Jump to content
Dogomania

Pani Profesor

Members
  • Posts

    2333
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Pani Profesor

  1. prawnie nie,ale jeśli masz w gwarancji taki zapis, że producent dopuszcza [I]albo [/I]naprawę, [I]albo [/I]wymianę, [I]albo [/I]zwrot pieniędzy (co się mega rzadko zdarza),to pewnie możesz negocjować, choć czasem niektóre firmy wymieniają, żeby pokazać, że ich marka jest super ;) w razie problemów, jeśli chciałabyś wymianę,to dopiero jak Ci się po drugiej naprawie zepsuje i znowu coś będzie nie tak- wtedy z tytułu rękojmi muszą zrobić tak, ja sobie życzysz, no ale musisz się zmieścić w czasie tych 2 lat, czy tam ilu..
  2. [quote name='marta1624']Nie, bateria jest ok ;) Już go na gwarancji oddawałam i wtedy okazało się że system padł :( A teraz "objawy" są takie same, dobrze że gwarancja jeszcze. A właśnie- dziewczyny nie orientujecie się czy mogę "żądać" nowego tableta? Jest już 1,5 roku u mnie, 2 raz to samo się psuje, boję się że ponownie się zepsuje a będzie już po gwarancji (wyczytałam, że była podobno wadliwa partia, ale na ile to prawda to nie wiem) ;)[/QUOTE] [quote name='marta1624']Marysia sobie doklei :D A z tabletem... No właśnie boję się że to będzie się powtarzać, a mało za niego nie zapłaciłam :/ Chyba wejdę na jakieś prawne forum i zobaczę co i jak, już bym wolała zwrot kasy albo nowy tablet, bo z opisów na forum to system może paść jeszcze nieraz :/[/QUOTE] to zależy - możesz reklamować z tytułu gwarancji (czyli to od producenta), albo z tytułu ustawy (wtedy masz prawne podstawy ustalone ustawowo, tj. producent nie ma nic do gadania). oznacza to, że jeżeli masz coś w gwarancji (albo czegoś nie masz) co Ci akurat pasuje, to lepiej korzystać z gwarancji - jeśli np. nie ma terminu realizacji wg. producenta, to lepiej z ustawy (tam jest konkretny termin). jeśli coś się zepsuje i zostanie naprawione (bo zazwyczaj tak jest, najpierw naprawa, ew. wymiana, dopiero na koniec kasa) to po dwukrotnej naprawie zgłaszasz chęć ustawowej rękojmi - wtedy dostajesz kasę, bo rękojmia przewiduje, że rzecz 2x naprawiana musi zostać wymieniona na nową,albo na kasę (co wybierzesz). inna bajka, że pewnie nie zdążysz skorzystać z rękojmi, bo skoro drugi raz Ci padł, to nawet jeśli naprawią i padnie trzeci raz - musi dalej mieścić się w okresie gwarancyjnym :( możesz tylko próbować kombinować, że skoro to trefna partia, to reklamujesz w związku z [I]niezgodnością z umową [/I](miał być dobry tablet, jest do dupy) - wtedy muszą Ci wymienić na nowy, ale musisz udowodnić, że partia jest trefna. no :diabloti:
  3. halo...? :razz: Kasta już sprzedana do pseudo, a Biały na kożuchy? :mad:
  4. ale żeby te odrosty zrobić, to trzeba mieć u dołu coś pasującego, a u mnie non-stop kiszka :evil_lol:
  5. ooch, te cudowne "LAPTOP NIE ŁADUJE, ZEPSUŁ SIĘ", kiedy wtyczka sobie smętnie zwisa pod kontaktem... :loveu:
  6. a jaki tam piękny alladyni baldachim wisi na klateczce :cool3: Waldek widzę w formie :)
  7. ja z Patrykiem chodzę na spacery w sukience i szpilkach (np. dzisiaj, w ulewę) i uważam, że taki dres to brak szacunku do własnego psa :shake: a btw to ładne włosy :loveu: ciekawe kiedy mi takie wyjdą...
  8. oooo ciocia dresiara :loveu::diabloti: a Ledzia jak pięknie daje łapkę, pewnie za darmo :evil_lol:
  9. [quote name='dog193']Cofania najlepiej nauczyć kształtowaniem. Wtedy pies faktycznie uczy się cofania, a nie "cofnij się, kiedy właściciel na ciebie napiera" ;) Wygląda to tak, że bierzesz psa na jakąś jednolitą powierzchnię (np kafelki, gumolit albo panele), tuż za nim, naprawdę blisko kładziesz coś, co się wyróżnia fakturą (np złożony na pół koc, albo jakaś nie za gruba, tak 1,5cm, za to duża książka, ). Pierwsze przypadkowe dotknięcie tylnej łapy - klik smakołyk, od razu. I tak się to ćwiczy, na początku są to naprawdę przypadkowe dotknięcia, każde trzeba wyklikać. Kiedy z jedną łapą nie będzie już problemu, czekamy z klikiem aż pies dotknie dwoma łapami. I tak cały czas kształtujemy, w końcu pies zaczyna rozumieć, łączyć fakty i sam z siebie kombinuje z tylnymi łapami. Wtedy możemy kawałeczek (niedużo) odsunąć książkę i pies będzie przebierał tymi łapami, aż w końcu przesunie je te kilka cm w tył i znowu - pierwsze dotknięcie i k/s. I tak się w to bawi, u nas cały proces trwał jakieś 10 minut, niektórzy potrzebują kilku dni i naprawdę małe kroczki - zależy od psa. Jak pies już to ogarnia, wtedy można się bawić w wchodzenie zadem na ściany i takie tam - dokładając do naszej książki nową, potem jeszcze jedną itd.[/QUOTE] dziękuję! ja uznałam, że skoro ogarnął ,że ma tylne łapy (kiedy nie dostawał nic za stanie na wiaderku dwoma i dokładał tylne), to muszę na nim wymusić ruch w tył, a że to praktycznie nie występuje (nawet jak go gonię z piłką,to podskakuje, staje na dwóch łapach i zwiewa, żadnego cofania) to faktycznie usiłowałam "napieraniem" zmusić go do chociażby kroczku, żeby było za co kliknąć. dzięki, dziś spróbuję z książką ;)
  10. ooo gratulacje, nowy podatnik :loveu: mam nadzieję, że Stasiek zostanie dogomaniakiem!
  11. cześć, Aga :) spotkaliśmy dziś sukę goldenkę, zero psów, zero ludzi, suka wyskoczyła znikąd, nie zdążyłam "zapowiedzieć" pieskowi titaniem - i co? i nic. ogony, kucanie, miłość. oznajmiam zatem wszem i wobec, że mój pies już toleruje suki, bez wyjątku - czekałam z miesiąc żeby to zakomunikować, ale statystyka wypada 10/10, żadnej spiny, żadnego warczenia ani zębów. jeden etap do przodu :multi: (a cofać się dalej nie umie, nie ogarniam :diabloti:)
  12. ale fajnie, że dali gratisy - nieraz miałam takie akcje, że coś dochodziło z opóźnieniem i nie było ani przepraszam, ani pocałuj w dupę, choć póki co oszukana nie zostałam nigdy, ale na czas dostawy się kilkakrotnie nacięłam ;)
  13. ooo Stasiek się wykluwa :loveu:
  14. Ledzia, Ty kołtunie... :D u mnie jest tak, że ta moja praca przynosi malutki efekt i cieszę się, zauważam i doceniam, a tż robi taką samą "pracę" jednym huknięciem :diabloti: jak siadła mi cierpliwość to okazało się, że ja też potrafię huknąć i jakoś piesek trochę innym okiem patrzy na perspektywę wybryku :razz: a inna bajka, że Ledzia jest silna, a Ty jesteś wątła baba :evil_lol:
  15. [quote name='evel']Ja uczyłam Zuzę włażenia na różne rzeczy, ale najlepiej mi szło z poduszką opartą o krawędź łóżka ;) Natomiast młodsze pokolenie chyba nie wie, że oprócz łba i dwóch przednich nóg ma coś jeszcze... Co do szczekania, to u nas Zu drze pałkę jak niedożywiony jamniczek: łułułułułułuuu! :roll: Natomiast Raven jak już się rozedrze to głosem starego ochrypniętego 40kg owczarka :evil_lol: Nawet kiedyś myślałam, że to DON z sąsiedztwa na coś szczeka, a okazało się, że to srak :roll: :oops:[/QUOTE] oglądam filmiki w necie, ale chyba muszę zobaczyć, jak ktoś to robi na żywo na psie - jak Patryk ładnie i chętnie wszystko przyswaja, tak te nieszczęsne cofanie nie idzie, a 4 łapki na wiaderku potrafi postawić, więc chyba ogarnia, że je ma :diabloti: no i jego głos...cóż, basowe dudnienie jeszcze bym zniosła, on ma głos jak syrena alarmowa, jak huknie znienacka to aż mi włosy stają dęba...nie szczeka "pojedynczo", jak już się rozdziera,to sekwencja ŁUŁUŁUŁU i zawał serca :loveu: no ale od czego mam kapcie :diabloti:
  16. [quote name='kalyna']Mi kiedyś kundelek tak zrobił Ciapkowi, a Ciapulec stał jak dupa z wzrokiem.. Pańcia, ratuj :roll: Ostatnio szłam na spacer z 3 i w środek wpadł podrostek ONka, i było OK, ale zaczął zaczepiać Ciapka, kładł łapy na niego i takie tam, to suka go zglebowała i przytrzymała... [B]I już lepsze samemu obcego psa odganiać, niż jak suka ma się zajmować takimi rzeczami [/B]:p Ale babcię to miałaś zaje***stą :)[/QUOTE] prawda. tzn. moja prawda, ja nie ufam do końca swojemu psu (w kwestii - wyskoczy, czy nie wyskoczy?) i choć wiem, że krzywdy nie zrobi (nie gryzie w ramach mordu, raczej łapie za ogon, warczy i gania) to nie widzi mi się pozwalać mu na przeganianie kundla, bo on jedno pozwolenie traktuje jako zasadę (znajoma wpuściła go przedwczoraj na kanapę jak coś tam gmerałam w kuchni, później się ładował sam, do pierwszego ochrzanu :diabloti:). czasem się waham, bo wiem, że niektóre sprawy psy powinny rozwiązać sobie same, ale mój pies ma na tyle patologiczne podejście do innych (już częściowo wyprowadzone), że to nie jest dobry pomysł. jeśli przegania znanego sobie labka tż-ta,kiedy ten po raz n-ty liże go po dupie, to owszem, nie ingeruję, tak samo podczas zabaw z innymi psami, które zna - niech się tam sobie kłócą. to był obcy pies, Pat na smyczy i wg. mnie lepiej było go skupiać, odwoływać, potraktować to jako ćwiczenie, a nie okazję do wymierzania sprawiedliwości. a babcia była super, ta opowiastka to czubek góry lodowej :cool3:
  17. a Patryk nie reaguje na "ścieżkę zdrowia", kiedyś u tż-ta tylko dostawał fisia, bo tam jest tak, jak piszesz - domki i 100 szczekaczy naraz, teraz olewa psy za płotem (raczej, tzn. czasem znienacka podskoczy i burknie, ale bardziej jakby się wystraszył), a jak szczeka więcej niż 1-2 psy to w ogóle ignoruje. ogólnie ma tak, że jak już ma się wyżyć, to w sytuacji 1:1, dlatego u mnie to nie różnica, czy idą 2 psy, czy 20. wojny są tylko sam na sam, jeżeli już mają jakieś być.
  18. [quote name='evel']Mnie też (własnych najbardziej, więc w razie niepotrzebnego darcia jadaczki są uciszane natychmiast) :roll: I zupełnie nie pojmuję, jak ludziom nie przeszkadza, że ich własny kundel drze ryja, bo coś tam - ludzie potrafią iść i ignorować takie zachowanie przez cały spacer, względnie rzucić coś w stylu "ojejciu, już cichutko, taki odważny jesteś, hihi" aaaaargh :splat:[/QUOTE] ja też mam to, że bardziej mnie irytuje szczekanie własnego psa, niż cudzego :cool3: tzn. gdybym miała mieć ujadacza w bloku, to pewnie bym narzekała, ale głównie przez to, że wtedy mój zaczyna się drzeć i muszę uspokajać. Patryk ma okropnie donośny głos, jeśli jest u nas Neska i jakimś cudem zacznie szczekać, to mi to nie przeszkadza. a z innej beczki - uczyliście psa świadomości zadu? ja kombinuję już od jakiegoś czasu, wchodzi czterema łapami na pudełko, ale średnio mu idzie balansowanie no i przede wszystkim nijak nie chce się cofać :shake: jak widzi kliker i wie, że czas na naukę, to kombinuje, uruchamia myślenie, ale nawet kiedy mu "zachodzę drogę" to się albo kładzie, albo skacze, albo coś wywija, ewentualnie omija mnie bokiem. nie mogę na nim wymusić cofania się, żeby chociaż z raz kliknąć, że w dobrą stronę kombinuje :eviltong: próbowałam osaczania pod ścianą, zwiewa bokami, kładzie się i turla, ani razu nie podniósł na nią tylnej łapy póki co.
  19. [quote name='Majkowska']Jakby piesio przeholował to bym go pewnie przepłukała :D Robię się ostatnio coraz okrutniejsza ;) Babka od nas z osiedla wylała gar wrzątku na faceta który rozganiał pod jej oknami koty i gołębie które dokarmiała.....:shake:[/QUOTE] a Wy w końcu przejęliście ten przyblokowy ogródek dla siebie?
  20. zimnej wody do wiadra... anegdotka z cyklu "życie profesorki" - moja świętej pamięci ukochana krejzolska babcia wylała czajnik wody na staruszkę, która kradła jej z przyblokowego ogródka bukszpan... :D :D :D oczywiście uraczyła tą opowieścią całą rodzinę na świętach, przy stole - tylko ja i ojciec rechotaliśmy :diabloti: a odnośnie sytuacji z psem, to nie miałam najmniejszego zamiaru odpinać Patryka, nawet nie wydłużałam mu smyczy, bo raz, że nie chciałam, żeby przetyrał małego (choć "należało mu się", ale to nie moja rola go ogarnąć), a dwa, że nie chcę mu dawać przyzwolenia na wyskoki, bo skoro raz pozwolę, to czemu następnym razem karcę? tak naprawdę nie poirytowałam się mocno, to nie była akcja stulecia, bo maluch był na swój sposób sympatyczny (jedno stojące ucho :loveu:) i widać było, że on nie za bardzo wie jak tu podejść, no a że skoczył...no skoczył, Pat się nie nakręcił do mordu tylko odganiał, potem zrobiło się goręcej, jak maluch za nami dzielnie kroczył, ale na szczęście sobie poszedł. do baby nie było co krzyczeć, to był człowiek-marazm i nie zależało jej na tym psie, jakby zależało, to by wstała i po niego podeszła (kilkanaście metrów).
  21. gulasz moja miłość, ale z knedlem/ziemniakami/bułką :cool3: chociaż ostatnio zjadłam gołąbki z kaszą jaglaną i byłam w szoku,bo wcale jej tam nie było czuć...taką zakamuflowaną jeszcze zdzierżę, ale w gotowanej postaci, na talerzu... :shake: jak mama robiła krupnik, to wychodziłam z domu :diabloti:
  22. to przypomina mi horror przedszkoli, kiedy dzieciom wmawiało się, że "wybrzydzają", a mnie na widok i zapach kaszy naprawdę odrzuca :eviltong: i do dziś pamiętam, jak puściłam pawia do talerza ku wielkiemu zaskoczeniu przedszkolanki, która to sterczała nade mną jak gestapo i kazała tę cholerną kaszę wcinać...upchałam do buzi ile się dało, ale w ostateczności wygrałam, przełyk nie wytrzymał :diabloti: a rodzice szybko zrozumieli, że nie wybrzydzam, tylko po prostu nie toleruję i nie tknę, bo jadłam chętnie rzeczy zupełnie "niedziecięce", śledzie, rybie wątróbki, gulasz z serc, szpinak i takie inne, których dzieci raczej nie lubią. może dlatego mi tę kaszę odpuścili :eviltong: i nie tylko kaszę, na zapach gotowanego ryżu na słodko automatycznie mnie mdli...
  23. ...no to u mnie byłoby wymieniania na 30 linijek :cool3:
×
×
  • Create New...