-
Posts
320 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Tessi&Tola
-
Polecam książkę "Filozof i wilk" - dowiedziałam się z niej między innymi, że: a) jeśli nie masz IQ na poziomie filozofa z Oxfordu, b) nie możesz spędzać ze swoim wilkiem 24h na dobę c) nie uprawiasz czynnie sportu na poziomie niemal zawodowym d) nie masz doświadczenia od małego z wychowaniem groźnych ras psów e) nie masz amerykańskiej ponadprzeciętnej pensji ... to nie masz predyspozycji do posiadania wilka. Nawet jeśli przeczytałeś "Białego kła" Londona. :mad:
-
motyleqq - nie wiem jaki masz kantarek, ale ja mam inny - w moim pies nie może ugryźć, sprawdzałam na kiełbasie - nie był w stanie otworzyć pyska by ją wziąć w zęby, więc psa też nie złapie, ani niczego innego... może masz słabszy uchwyt od mojego?
-
nie, czytelnictwo kuleje - teraz rządzi internet przykro mi, nie mam tej książki i ... nie żałuję:eviltong:
-
no, chyba że się potknie :eviltong:
-
Jako właścicielka mieszańca - zgadzam się z Martens. Mieszaniec to mieszaniec, żadna rasa - dlatego też moje psy wysterylizowałam, bo uważam, że psów nie rasowych rozmnażać nie należy.
-
kantarek nie udaje kagańca, kantarek pełni jego rolę gdy pies jest na smyczy, ponieważ napięta smycz oznacza zaciśnięty kantarek na pysku psa, który nie tylko nie może ugryźć, ale nawet zaszczekać w takim momencie - pies może ugryźć jeśli nie jest na smyczy, to jak najbardziej - w poście było wyraźnie napisane: pies jest na smyczy (moje psy nigdy nie biegają luzem po parkach czy innych miejscach publicznych - od tego mają swoje pola) motyleqq - czytać dokładnie proszę :angryy:
-
Chiquitta - w sumie jak się rozkręcisz, to wagowo może dojdziesz do poziomu dogowatego szczenięcia:eviltong: 3 czy 4 to już w sumie niewielka różnica :cool3:
-
Ja zaadoptowałam na potrzeby psów komórkę przy garażu - latem mają ją całą dla siebie (2x3m), co jest plusem, bo nie jest tak gorąco, zimą dzielą ją z meblami ogrodowymi. Wydzielam im wówczas budkę (2x1,5m) - na spód dostają deski, potem styropian 10 cm, potem znowu deski, żeby dziur w nim nie porobiły a potem wyściółka czyli słoma i liście z lipy (sąsiedzi mają ogromne drzewo, więc nigdy nam nie brakuje). Wyściółki zawsze jest na tyle dużo, by mogły sobie porobić w niej naturalne jamy - do tej pory nie marzły. Oczywiście mają zawsze możliwość wybiegania się, gdyby trzeba było się rozruszać trochę.
-
Jeśli chodzi o mnie: wolę obejrzeć Cezara niż Victorię w gestapowskich oficerkach. I to tyle, oba programy służą mi raczej do nazwania pewnych problemów i przygotowania się na ewentualność ich spotkania, niż jako przepis na tychże problemów rozwiązanie. Superniani nie oglądam, bo nie lubię zaglądać do cudzych domów, a poza tym uważam, że dziecko to jednak istota zbyt skomplikowana, by traktować ją tak przedmiotowo. Psem kieruje instynkt i conieco rozumu, dzieckiem rozum i conieco instynktu. Kto tego nie wie, ten albo nie ma psa, albo dziecka. W przypadku dziecka i psa natomiast podstawą jest zawsze to samo: rutyna, rutyna, rutyna... Ona daje poczucie bezpieczeństwa, a z tego bierze się spokój niezbędny do właściwego rozwoju. A co do moich metod szkoleniowych: nie używam kolczatki, w moim przypadku świetnie sprawdzają się kantarki, które są dwufunkcyjne, gdyż mogą również pełnić rolę kagańca (jeśli mam psa na smyczy). Nie używam również klikera, ale chętnie korzystam z udogodnienia jakim jest elektroniczna obroża treningowa. Na początku była ustawiona na wibracje i dźwięk, teraz już mam sam dźwięk. Sprawdza się idealnie, gdy do mojej córki przychodzą goście - 2 i 3 latki. Mogę wtedy skarcić psy, gdy próbują nawiązać zbyt bliski kontakt. Jest to oczywiście powiązane z komendą głosową i mam nadzieję, że za kilka miesięcy, wystarczy sama komenda - używam obroży od 3 miesięcy. Przez pewien czas używałam również elektronicznego pastucha, by psy nie podkopywały ogrodzenia - działało. Szybko nauczyły się, że sygnał ostrzegawczy to nie przelewki i nie podchodziły do płotu. Teraz już są po sterylizacji, więc problem ucieczek się skończył. Obowiązkowo mam przy sobie coś smacznego, gdy idziemy na rower - na polach często można spotkać sarnę lub zająca, więc muszą mieć mocną motywację by wrócić - tym bardziej, że są dwa i jeden drugiego nakręca. I to tyle z moich akcesoriów szkoleniowych.
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Tessi&Tola replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Najpierw nie w temacie - sterylizować psy, jeśli nie są hodowlane, czyli przeznaczone do rozrodu. W przeciwnym wypadku historia jak w przypadku moich dwóch obecnych suk: poznali się młodzi, on miał doga de bordeaux, ona owczarka podhalańskiego - oba niewykastrowane. Zamieszkali ze sobą, więc psy oczywiście też. Nie chcieli zabiegu, bo jak to tak psy skrzywdzić można? Przecież się upilnuje... jakoś. Oczywiście się nie upilnowało, suka urodziła 8 (!) szczeniaków, Państwo niewiele myśląc uśpili od razu 6 (!!!) - podobno pani weterynarz stwierdziła, że ona nie da rady takich byczków wykarmić. Po usłyszeniu tej historii nóż mi się w kieszeni otworzył i odkupiłam od nich pozostałe dwa. Jaka strata - widać po zdjęciu, ale na pewno mioty tam jeszcze będą, bo nie sądzę, by młodzi zmądrzeli. A z najdziwniejszych komentarzy: Non stop na spacerach słyszę pytanie o rasę i raz zdarzyło się tak: - Jaka to rasa? - Mieszańce, proszę Pana. - Jasne mieszańce, przecież widać, że identyczne... - Bo to siostry! - Taaa, pewnie drogie bardzo i nie chce Pani powiedzieć. Ale ja głupi nie jestem, sam znajdę... -
Ejre, zgadzam się - nie na każdego psa działa to samo. Chociaż, jeśli jest szansa, by pies zajął się parasolem, to chyba warto ją wykorzystać - lepsze to niż zajęcie się innym psem zawsze.
-
Chiquita&DeeDee - cieszę się, że wreszcie się zrozumiałyśmy:) Rozumiem Twój problem, bo sama czekałam 10 lat na to, żeby wziąć dwa duże psy. Dopóki nie wyprowadziliśmy się z mieszkania na ostatnim piętrze do domu z ogrodem, również nie było to możliwe. Chociaż znam takich ludzi, którzy dzielą z dogiem kawalerkę i twierdzą, że można:) ja sobie nie wyobrażam, bym mogła tak funkcjonować.
-
Hmm... to tak jakby zaprosić gości na wesele, rodzinę pani młodej posadzić w osobnej sali, a rodzinę młodego w osobnej sali, bo przecież zasada jest taka, że teściowie się nie lubią... A młodzi niech kursują pomiędzy jednymi a drugimi i udają, że jesteśmy szczęśliwą rodziną:)
-
[QUOTE=Handzia55;W trakcie szamotaniny, przypadkowo, otworzył mi się automatyczny parasol i napastnik uciekł jak oparzony. Póżniej kilka razy wypróbowałam ten sposób, takich nieciekawych sytuacjach. Handzia - patent z parasolem bardzo dobry, na duże psy jak najbardziej polecam, dodatkowo może być pęk kluczy rzucony o ziemię tuż obok napastnika, szklana butelka z wodą rozbita obok psa,gwizdek, klakson, wrzask (niskim tonem, warknięcie) jeśli masz donośny głos, zasłonięcie psa sobą (jeśli jesteś postury, która może "zastanowić" napastnika), psiknięcie dezodorantem w pysk (dlaczego zaraz gaz?) - właściwie wszystko tylko nie branie psa na ręce - z moich doświadczeń z dużymi rasami wynika jedno: jeśli atakują małe zwierzę, a ktoś je bierze to na ręce to, po pierwsze, pokazuje dodatkowo słabość atakowanego obiektu (bo czy ktoś bierze groźnego napastnika na ręce?) a po drugie: zajmuje swoje ręce, którymi mógłby osłonić słabszego. Zwykle kończy się przewróceniem człowieka, który trzyma takiego psa, w najgorszym przypadku również pogryzieniem (ale to już ostateczność i naprawdę przypadki patologiczne). Dlatego nadal uważam, branie małego psa na ręce - najgorsza z możliwych opcji. Nie mam nic przeciwko właścicielom małych psów, a opinia, że ja, jako właścicielka dużego psa przejmuję się mniej jest, delikatnie mówiąc, krzywdząca, z tego powodu, że mi grożą poważne konsekwencje w przypadku niewłaściwego wychowania pupila - od wysokiej grzywny, po zabranie psa, poprzez jego uśpienie, nawet do kary więzienia, więc przepraszam bardzo, ale nie oznacza to, że ja traktuję małe psy jak "podrasę" tylko wymagam tego samego co ty Chiquita&DeeDee - szacunku dla mojego wyboru. Z obu stron spotykam się z ludźmi, którzy nie rozumieją odpowiedzialności jaką na siebie wzięli: z właścicielami dużych psów, którzy lekceważą objawy ich agresji, oraz z właścicielami małych psów, którzy uważają, że ich psów problem agresji nie dotyczy, bo co one mogą? Twój ostatni post wskazywał na to, że podzielasz moje zdanie, ale chyba jednak nie zrozumiałyśmy się dokładnie.
-
Rzeczywiście, może to jakaś zasada psia jest, że im jaśniejszy tym mniej się brudzi? Ja swoje kąpie tak co 5 miesięcy mniej więcej - na wiosnę, na zimę i jak się opaskudzą w czymś nadzwyczaj śmierdzącym, ale przyznam... przez dwa lata raz tylko im się zdarzyło ubrudzić z premedytacją, w kupie świeżo skoszonej trawy, na zielono:) nie pachniało brzydko, ale domyć zielonego psa - masakra! PS. dlaczego moje dziecko tak nie ma?!
-
motyleqq - no cóż, zdarza się, nie każdemu się podoba to samo:) życzę powodzenia z terierami zatem!
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Leaa - ja bym dała już staruszce spokój, przeprowadzka a do tego nowy w stadzie, to może być za dużo dla starszej znerwicowanej pani:) Ewentualnie, jeśli już marzy Ci się wataha, to od razu weź dwa młode psy, najlepiej takie które już się znają i potrafią ze sobą żyć - starsza suka będzie musiała zaakceptować sytuację... bo Ty jej pokażesz, że inaczej się nie da!
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
motyleqq - a ja tam myślę, że dobry pinczer średni nie byłby zły dla Ciebie:) wagowo odpowiada, gabarytowo do domu w sam raz, sierść krótka a więc łatwa w pielęgnacji, charakter ma mocny i łatwo nawyków nie przejmie (chyba, że mu się to opłaci;)), uwielbia się ruszać, uwielbia swoją rodzinę, świetnie stróżuje, mało choruje, pod kocykiem zimę chętnie spędzi... ideał niemalże - prawie jak moje dogowate;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Chiquita@DeeDee - nie powiedziałabym większość psiarzy ale " wielu właścicieli psów" - wg mnie zdecydowana różnica;) Wg mojego doświadczenia najgorsze są starsze panie z małymi pieskami, kulturalni właściciele małych psów niestety zdarzają się bardzo rzadko - cieszę się, że jako właścicielka maluchów dostrzegasz problem i go nie lekceważysz, ale rozumiesz:)
-
Jako właścicielka dwóch dużych psów jestem przerażona historiami, które tu przeczytałam:( Moje suki też nie lubią małych psów, głównie dlatego, że najczęściej zostają przez nie "zajazgotane" na powitanie, ale nigdy nie zdarzyło mi się, by ich niechęć przeniosła się z psa na właściciela. Mam co prawda ten komfort, że 500 m od mojego domu zaczynają się już polne drogi i tam mogę je spuścić ze smyczy, by się wybiegały, ale i wówczas mam oczy dookoła głowy. Z tego pola korzystać mogą przecież wszyscy. Wśród ludzi, na ulicy suki chodzą zawsze w kantarkach i na krótkiej smyczy. Gdy małe psy są spokojne moje zupełnie je lekceważą, ale gdy zaczynają szczekać i rzucać się na swoich 5 metrowych smyczach linkach, co oznacza dla mojego psa, że są same (bo dlaczego nie słychać głosu właściciela, który kazałby im się uspokoić?) i "podskakują", żarty się kończą. Przykro mi to mówić, ale jestem pewna, że gdybym dała im okazję, to taki szczekacz marnie by skończył. Nie uważam, że jest to moja wina - psy wychowane jako obronne i stróżujące po prostu nie znoszą takich akcji i bez nadzoru właściciela mogą nawet zabić takiego awanturnika. Nie jest to sprawiedliwe, że ode mnie oczekuje się psa idealnie wychowanego, który najlepiej gdyby w ogóle zapomniał jak się szczeka o bieganiu i skakaniu nawet nie wspominając, a wszystkie pieski mniejsze od kota zupełnie się do zasad tresury stosować nie muszą. Dla odparcia ataku, który zaraz zapewne spadnie na moją głowę: psy są po szkoleniu z posłuszeństwa, nauczone nie ujadać w nocy, codziennie wyprowadzane na spacer i kochane - nie wychowałam potworów! Nie twierdzę tu również, że wszystkie małe psy są fatalnie wychowane, ale z moich doświadczeń wynika, że niestety zdecydowanie więcej niż powinno. Aha, i jeszcze jedno - gdy duży pies atakuje, absolutnie nie bierzcie małego psa na ręce! Nie krzyczcie na psa ani na właściciela! A od wyprowadzania psów są dorośli a nie dzieci! Wiem, że łatwo mówić - ale skoro pytacie to mówię... Aha, w przypadku moich psów najlepszą metodą na rozładowanie potencjalnej agresji jest ignor - tj. obrócenie się bokiem lub tyłem i zupełne lekceważenie. Działa w przypadku listonosza i kuriera. Już się nauczyli, że po zadzwonieniu do mojej furtki najlepiej stanąć sobie lekko boczkiem i wtedy pies cichnie. A już na pewno nie jest dobrym sposobem patrzenie psu w oczy z uśmiechem - tak agresji nie rozładujecie, a spotkałam się już z takimi próbami, nie wiedzieć czemu podejmowane były przez właścicielki małych piesków...
-
Walka wymaga energii, mają jej widać za dużo skoro raz dziennie muszą rozładować. Kastracja owszem, to podstawa, ale oprócz tego proponuję codziennie rano spacer przy rowerze - godzinny truchcik i zapewniam, że będą spokojniejsze - u mnie przynajmniej się sprawdza. A jak nie wystarczy rano, to mamy jeszcze wieczór;)
-
Cześć, 35 stron wątku - wybaczcie nie będę czytać wszystkiego i pójdę na skróty - czy ktoś ma namiar na dobry punkt w Opolu?
-
Mój pies zabił kota...już nie wiem co robić, pomóżcie!!!
Tessi&Tola replied to AniaDre's topic in Koty
Cześć, jestem ciekawa jak zakończyła się historia AniDre - czy ktoś może to wie? Poniżej moja historia - uwaga, nie dla wielbicieli kotów o słabych nerwach! Sama mam podobny problem tylko razy dwa i razy cztery... tj mam dwie suki (mieszańce owczarka podhalańskiego i doga de bordeaux), które aktualnie mają na swoim koncie cztery zabójstwa kotów. Wszystkie koty zginęły na moim terenie. Psy pełnią rolę psów stróżujących, tj. nie mam możliwości ich stałego kontrolowania. Nie są agresywne poza ogrodzeniem, podczas codziennych spacerów i jazdy na rowerze nie sprawiają szczególnych problemów, nie więcej niż inne psy - tj. czasem mają ochotę na kupę nie tam, gdzie trzeba:). U siebie nie tolerują innych zwierząt, absolutnie żadnych, od kreta począwszy na kotach skończywszy. Polują, szczególnie Tessi wystawia się jak pointer i czeka na reakcję towarzyszki, Tola szczeka. Nie są okrutne, załatwiają sprawę jednym kłapnięciem pyska po czym przynoszą zdobycz na próg. Psy lubią, ale na własnym terenie atakują - szczególnie te małe. Na "ziemi niczyjej" są w stanie nawiązać zabawę z przedstawicielami własnego gatunku, ale muszą być to duże zwierzęta. Małe je drażnią i nie potrafią się z nimi bawić. Dodam, że problem zaostrza się w stadzie - tj. po rozdzieleniu nie są już tak zadziorne i ich reakcje stają się bardziej zrównoważone. Ponieważ mieszkam na obrzeżach miasta, mam w okolicy mnóstwo bezdomnych i wałęsająch się kotów. Moi sąsiedzi zajmują się produkcją tych nieszczęść, ponieważ nie sterylizują swojego stada, które w naturalny sposób wciąż się powiększa. Wygląda więc na to, że mój problem raczej nie skończy się z powodu braku kotów. Moge tylko liczyć na to, że w którymś pokoleniu wykształcą w sobie gen zakazujący im wejścia za mój płot... ale to słaba pociecha. Dlatego jestem ciekawa - czy ktoś z Was miał podobny problem i zdołał go rozwiązać???