Jump to content
Dogomania

Pani Profesor

Members
  • Posts

    2333
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pani Profesor

  1. kurrrrrna naklepałam post i mi się nie dodał... :angryy: no to nieważne, to napiszę tylko, że mega fotki i chcę być kiedyś na takich sankach z bullkiem :D
  2. jak dla mnie (a podkreślam, jestem ekspertem od wychowywania piesków :razz:) to z Waldem problem jest taki, że on się nie może na zewnątrz skupić przez inne bodźce - on CHCE Cię słuchać, bo to po nim widać, kiedy robi sztuczkę - robi, ale "szybko, no mamo, puść już, ptaszek leci". to nie jest zły pies i jak dla mnie to trzeba go po prostu jakoś wybijać sprytnie z transu, ale jak - to już nie wiem :cool3: dobranoc, miłego jutro :D
  3. spoko spoko, Robo, spamuj, tu i tak jest zawsze tak napitolone, że ciężko się czegokolwiek doszukać:D
  4. będziemy się tam nawzajem szturchać kijami w żebra :D
  5. a najgorsze jest właśnie to, dog, że ja odnoszę wrażenie, że tego kundla rozumiem - wiem kiedy piszczenie oznacza "nachodzi sraczka, wyprowadź mnie", kiedy piszczenie oznacza "zabaw mnie, zwróć uwagę". wiem, kiedy go coś boli, wiem, kiedy jest serio rozwścieczony i nie podoba mu się zabawa w drażnienie się jakąś szmatą, wiem kiedy szczeka z nudów, a kiedy alarmuje, że idzie pies po klatce. pracuje mi się z nim SUPER, bo skupiam na sobie uwagę momentalnie - on bardzo reaguje na ton głosu, na przeciąganie sylab, kręci łbem i patrzy mi w oczy - jak mówię "co ty chcesz?" i się obliże, to znaczy, że żreć, jak idzie do drzwi - siku. sztuczek się uczy momentalnie, w zasadzie obcy ludzie mimo tego, że widzą, jak ja mu każę coś zrobić, to sami nie umieją tego powtórzyć- Pat siedzi na dupie i gapi się na smakołyk w ręce. z TŻ-tem też nie idzie tak łatwo, to JA jestem panią nauczycielką od różnych durnych trików, łapie w moment i później powtarza na samo skinienie, czasem mogę jednym palcem, stojąc w miejscu, zrobić z nim serię sztuczek, wszystkiego, co umie - bez słowa. nagram Wam to, to się zdziwicie, a później nagram tego samego psa na spacerze :roll:
  6. nam też się dobrze żyje, dopóki czegoś mu nie każę zrobić, a królewicz AKURAT wyjątkowo nie ma na to ochoty :D :D nawet nie mam jak myśleć o moim piesku w kategorii spieniężenia jego truchła po tym, jak już go uduszę,bo kto by chciał nosić etolę z takiego cuchnącego bobra? :shake:
  7. ....chociaż tyle, bo do mnie po takiej ucieczce by już nie przylazł - ja wczoraj w nocy rozdarłam ryj na pół osiedla, to było dopiero zamroczenie mózgu, że go krzyk nie wybił z transu!
  8. coś Ty, ni cholery - jak się zaweźmie na psa, to drze ryja aż strach :roll: nie zawsze tak jest, bo czasem to jest takie "obszczekanie pana prezesa dzielni", wtedy tylko burknie kilka razy, "won intruzie" i spokój, w takich momentach reaguje na korektę, spuszcza łeb. jak się zbiesi i trafi na psa, który go serio rozwścieczy (bo np. też szczeka, a to jest tragedia) to drze ryj, wisi mi na tej smyczy, ja go nieraz podniosłam wtedy za kark i wstrząsnęłam, wlokę go na tej smyczy w drugą stronę, on się wije jak piskorz i dusi - myślę, że równie dobrze mogłabym mu przyładować cegłą w łeb, byłby taki sam efekt...
  9. [quote name='Beatrx']dlatego właśnie mówiłyśmy o szkoleniowcu, który pokaże, jak prawidłowo OE użyć. a przy przywołaniu, jak pies by mnie olał to po prostu bym po niego poszła, złapała za obrożę, opierdzieliła z góry do dołu, zaprowadziła tam, skąd go przywoływałam i paręnaście razy ćwiczyła przywołanie, puszczając go metr od siebie i pilnując, żeby każdorazowo pies przyszedł i nie miał możliwości nie wykonania polecenia.[/QUOTE] e-e, odpada, trzeba po dobroci, jak już dorwę - najpierw "SIAAAAD!" i dopiero zapinam. pociągnięcie za obrożę = atak, od zawsze, nienawidzi tego tak samo, jak podnoszenia - może ktoś go lał, albo nim rzucał w poprzednim życiu, nie dowiemy się - fakt faktem, przeprowadzić za obrożę się nie da, bo od razu odwraca łeb do ręki - czasem mocno, czasem tylko "no weeeeź" i memła dłoń w gębie, ale te ostrzejsze ataki są dość brutalne.
  10. no nie mogę, albo nie rozumiem, co to znaczy "korekta". wg. mnie to takie mocne, krótkie szarpnięcie, nie żadne tam wleczenie po chodniku, ale on na to nie reaguje - a robię to mocno, na tyle,na ile umiem - nie mam przecież 11 lat. jego to uspokaja na moment szarpnięcia, a zaraz znowu jest ŁUF, ŁUF, ŁUF, wtedy napina smycz i podnosi dwie łapy, nie jestem w stanie wtedy skorygować, bo musiałabym go ciągnąć po chodniku... nie da się wtedy 'krótko szarpnąć', a on i tak nie reaguje na te moje mizerne próby. nadmienię tylko, że na TŻ-ta też, a to chłop jak dąb i nie chciałabym być na drugim końcu smyczy przy takiej 'korekcie' :cool3: też jest spokój na sekundę i znowu atak.
  11. [quote name='evel']No właśnie, nie panuje nad emocjami - to jest do przepracowania solidnie i na wczoraj. Chodziło mi jednak głównie o to, że mózg w dupie mózgiem w dupie w sytuacji polowanka, ale póki ze swoją suką nie przerobiłam solidnie podstaw to mogłabym w nią rzucać nawet kowadłem i nie wiem, czy by podziałało, gdy na horyzoncie pojawiały się np. sarenki albo nielubiany piesek. Dlatego zgoda co do OE w sytuacjach "mam was wszystkich we dupie", ale OE bez podstaw może być klapą IMO. Bez przesady, nie zrobisz z psa robota ;) Po prostu narzucasz mu pewne ramki, w które się musi wpasować i nie ma, że się nie chce czy że coś tam. Zauważyłam na swoich i nieswoich burkach, że to bardzo poprawia relacje między psem a ludźmi, pies czuje się bezpieczny, psy ogólnie kochają rytuały, bo lubią przewidywalność. Wiedzą, czego się spodziewać.[/QUOTE] no to fajnie. cieszę się mega, że mi pomagacie, muszę jeszcze wychować TŻ-ta, bo on ma skrajne podejścia - albo jest super i wtedy "chodź piesku na kolanka" i ogląda mecz z żywą poduszką, albo "won do siebie gnoju" - mój chłop akurat AUTENTYCZNIE się obraża na psa, jak go uwali :diabloti: więc czeka mnie lekcja i dla siebie, i dla niego. może to i racja, że zaniedbanie żelaznych zasad było błędem, bo odpuściłam tą musztrę troszkę, szczególnie te drobne rytuały (choć o niektórych Pat mi sam przypomina, co jest zabawne - podnoszę miskę, a on leci na posłanie, choć nie miałam zamiaru nic mu dać, tylko np. umyć michę albo nałożyć coś ciepłego i odstawić do wystygnięcia - w 99% przypadków leży u siebie i czeka, jak statuetka :D)
  12. [quote name='dog193']Wiesz, jak dla mnie, to jeśli pies nie panuje nad emocjami i w pewnych sytuacjach wyłącza myślenie całkowicie, to by mógł mieć i IPO3, a zareagować podobnie. To nie było na zasadzie "dziabnę ją, bo mam ją gdzieś i ją zlewam", bo wtedy by przyhamował przy TŻcie. To było na zasadzie "spie*dalajcie wszyscy, myszka myszka myszka!" - mózg kompletnie wyłączony. Konsekwencja, żelazne zasady, zaufanie - tak, ale IMO to nie pomoże na takie akcje.[/QUOTE] dokładnie tak, to nie było "ucieknę, będzie beka, poganiają mnie" tylko "atak,atak, mysz, wynocha" - miał sztywny, machający ogon, identycznie szuka, jak mu wpadnie piłka w krzaki, to taki amok wąchaniowo-myśliwski. [quote name='Majkowska']To co proponujesz zrobić z psem który olał zawołanie? Jestem akurat na topie w tej kwesti, bo dziś mój pies po raz pierwszy mnie tak olał że aż zgłupiałam... A nie sądzicie że ktoś kto nie potrafi zastosować prawidłowo zwykłej szarpnięciowej korekty zastosuje dobrze elektrykę?[/QUOTE] tego się właśnie obawiam i nie mam zamiaru na własną rękę trzepać psa prądem, bez uprzedniej konsultacji - niejednej! trzeba mnie tego nauczyć, nie odważę się sama, wystarczająco spieprzyłam jego wychowanie [quote name='dog193']Tak, jak najbardziej. PP mówiła, że Patryk ma zrobione przywołanie, więc zakładam, że nie wymaga od niego niezrozumiałych rzeczy.[/QUOTE] ma, wie co to znaczy "chodź tutaj", zna też "stój" - ma się zatrzymać w miejscu, w którym jest, ćwiczę przy przechodzeniu przez jezdnię, w 9/10 przypadków sam staje, a czasem nawet usiądzie.
  13. [quote name='evel']A ja bym sugerowała konsultację ze szkoleniowcem ORAZ konsekwencję na co dzień. Nie ma, że dzisiaj nie ma czasu albo pańcię boli głowa to szybko, bez "rytuałów". Bo coś mnie się wydaje, że Pat to jeden z tych psów, którym po prostu się nie odpuszcza, bo im się śrubki w móżdżku luzują i wychodzi z tego od czasu do czasu niezła heca jak ta opisana powyżej. Aha, i nie puściłabym takiego psa luzem bez kagańca. Plus wprowadzenie NILIF - nie ma nic za darmo. Pies słucha się faceta, a dziewczynę traktuje z przymrużeniem oka, bo wie doskonale, że MOŻE tak robić bez jakichś większych konsekwencji - moja Zu robi to samo, totalnie olewa ciepłym strumieniem osoby, które może sobie olewać i wie, że niesubordynacja jakoś przejdzie bez echa. No to masz droga PP dowody jak na obrazku - z niektórymi psami po prostu trzeba jasno i konsekwentnie. Co nie oznacza bezsensownego tłuczenia czy szarpania psa, wręcz przeciwnie. I koniecznie idźcie na szkolenie we dwójkę, z facetem! ;) Edit: no to czekaj, stosujecie konsekwentnie wybrane metody, czy odpuszczacie? Bo coś mi się nie zgadza.[/QUOTE] NILIF jest zawsze, nie dostaje nic za friko, może jakieś tam małe wpadki się zdarzają (np. ktoś znajomy mu coś da i zapomni, że miało być durne "daj łapę"), a niektóre metody stosowaliśmy konsekwentnie i albo nam się [I]odechciało [/I](bo nie przynosiły efektów, np. stopniowe oswajanie podnoszenia), albo po prostu mi się rozjeżdżały, właśnie przez brak konsekwencji. strasznie ciężko tak żyć, żeby pamiętać o tych drobnych komendach [I]non stop, [/I]więc czasem ma spacer bez musztry pod drzwiami (choć w dużej części przypadków sam siada pod drzwiami, bo tak się nauczył). [quote name='dog193']A mnie się wydaje, że na wkrętkę tego stopnia sama konsekwencja nie pomoże. Jasne, że jest ważna, ale kiedy psi mózg przestaje pracować, to coś go musi z tego stanu wybić. Pies słucha się faceta, ale wczoraj jego też pogryzł.[/QUOTE] ależ on się mnie też słucha, do faceta ma większy respekt, ale jak ma nas olać, to oleje po równo. nikt nie jest 'faworyzowany', kiedy mu coś odwala, tyle że TŻ-ta się bardziej boi, więc z tych krzaków jakoś go wywlókł, ja bym pewnie była pogryziona na maxa. [quote name='Beatrx']no to się z nim nie cackaj tylko jasno stawiaj sprawę. trzeba wziąć na ręce no to trzeba, nie ma co się nad tym rozczulać skoro rozczulanie nic nie daje. jeśli nie da się po dobroci, no to sorry... tylko bez nerwów, stresu, myśli "co to będzie" albo "krzywdzę pieska", bez podchodów. musisz być pewna siebie, bo jak on wyczuje Twoją słabość to będą ząbki na wierzchu i próba podporządkowania Ciebie jego woli. a on od żarcia nie woli pogoni za piłeczką i szarpania? żarcie nie musi być jedyną nagrodą, nagrodę też trzeba dobierać pod psa. noi ja jestem zdania, że psu trzeba pokazać, że nieprzyjście po zawołaniu dobrze się dla niego nie skończy, a nie jedynie nagradzać jak łaskawie w końcu przyjdzie.[/QUOTE] kochana, ale właśnie bez podchodów jest najgorzej - cyk i do góry i jest WRRRR, a przecież chcemy uniknąć robienia czegoś na siłę, prawda? na siłę to równie dobrze mogę mu związać pysk, zakneblować i przykleić taśmą do podłogi a potem ścinać pazury, a to nie o to chodzi :( [quote name='evel']No dobra, ale żeby wymagać, to trzeba mieć podstawy. A mnie się zdaje, że PP jednak trochę nie ma serca wymagać od psa tak bardzo, jak on tego potrzebuje. I dlatego jest tak, a nie inaczej. Skoro przywołanie niby jest, ale niekoniecznie, to może być problem przy wprowadzaniu OE. Plus te wyskoki do psów, ciągle niedopracowane do końca... Impulsem wybijasz z rytmu, OK, ale musi być podstawa, tzn. pies musi wiedzieć, jak powinien się zachować, nie?[/QUOTE] musicie też wiedzieć, że ja nie jestem taka znowu łagodna dla niego - dostał po ryju nieraz, jak przegiął i mnie dziabnął totalnie nieadekwatnie do mojego "przewinienia" (np. za wzięcie sobie łapy do wyczyszczenia, choć się tego spodziewał), rzucę w niego nieraz kapciem jak drze ryj, nie ma lekko i gładko non stop- jak jest "na miejsce", to nie odpuszczam, choćbym miała stać i się siłować z nim wzrokiem kilka minut (bo czasem się tak stawia, nie agresywnie, tylko raczej "no weeeeź, nie chcę tam leźć...", ale nie odpuszczam, nigdy). ze stołu mu nigdy nic nie [I]spadło [/I]niechcący, nie dostaje profitów za friko - nic, nigdy. odnośnie wymagania, to bardziej mnie to przeraża technicznie, bo przecież taki pies to maszyna... non stop komendy, musztra - trudno mi to sobie wyobrazić.
  14. ja mam to samo uczucie, kiedy Pat się posłucha PRZECHODNIA bardziej niż mnie :diabloti: no ale co racja, to racja - jesteśmy wobec swoich psów MJENTKIE i tak nam odpłacają :diabloti: choć powiem Ci, że tą agresję bym chętnie zamieniła na ciągnięcie na smyczy - serio :roll: nie ma nic gorszego, niż agresja, wolałabym nawet notoryczne sranie w domu...
  15. ojezu :loveu: a tu jak zwykle miód na moje serduszko :loveu: a to małe to bym schowała pod kurtkę i poniosła do domu :diabloti:
  16. kochana, ale powiem Ci, że ja już większość tych rad wypróbowałam i wprowadziłam w życie :shake: na tym właśnie polega problem, że ja to wszystko przerabiałam, a efekty są wybiórczo -na niektórych płaszczyznach praktycznie bez zmian. odnośnie zmęczenia umysłowego, to codziennie ma jakąś musztrę, sztuczkowanie, dwa dni temu ot tak od kopa go nauczyłam "piąteczki", kliker, 2 minuty i umie. z podnoszeniem dokładnie tak robiliśmy - małe kroczki, łapa - smaczek, brzuszek - smaczek, potem lekko w górę dwie łapy - smaczek. czasami jest tak, że on nawet nie burknie, jeśli go się na chama weźmie na ręce - nic go tam nie boli, nie jest nadwrażliwy, bo jeśli widzi w tym korzyść (np. podsadzam go żeby się dostał na wysokie krzesło do mnie na kolana) to można go spokojnie wziąć pod paszki i nie ma krzyku. nieraz też TŻ spokojnie go bierze, uprzednio głaszcząc, i nagradza za spokój, ale na dłuższą metę to nie dało NIC, a próbujemy od 9 miesięcy :shake: kiedy mu się nie podoba, to jest NIE I JUŻ, i wal się, udziabię (wtedy nie jest mocno, łapie ostrzegawczo za dłoń, nie ma śladu i nie boli) metoda "nic za darmo" jest od zawsze, miska - musztra, wejść do sypialni - musztra, na kolana - sztuczka, głaskany też nie jest za nic, a co do pieszczot - on nie za bardzo lubi mizianie, rzadko się 'zgłasza' po głaskanie, więc nie ma mowy o nachalności w domu czy wyłudzaniu czegokolwiek. prędzej zabawy, np. przynosi szarpak albo piłkę, ale wtedy też zawsze jest jakieś "daj łapę", zanim zaczniemy się bawić. to jest właśnie przerażające w tym psie, że on pomimo stopniowego procesu (np. z podnoszeniem) nie uczy się [I]wcale[/I], za to nagłe, szybkie i dosadne przedstawienie o co mi chodzi (ze smaczkiem) przynosi skutek w sekundę (prócz odwoływania i nie-agresji wobec psów). sztuczki to naprawdę banał, wszystko, co wygrzebię na YT mogę wdrożyć - parę sesji z klikerem i umie,lepiej albo gorzej, zależy jak szybko chwyci, o co chodzi. noooo, ale to jest metoda na zdobycie żarła :roll: a przy podnoszeniu czy wracaniu na komendę żarcie nie ma jakiejś super-wartości...
  17. już się ugadujemy właśnie dokładniej, bardzo chętnie się spotkam z tą babeczką :) zobaczymy, co wyjdzie z pozytywnego podejścia do tego durnia, bo może jest jakaś szansa, że nie trzeba nim miotać po ziemi (chociaż nie wyobrażam sobie titania i smaczkowania przy takiej akcji, jaką mi wczoraj odstawił, mogłam w niego trzasnąć pałą mortadeli i nawet by nie zwrócił na nią uwagi) we dwie będzie nam raźniej, że obie mamy niereformowalne pokraki :loveu:
  18. dzięki, Beatrx - powiem szczerze, że przez długi okres czasu robiłam tak, jak piszesz - z tym siadaniem pod drzwiami, czekaniem - on jest tego już nauczony, przestałam tego wymagać sama z siebie (bo jakoś mi się po prostu NIE CHCIAŁO za każdym razem takiej szopki), ale psu kliknęło w mózgu, bo siada sam z siebie na widok obroży/smyczy, nauczył się też nadstawiać łeb do przeciśnięcia się przez półzacisk, chociaż początkowo spierniczał i nie lubił tej obroży. siada też pod drzwiami, jeśli ja się zatrzymam - tak samo pod wyjściowymi, nie rwie do przodu jak debil, nie wybiega z klatki, jeśli mu nie pozwolę (czyli powiem "poczekaj", "spokój", "zostań" czy cokolwiek), więc musztra jest ok. robiłam też skakanie przez murki, komendy znienacka (to właśnie w ten sposób nauczył się siadać na dupie i z tej pozycji oszczekiwać przechodzącego psa :roll: bo uczyłam go "siad" jako uspokajacza do wytrącania z transu, działa nieźle, ale i tak burczy i wyrywa, tyle że siedząc). posłuszeństwo na spacerach jest tak na 99%, nie licząc przywoływania, bo z tym lubi czasem poszaleć, np. w gonitwie z innym psem i dzikiej zabawie, ale wtedy i sąsiadka nie może odwołać swojej sznaucerki olbrzymki, więc oba nas mają w dupie po równo :razz: jak się wybiega te 30 sekund po moim "chodź tu szybko" to wraca, ociąga się, no ale wraca. reszta jest raczej na blachę, włącznie z tym "waruj" znienacka, albo zatrzymam się i każę mu dać głos. chętnie to robi, on lubi sztuczki, jak widzi, że zabieram ze sobą nerkę to w ogóle jest aniołem całą drogę, bo w tej nerce jest zazwyczaj piłka :diabloti: i się buc podlizuje całą drogę na polankę, tj. idzie przy nodze, drepcze takim 'końskim chodem' i zwraca na siebie uwagę jak może, ale nie darciem japy, a pokazywaniem, jaki jest grzeczny. bez motywacji jest gorzej, ale nie jest to niewykonalne - dopóki w grę nie wchodzi polowanie (również na psa, na którego wyjątkowo się uwziął) to jest całkiem grzeczny i usłuchany pies. no, albo jeżeli mamie nie przyjdzie do głowy Patrysia np. podnieść... :roll: (a czasem trzeba, nie tacham go po domu dla zabawy, np. teraz przenosiłam go kilkakrotnie do kibla, żeby odciekł z syfo-śniegu pod prysznicem, TŻ jakoś tak sprytnie go podnosi, że pies nie zdąży się zdenerwować, ale TŻ waży 2x tyle co ja i jest silniejszy, ja się trochę kaleczę...) doskonale mi naświetliłaś tą sytuację z karaniem i 'obrażaniem się' na psa - miałam widocznie jakiś dysonans poznawczy, bo z jednej strony nie grało mi, że mam się na niego 'po ludzku' obrazić czy ukarać go jak dziecko, z drugiej jednak - nie wydawało mi się w porządku, że po ochrzanie nagle bawię się jak gdyby nigdy nic. spróbuję tej metody i po korekcie wracamy do poprzedniej czynności - może dobitniej poczuje różnicę między stanem "jest fajnie" a "spieprzyłem". dzięki, co ja bym bez Was zrobiła :loveu:
  19. [quote name='Czekunia']Kurcze Pani Profesor... Nie zazdroszczę sytuacji, ale chyba najwyższy czas spotkać się z jakimś dobrym szkoleniowcem, tym bardziej, że kilkakrotnie już się nad tym zastanawiałaś... Trzymam kciuki.[/QUOTE] dzięki :) wiesz, to jest tak, że z nim póki jest dobrze, to jest dobrze - te wybryki mi skutecznie psują nastrój i jednocześnie nastawienie do niego się zmienia... dziś np. wyleżał mi i TŻ-towi pół dnia na kolanach, łazi i się mizdrzy, skomli i macha ogonem, więc - tak jak pisze dog193 - to pewnie reakcja na to, że go zlewaliśmy od wczoraj... w takich momentach aż się dziwię, co z niego potrafi wyjść - dziś się super słucha, narobił sztuczek książkowo (za jakiś kawałek suchej bułki), łazi za mną krok w krok i ładuje się na ręce. to zaskakujące, jaki diabeł potrafi się w nim obudzić czasami... [quote name='magdabroy'][B]PP [/B]tu na dogo masz szkoleniowca, który udziela rad za darmo przez neta ;) [B]Evodish [/B]powinien Wam pomóc :) Odezwij się do niego tu na dogo albo napisz mu na email ;) Tu masz jego stronkę: [URL]http://www.newdog.pl/[/URL][/QUOTE] dziękuję :loveu: napiszę do niego, może będzie miał moment na zajęcie się sprawą tego przygłupa :cool3: [quote name='katasza1']Widze, ze Pat jest podobny do Froda z charakteru. Tylko Frodo mnie nigdy nie ugryzl, kiedys raz sprobowal bo kazalam mu zejsc z lozka. ale ja sie musialam duzo nauczyc, jak sie nauczylam to zyje mi sie z nim super. Przede wszystkim przy takich psach, tak mi sie wydaje, wazny jest stoicki spokoj. Zadnych emocji, obrazania sie, kar, opieprzania. Wszystko ma byc konkretnie i bez emocji. Emocje sa jak jest super. Mi sie udalo samej, ale moj chlopak mowi ze jestem wyprana z uczuc, wiec wiesz, mialam latwiej :evil_lol:[/QUOTE] ja na co dzień też jestem raczej z tych, co nie płaczą nad rannym ptaszkiem i nie spinają się przed ważnym dniem :D to po prostu ten dureń tak na mnie wpływa, TŻ mi mówi, że jestem nienormalna na punkcie psa, bo spełniam standardowe kryteria psycho-cioteczki :loveu: m.in. to, że sama mogę zeżreć ochłap z lodówki, ale piesek musi mieć zawsze dobre i że odkąd go mam, to plan dnia jest ustalany pod niego :cool3: tzn. wszystko spoko, fajne plany, "ale co z psem?" :cool3: królewna znowu wyjęczała spacer, zrobił PIĄTĄ dzisiaj kupę, to jednak nie jest sraczka, to jest po prostu turbo-przeczyszczenie, bo konsystencja jest normalna - nie wiem gdzie to w tym psie się zmieściło. nie odnotowałam futra, piór, pazurów ani innego złotego zęba w koopie :roll:
  20. może to i jest pomysł - muszę tylko ogarnąć kogoś, kto ma taki sprzęcior do wypożyczenia no i poczytać, czy to się przypadkiem nie skończy na 'syndromie kolczatki' czyli tak, że będzie to nosił do końca życia :roll: ale racja, wydaje się to zasadne, bo w sumie wtedy pies nie wie, że to za moją sprawą dostaje prądem, toteż sobie nie wzmocni jakiegoś 'nielubienia mnie' w takich sytuacjach...
  21. zdjęcie dla cioci :loveu: powiem Ci, Majkowska, że w obecnej sytuacji możemy się zamienić na pieski :eviltong: chętnie oddam tego bardziej słuchającego, w zamian za coś, czego spuszczenie ze smyczy nie będzie oznaczało rychłej śmierci jakiegoś przechadzającego się zwierzątka :D
  22. a jaką zastosować korektę w takich 'podbramkowych' momentach jak to, że pies nie chce wyleźć spod krzaka i się na mnie rzuca, gryzie mnie i dalej leci polować? wydaje mi się to tak bardzo złymi okolicznościami, że nie idzie go skarcić w żaden sensowny sposób, bo gdyby przylazł, to w końcu zachował się dobrze - bo przylazł.
  23. Nie no, nie przez tydzień ;) dziś do rana nas wyjątkowo trzymało, bo jesteśmy wściekli, ale to nie tak, że przez tydzień do niego paplam "ojej ugryzłeś mamę, kto to widział". z drugiej strony - to ile powinna "trwać" taka kara? za takie przewinienie jak wczoraj - ma dostać ochrzan w momencie, kiedy go złapiemy i co dalej? wpuścić do domu między ludzi i radośnie rzucać mu piłką? gdzie jest granica, którą pies rozumie jako "karę"? z tym, że na następny dzień nie ma się co na niego gniewać, to masz absolutną rację, dziś to kwestia moich emocji, że jestem na niego po prostu zła... z tym "teściem" to nie było takie do końca perfidne, tj. wiedziałam, że nic nie wyjdzie, ale nie sądziłam, że go tak uwali porządnie. nie jakoś super głęboko, no ale drasnął, poleciała krew. te 'utarcie nosa' było bardziej w kwestii tego, że się 'teść' wymądrza, uważa, że każdy pies jest taki sam i jego uniwersalne metody skutkują. nie wiedziałam mimo wszystko, że tak go uwali, bo nikogo wcześniej tak mocno nie dziabnął (no, mnie wczoraj :roll:). nie puściłabym go w ramach zabawy np. na dziecko, skoro wiem, że ich nie lubi - tutaj się przeliczyłam, to był błąd, Pat się postawił mocniej, niż sądziłam (zazwyczaj to było GRRR albo lekkie chwycenie za rękę). a odnośnie korekt i emocji - staram się jak mogę, np. przy psach już potrafię zachować spokój i twardo go skarcić, bez żadnych lamentów i krzyków, wczoraj niestety była eskalacja, bo NIC do niego nie docierało, może te krzyki go też zdenerwowały (moje i dwóch innych osób). a odnośnie tych "kar" za wybryki - mój TŻ uważa, że to byłoby grubo nie w porządku, że po takiej akcji jak wczoraj pies wraca do domu i zostaje od razu zabawiany. nie czuję osobiście tej granicy, gdzie jest jeszcze "kara",a gdzie zaczyna się bezsensowne przetrzymywanie psa na posłaniu.
  24. Majkowska, a dałabyś mi namiary na tą babeczkę na PW? Naskrobię może maila i naświetlę, co i jak, żeby się rozeznać w jej metodach i podejściu. a Pat królewna śpi u siebie, ja się dalej obawiam, co on tam ma w żołądku, ale pewnie byłyby już jakieś objawy, prawda? w końcu minęło z 18 godzin od tego polowanka...
  25. hydroksyzyna to jest uspokajacz, antyhistaminowiec i psychotrop :diabloti: wiem, bo brałam przy ospie, którą przechodziłam w 21 lat, polecam :diabloti: nie wyobrażam sobie tego podać psu, nawet w małej dawce, bo ja przesypiałam po tym 20 godzin na dobę, człowiek się po tym gównie czuje jakby dostał obuchem w łeb i jakby przeciągnięto go na sznurku za samochodem...
×
×
  • Create New...