Jump to content
Dogomania

Mattilu

Members
  • Posts

    10472
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Mattilu

  1. Kochane Dziewczyny! wróciliśmy - DoPiaczek ma racje, to wielka frajda być z psiakami na wakacjach - mam nadzieję, że miejsc temu sprzyjających będzie przybywać, choć niestety wiąże się to najczęściej z dodatkowymi opłatami. No i jednak rozmiary psów mają znaczenie - łatwiej podróżować z niewielkimi psami. Najsmutniejsze jest to, że bardzo wielu ludzi reaguje na obecność wszelkich zwierząt strachem. Wielu ludzi ma urazy z dzieciństwa i panicznie się boi wszelkiej "żywiny". A właściciele hoteli widząc strach innych klientów niechętnie przyjmują ludzi ze zwierzętami... Wakacje były fajne, choć niestety poszły w biodra ;-) Najfajniejsze było to, że byliśmy tak dużo czasu razem. To ważne, bo zaraz rodzina się rozjedzie i znowu będziemy w kontakcie przez Skypa i telefon. A poza tym w czasie wakacji dogomaniak cierpi, bo widzi bezdomne zwierzęta. W Apulii jest mnóstwo bezdomnych kotów i psów. A stosunek do nich dokładnie taki, jak na najbardziej zacofanej polskiej wsi: pies ma być zły, szczekać i być na łańcuchu albo w klatce. Albo się go wygania na poniewierkę. Koty albo się mają bardzo dobrze i są domowymi pupilami, albo są niezbyt mile widzianym i odganianym elementem krajobrazu. Do naszego B&B przypałętały się dwa psy w czasie naszego pobytu. Sunia trochę większa od Hopki była bardzo wystraszona. Nigdy nie udało się jej nam pogłaskać. Stała z daleka i merdała nieśmiało ogonkiem, do miski podchodziła tylko w nocy. Potem dostała cieczki i po paru dniach zniknęła. Nie udało się jej przywabić z powrotem jedzeniem. A już byliśmy umówieni z doktorem, że ją złapie i wysterylizuje... Pies był przeciwieństwem suni - bardzo szybko zaczął do nas podchodzić i się łasić. Jadł łapczywie wszystko co mu daliśmy, ale widać było, że co najmniej tak bardzo jak jedzenia potrzebuje ludzkiego towarzystwa i pieszczot. Oswajał się z nami coraz bardziej, nocował w pobliżu i od rana czekał na jedzenie i zabawy. W tych zabawach bywał nieco zbyt wylewny: skakał na nas, opierał się łapami o klatkę piersiową itp. Hopka i Pola były zdecydowanie niezadowolone z jego towarzystwa, zwłaszcza Pola bała się go i warczała na niego. Miły lokalny weterynarz przyjechał na naszą prośbę, zaszczepił go na wirusówki, dał lek na odpchlenie i odrobaczenie. Od pcheł Bari (bo tak go nazwaliśmy) miał ranę na nodze - udało się ją zaleczyć. Bari pozwalał zrobić sobie wszystko, gdy zrozumiał, że to dla jego dobra. Był bardzo ufny. Lekarz określił jego wiek na 7 miesięcy. Właścicielka naszego B&B pełna była mieszanych uczuć. Sama boi się psów i niechętnie patrzyła na obecność Bariego, który każdego dnia stawał się coraz śmielszy również do innych gości hotelowych, a ci bywali różni. Byli wśród nich psiarze, ale też osoby panicznie bojące się psów, lub ich po prostu nielubiące. Było jasne, że Bari nie ma przyszłości w tym miejscu. Lokalne schroniska to niestety dożywotnie więzienia dla psów. Pies raz tam zamknięty pozostaje w nim do śmierci. Nie chcieliśmy takiego losu dla Bariego. Doktor skierował nas do lokalnego prywatnego "hotelu" dla psów. Pojechaliśmy tam: 80 psów zamkniętych po dwa w ogrodzonych betonowych wybiegach i jedna kobieta zajmująca się nimi, czasem z pomocą jednej wolontariuszki. Niesamowicie smutne miejsce, ale nie mieliśmy wyboru. Zabraliśmy Bariego do samochodu (dał się wsadzić bez problemu i grzecznie jechał) a potem wporwadziliśmy go do jego pomieszczenia: boks z betonową budą i kratami, zabezpieczony od góry siatką, z którego raz na dzień pies jest wyprowadzany, żeby można było tam posprzątać. Zapłaciliśmy za miesiąc opieki nad psem. Weterynarz miał go w międzyczasie wykastrować, ale na razie Bari ma rozwolnienie, prawdopodobnie spowodowane jakimiś pasożytami, i trzeba go z niego wyleczyć. Na dodatek nie czuje się dobrze w klatce, to pies przyzwyczajony do wolności. Za miesiąc Stefano pojedzie po niego. Chcemy przewieżć go na północ Włoch. Jeden z psiolubnych gości hotelowych jest z nami w kontakcie i ma załatwić mu miejsce w schronisku koło Turynu, prowadzonym przez lokalne Stowarzyszenie Opieki nad Zwierzętami. Tam psy mają podobno 80/90 proc. szansy na adopcję, a poza tym mogą tam przebywać bezpłatnie i nie w klatkach, tylko w ogrodzie. Ten pan zostawił tam swojego labradora na czas wakacji, więc mamy nadzieję, że to dobre miejsce. Czułam się okropnie, zostawiając Bariego za kratami - dał się tam wsadzić tylko dlatego, że nam zaufał...Zosia jednak przemawiała mi do rozsądku: mamuś, zobacz, tyle tu psów i nie jest im źle. A wolontariuszka dodawała: jeśli zostanie na wolności czeka go tułaczka, może wpaść pod samochód albo nawet zostać otruty... W każdym razie mój szacunek dla wszystkich dziewczyn tutaj, które wyciągają psy z sytuacji beznadziejnych i lokują je gdzie mogą wzrósł stokrotnie, bo to straszny stres.
  2. Kciukamy za domek, bo wierzymy mocno, ze nie ma spraw beznadziejnych...
  3. Ja tez czekam, ale zaakceptuje tez cisze w tym temacie, byle byla oznaka dobrego zycia Imki.
  4. Ot, zmartwienie :( ale nie bylo innego wyjscia, musiala dostawac lek...
  5. Oj tam, oj tam, jeden maly lezaczek...
  6. Och Amigo, z tymi lodami to prawda, ida w biodra i juz...najwyzej potem pojde na diete u Inki :) Przedwczoraj o dziwo padalo, ale i tak poszlismy na spacer nad morze z nasza przyjaciolka i jej sunia. Mielismy wiec razem trzy potwory. Hopka i Luna ganialy luzem a Pola na smyczy. Jak wrocilismy do domu przyjaciolki to potwory byly mokre i wytytlane w piachu. W ogrodzie jest kojec, w ktorym Luna czasem przebywa, nie chcielismy, zeby psy naniosly piachu do domu przyjaciolki i na chwile wpuscilismy Pole i Hopke do kojca. Luna wchodzi tam bez problemu. Pola weszla niechetnie, ale spokojnie. A Hopcik spanikowal. Brzuch na ziemi i placz. Wyjelismy ja stamtad od razu i na chwile wsadzilismy obie z Pola do samochodu: bylo chlodno, padal deszcz, wiec nie grozilo im przegrzanie...zaraz potem zreszta pojechalismy do naszego wynajmowanego od przyjaciolki domku. W kazdym razie wciaz dowiadujemy sie czegos nowego o naszych psach...Pola boi sie, ze sie ja wyrzuci przez okno w samochodzie a Hopka byla bita i kopana przez wielkiego chlopa i zamykana w kojcu, czy czyms takim...
  7. Nigdy nie widzialam kwiatow juki :) Bardzo twarzowe :)
  8. Uch, sasiedzi...jak sie zle trafi, to potrafia zatruc zycie...Rokus grozna rasa!!! Po pierwsze to zadna rasa, bo on kundel jest a po drugie grozny - niech mu w oczy spojrza...
  9. Domki, dzwoncie! Taka sliczna sunia czeka
  10. Nuria Amigi caly czas sie rehabilituje n biezni wodnej, moze z nia porozmawiaj?
  11. Pisz DoPiaczku, pisz, a my bedziemy czytac i trzymac kciuki
  12. Ja tez kciuki mocno trzymam za Wasze zdrowie
  13. Niewiarygodne! Jak z bajki :) Ty masz jednak Nutusiu szczescie do domkow, choc czasem trzeba na nie dluuuugo czekac :) Bardzo, bardzo, ogromnie sie ciesze.
  14. Pieknie sie rudzielce w zielonosciach komponuja. A Roza na zdjeciach jakby zdrowiej wyglada... pozdrowienia dla Bandy :)
  15. I tylko tyle w temacie?!!! To jest niesprawiedliwe, ze jak czlowiek mieszka daleko i nie ma szans na spotkanie to nic wiecej nie bedzie wiedziec?!!! Ale bardzo, bardzo sie ciesze i trzymam kciuki, zeby Imeczce bylo jak najlepiej :) Edit: juz doczytalam szczegoly na watku Imciocha. Nadal sie bardzo ciesze :)
  16. Marys, wyjazd, czas najlepszym doradca. Cokolwiek postanowisz bedzie dobre, bo zawsze bedziesz duzo dobrego dla zwierzat robic. Sciskam Cie mocno.
  17. Cudny opis Hesi! :) mamy zaczatek tekstu do ogloszenia ;)
  18. A spomiedzy jakich to kwiatkow Nurasek nochalka wystawia? Prosze mi tu nie narzekac na pogode tylko sie cieszyc ze spotkania, ktorego Wam zazdraszczam!!! Usciski dla wszystkich, mizianki dla niektorych :)
  19. Z psami latwo sie nie podrozuje, ale dobrze, ze Rudzikowi/Kubie sie udaje :) Widac, ze mu dobrze :)
×
×
  • Create New...