CHRUPNĘŁO... nie mogłam zrobić NIC,absolutnie bez szans, TŻ usłyszał, że coś się dzieje, zbiegł i wskoczył w te krzaki, wywlókł Patryka (oczywiście Pat go pogryzł równo, nie dał się wyciągnąć) ale TŻ jest [I]troszkę [/I]silniejszy ode mnie, więc go spacyfikował... w 2 osoby wbili go w śnieg, dopiero wtedy udało mi się zapiąć smycz i Pat nagle złagodniał, posmutniał, usiadł i się kajał, kiedy zrozumiał, że jest już uziemiony.. polazł do domu ze spuszczonym nosem, dostał karę i siedział przywiązany na górze po ciemku, bez możliwości kontaktu z ludźmi... jęczał tam i jęczał, w nocy pogoniłam go na posłanie i do tej pory tam siedzi, był tylko na fizjologicznym spacerze rano... ja pi***dole... jestem autentycznie załamana. albo jestem nieudolna do tego stopnia, że nie powinnam mieć psa, albo on ma coś niehalo z mózgiem - nigdy w życiu się tak nie zachował. kiedy na Błoniach upolował nornicę, to co prawda nie chciał jej puścić, ale otworzyliśmy mu gębę i wyciągnęliśmy biednego zwierza, nie warczał, choć się zapierał, ale to było na zasadzie "nie oddam, nie oddam"...a wczoraj - regularny ATAK, wyskoczył na mnie z ziemi, nie zrobiłam mu NIC, nawet nie wyciągnęłam ręki (on bardzo nie lubi ciągnięcia za obrożę, ale nie zdążyłam tego zrobić). dostałam zębami za próbę uniemożliwienia mu polowania. wrócił bez pokrwawionej mordy, grzebałam mu w pysku w domu, ani piór, ani futra, więc albo coś zamordował i zostawił, albo połknął w całości... nie idzie rozgrzebać tych krzaków, więc nie wiem co tam było, koleżanka mówi, że to mógł być ptak, z resztą nie wiem co tam siedzi pod śniegiem... jestem załamana. potrzebuję szkoleniowca, ale kogoś takiego, kto nie będzie go 'ustawiał' i uczył go siadać i dawać łapę, bo ten pies chwyta wszystko w mig (teraz nauczył się sztuczki "piąteczka", dosłownie tak od kopa, w kilka chwil), ja potrzebuję kogoś PILNIE, kto pomoże mi eliminować zachowania agresywne, bo tak być nie może - TŻ też ma porządne dziabnięcie na ręku, ale inaczej nie szło go wywlec z tych krzaków, nie reagował NA NIC, prośbą, groźbą, "jedzonko, piłeczka" - nic. jeśli to byłby czyjś kot, albo szczeniaczek, to nie wiem co by było... Pat był w amoku, do tej pory udało się go odwołać bardzo głośnym krzykiem w sytuacjach podbramkowych a tu NIC, na dodatek ten atak... nie mam jakiejś wielkiej rany, no ale do cholery jasnej - sam fakt :roll: teraz leży smutny i popiskuje, wie, że spieprzył sprawę, już w nocy wiedział, chodzi po domu ze skulonym ogonem i pojękuje. gdzie, do cholery, popełniłam błąd? co to wczoraj było? jak myślicie - behawiorysta, szkoleniowiec od 'ustawiania'? podjęliśmy decyzję, że po sesji robimy totalny przewrót, albo w jedną, albo w drugą - on powoli przestawał być agresywny, było coraz lepiej, można go było brać na ręce 'sposobem', czasem pozwalał dotknąć tylnych łap znienacka, nie warczał przy zabiegach kosmetycznych... a tu kuźwa znowu zwrot, ta sytuacja go zdemoralizowała, bo nie dość, że mnie odgonił, to zrobił co chciał i coś zamordował... jestem w rozsypce :shake:
-
eee, jak do teściowej, to można :diabloti: w sumie takie proste, a ja, durna, nie wpadłam na to, żeby mu jakąś szmato-ceratę wrzucać na czas obiadu... :roll: mam takie ceratowe podkładki, może zdadzą egzamin!
-
o tych jajkach zapomniałam napisać, ale faktycznie je dostaje, mimo moich początkowych protestów bo nie wiedziałam czy to dobrze, czy źle - TŻ mu wrzucał 2-3 żółtka, które on wypijał ze smakiem :cool3: skorupek jeszcze nie dostawał, ale dzięki za info. często to to się dosypuje? raz w tygodniu wystarczy? a odnośnie kontrolowania koopy, to to robię - teraz, kiedy testowałam, co mu szkodzi, a co nie, miał - o dziwo - idealne koopy cały czas, na gotowanym sraczka znienacka, na purinie to w ogóle przez miesiąc się nie dało koopy zebrać... a tu - o dziwo - elegancko, zaparć też nie ma, bo robi praktycznie na każdym spacerze (dużo teraz dostawał, bo go odkarmiałam po tej diecie eliminacyjnej,po której się chłopak zapadł trochę) no i dzięki za utwierdzenie mnie w przekonaniu, że psu nic nie trzeba rozdrabniać/mielić - on co prawda jeszcze czasem nie umie jeść i zdarza mu się łyknąć kawałki, ale rozwiązałam to tak, że np. ćwiartkę dostał na dwa razy w jednym posiłku - najpierw tą 'dupną' część, którą zjadł szybko, a pod koniec dorzucałam do miski nogę z kością i jak już był nieco najedzony, to jakby ładniej zjadał. minus jest taki, że nosi każdy ochłap na posłanie :cool3: bo tak go, debile, nauczyliśmy, ale to były kości prasowane czy marchewki (wdrażaliśmy pseudo-klatkowanie, tj. "jem w bezpiecznym miejscu), gorzej jak zawlókł krwistą kość cielęcą z mięchem i tam skonsumował, a później zasnął w bajorku wodno-krwisto-ślinowym :cool3: no ale nie mam zamiaru mu tego utrudniać, bo on poza posłaniem się nie położy za cholerę - tylko tam się 'relaksuje' i trochę wolniej zjada (oczywiście kiedy ja jestem 100km dalej, a nie obok niego). wczoraj dostał indyczą szyję u koleżanki w kuchni, to stał zgięty wpół i przeżuwał jakby mu mieli zabrać :roll: normalnie jak wilczysko na Discovery, które upolowało zwierza... ...a dla kontrastu, Neska, suka koleżanki, memłała na posłaniu swój kawałeczek spokojnie, podczas kiedy Patryk łykał szyję razem z powietrzem i głośnym CHHRR,MLASK,MLASK :cool3:
-
aha, i faktycznie mielone wciąga nosem, bo raz daliśmy mu lekko niefajną wołowinę mieloną (2 dni po terminie, ale trochę capiła) to TŻ mówi - popatrz, jaki królewicz, najpierw polizał - a okazało się, że on już WYLIZYWAŁ miskę i dawno zeżarł :diabloti: ponagrywam Wam w końcu jak u niego wyglądają różne rzeczy, np. posiłek, to popadacie :diabloti: i tak jest lepiej, dziś oddał mi tą na wpół zeżartą kość jedynie z WRRRR... ale już nie pokazał zębów, a tym bardziej nie kłapnął - na początku nie można było do niego podejść, jak żarł, teraz na zamiankę idzie elegancko, a nawet i bez zamianki oddaje, choć niechętnie.
-
[quote name='motyleqq']PP, zarejestruj się na forum barfnyswiat, poczytaj... wiem, że teraz masz sesję to nie masz czasu, ale po sesji się tym zajmij. ja uważam że barf nie polega na podawaniu mielonego mięsa, tylko na podawaniu całych kawałków, po to, by pies popracował nad tym, pogryzł trochę, wtedy to ma naprawdę sens. mielić to można szczeniaczkom albo bardzo małym pieskom. wiem, że czasem nie mamy wyjścia, np ja wspieram się mielonkami, bo mam psa alergika. ale trzeba trochę pochodzić, podowiadywać się, gdzie można kupić mięso. najbardziej opłaca się kupować całe zwierzę, np kurczaka, kaczkę, gęś, wtedy wychodzi najtaniej i podasz psu wszystko, czego potrzebuje. u mnie np w Kauflanie koło środy można zwykle kupić kaczkę całą po 7zł/kg, czyli o połowę taniej niż normalnie. w mielonkach nie wiadomo co jest. pomyśl, czemu ta mielona konina jest tyle tańsza, niż zwykła? bo wrzucają tam byle co. owszem, pies nie powinien jeść najlepszej jakości mięsa, tylko takie właśnie tłuste, ale też bez przesady. jedyne, co masz w jadłospisie w całości, to indycza szyja. pomyśl, jak Twój pies wciągnie nosem mielone mięso. wiesz przecież, jaki jest łapczywy. kup mu skrzydła z indyka, albo innego drobiu, albo całego ptaka, podziel sobie i mu podawaj w ten sposób. wtedy na każdym kawałku będziesz mieć kość i mięso. z takiej kaczki zostanie trochę korpusu z mniejszą ilością mięsa, to wtedy dodaj do tego podroby. ale po co zmielone? podaj całe. trochę przyjemności z jedzenia dla psa ;) mówi się, że nie powinno się dawać warzyw w jednym posiłku co kości. trochę inaczej się to trawi. ale najlepiej sprawdzić na swoim psie. takie warzywka też zmiękczą posiłek z kością(czyli dobrze) jak masz taką mielonkę z kością, to sprawdź, jaka będzie kupa. prawdopodobnie zbyt sucha. jeśli tak, to następnym razem dodaj mięsa do takiej mielonki. co z jajkami? przy jego stanie sierści są niezbędne. nie wiem, co to jest ten preparat co masz dawać, ale nie dawałabym... pewnie nie jest naturalny. zamiast tego, normalnie kup olej z łososia, koniecznie w nieprzezroczystym opakowaniu, bo światło utlenia olej i traci omegi. pomyśl też o suplementacji krwi. praktycznie jej nie ma w mięsie, bo mięso jest odkrwawiane. a biorąc pod uwagę, że on teraz miał te zdrowotne przejścia, to krew by go wspomogła. możesz kupić proszkową na allegro, albo poszukać ubojni, gdzie dostaniesz świeżą. czasem dają za freeko ;) jeszcze co do nabiału, generalnie nie powinno się go podawać, chyba że pies dobrze trawi, to wtedy w ramach przysmaku można dać. jogurcik też zmiękczy posiłek kostny.[/QUOTE] jeju, dzięki :D rozwiałaś wszystkie moje wątpliwości, bo też tak intuicyjnie czułam, że lepiej mu walnąć ochłap w całości (tak jak na próbę mu dawałam kurzy korpus ze wszystkim, zżarł i się oblizał, kupa elegancka), jakoś mi te mielonki też jechały łatwizną, a on ma kamień nazębny i szybko mu przyrasta, jeśli czegoś nie gryzie. tak więc jednak intuicyjnie dobrze pomyślałam, że lepiej kupić w całości i mu porcjować zwierza. i to prawda, że w Kaufie są fajne przeceny na kaczkę, w moim też :D a o jajkach zapomniałam napisać, że też dostaje i to 2-3x w tygodniu,bo mój TŻ wcina omlety często i zostają po 2-3 żółtka, białka nie daję bo czytałam, że na wchłanianie [I]czegoś tam [/I]źle działa. a myślisz, że dawanie kości 4-5x w tygodniu to za dużo? bo w końcu w takim kaczym skrzydle też jest trochę, w udzie również, czy lepiej mu to wydzielać jakoś na "kostny dzień", a innego dnia samo mięso? [quote name='agutka']motyleqq nie musisz mnie prostować z baraniną ponieważ jagnięcina/baranina jest jednym z najbardziej bezpiecznym mięsem i z reguły każdy zaczyna od karmy z baranem jak i królikiem. Potem wprowadzają następne rodzaje mięs. PP- to że twój pies niema prawdopodobnie pokarmówki nie znaczy że dany składnik nie nasila choróbska . wy wszyscy zaopatrujecie się w internetowych sklepach?[/QUOTE] ja się jeszcze nigdzie nie zaopatruję, czekam, aż wetka mi doniesie jej 'biznesplan' na żywienie Pata ;) i zobaczę, co wyjdzie sprytniej ,ekonomiczniej i ogólnie lepiej, czy szukać po mięsnych, czy zamówić z neta co trzeba.
-
aha, motyleqq, ta "kostka" to nie kość w sensie gnat, tylko "kostka" bo w takiej formie to sprzedają, zbite w prostokątną kostkę :)
-
[quote name='motyleqq']te białe z zoologa faktycznie są dosyć miękkie. zwłaszcza jak pies żarłoczny. najtwardsza będzie surowa, ale czy ona może sobie tak leżeć? nie jestem pewna. teraz jest zimno, może wywalaj na balkon, a dawaj na czas memłania :evil_lol: a może jak kupisz taką wielką kość białą w zoologu, to będzie inaczej niż taka mniejsza? moim zdaniem też wędzona jest twardsza niż te białe. Majkowska, ja kiedyś mieliłam rybę. teraz podaję głowy łososia, ale siedzę przy psach na wszelki wypadek... ale ładnie gryzą edit: co do jadłospisu... nie rozumiem tej ilości mielonek. moim zdaniem to może być urozmaicenie, a nie podstawa. co to jest kostka dla alergików? dziwne te produkty...[/QUOTE] kostka dla alergików to taka nazwa w sklepie z BARFem, oczywiście to nadużycie, bo - jak pisałaś - na różne rzeczy są psy uczulone, ale tam są mięsa 'najmniejszego ryzyka', tj. struś, jagnię, dodatek olejów rybnych żeby poprawić stan skóry. nie analizowałam dokładnie, ale to taka piguła składników pod Patryka, tran jest tam jeszcze bodajże. a co do mielonek, to uważasz, że jest ich za dużo? wetka mi dała wolną rękę, mówi, żeby nie trzymać się tego sztywno, więc zamiast mielonek co? mięso i oddzielnie kość? [quote name='Majkowska']Sama w sobie kość goła z mięsa nie jedzie aż tak. Ma tam jakiś ciutkę zapach, ale nosa nie urywa tak jakby była pokryta mięchem. Trzymałam takie na dywanach po kilka tyogdni nawet i nie jechały aż tak ;) tak wygląda kość naturalna : [URL]https://lh6.googleusercontent.com/-6E8yNqlHzfU/UGSV9RME1KI/AAAAAAAAJqo/bAbhA3DsQ_Y/s576/DSC07181.JPG[/URL] a tu masz kość wędzoną : [URL]https://lh5.googleusercontent.com/-PrQEnZTdMS8/UuD_8D6spyI/AAAAAAAAT5g/FmzDXJzikmA/s512/amkostka.jpg[/URL][/QUOTE] jaki wielki gnat przy młodym Walduniu :D tak tak, ta amorkowa wędzona odpada,bo taką też niszczył szybko, tyle że mniejszą - następną kupię surową z masarni, zobaczymy jak się z taką upora. ta labradora była jednak suszona z zoologa, tak mówi teściówka, więc po prostu była z gigantycznego zwierza, ona ważyła naprawdę z 4kg, może dlatego była aż taka twarda.
-
[quote name='Majkowska']A jak już tak weszliśmy w temat barfa to mam pytanie : jak podajecie psom ryby? Zawsze mam ochotę Waldka jakąś rybką uraczyć, ale się cholernie boję ości..[/QUOTE] pytałam o to wetkę i ona powiedziała, że to spory problem dla psów, które żrą szybko, takim trzeba wydziubywać ości z ryby, a to trwa wieki i można coś przeoczyć. w mojej diecie nie uwzględniła ryb, jedynie kostki gotowe BARF w których jest olej rybny. pokażę Wam tę dietę na dni w tygodniu: 1. nieoczyszczone żołądki baranie mielone- 250g, warzywa/owoce - 50g 2. mix podrobowy barani/cielęcy - 250g, warzywa/owoce - 50g 3. kostka BARF dla alergików - 250g 4. kostka Primex Supreme - 250g, warzywa/owoce - 50g 5. Konina mięso mielone bez kości 250g, warzywa/owoce - 50g 6. indyk mięso mielone z kością - 250g, warzywa/owoce - 50g. 7. szyja z indyka 250g raz w tygodniu - łyżeczka Multi Mineral mogę modyfikować białko, tj. dać innego zwierza zamiast np. koniny, bo w sklepie tego nie dostanę, a jeśli już to 100zł/kg, więc to tylko z zamawiania z BARFowych sklepów. poza tym smakołyki się nie wliczają w dzienną dawkę, on nie tyje, a jeśli już to szybko zrzuca, więc mogę kości prasowane, wędzone uszy itd. odliczyć całkowicie i nie uwzględniać. dzień z podrobami mogę zastąpić np. twarogiem (choć dostał tylko raz i miał srakę, więc chyba sobie odpuszczę), mogę podlać olejem albo jogurtem co jakiś czas. zboża babka mi wykluczyła raczej, ewentualnie jeśli się trafi to w suchej karmie jako nagrodzie przy szkoleniu i tyle. jakieś uwagi co do menu...? coś jest źle/powinno być inaczej?
-
[quote name='motyleqq']nigdy nie gotuj psu kości!! taką wielką, wołową kość możesz po prostu dać. nic z nią nie robić, piesek sobie poobgryza mięsko i będzie miał frajdę :)[/QUOTE] a taka wołowa się ekhym, nie zepsuje? tzn. jak już obryzie mięcho i zostanie gnat, to może leżeć i leżeć? labrador TŻ-ta swoją miał kilka miesięcy ale nie wiem czy to była z masarni, czy z zoologa jakaś 'wapniowana'. ja kupiłam coś takiego: [IMG]http://siedem-zyczen.sklep.pl/userdata/gfx/85226ed88fda5183a4a533777d4658ed.jpg[/IMG] no i to jest dosyć duże, ale mimo wszystko 'miękkie', bo radził sobie z tym nieźle. taka mega twarda jest po prostu surowa...?
-
ale widzisz, tu nie chodzi o mniejsze, bo mniejsze zeżre mega szybko jako posiłek, a ostatnio jak był nażarty i dostał kość ze szpondera, to ją memłał jak zabawkę, chyba nawet do tej pory gdzieś zachomikował kawałek, można było mu ją zabrać i memłał zrelaksowany, a nie w panice jak zdobycz :roll: taka mniejsza będzie 'na raz', a ja chcę giganta, którego nie włomocze, tylko do którego sobie tam podejdzie z nudów, takiego jak miał TŻ-ta lab- nie wiemy skąd była ta kość, ale była bardziej 'pełna' niż te z zoologa, taka jakby twardsza i właśnie nie wiem, czy to jest taka typowa "kość z mięsnego" tj. bez obróbki żadnej, surowa, czy jakoś właśnie preparowana.
-
a ja czekam na 17 lutego, bo wtedy mam poprawkę, oby jedyną,bo już jeden egzamin uwaliłam... a wtedy będę miała tydzień laby od uczelni, co mnie fantastycznie odciąży :loveu: kupiłam wczoraj Patrykowi w zoologiku kość- nie żadną prasowaną, wiązaną, tylko takiego dużego, białego, ciężkiego gnata - kiedyś u TŻ-ta usiłował się w taką wgryźć i nie mógł, więc uznałam, że to fajny,relaksujący zabieg bo ostatnio ze szpondera wołowego kostkę potraktował jako zabawkę, wyjątkowo NIE jak posiłek... pełna nadziei dałam mu tego gnata, no i niestety zżerał go łapczywie, chrup, chrup, nie ma główki... uznałam, że trzeba zabrać,bo to nie ma być POSIŁEK, a po prostu zabawa/relaks, no i wyszło szydło z wora -to kość nasmarowana od środka jakąś pastą serową, dlatego tak go korciło, żeby zżerać jak obiadek :placz: a powiedzcie mi - jak kupię kość w mięsnym, takiego gnata z dinozaura, taką ogrooomną i wielką, to co mam z tym zrobić? oczyścić, ugotować, wyparzyć? lab TŻ-ta miał takiego dinozaurowego gnata, ważył z 3kg, nie do podniesienia - taki właśnie "wyżywacz", żeby dał radę się czasem wgryźć, ale żeby nie chrupał jak obiadu... ...chyba że powiecie mi, jak się to nazywa - kość wapienna? bo wędzona chyba jest taka 'zjadliwa', a ja mam na myśli ciężką i 'pełną' kość, taką do memłania przez tydzień.
-
pamiętam, kochana, ale dziś znowu dupsko - wyganiałam Pata z piłką żeby tylko się zmachał i teraz śpi padnięty, zaraz będę go kąpać, potem sprzątam i robię obiad, a następnie wjeżdża nauka :loveu: bo pon,wt i środa to będzie pogrom... ..ale jutro w południe się możemy wybrać na coś, pisałam chyba wyżej, że sobota mi w miarę pasi! ewentualnie niedziela jakoś w południe
-
[quote name='Robokalipsa']Dobry dobry :loveu: urocze ,sznupowe ,śmierdzące obsikaną szmatą :diabloti: :evil_lol: :eviltong: Taka sytuacja :cool3:[/QUOTE] :D :D nienawidzę Cię :D
-
[quote name='agutka']ale to fota nie z nużeńcem a atopowym zapaleniem skóry ;) plus grzyb bo on często towarzyszy różnym problemom skórnym , po prostu grzyb wykorzystuje obniżenie odporności i się namnaża ;)[/QUOTE] tak czy siak, to nie tak wygląda u Patryka :shake: zrobię foty TŻ-ta telefonem, może trochę rozjaśnię, o co chodzi. a z grzybem wiem, Pat miał malassezję, zaleczona, a czy nie nawróciła, to na chwilę obecną nie wiadomo, trzeba by zrobić jeszcze raz badania pod tym kątem. i wiem, że to właśnie przez odporność :( [quote name='motyleqq']chciałam jeszcze sprostować coś, co napisała agutka... nie ma czegoś takiego, jak mięso dla alergika. są psy uczulone na baraninę. nie tylko kurczak i wołowina uczula. alergia to sprawa indywidualna.[/QUOTE] on prawdopodobnie nie jest alergikiem pokarmowym, robiłam dietę eliminacyjną, zero efektów - u niego w ogóle są chwilowe poprawy, ale to loteria i kwestia tego, że jest często kąpany albo się dobrze wywietrzył :roll: