-
Posts
223 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Hej
-
[quote name='Aysel']Hej - możesz mi powiedzieć na jakiej naukowej podstawie wnioskujesz wszystkozernosc DRAPIEŻNIKÓW jakimi są psy? O ile wiadomo ich przewód pokarmowy różni sie minimalnie od przewodu pokarmowego wilka, stąd zastanawiają mnie takie teorie[/QUOTE] a coś słyszałam o psach w Indiach, co wyjadają ze śmietników i mięsa raczej tam nie znajdują, znam ludzi, którzy karmią psa popcornem i różnymi odpadkami. facet pracuje na różnych festynach, jeździ z budką z popcornem, a to co się nie sprzeda daje psu. pies z głodu zjada wszystko. tak samo ludzie na wsi, karmią ziemniakami, a jak rzucą kość to jest wielkie święto. bezdomne psy też jedzą to, co znajdą. po prostu musiały się przystosować do wszystkożerności. a w porównaniu do kota - moje koty nie tkną chipsów, sera, chleba, warzyw. a pies to wszystko je. może nie jest naukowa podstawa, ale obserwacja z życia wzięta. w praktyce pies zeżre wszystko, łącznie z ludzkim gównem, patykami, papierem toaletowym i sznurówkami.
-
bezag, jak się zapatrujesz na problem karmienia zwierząt przez wegetarian? wiadomo, psy są wszystkożerne ale jedzą głównie mięso, koty natomiast są typowo mięsożerne i tego się nie przeskoczy. są ludzie karmiący swoje zwierzęta karmą wegańską.. nie popieram, ze względu na zdrowie zwierząt. natomiast trudno nie zauważyć że psy i koty zjadają krowy, często też konie. z punktu widzenia wege to jest dosyć przykre i nie bardzo wiadomo jak to rozwiązać. ja próbuję przerzucić moje koty na karmę, w której jedynym źródłem białka zwierzęcego są ryby. to wydaje się być jakimś tam rozwiązaniem, może nie idealnym. ryby nie mają tak rozwiniętego układu nerwowego, nie czują tak jak np krowy. nie znam lepszego wyjścia z tej sytuacji. to, że ja jestem wege, nie znaczy, że mam zmuszać do tego moje zwierzaki. nie chcę też kupować dla nich mięsa i mieć swój udział w tworzeniu popytu.
-
Aysel, oczywiście masz rację, że rośliny też są zanieczyszczone. Każdy by wolał jeść pokarm bez chemii, ale niestety to trudne do wykonania, a może nawet niewykonalne. Ekologiczne uprawy a parę km dalej fabryka. Taki jest świat i tego nie zmienimy. To cena postępu. Zwierzęta są tuczone, faszerowane hormonami wzrostu i antybiotykami, chorują i umierają w drodze do rzeźni. Przed śmiercią odczuwają strach, w ich krwi krąży hormon stresu, wiele z nich ma w sobie komórki rakowe. Dla mnie to jest wiele gorsze niż rośliny z nawozem. Pozostaje też kwestia etyki i współczucia. Jeśli mamy wybór między zanieczyszczonym mięsem i zanieczyszczonymi roślinami, to jest powód aby wybrać rośliny. Polecam film "Ziemianie" do obejrzenia tutaj: [URL]http://www.youtube.com/watch?v=gLJJGL65aEQ&oref=http%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3DgLJJGL65aEQ&has_verified=1[/URL] Film drastyczny, pokazujący jak ludzie traktują zwierzęta. Z pewnością nie dasz rady obejrzeć tego filmu. Ale może chociaż spróbuj, będziesz miała spojrzenie na sprawę z drugiej strony. Mówisz, że jedzenie mięsa w umiarkowany sposób jest ok. Dla mnie nie jest. Ale przekonałam się, że nikogo do wegetarianizmu nie można zmusić. Każdy musi znaleźć swoją własną motywację. Mi zajęło ponad 20 lat uświadomienie sobie, że nie muszę i nie chcę jeść mięsa. To była najlepsza decyzja w moim życiu. Na świecie jest coraz więcej wegetarian i wegan. To jest powolny proces, ale idzie w dobrym kierunku. Kiedyś jedliśmy tylko rośliny, później zaczęliśmy jeść mięso, teraz mamy na tyle rozwiniętą wiedzę o składnikach pokarmowych, że bez szkody możemy zrezygnować z mięsa. I liczę, że za 100, 200 czy 500 lat tak właśnie się stanie.
-
Dla mnie mięso nigdy nie będzie zdrowe. Już nie będę się rozpisywać o hormonach, antybiotykach i nowotworach u zwierząt. Ryby też nie mogą być zdrowe, skoro żyją w zanieczyszczonym środowisku. Nie zgodzę się z tym, że mięso trzeba czymś zastąpić. To jest skrót myślowy, którego sama użyłam, a chodziło mi o to, że białko zwierzęce można zastąpić białkiem roślinnym. Faktem jest, że człowiek potrzebuje pełnowartościowego białka. Główna wartość mięsa to zawarte w nim białko. I nic poza tym. To nie jest tak, że białko w mięsie jest najlepsze a roślinne jest jego gorszym zamiennikiem. I że zamiast kotleta z krowy trzeba zjeść kotlet z fasoli. Po prostu trzeba jeść odpowiednią ilość białka i każdy sobie sam decyduje czy je białko z kiełków, czy z orzechów, czy ze strączków, czy z kaszy czy z mięsa. Strączki są najlepszym roślinnym źródłem białka, ale nie jedynym. I znów mamy wybór.
-
Soja nie jest dla nikogo przymusem. Można z niej zrezygnować pod warunkiem jedzenia soczewicy, grochu, ciecierzycy, różnych odmian fasoli, czyli generalnie strączków. Zresztą, soja nie jest jakoś wybitnie zdrowa, często powoduje uczulenia. Piję mleko sojowe tylko do kawy, tofu jem okazyjne, a produktów typu kotlety sojowe nie jem wcale i żyję. Jeśli chodzi o mleko to jest też ryżowe, migdałowe, orzechowe, owsiane. Wybór zawsze jest. Wbrew pozorom jak się zostaje wege to dopiero się widzi mnogość różnych produktów. Wychodzi się poza kotleta z ziemniakami i surówką. Weganizm i wegetarianizm to tylko jedne z możliwości odżywiania, dla mnie najlepsze, z powodów zdrowotnych i etycznych. Dla kogoś innego najlepsze będzie odżywianie fast foodami albo tradycyjną kuchnią polską. Każda dieta, jak nie jest przemyślana, może powodować niedobory. Weganie po prostu MUSZĄ mieć wiedzę o żywności, żeby nie narobić sobie problemów. Złą opinię robią ludzie, którzy spróbowali być wege i po pół roku wyszły braki w diecie, więc najlepiej przeklinać niejedzenie mięsa i głosić opinie, że człowiek bez mięsa nie może żyć. Ci, co jedzą mięso, są po prostu są od niego uzależnieni. Twierdzą, że je lubią, że człowiek musi jeść mięso, że mięso daje siłę itp. Grodecka w "Zmierzchu świadomości łowcy" opisała mechanizm Uzależnienia od mięsa i porównała do innych używek. Gary Yourofsky w swoich wykładach mówi o Uzależnieniu od żółtego sera. Większość wszystkożerców pewnie nie uwierzy :) Ale najłatwiej i najwygodniej być wszystkożercą. Bo żeby się zdrowo odżywiać to trzeba się natrudzić.
-
Soja i quinoa nie są substytutami mięsa. Soja i quinoa to soja i quinoa. Można je jeść razem z mięsem. Oczywiście, że człowiek jest wszystkożerny, ale to nie znaczy, że je wszystko. No bo czemu nie jadasz np mózgów jaszczurek? Co do przejścia na wegetarianizm, zauważyłam 2 sposoby: 1. ludzie którzy nagle przestają jeść mięso, ale nie jedzą nic w zamian, czyli żyją na sałacie z marchewką. oczywiście, że po jakimś czasie odczują negatywne skutki i zwalą winę na niejedzenie mięsa. 2. ludzie, którzy świadomie wybierają zdrowy sposób odżywiania, pełnowartościowy. czyli nie myślą tylko żeby zapchać brzuch, ale układają posiłki tak, aby niczego w diecie nie brakowało. B12 jest taka witaminą, której najwięcej jest w białku zwierzęcym, ale występuje też w roślinach. wegetarianie jedzący jajka, mleko, nie muszą jej suplementować. natomiast weganom zaleca się suplementowanie, aczkolwiek nie jest to konieczne. B12 jest w fermentowanych produktach sojowych, drożdżach i glonach. Jasne, że można tak skomponować dietę, aby żadne dodatkowe suplementy nie były potrzebne. Tylko nie każdy lubi codziennie wsuwać glony. Łatwiej wziąć krople z B12. Ludzie jedzący mięso także mają niedobory, anemię, także źle się odżywiają i często lekarze zalecają im suplementację. Może ktoś mi tu powie, że mięso zastępuje wszystkie witaminy i minerały jakie są w roślinach? Wegetarianie zazwyczaj odżywiają się zdrowiej, nie jedzą śmieci i ogólnie są zdrowsi niż mięsożercy. A to, że jesteśmy wszystkożerni oznacza, że mamy wybór.
-
[quote name='bezag']Nie macie żadnych argumentów, prócz tego, że możemy gryźć i jako tako trawić mięso, ze mieśo jest człowiekowi potrzebne. Miliony wega są zdrowi i silni więc to zaprzeczenie, ze mieso jest potrzebne człowiekowi. No chyba, że ludziom na wyższym szczeblu ewolucji... Wegańska dieta musi zawierać sporo soi, soczewicy, zielonych roślin... Przede wszystkim soi i soczewicy oraz ciecierzycy. I to nie raz w tygodniu. Z soi można zrobic wszystko i smakuje podobnież do mięsa, gdyż ma smak umami.[/QUOTE] Oprócz tego quinoa (komosa ryżowa), genialne źródło białka, zawiera 9 aminokwasów (m.in lizynę) i mnóstwo innych witamin i minerałów. No i na diecie wegańskiej trzeba suplementować B12. Ale jak się chce to wszystko można. Są sportowcy-weganie. I jakoś nie narzekają na brak siły czy wypadanie włosów.
-
[quote name='Ty$ka']Do hipokrytów powinniśmy zaliczyć też wegetarian, jak się już tak wszystkiego czepiać ;). Bo jak można nazwać się miłośnikiem zwierząt, skoro skazuje się biedne kury nioski do ciągłego wysiadywania jajek czy krówki do ciągłego rozmnażania (bo mleko pojawia się tak jak u każdego ssaka: gdy urodzi małe, pominę fakt, że jak te mleko trafia na sklepowe półki, to cielątko idzie na rzeź) - toż dopiero hipokryzja! Dla mnie weganie są jak najbardziej sensowni i umiem ich zrozumieć, gdy mówią o poświęceniu czy tam miłości do zwierząt. Jednak w ustach wegetarian, jedzących też jajka, mleko czy inne produkty odzwierzęce te słowa są po prostu śmieszne. A tak poważnie... czytam od jakiś kilu tygodni ten wątek (przemilczę, że zeszłyście z tematu) i mam niezły ubaw, miałam się nie odzywać, ale nie wytrzymałam. ;) Przez pewien czas nie jadłam mięsa, ale nie nazywałam się nigdy wegetarianką (broń Boże!), po prostu nie jadłam mięsa (zrobiłam to z ciekawości, z chęci poznania nowej kuchni, zobaczenia jak to jest po tej drugiej stronie). Jednak teraz powoli przygotowuję się do tego, by przywrócić do mojej diety mięso białe, zaczęłam od delikatnych ryb. Dlaczego? Ano dlatego, że co jak co, ale mój organizm po kilku latach bycia na diecie bezmięsnej coraz głośniej się o to upomina. Najbardziej, co mnie przeraża to to, że moje gęste włosy zamieniły się w coś, co włosami nazwać nie można: wypadają mi garściami (a moja dieta była naprawdę urozmaicana). I coś, co mnie strasznie wkurza to to, że chodzę wiecznie głodna. To nic, że jadłam 15min - organizm znów upomina się o jedzenie. I to nie są tylko jakieś tam moje obserwacje, moi znajomi, którzy też nie jedzą/nie jedli mięsa też to zauważyli u siebie. Jestem niemal pewna, że wynika z tego, iż człowiek nie jest przystosowany do bycia roślinożercom - wszak taka krowa czy koza przez cały dzień coś przeżuwają, non stop coś skubią. I zupełnie zgadzam się z dziewczynami (Aysel, zostałam Twoją fanką :loveu: :lol: ), że co jak co, ale człowiekowi potrzebne jest mięso do życia. Oczywiście w nadmiarze szkodzi wszystko i to prawda, że Polacy jedzą za dużo i za tłusto, ale mięso naprawdę jest nam potrzebne. I też nie umiem pojąć, dlaczego osoba, która sama nie je mięsa, trzyma w domu zwierzęta mięsożerne - kompletna hipokryzja ;). Widzę, że dyskusja się rozwija i idealistki coraz bardziej brną w swoje przekonania. W takim razie idę po popcorn i zapas chusteczek - liczę na przednią zabawę :lol:[/QUOTE] Można być wegetarianinem i nie pić mleka ani nie jeść jajek, ani serów, ani jogurtów itp. i jednocześnie od czasu do czasu jeść czekoladę - żeby nie wyjść na hipokrytę taka osoba nie nazwie się weganinem. Samo niejedzenie mięsa jest i tak dużym krokiem w stronę poprawy losu zwierząt. Świat nie jest czarno-biały. A ludzie nie są dobrzy albo źli. Chwała tym, którzy chociaż z mięsa zrezygnowali. Co do trzymania w domu zwierząt mięsożernych - masz kota od x lat, postanawiasz zostać wege, co robisz z kotem? wyrzucasz? a bezdomnemu szczeniakowi nie pomożesz bo jest mięsożerny? Jeśli Tobie jest potrzebne mięso do życia, to je sobie jedz. Mi nie jest potrzebne więc nie jem.
-
poziom tej dyskusji jest żenujący. j0anka, jeśli Ty się w ogóle jakoś rozwijasz, to wiesz, przyjdzie taki moment w życiu, w Twoim przypadku może dopiero na starość.. zauważysz, że te wszystkie rzeczy materialne są niewiele warte, te wszystkie buty i inne dobra, piękny dom, wypasiony samochód, wszystko co masz kiedyś stracisz. może nawet jakaś głębsza myśl Ci przemknie przez głowę, określisz co jest dla Ciebie ważne w życiu i jeśli to będą buty to ok, nie marnujesz swojego życia. ja natomiast mam inne priorytety. zupełnie nie widzę sensu w przywiązywaniu się do rzeczy materialnych.
-
[quote name='j0anka'] ejj tak mi smutno ze mam tyle butów :placz: jak ja moge - ide je teraz wyrzucić, wyrzucę tez buty mojej matki ona ma tyle butów!!! ale ona jest okropna!! [/QUOTE] widzę, że buty dają Ci ogromne szczęście, ciesz się nimi póki możesz, bo do grobu ich wszystkich nie zabierzesz
-
[quote name='bezag'] Zacytuje pewną wiadomość od miesożercy: ( pisownia oryginalna) [COLOR=#000000][FONT=Times New Roman][LEFT][COLOR=#333333][FONT=lucida grande] "mózg człowieka składa się z tłuszczy zwierzących i białka zwierzacego. Jak odrzywiać mózg bez tych składników ? wg badań można żyć ale nie można być intelektualistą".[/FONT][/COLOR][/LEFT] [/FONT][/COLOR][/QUOTE] Jasne, bo Einstein, Da Vinci, Tołstoj ani Kafka nie byli intelektualistami.
-
[quote name='j0anka']noo dokładnie - masz racje - tylko czemu siedzisz w ciepłej chacie przed komputerkiem - uzywasz internetu, sikasz do kibla, myjesz sie mydłem i nosisz ciuchy? jak możesz tego uzywac? powinnas mieszkać na syberii w zgodzie z natura, w dziczy - aby byc zgodnie ze swoimi przekonaniami - bo jesli jest inaczej to ty jestes hipokrytka. :)[/QUOTE] rozumiesz co to znaczy NADMIAR? owszem, siedzę w domu, mam komputer, używam go do pracy i do rozrywki, mam też tylko kilka podstawowych mebli i kilka ubrań, nie gromadzę rzeczy, mam tyle ile potrzebuję i nie więcej. nie kupuję niepotrzebnych rzeczy tylko dlatego że są w promocji. jak czegoś już nie potrzebuję to oddaję innym, nie trzymam "bo może się przyda". moje przekonania nie dotyczą życia w szałasie i cofnięcia się do średniowiecza. w moim mieszkaniu jest bardziej pusto niż pełno, co sprawia że mam przestrzeń życiową i nie czuję się przytłoczona zbędnymi przedmiotami. ile razy kupiłaś coś bo było ładne/tanie/bo może się przyda ale nie wiadomo do czego? ile masz par butów? bo ja 3, zimowe, letnie i do biegania. więcej nie potrzebuję. to nie ma nic wspólnego z życiem w dziczy na syberii. odmawianie sobie wszystkiego i gromadzenie są szkodliwymi skrajnościami.
-
[quote name='bezag']Niewiele to się rózni od ferm futrzarskich czy rzeźni, gdzie ogłuszanie za pomoca pistoletu jest rzadkie. Zwierzęta odczuwają strach tak samo jak ludzie, ponadto nie wiedzą dlaczego to się dzieje. Najabrdziej sponiewieranymi zwierzetami są świnki i ptactwo. Świnki( będę nazywać je zdrobniale, bo je kocham, tak samo jak pieski czy kotki) są inteligentniejsze od psów, a ludzie uważaja je za głupie bo kąpią się w błodzie. Ptaki nie są tak inteligentne, ale w odczuwaniu bólu nie chodzi o inteligencję. Większość ludzi jest głupia, ale ból tak samo odczuwa. Szanowanie życia, jak wartość samą w sobie nie jest niedorzeczna ani nierealna. Mnóstwo ludzi uważa podobnie jak ja, ale przez konsumetów są nazywani dziwaki, bo myślą samodzielnie. Świat konsupcjonizmu został idealnie przedstawiony w książce/filmie Atlas Chmur. Zaraz będzie to tylko fikcja, ale dlaczego nie czerpać z prostego źródła, przystępnego dla każdego człowieka? Ludzie wolą wierzyc w batmana niż to co jest realne, ale wymaga ciężkiej, współnej pracy? Bo superbohater jest całkowicie nierealny. Dla większości wegetarian wystarczy świadomość bólu zwierząt. jednakże ludziom jest obojętne to co niedotyczy ich. Tak samo traktujemy sprawę ubóstwa w Afryce czy Azji. Wiemy o tym, ale to przecież daleko i co możemy poradzić. Ich bieda jest spowodowana naszym dobrobytem.[/QUOTE] Dla mnie też nie ma różnicy między psem, kotem, krową, kurą czy świnką. Jedni jedzą krowy, inni jedzą psy, jeszcze inni robaki. Polscy miłośnicy psów wsuwają krowę ale przecież to nie krowa tylko wołowina - towar w sklepie na wagę. A "wegetarianie" jedzący ryby i drób? Bo przecież ryba "żyje mniej" niż krowa czy świnka. Hipokryci. Amatorom mięsa zawsze polecam film "Ziemianie". Jeszcze żaden nie chciał obejrzeć. Łatwiej kupić w sklepie kilogram zwłok zwierzęcych niż obejrzeć cały proces "produkcji". W ogóle uważam, że ludzkość utknęła w błędnym kole kupowania, gromadzenia, zachłanności i pozyskiwania korzyści z cierpienia innych istot. kilkadziesiąt par butów, szafy pełne ubrań i lodówki pełne mięsa, serów i coli żeby to wszystko strawić. A tymczasem do szczęścia nadmiar dóbr materialnych nie jest potrzebny.
-
Na mojej ulicy mieszka jeden facet, pasjonat myślistwa. Ciągle chodzi w takiej czapeczce z piórkiem, gustuje w skórzanych ubraniach. Zawsze towarzyszy mu jamnik bez smyczy. Jak go widzę, jego sposób poruszania się, wygląd, przychodzi mi do głowy tylko jedno określenie: morderca. Nie ma usprawiedliwienia do zabijania zwierząt, z wyjątkiem ciężko chorych (wścieklizna itp). Mordercą jest każdy myśliwy i każdy pracownik rzeźni. A ludzie, którzy jedzą mięso są chodzącymi grobami ciał zamordowanych zwierząt. Zwłoki powinno się zakopywać w ziemi, a nie ćwiartować i jeść. Czasem mnie obrzydzenie bierze jak pomyślę na jakim świecie muszę żyć. Wiecie co Chińczycy robią z psami i kotami? [COLOR=#666666][FONT=Lucida Grande]Wyciągane z klatek są metalowymi szczypcami lub chwytem za tylną nogę. I tak oto zaczyna się męka – w zależności od zapotrzebowania na skórę psy i koty są albo żywcem wrzucane do gotowania albo też przystępuje się do ściągania z nich skóry żywcem.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#666666][FONT=Lucida Grande]Psy są pałowane, bo w wyobrażeniu Chińczyków dzięki temu mięso będzie bardziej kruche, skóra z nich ściągana jest podczas gdy one ciągle żyją nie tylko dlatego, że podobno wtedy „lepiej” schodzi”.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#666666][FONT=Lucida Grande]Chińczycy „wierzą” bowiem, że cierpienie wydobywa smak psiego mięsa. Pokazuje to tylko ich zwyrodnialstwo i okrucieństwo – doskonale zdają sobie sprawę z bólu zadawanego tych zwierzętom.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#666666][FONT=Lucida Grande]Pałowanie, skalowanie, rzucanie głową o ziemię, kopanie, przyduszanie odbywa się na oczach tłumów, są wśród tego tłumu dzieci[B],[/B] kobiety – nie widać w nich zbytniego przerażenia czy też oburzenia.[/FONT][/COLOR] [COLOR=#666666][FONT=Lucida Grande]Czasem psy są wieszane na metalowych hakach poprzez wbicie haka w szczękę (cały czas wtedy żyją).[/FONT][/COLOR]
-
[quote name='Brezyl']Nie jestem z Warszawy, ale miałam nadzieję, że w tak dużym mieście bez problemu można znależć chopo. Co do "Kakadu" nie dziwi mnie to, czas kiedy tą firmę prowadzili pasjonaci i takich zatrudniali minęły i to się nie wróci. Natomiast co do postu Maron86, czasami chopo można dostać w Dog Games w Szczecinie, jeżeli nie ma ich na ich stronach internetowych, można się zapytać kiedy maja dostawę. Mnie sprowadzili trzy abym mogła wybrać najlepszy dla mojego psa.[/QUOTE] Bo Warszawa taka jest, z jednej strony biurowce i centra handlowe, a z drugiej bezdomni, pijacy i grożące zawaleniem kamienice. Mieszkam tu 6 lat i zawsze mam problem z zakupami. Głupia tendencja, wszystko się przenosi do centrów handlowych a branżowych sklepów nie widać. Pasmanteria czy zwykły niemarkowy obuwniczy - zapomnij. Albo buda na bazarze albo centrum handlowe z cenami 3 razy większymi. W zoologach panie pierwszy raz słyszały o kagańcach fizjologicznych. Tutaj liczy się albo bardzo niska cena dla plebsu, albo wybajerzone złote z cekinami dla bogaczy. Reszta normalnych ludzi kupuje przez internet :/ Sorki jak jakiś Warszawiak poczuje się urażony. Takie są moje obserwacje z tego miasta. Jest po prostu ogromna przepaść.
-
Jak w tytule, szukam gospodarstwa agroturystycznego, a najlepiej jakiejś wiochy zabitej dechami pośród pól i lasów. Może być bez wygód, pokój dla 1 osoby z psem. Względnie mogę zapłacić za 2-osobowy żeby mieć pokój dla siebie. Wyjazd krótkoterminowy 3-4 dni. Zależy mi na tym, żeby pies mógł biegać luzem i spać ze mną w pokoju (a nie na dworze ;)) Mile widziane prawdziwe zwierzęta gospodarskie czyli kury, konie, krowy (+mleko świeżo wydojone :)) natomiast żadne strusie i inne wynalazki, baseny, korty tenisowe mnie nie interesują. Najlepiej woj. mazowieckie. Kto zna? Kto poleci? :)
-
w sumie 2 miesiące mogę się wstrzymać, ona jakoś powoli rośnie więc już pewnie dużo więcej w pysku nie będzie miała. zatem za 2 mies zgłoszę się z tym samym problemem :) wtedy pudel już może być za ciasny
-
Myślałam o tym rozmiarze, długość 7,5 jest w sam raz, ale szerokość 9cm i wysokość 10cm to mi się wydaje za dużo. Nawet jak się dognie to i tak będzie wieelki. Lola na u nasady pyska 6cm i dalej jej się mocno zwęża, przy nosie ma szczuplutki pychol. Mordka taka trójkątna. Zamierzam jej kaganiec zakładać od czasu do czasu, np w lesie lub u weterynarza jeśli zajdzie konieczność. Autobusami nie jeździmy ale w życiu różnie bywa i wolę mieć psa zapoznanego z kagańcem, żeby problemów nie było :)
-
Odkąd śpię z moim psem zauważyłam, że szybciej nawiązała się między nami więź. Lola przyjechała do mnie w grudniu 2012, no nie oszukujmy się, ale ja byłam dla niej obcym człowiekiem a ona dla mnie obcym psem. Relacje były poprawne ale przecież musi minąć trochę czasu żeby się poznać i polubić. I właśnie odkąd zaczęła spać przytulona do mnie zauważyłam, że uważniej mnie obserwuje i słucha, na spacerach mnie pilnowała i ogólnie zrobił się z niej "mój" pies. Spała ze mną całe noce, teraz już trochę zaczyna łazić w nocy. Myślę, że możliwość wspólnego spania dała jej większe poczucie bezpieczeństwa. Nie bardzo rozumiem ludzi, którzy przynoszą do domu szczeniaka i na noc zamykają go samego w osobnym pokoju, w klatce.
-
[quote name='Maron86'] @EDIT Pisalam akurat razem z Pania :P Jak dla mnie nie oplaca sie kupowac CHOPo zanim pies nie przestanie rosnac. Pozniej bedzie szkoda kupowac znow 2gi kaganiec 'bo w ten jeszcze sie upchnie', a ogolnie to tylko uzywany okazjonalnie ;)[/QUOTE] Chciałam najpierw kupić plastikowy, ale okazało się że te ładniejsze są drogie a te tanie są koszmarnie brzydkie :) w pobliskim zoologu kaganiec plastikowy ponad 20zł. wolę dołożyć i kupić fizjologa. Zresztą, mam taki sposób na wszystkie rzeczy, z których mi pies wyrasta: oddaję albo na bazarek albo do zaprzyjaźnionej fundacji. Może mało opłacalne, ale wierzę, że dobro wraca ;)
-
Wstawiam zdjęcie. Zwierz nie podobny do żadnej rasy. 100% kundel. Ma 5 miesięcy i nie wiem ile jeszcze urośnie :( ale do kagańca chcę przyzwyczajać już teraz. Najwyżej z czasem wymienię na większy. Szukałam tych kagańców wszędzie, no nie ma. Podobno gdzieś na ursynowie jakiś sklep ma kilka sztuk, nie zamawiają więcej, nie mają wszystkich rozmiarów. Nie opłaca mi się jechać na drugi koniec miasta, żeby zobaczyć za duże rozmiary. Brezyl, znasz taki sklep to mi powiedz gdzie. Ja byłam w kilku okolicznych zoologach, pytałam czy nie mogą mi ściągnąć z hurtowni, pytałam też w kakadu, wstyd bo obsługa nie wiedziała co to... jeden gdzieś coś słyszał ale na oczy nie widział [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/attachment.php?attachmentid=10567&d=1361558353[/IMG]
-
Ja też potrzebuję pomocy w doborze rozmiaru kagańca. Niestety pisałam do 3 sklepów i każdy mi odpisuje w jaki sposób mam zmierzyć psa. Wiem jak zmierzyć, już zmierzyłam! A dalej nie mogę dobrać. Odpisali mi, że albo jamnik/pudel, albo sznaucer mini suka, albo spaniel/foxterier. Pff! dalej nie wiem KTÓRY będzie dobry. Może ktoś z Was mi pomoże? Wymiary Loli: długość pyska 6cm szerokość pyska w najszerszym miejscu 6cm wysokość przy zamkniętym pysku 5cm obstawiam jamnik/pudel suka ale nie wiem czy nie będzie za mały, ma tylko 1cm więcej długości, za to już jamnik pies ma aż 3,5cm więcej długości
-
[quote name='Diana S']Tego wczesniej nie napisalaś, a jakze obrazowo, [B]tak mu przyje*bał końcem skórzanej smyczy, że aż mnie zabolało.[/B] [B]kojarzycie ten świst przy uderzeniu? brrrr... [/B] i do tego sie odnioslam.... jednoczesnie piszac, co wyzej sama napisalam, czego Ty wczesniej nie opisalaś....[/QUOTE] Co innego widzieć z daleka jak ktoś bije psa, a co innego z odległości 1m widzieć i słyszeć jak skórzana smycz odbija się od skóry amstaffa. To na prawdę przyjemne nie jest i naprawdę nie bardzo miałam jak zareagować. Odreagowałam więc opisując to przeżycie tutaj. Nie spodziewałam się, że mu tak nagle przywali. Skupiałam się na tym, żeby ich bezpiecznie minąć. A dobija mnie fakt, co zauważyłam po czasie, że ten amstaff prawdopodobnie wysyłał mojemu psu sygnał uspokajający, za co oberwał. Jak się mijaliśmy to zatrzymał się i zaczął wąchać trawę. Nie skojarzyłam tego wcześniej. Często obserwuję jak Lola spotyka inne psy, potrafi się bardzo dobrze porozumiewać. Amstaff ma pana-idiotę, który prędzej czy później oduczy go tej sztuki.
-
[quote name='Diana S']Hey, hey piszesz tak obrazowo, jak psa bolalo, Ciebie nie bolalo Hey, hey, jak to widzials? Nie zwrocilas uwagi, wiec po co to piszesz?.... JA nic nie kojarze, bo nie dostalam tak, jak piszesz, a jakbym to widziala od razu bym zaregowala, i w dupie to mam, co by mnie zabolalo... Ty za to piszesz, bo piszesz i wkurza mnie to... z calym szacunkiem... ale ja bym ta nie potrafila jak Ty , nie zaregowac, przejsc do porzadku dziennego i opisac to, tutaj, jak to widzialas i nic nie zrobilas...........................................[/QUOTE] Nie zareagowałam, bo szłam z moją 5-miesięczną suczką. Mijaliśmy ich. Nie będę narażać mojego psa. Tamte psy były bez kagańców, były pewnie wielokrotnie bite, kto wie czy nie szkolone do walki. Dresy lubią sobie popatrzeć jak się psy gryzą. Moja Lola nie miałaby szans z 2 amstaffami. A ja nie miałabym szans z tym dresem. Była godz 18 więc już ciemnawo, uliczka pusta. Taka odważna jesteś, nie bałabyś się że koleś wyciągnie nóż? Że jest pod wpływem narkotyków? Że skoro bije psa tak mocno to jest nabuzowany i tylko szuka zaczepki? Niby co miałam zrobić, zwrócić uwagę a potem uciekać ze szczeniakiem na smyczy? Okolica pusta, nikt by mi nie pomógł. Sorry mam jeszcze instynkt samozachowawczy.
-
wczoraj widziałam jak pewien "pan w dresie" prowadził 2 psy - chyba amstaffy, albo inne podobne. jeden z nich zatrzymał się i powąchał sobie trawkę, zamiast dotrzymywać kroku swojemu "panu w dresie". tak mu przyje*bał końcem skórzanej smyczy, że aż mnie zabolało. kojarzycie ten świst przy uderzeniu? brrrr... nie zwróciłam uwagi, bo bałam się że też dostanę :roll: