Jump to content
Dogomania

Mama Muninki

Members
  • Posts

    329
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Mama Muninki

  1. [FONT=Times New Roman]Nie pamiętam nikogo z imienia, to było jakieś 7-8 lat temu. Schronisko gdyńskie wtedy pachniało śmiercią, wolontariusze nie mile widziani. Spacer wpisywało się do zeszytu, nikt nie pytał kim jestem czy mam jakąś wiedzę o zwierzętach, czy nie zrobię krzywdy. Raz zrobiłam coś głupiego teraz to wiem, wtedy nie wiedziałam. Chciałam podkarmić na spacerze te psy, wydawały mi się głodne. Były z rożnych kojców, karmione chwyciły się za nos, pociekła krew, miałam wyrzuty sumienia, bardzo się wystraszyłam. Nie znałam innych wolontariuszy, wpisy w tym zeszycie podkreślały tragizm sytuacji bo były sporadyczne. Facet w kaloszach z gumowego węża lał woda po tych kojcach żeby oczyścić z nieczystości. Mój pies jak go wzięliśmy długo pachniał gnojem mimo tego, że bez protestu i większego stresu dała się wykąpać. Wyprowadzałam psy z zaciśniętymi zębami dokonując wyboru podeptać własne emocje a dać im chociaż 15 minut wolności z wiezienia metr na metr. No i deptałam bo cierpię pewnie jak Wy wszystkie na nadwrażliwość. Mówiłam sobie jakie to ma znaczenie że mnie to boli psychicznie liczy się cel, cel kasuje biadolenie że boli. Świadomość, że i tak nie ogarnę ich wszystkich, odprowadzanie psa po spacerze, ta beznadzieja że kierownictwo było zamknięte na jakiekolwiek pomysły choćby o stronie internetowej, wrażenie bycia samą w tym miejscu psiej krzywdy. To wszystko sprawiło, że po adopcji mojej Muńki przestałam tam przychodzić do czasu aż schronisko zostało przejęte przez Animalsów. Wtedy wszystko się zmieniło, zupełnie inny klimat. Teraz gdyńskie w porównaniu z Waszym sopockim sprawia wrażenie lepiej dofinansowanego, czuje się pozytywne fluidy dobrych ludzi. Nie jestem już wolontariuszem z racji, że stara ze mnie baba dzieciata, ale jeżdżę tam ze zbiórkami, które organizujemy w mojej firmie. Chętnie bym Was poznała bo dołuje mnie „ normalność” ludzi z mojego otoczenia i te ich zamknięte oczy na wszystko poza własną rodziną. Jesli Czartuś dołączy do mojego stada zaproszę Was wszystkie na jakies Muninkopoznanie z kawą i ciastem w tle;-)[/FONT] [FONT=Arial] [/FONT] [FONT=Arial] [/FONT]
  2. Muninkę adoptowałam jak miała około 4-5 lat, była jednym z psów wyprowadzanych na spacer ze schroniska przeze mnie i mojego meża. Pozostałości po życiu schroniskowym- nigdy nie lubiła szczeniaków, suczek tym bardziej. Z samcami jest różnie, większe od siebie lub podobne wzrostem bywało że lubiła. Panicznie boi sie wystrzałów sylwestrowych, trzęsię się tak że zęby jej dygoczą. Jednego roku schowała się do szafy suwanej. Z sobotniego zapoznania obawiam się bardziej o moją panienkę wiem ze dużo zależy ode mnie jaki jej "przez smycz przekażę za ładunek". Zauważyłam że jak przechodzę koło psa i puszczam luźno smycz to ona jest zwykle pozytywnie do tego psa nastawiona przez te pierwsze sekundy ... do czasu jak drugi pies nie okaże sie po psiemu "niemiły". Wtedy Muninka nie tchórzy.
  3. Nie biore pod uwagę go wiązać, dla mojego męża jakimś tam dyskomfortem było patrzenie w dziecinstwie na psa którego mieli w ogrodzie w kojcu- w sensie mówi, że pamieta z dzieciństwa, że było mu tego psa żal. Dlatego zapytał w schronisku jak lepiej? czy nie lepiej dla psa skoro sika w domu przy budzie "bez tego kojca który jest wiezieniem". Tym bardziej takie dylematy pojawiają się jak jest jedyna narazie realna alternatywa że jeden pies będzie w ciepełku a drugi narażony ( nawet pod dachem kojca) na chłód, wilgoć itp. Apropo trzymania na łańcuchu to w Gdyńskim OTOZ Animal jest sprawa którą osobiście tuż przed swiętami rozpętałam z pomocą męża. ( wcale nie było łatwo doprowadzić do interwencji) amstafa którego własnorecznie uwolniłam z linki i łańcucha na którym ugrzązł i w takim stanie stał całą noc w błocie nie mogac się ruszyć. Wlazłam do obcego psa na obca posesję więc jak widzicie tematyke łańcucha mam odpracowaną i bliżej mi do "anioła" niż do kogoś kto płaci 5000 kary, niech ktoś to powtórzy z obcym amstafem;-) W kwestii nagłaśniania psów i reklamowania ich w necie to mam inne zdanie niż kierownictwo schroniska. Swego czasu jak byłam wolontariuszkę w Gdyńskim kiedy było mega mizernie jeszcze przed przejęciem przez Animalsów to przekonywano mnie że strona internetowa nie ma sensu, ogólnie to nic nie miało sensu tylko stosy martwych psów przed którymi nie oszczedzało sie nikogo, ani odwiedzajacych ani wolontariuszy. Nawet jesli reklama jest oddziaływaniem na emocje a w przypadku adopcji psów bodzcem adopcyjnym powinien byc rozsądek to bez niej nie dowiedziałabym się o Czartku a tysiące innych ludzi poszło by prostszą drogą kupienia jakiegoś ślicznego szczeniaczka. Nie wiem co uda mi się dla Czartka zrobić, mechanizm zadziałał jak trzeba emocje mnie do niego przywiodły a rozsądek zdecyduje. W sobotę drugi etap poznawania, tym razem psów.
  4. Od czasu jak znalazłam na trójmieście ogłoszenie o Czartku noszę się z pomysłem jego adopcji. W styczniu wprowadziłam się do nowego domu z ogrodem. Jest kilka "ale". Osoby które go znają proszone są o zaopiniowanie mojego postu. Mam psinkę adoptowaną ze schroniska w Gdyni, przyjaciółka mówi o niej "najbrzydszy pies świata";-). Muninka jest prawie jak dwie krople wody podobna do Czartka i w tym samym wieku. Jest u nas od 7 lat adoptowałam ją jako dorosłego psa ze schroniska w Gdyni. Nie chciałabym jej na emeryturze fundować towarzysza, który będzię w stosunku do niej agresywny, ona na to nie zasługuje, zapewne też wiele złego w swoim życiu przeszła. Mam 3 letnie dziecko, w stosunku do zwierząt przyjazne ale jak to dziecko czasem hałaśliwe. W moim domu nie ma opcji " to tylko dziecko" zwierzęta od zawsze są nienaruszalne. Ostatnia rzecz to okres urlopowy. Muninki z racji że schroniskowa nigdy bym do hotelu dla zwierząt nie oddała. Dla 1 psa mam schronienie u teściów w miejscu które pies akceptuje i zna. Mówię tu o sytuacji gdy lecimy na zagraniczne 2 tygodniowe wakacje na wakacje nad jeziorem biorę ją ze sobą. Przekonując męża musiałam odpierać jego jakby nie było rozsądne -co zrobimy z drugim psem jak będziemy chcieli gdzieś polecieć? Proszę o opinie w tych 3 aspektach. Czartek- drugi pies (suczka), małe dziecko, ewentualność hotel dla zwierząt na okres 2 tygodni. A może ktoś z wolontariuszy by się zobowiązał mi pomóc w okresie wakacji przez 2 tygodnie? Inaczej męża nie przekonam,zwiedzać świat to jego pasja. Patrycja
×
×
  • Create New...