-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
Ciociu, same tylko rachunki za badania i leczenie Loni to w tej chwili koszt 890zł. Od Fundacji dostałam zwrot na kwotę 390 zł. Wczoraj wysłałam do Fundacji rachunek za operację (300zł) i kopię wcześniejszego, który się zagubił, na kwotę 200zł. Nie rozliczam jedzonka, taksówki, ziól i innych wydatków typu odpchlenie, czy krople do oczu - bo na ten cel przeznaczam pieniążki otrzymane bezpośrednio do mnie, czyli 231zł. Jeśli coś robię niewlaściwie, to proszę o korektę, bo to mój debiut i niewykluczone że robię błędy...
-
Lonia coraz mniej interesuje się brzuszkiem. W nocy była tylko jedna akcja, W południe na spacerek już całkiem żwawo biegła przed siebie machając ogonkiem. Nie tak, jak do tej pory. Szybkie kucnięcie i szybki obrót w kierunku domu z trzęsionką i błaganiem w oczach włącznie. Jak dobrze, że w dzień, w słońcu jeszcze jest tak cieplutko. Dzisiaj już nie daję jej tabletek p/bólowych. Tylko brzuszek mnie niepokoi. W jednym miejscu, na samym dole jest spore zgrubienie, Nie jestem pewna, czy było wcześniej, może nie tak duże, może nie zauważyłam. Oby wszystko było w porządku... B-b - jak zwykle wiernie nas podpatruje i podtrzymuje na duchu... Anica - mocno trzymam za Jasię!!! Irysku - dziękuję za chęć pomocy, mam nadzieję, że wkrótce wszystkie ubranka pójdą precz!
-
Cudownie! Oby z tej szansy wykluło się coś realnego, najlepszego....i to szybko.
-
Chora, cierpiąca jamniczka szczęśliwa we własnym domu! Dziękujemy!
Figunia replied to caromina's topic in Już w nowym domu
Z niepokojem zaglądam do Was, dziewczyny. Oby wyniki były dobre. A jeśli nie za bardzo, to choć żeby leczenie już było skuteczne, żebyście mogły Obie odetchnąć. -
Cicho u Leonka. A może jest już poza schronem????
-
Oj tak, to prawie tak, jak z dzieckiem. Nie zawsze można po dobroci (choć tak być powinno). Lonusia dostała dzisiaj ostatni raz antybiotyk. Kochany doktor nic nie wziął za te zastrzyki, a jeszcze poproszony o obejrzenie brzusia stwierdził, że w jednym miejscu jest zbyt różowy, popsikał cały szew lekiem (sreberko). Zdjęcie szwów zalecił dr Szczypka za 10-14 dni od operacji. Myślę, że odczekam te 14 dni, bo nie sądzę by wszystko było ładnie zagojone do przyszłej niedzieli. Mam nadzieję, że doktor Szczypka na zdjęcie szwów swojej pacjentki już znajdzie czas bez problemu...no i będę prosić o pobranie krwi do badań - sam to sugeruje. Tylko nie wiem, w jakich godzinach doktor pobiera krew i czy będę musiała sama ją zawieźć do laboratorium, czy robi to doktor. Po zastrzyku robiłyśmy zakupy (nareszcie...) a potem powrót przez park. Lonia tak cieszyła się słońcem,trawką, oczywiście od razu chciała bawić się kamykami ale nie pozwoliłam, bo kopiąc ziemię, mogłaby zabrudzić brzuszek. Widać było, jak bardzo brakowało jej spacerów i zabawy.
-
Strasznie mi wstyd, ale w nocy tak się na nią wydarłam, że hej... Zbudziło mnie jej ciamkanie, no i nerwy mi puściły - wylazła jędza baba ze mnie...nawet kilka razy walnęłam ręką w miejsce obok jej tyłeczka - krzycząc, że nie wolno się lizać...Za chwilę okazało się, że ubranko było na miejscu, a lizała nóżkę, może też brzuszek, ale przez materiał...Jedyny plus w tym wszystkim, że już leżałą jak trusia i do rana nie było żadnych pobudek... Jeszcze rano Lonia była nieco na mnie obrażona i patrzyła podejrzliwie, ale szybko jej przeszło. Czuje się coraz lepiej. Niedawno przez kilka minut bawiłyśmy się piłeczką... Sama wyszukała ją w kącie, dotknęła noskiem kręcąc ogonkiem, a na moje "przynieś piłeczkę", przydreptała z nią i kilka razy pozwoliła ją zabrać i rzucić. Mam nadzieję, że już będzie szło "ku dobremu"...zwłaszcza w nocy... Aniu, wiem, co czujesz. Wszystko jeszcze wciąż przed Wami. To zadręczanie się i martwienie jest jak jaka wymyślna tortura...Bo choć wiemy, że trzeba myśleć pozytywnie, jednak niesposób pozbyć się natrętnych myśli, obaw, wątpliwości... Oby już było po operacji, udanej, przynoszącej ulgę i zdrowie Jasieńce. Wierzę, że będzie dobrze. Uda się tak, jak udało się (bo chyba można już tak powiedzieć) Loni.
-
Ciocie, właśnie wkurzona maksymalnie przez to małe stworzonko wzięłam się za szycie. Jak radzi Anulka, poświęciłam swój podkoszulek i Lonia już zabezpieczona. Tam, gdzie są otwory na nóżki, doszyłam nogawki zwężające się do dołu i już nie ma siły, by przez nie dostała się do brzuszka. Gorzej od strony tyłeczka, bo tam musi być otwarte, ale teraz na noc bezlitośnie ją owinę bandażem. Wiem, że ją swędzi, dlatego chce lizać, ale co zrobić, musi jeszcze kilka dni się pomęczyć...
-
Poker - dobrze byłoby w takim razie, by przy okazji ściągania szwów, doktor pobrał też krew. O ile to możliwe. Na ściągnięcie szwów zapewne trzeba się umówić, wtedy wypytam o wszystko. Byłoby super, żeby za jednym podejściem załatwić dwie tak ważne ,a stresujące sunię sprawy. b-b - dobry pomysł. Żebym jeszcze miała możliwość wyjścia z dom u na zakupy...Ale jutro już planuję wziąć ją pod pachę i przy okazji zastrzyku, zrobić po drodze zakupy. Będę patrzeć za pajacykiem też.
-
Dziękuję kochane Dziewczyny! Jednak ze spaniem nadal nie jest dobrze...tzn. pomimo zabezpieczeń, Lonia jak ten prestidigitator potrafi się z nich uwolnić, a czeka z tym do chwili, kiedy zasnę...Ona jest niesamowita, jak czuwam, by przyłapać ją i zobaczyć JAK ONA TO ROBI, to leży jak niewiniątko i udaje że śpi... Ale trochę udało się pospać. Szew też "trochę" jakby bardziej różowy jest. ..nie wiem, czy to efekt lizania, czy tak ma być... Doktor Szczypka sugeruje, by zrobić kolejne badania krwi. Słuszne to oczywiście, tylko mnie się już kolana uginają...Znowu będę ją narażać na stres...Dopiero co jej obiecałam, że już nigdy, nigdy...a przynajmniej nie w najbliższym czasie..., a tu jutro na zastrzyk, niedługo ściąganie szwów, a potem pobieranie krwi. Aniu, myślę o Tobie i Jasi. Termin operacji coraz bliżej, domyślam się, co przeżywasz...To czekanie jest również okropne. Oby już było po operacji usunięcia guza, by Jasia jeszcze długie lata żyła szczęśliwie i spokojnie. Trzymam kciuki już dzisiaj!
-
Toguniu, czy to znaczy, że nic się nie stanie, jak bedzie się wylizywać? Bo może nie każda sunia tak się wylizuje...Lonię wciąż muszę upominać a jak się tylko odwrócę, to z miejsca to wykorzystuje. Oby było tak, jak piszesz, że to nie grozi katastrofą (choć na pewno lepiej, by tego nie robiła). Agat21 - jejku, aż zaczęłam się zastanawiać, co takiego zrobiłam...ale dziękuję za tak miłe podsumowanie... Każdy normalny człowiek któremu na drodze stanęłoby to psiątko, zrobiłby to samo. A może nawet więcej,lepiej i madrzej...
-
b-b - próbowałam wkleić tak, jak pokazujesz, ale ze strony Dogo miałam komunikat o braku uprawnień... Wiem, coś robię źle, ale wciąż brak mi czasu by na spokojnie usiąść i trochę się z tym "pobawić". Anulka - mam kołnierz po Figusi, ale na tą kruszynkę z pewnością byłby za wielki. Kombinuję nowe ubranko, w którym nie będzie mogła dostać się z jęzorem tam, gdzie nie trzeba. Spróbuję też za radą Poker zabandażować brzusia. Kolejna zarwana noc to już będzie katastrofa, dziś już chodzę jak pijana... Napisałam przed chwilą maila do doktora Szczypki z pytaniem co sądzi o podaniu Loni Hepatilu (co sugeruje inny wet). Byłam pewna, że mail odczyta dopiero jutro, zwłaszcza, że pisany był na Przychodnię, ale już dostaam odpowiedź, że mogę podać, bo to bezpieczny lek. Przy okazji doktor pyta czy robiłam Loni badania i czy mogłabym Mu przesłać, jesli tak. Odpisałam, że przesłać nie mogę, ale podałam te parametry, gdzie były przekroczenia normy. I tak doktorowi niechcąco zakłócam niedzielny wypoczynek...
-
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/c554846209ea15d4.html http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/f62ac3167065cc87.html http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/5433a5a3fc1864b9.html http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/887da4dbfb714bb6.html Przepraszam, że zdjęcia odwrócone. Dużo nauki jeszcze przede mną, ech...
-
Kruszynka daje nieźle popalić. Nie wiem, czy spałam raptem 4 godziny, chyba nie...Co chwilę budziłam się i walczyłam o zostawienie brzusia w spokoju...Dzisiaj chyba zawiążę ją w jakim worku i tylko główka będzie wystawać albo zrobię inną krzywdę... Jestem już b. zmęczona tymi białymi nocami. Jak przy niemowlaczku...Czy ja wyglądam na młodą mamę???? A poza tym jest chyba dobrze(odpukać!). Niedawno wróciłyśmy ze spacerku (raczej tylko wyjścia na siku) i mała puściła się w powrotna stronę biegiem...Poza tym, że bardzo marznie (rano miała na sobie sweterek i płaszczyk a i tak się trzęsła) i jak tylko się załatwi, chce zaraz, natychmiast do domu, to widać, że wraca do formy. Apetyt ma jak wcześniej, czyli normalny (wciąż jej za mało...). Żeby tylko tak się wciąż nie dobierała do brzusia, byłoby cudownie. Dosłownie nic nie mogę zrobić. Zmarzluch chowa się pod kocykiem, kołderką, odkrywam ją by widzieć tylko łepetynkę, ale często zwija się w rogalik, leży i wygląda, że śpi. Bywa jednak, że podchodzę bliżej i widzę, że coś tam jakby za bardzo jej główka się rusza - no i b. często jest właśnie tak, że liże się przez otwór w fartuszku. Teraz mam ją na kolanach w kocyku.Gdyby nie to, pisząc ten post, biegałabym do nie z 10 razy... Jednak najważniejsze, że wraca do zdrowia i sił. I oby tak nadal!