-
Posts
329 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Mama Muninki
-
Nie mogę znaleźć sobie miejsca, wszystko go przypomina. Córeczka niby wie, że jest w niebie z aniołkami, ale pyta "a kiedy wróci?" albo czy "jest blisko czy daleko" albo pociesza Muńkę uspokajając że "wróci"... Mam dywan, który strasznie nim pachnie, czeka przygotowany na oddanie do schroniska z innymi rzeczami miskami, obrożami i kocykami. Muninka jak jesteśmy w domu czuje się dobrze, ma więcej głaskania i naszej uwagi ale jak tylko wychodzimy z domu to jest przerażenie w jej spojrzeniu, ładuje się na korytarz "ja koniecznie idę z wami" a tu taki wyrok że ma zostać sama w domu. Jak Czartul był z nią to nie było tego problemu. Wiem że pomogłaby nam kolejna adopcja ale to nie taka łatwa decyzja.
-
Dzięki za słowa otuchy, niby krótko a strasznie bez niego pusto. Wciąż chce mi się beczeć, parę dni temu był całkiem normalny ocierał się o stół jak kot któremu wciąż mało pieszczot. Oboje z Muninką robili jakiś taki przyjemny zgiełk, zamieszanko. Włazili do kuchni jak 2 małe natręty, żeby otworzyć jakakolwiek szafkę musiałam przepraszać,wyganiać. Za chwilę znów byli. Muninka od miesiąca odstąpiła mu swój wiklinowy koszyk a sama spała u niego pod schodami albo gdzieś na podłodze. Może wyczuwała że on jest poważnie chory. Czasem były takie sceny, że lizała go po głowie z czułością jak do szczeniaka,on nie był taki wylewny. W czwartek jak wróciliśmy z pracy podłoga na parterze była cała zakapana śliną co kawałek kropka,różne wychnięte i mokre. Ponieważ często było nakapane bo jak pili to lało się jeszcze 2 metry po brodzie, to zlekceważyłam to. Mąż z małą pojechali na trening a ja zorientowałam się że zbliża się atak. Był mega pobudzony, biegał dookoła mebli i kapał coraz bardziej. Jak pojawiła się zwisająca z pyska ślina i mimowolne ruchy głowy to już wiedziałam że za chwilę zmierzę się z drgawkami. Przygotowałam te wlewy i wazelinę. To nie jest nic nad czym można z zimną krwią zapanować i się nie denerwować. Jeszcze teraz mi się ręce trzęsą. Zrobił kupę po czym z panice przebiegł przez dom ślizgając się w tym kale, wreszcie upadł i zaczęło się. Atak był krótszy i łagodniejszy niż pierwszy w jego życiu, ale relanium tego nie przerwało. Muninka się denerwowała chciała pomóc, przeszkadzała mi. Atak jakby się nasilił po czym ustąpił. Z tym że to nie jest tak że pies cichnie i jest wszystko normalnie. Drżą mu kończyny nie może wstać, ziaja jak szalony. Bał się dotyku, uciekał od nas, nie byłam pewna czy słyszy bo nie reagował na wołanie. Tak jak po pierwszym w jego życiu po kilku godzinach zachowywał się jakby nic się nie stało tak po tym nie wyłączył się, podzieliliśmy się na grupy ja czuwałam do 3 w nocy i na mojej zmianie leciałam po śpiącego męża bo miał znów atak relanium go przerwało ale został taki "niewyłączony". W sobotę miał badanie krwi które wykazało skrajnie niski poziom cukru przy 2-krotnie podwyższonym moczniku. Lekarz powiedział, że nerki dostały, miał mocznicę i oczywiście też sugerował, że powodem tych ataków jest guz mózgu. Wszystkie ataki były w dni wysokich temperatur i burz. Nie myślałam, że tak krótko trzeba żeby kogoś pokochać. Przykro mi, że postanowił być tak niekłopotliwy że zniknął przed sierpniem, naszymi wakacjami. Wszystko było załatwione miałam ciocię emerytkę, na nasz tygodniowy wyjazd. Nie musiał znikać. Dużo sobie wyrzucamy, a to że trzeba było więcej głaskać a to że z kuchni nie wypędzać. Ostatni dzień jego życia muninka nam mówiła że jest bardzo źle, piszczała podchodząc do niego, była i jest przybita. Przychodziła patrzeć co mu robię strzykawką, widziała jak weterynarz go zabierał. Budę już dawno chciałam oddać (kiedy nawet nie przypuszczałam, że on umrze) bo była niepotrzebna, psy tam nawet nie wchodziły. Planowałam oddać na jakiś skrajny przypadek Magdzie inspektorce, która miała mnie odwiedzić w sprawie amstafa. Teraz kiedy Czartuś nie żyje jakoś bardziej bym wolała żeby trafiła do Sopotu, ale pozostawiam to decyzji Brązowej. Zależy mi bardzo żeby była dla kogoś szczególnego kto bardzo potrzebuje. Nie dla ludzi którzy mogą sami kupić "ale się przyda". To jest spadek po Czartusiu. Jak się pozbieram to zamieszczę jego ostatnie filmiki sprzed pierwszego ataku. Sorry, że tak dużo pisze ale jak się wyryczę to może będzie mi lepiej. Wiem, że byty odchodzą robiąc miejsce innym i że dla zwierząt to prawo natury jest zupełnie naturalne i nie powoduje u nich żałoby.
-
Drogie dziewczyny, Czartulka nie ma już z nami. O 15 uśpiliśmy go w domu żeby dalej nie cierpiał. Najbardziej przeżywamy my z mężem i Muninka która bardzo go kochała. Walczyliśmy od czwartku, po 2 atakach nie jadł nie pił, nie wiem czy nas poznawał. Był tak pobudzony jak włączona zabawka na baterię, która będzie działać aż się rozładuję. Nie spał w nocy tylko chodził 2 kroki i wracał 2 kroki i znów. Ziajał jak szalony, ponieważ się nie wyłączył lekarz aby przerwać ciągły stan przedatakowy podał mu jasia. Po jasiu wyłączył się ten stan pobudzenia. Ledwo chodził nadal nie jadł nie pił, nos i pysk miał ze skorupą od piany padaczkowej ale od prób podania wody czy umycia pyska uciekał, jeszcze wtedy mógł uciekać. Dziś narano mieliśmy nadzieję że podniesie się po kroplówkach, glukoza,antybiotyki i sterydy. Do weta niosłam już lejącego się przez ręce, nie był w stanie stać ani chodzić. Okazało się że ma poł pyszczka porażone bo nie raagował na kłucie igłą i przestał widzieć na oko po tej stronie porażonej. Wygladało jak u martwego psa. Jutro rano miała zapaść decyzja czy jest poprawa i dalej kroplówki czy nie ma to juz sensu i eutanazja. Niestety po tym kopie z medykamentów nie poprawiło się, wodę podawałam strzykawką ale z godziny na godzinę było gorzej, zaczął piszczeć, cierpiał. Gotowałam rosół dla niego ale nie doczekał.Nie mogłam na to pozwolić by ten pies ostatnie co pamiętał ze świata to był ból więc zawołaliśmy lekarza, usnął szybko głaskany przez nas w otoczeniu, które kochał i które kochało jego. Śpij czartulku będziemy tęsknić, niech Cię tam w niebie odnajdzie twoja mamunia. My też kiedyś przyjdziemy. Czekaj, ale baw się dobrze. Mama Muninki i Twoja.
-
Wczoraj miał powrót formy, zaczepiał muninkę i bawili się chwilkę. Ostawiłam mu rano pół tabletki bo dzień wcześniej wyglądał i zachowywał się kiepsko. Tak jest dużo lepiej. Fryzjera na stan z przed wczoraj nie brałam już pod uwagę. Aktualnie jak kondycja tak się utrzyma to spokojnie mogę myślęć o fryzjerach i estetyce. Nie zamierzałam nigdzie wychodzić w czasie obcinania sierści więc się nie martw brązowa.
-
Ci ludzie strzygą ponoć od 19 lat, wejdz na stronę po wpisaniu w google strzyzeniepsowtczew razem bez spacji. Sama do mnie zadzwoniła po moim ogłoszeniu na trojmiescie, czuje że dobrzy ludzie. Wszystko to o czym piszesz, nie na stole tylko u mnie w domku chyba w dowolnym miejscu. Odwołalam narazie przez ospę młodej. Teraz zadzwonie z padaczką;-)
-
Burze z gradem dziś przetrwali, muninka poszła do czartka pod schody jak młodsza siostra schować się pod kołdrę do brata. Przed tym strzyżeniem powinnam go wykapać tak pisze w instrukcji na stronie tego fryzjera, ja na prośbę opiekunów ze schronu go jakoś tak wyszło, że nie kąpałam jeszcze. Teraz mam stresa czy to go nie zdenerwuje za bardzo i czy w wannie czy pod prysznicem jak już sie zdecydujemy??? Ps. Amstaf nie był karmiony miedzy poniedziałkiem rano a czwartkiem popołudniu. Tyle musi wytrzymać bez wszystkiego, nie ma też żadnych kontaktów społecznych z ludźmi poza 10 minutami kiedy ten facet przyjeżdza dać mu jeść w takich własnie odstępach czasu. Czeka 3 dni na kogokolwiek. Nie wychodzi na spacery nie jest spuszczany. Jedyny raz kiedy był na spacerze to wtedy kiedy służył jako ciągnik do sanek dla dryblasów tego faceta. Nowa ustawa mówi o 12 h na łańcuchu po czym pies musi być spuszczony lub wyprowadzony.
-
Aktualnie wszystko OK, zachowuje się jak zwykle. Dostaje codziennie 2 razy po pół Luminalu. Przynajmniej przez okres wakacji mu będę dawała bo lekarz powiedział że po tygodniu dawania powinien być zabezpieczony przed atakami. W początku sierpnia planowaliśmy tydzień urlopu a potem pod koniec mam wycieczkę zagraniczną którą planowaliśmy od dawna. Na ten czas musi być wszystko OK bo zostawić psa osobie opiekującej się z takim problemem, że jak będzie atak to proszę mu podać wlew a potem posprzątać to co z siebie wydali to by było nie fair. Poza tym takiego ataku naprawdę można się przestraszyć. Myślę więc pozytywnie że wszystko będzie dobrze. Brązowa pytałaś o burzę. trudno powiedzieć czy ten drugi to przez nią. W każdym razie oba psy się boją. Aktualnie źle reagują już nawet na większy deszcz. Muninka w czasie drugiego ataku siedziała w transie w łazience na piętrze wiśnięta w najgłebszy kąt, Czartek łaził nerwowo po naszej sypialni po czym upadł i zaczął się atak. On przejął jej lęki, tak jak szczeniaki które uczą się jeden od drugiego. Oby wszystko wróciło do normy, Czartuś nadal się nie bawi, nie reaguje na zaproszenia do zabawy od Muńki. Postarzał się w oczach. Po wakacjach odstawię lek na próbę, lekarz mówił ze tak można. Ps. Inspektorka która przyjedzie zobaczyć amstafa to Magda, kojarzy Cię. Jakby pytała o mnie powiedz że ja nie jestem nienormalna;-) cierpię jak my wszystkie na beznadziejną nieoperacyjną nadwrażliwość.
-
Pierwszy atak był okropny, wygieło go jak na egzorcyzmach i pysk otworzył jakoś tak ponad miarę,myślałam ze coś połknął podbiegłam do niego i wtedy się osunął i te konwulsje przechodzące w bełkot. Nie mogłam wybrać z nerwów numeru do weta chociaż i tak nie wierzyłam że do nas zdąży dojechać. Drugi możliwe że wywołany poddenerwowaniem burzowym i nie był taki przerażający zwykłe drgawki które przeszły po podaniu tego wlewu. Ale o ile po pierwszym była decyzja dawać te wlewy doraźnie to po drugim kazał już mu dawać tabletki na padaczkę. Po drugim też widzę w nim zmianę, był bardzo wystraszony nawet jak już przeszło. Wesoło nie jest, te tabletki bardzo osłabiają wątrobę. Padaczka może być objawem guza mózgu lu choroby nerek albo wątroby. Wakacje stanęły pod znakiem zapytania, zaliczka na wycieczkę wpłacona. Dziś on zachowuje się jak zwykle ale jak będzie burza to duża szansa że będę miała w nocy powtórkę. Muninka widziała co się z nim działo i jest taka zgaszona, nie bawią się już. Poszczekali raz sobie razem na obcych,teraz śpią. Jak nic gorszego się nie wydarzy to odezwę się jak będę miała jakieś milsze wieści. Z inspektorką Animalsów jestem umówiona na czwartek bo dziś jechała na interwencje do jakiegoś pseudoschroniska w Ełku. Nie martwcie się Czartkiem nie cierpi nie ma świadomości tych ataków, każde zakończenie w jego przypadku jest happy endem.
-
Wkrótce kudłaki będą po fryzjerze, znalazłam z dojazdem ale aż z Tczewa. Ospa mojej córuńki sprawiła, że nadal kudłate. Postaram się też wkrótce dodać filmiki z nowego ogrodu z psami. Mam w sąsiedztwie psa, o którym już kiedyś pisałam że interweniowałam w Animalsach i wolontariuszka z Vivy mi próbowała pomóc. Pamiętacie ,sama wlazłam do tego nieznanego mi amstafa na posesję bo tkwił zaplątany na lince(łańcuchu) w błocie całą noc bez ruchu bo się zaplątał. Ogólnie walczę z tym tematem nieodpowiedniej opieki od jesieni 2011. Aktualnie jest tak, że jego właściciel przyjeżdza do niego co kilka dni, nie wiem co ten pies je i czy je. W weekend wrzuciłam mu przez ogrodzenie parówki bo tylko to się nadaje do przerzucenia przez siatkę. Nie było kolesia co najmniej od piątku. Ja wypatruję jak nienormalna czy on może aby się łaskawie zjawi, jak można nie dać psu jedzenia chociaż raz dziennie tego nie pojmuję. Kończą mi się możliwości zrobienia czegokolwiek dla niego bo Animalsi mnie już chyba za wariatkę mają. Znów dziś zgłosiłam, pewnie jak wyślą inspektora to będzie pies miał w wiadrze suchą karmę. Bo tak ten koleś tak robi wsypuje suchą karmę i zostawia psa na bóg wie ile dni nie martwiąc się czy ma np wodę czy mu jedzenia starczyło. Jak już przyjedzie to nawet tego psa nie uwolni żeby choć chwile pobiegał. Druga sprawa, to namierzyłam bernardyna w za małej klatce. Wygląda że nie ma opcji wyjścia. Pies wielki, chyba przestał być ślicznym szczeniaczkiem i go tak zabudowali na amen. Czy są jakieś rozmiary klatek (kojców) które w takim wypadku właściciel musi zapewnić? Zawiodomię animalsów to mnie sąsiedzi spala na stosie;-) Co mam zrobić, co mam tym ludziom powiedzieć? Kląć się chce na to nasze polskie społeczeństwo... Aktualizacja z dziś: Napisze tylko dwa słowa bo nie wiem jak to się wszystko skończy. Z Czartkiem źle. Dostał wczoraj około 21 napad padaczkowy. Wyglądało to strasznie i trwało na tyle długo że w trakcie jak objawy się zmieniały, a wyglądały na stan agonaly myślałam że on umiera. nienaturalne wygiecie ciała głowy ,pyska jakby się dusił, drgawki, dzwięki. Łącznie z oddaniem moczu i kału. Rano o 5 w czasie tej burzy znów miał atak tylko mniejszy. Dostał wlew doodbytniczy z lekarstwa od weterynarza może to skróciło atak. Po ataku jest tak zmęczony jakby przebiegł ogromny dystans najszybciej jak umie. Jego serce długo tego nie wytrzyma. Jeśli któraś z wolontariuszek spotkała się już u niego z czymś takim to informacja o tym uspokoiła by nas, że to nie koniec świata, choć narazie tak wygląda.
-
Brązowej nie po drodze. Więc niech jej energia pozostanie wśród tych, którzy tego bardziej potrzebują. Zapraszałam wszystkich przyjaciół Czartka wielokrotnie na tym forum i prywatnie. Trochę mam żal do wszystkich, którzy przed adopcją obiecywali, deklarowali a teraz nie byli w stanie nawet nas odwiedzić bezinteresownie na zwykłą posiadówkę przy kawie. Gdynia to nie koniec świata ale deklarowałam nawet odebranie własnym autem. Wolontariuszy schroniskowych rozgrzeszam. Wiem, że wszystko co robicie i obiecujecie ma jak najlepsze intencje, nie dawajcie jednak obietnic bez pokrycia z miłości do zwierząt.
-
Tak, wstępnie kuzynka ale na pewno będę wiedziała jak jej podam termin mojego wyjazdu. Moje psiurki aktualnie nieszczęśliwe bo skończyliśmy robić ogród posiana trawa uniemożliwia im zabaw. Może jeszcze z 3 tygodnie musimy się pomęczyć, ale efekt jest piękny. Musze się pochwalić bo ogród jest teraz tak śliczny, że pasuje do jakiejś rodzinki co to tyko rasowce byłaby w stanie zaakceptować w otoczeniu, żeby nie zaburzału jego piękna krzywe schroniskowe mordki;-) A moje staruchy zwane od czasu do czasu "czarownicami" są najpiękniejszą kropką nad i w tym ogrodzie. Czarownice szczególnie w osobie Czartosława ostatnio mocno narozrabiały. Sąsiadów mam przysłowiowo "spalonych" z jednej strony. Ich pies taki mały wełniak typu pekińczyk ale inna rasa podbiegł do naszych wyprowadzanych na smyczy. Tamten był bez smyczy z chłopcem około 8 letnim. Mąż wołał do niego weź psa! ale mały zaczął tylko w panice krzyczeć. No i się wywiązała kotłowanina. Mąż odciągał naszych a tamten doskakiwał. W rezultacie Czartek się urwał ze smyczy i wroga pogonił, dopadł i walczył. Na co się pojawiła właścicielka wełniaka, oburzona że nasze takie agresywne! Jakiś czas temu mąż tym sąsiadom zwrócił uwagę, że ich dzieci drażnią psy ( bębniły kijami w wiklinową siatkę oddzielającą nasze posesje i krzyczały do psów, pokazywały się z nienacka nad śmietnikiem i uciekały co powodowało, że oba psy szczekały jak szalone co tylko ich zobaczyły wręcz bym powiedział że te dzieci wyćwiczyły w naszych psach odruch agresji i tego że dzieci są wkurzające. Ps. Szukam fryzjera dla czarownic ale z dojazdem do klienta bo Czartul nie przepada za wsiadaniem do auta. Normalnie zapłacę polećcie jakiegoś miłego profesjonalistę na stałe zlecenia. Ps. Dziś wystawiam budę z kojca i w kojcu będzie drewno kominkowe. Można więc oficjalnie uznać Czartula za psa domowego. Przyuważyliśmy, że sika od razu po nakarmieniu jak palacz papieroska po posiłku. Dostaje więc michę z karmą na dworzu i od razu idzie na spacer. Wczoraj w czasie burzy obie czarownice przylazły na piętro do naszej sypialni, więc nie dość że, czarownice to jeszcze tchurzliwe czarownice;-)
-
Umieszczaj na FB, bardzo proszę. Muszę ich hamować bo często mają ochotę na taką gonioną zabawę po domu. A od jakiegoś czasu jak ich stosunek do siebie stał się taki bratersko/siostrzany zostają już sami w domu. Chętnie bym Was zobaczyła w ten weekend u nas, bo potem ruszamy z ogrodem, cała trawa zostanie zorana glebogryzarką. Więc jeszcze kilka dni można popatrzeć na ich zabawy pijąc kawę na swieżym powietrzu. Mam też sprawę pewnej amstafki do obgadania, tej która sprawiła pośrednio że adoptowałam Czartka.
-
Może w przyszłym tygodniu uda mi się wgrać filmiki, bo aż żal że nie wiecie jak on się bawi z Muniną. Bawią się kilka razy dziennie, z początku wyglądało, że w każdej chwili może któryś przegiąć i chwycić drugiego za mocno. A teraz taka 100% ufność, gardłami do góry, brzucholami na wierzchu, jeden odpoczywa drugi brzuchem do góry łapkami go smyra żeby się zainteresował, salta w powietrzu, zabawy w chowanego z nagłym wtargnięciem i zwrotem. Filmiki nie przechodzą pocztą więc czekam na brata. Czartek ostatnio pogryzł ołowek a wczoraj zagryzł gumke do mazania,więc oprócz wron ma coraz więcej rzeczy na sumieniu;-)
-
Ta kropka na stopie Czartula to rozwiązanie zagadki z nagłym okuleniem. Następnego dnia po wecie wylizał tam sobie dziwny plac podpuchnięty cały, pojechaliśmy znów do weterynarza i się okazało że jemu się tam prawdopodobnie wbiło jakieś źdzbło trawy i zaropiało. Po wyciśnięciu tego już nigdy nie zakulał ale brzydko się goi. Tak że odszczekuję publicznie Czartul ,że kulałeś przez starość. Musze też pochwalić że świetnie łowi muchy;-)
-
Przygotowywałam się że Wam wyślę newsa o drugiej młodości Czartula, bo wreszcie zaufał na tyle Munince, że bawią się jak młodzieniaszki, gonią turlają, podgryzają w zabawie. Niestety dziś niespodziewanie zaliczyliśmy już z rana weterynarza bo Czartul okulał na tylnią łapkę. Nie jest źle, starość nie radość. Dostał leki przeciwbólowe, bo to od kręgosłupa ból. Oczywiście jak trzeba obszczekać przechodzącego psa to zapomina, że rano był cierpiący. Aha i jeszcze jedno. Ponieważ on korzystał z kojca sporadycznie i znajdowałam tysiąc wymówek żeby go tam nie dawać, pada, jest wilgotno na dworze, wieje za bardzo;-) pokochał swój garaż bo pragnął być bliżej nas. Od wczoraj po analizie tego jak się z Muńką zżyli zdecydowaliśmy że jest na okresie próbnym w domu. Ma super miejsce pod schodami. Od razu to pojął, rozumie komendę na miejsce- a to po zmianie miejsca wcale nie łatwe dla psa. W domu pospokojniał potrafi się położyć gdziekolwiek i wyciszyć. Dotychczas w domu się zachowywał jak dziecko z ADHD, dyszał, wciąż się domagał pieszczot, podrzucał rękę do góry, latał jakby miał motorek w tyłku, przy każdym otwarciu szuflady czy szafki się zrywał na karmienie. A teraz zaczyna nas czytać, nauczył się gestu -odejdz. Odchodzi kiedy mu się pokaże wyciągniętą dłoń i powie "ee-e" zupełnie jak Munio. Potrafi zasnąć na podłodze i chrapie jak stary dziad;-) Nie sika w domu, od 20-21 wytrzymuje do rana, nawet jak popółnocy mu zaproponować wyjście na ogródkowe siusiu to niechętnie. U poprzedniego właściciela przed schroniskiem musiał być bity bo kilkakrotnie zareagował histerycznie na nagły dotyk męża lub podniesionego do góry przeze mnie chwasta suchego, który przypominał witkę. To tyle na razie , brązowa& karolina miejcie się na baczności jak nie odwiedzicie podopiecznego na emeryturze;-)
-
Będzie fajny filmik o tym jak Czartek ujawnił swoją prawdziwą naturę "wieśniaczka";-) Niespodziewanie gdzie raczej się nie interesuje zabawkami mojej córki , zaczął wkładać głowę i podgryzać domek farmę, który wydaje odgłosy beczenia ,muczenia. Bardzo lubi baranka, stawia uszki jak psie dziecko. On, który nigdy się niczym nie bawił. Nie wiem czy wiecie, że on w życiorysie schroniskowym ma jakieś Kaszuby.. chyba Kartuzy.
-
Wczoraj poszliśmy na długi spacer 2 psy + dziecko. Może 3 km razem, nie wyobrażacie sobie jakie to miłe uczucie puścić psy luzem i patrzeć na wolność Czartka, który wie, że ma swoje stado. Widziałam go po krótkim spacerze w schronisku jak wracał do swojej klatki tak niby wesoło ale rutynowo z pokorą psa który nauczy się że na nic więcej liczyć nie może. W powrocie dziecko na barana a psy szczególnie Czartul się pokładał po rowach, strasznie ma słabą kondycję.
-
Gdynia dokładnie Pogórze, blisko do centrum oraz na plażę w Rewie czy Mechelinkach. W kwestii obcych piesków to kudłacze niestety nie byłyby gościnne. Ale szczurek, chomik, rybki mogą być. Może któraś z forumowiczek ma rodzinkę "bezpsową" ale psy lubiącą. Albo ktoś zostawia swojego psa z mężem który nie ma urlopu a sam z dzieciakami przyjeżdza do nas. Możecie mi też polecić jakąś płatną dochodzącą nianie dla psów bo dla Muninki ewentualnie mam opiekę u teściów. Czartka wolałbym nie przemieszczać.
-
Drogie dziewczynki, dawno nas tu nie było. Moja zgraja kudłaków ma się dobrze. Czartek ma nadal syndrom psa któremu wydzielano jedzenie, zjedłby cokolwiek mu się da. Śmieci już nie wystawiam przed dom do wyrzucenia "za chwilę" bo padną łupem psa stróżującego numer 2 czyli Czartula, potrafi też będąc w kuchni z blatu ściągnąć sobie obierki tego co przygotowywałam dla nas na śniadanie, ostatnio skórki od pomidora i kiełbasy. Muninka oczywiście nadal jest psem Alfa dominującym, ale stróżują i kopią dziury razem. Bieganie i obszczekiwanie idących psów wzdłuż ogrodzenia to ich ulubione zajęcie. Wykopali olbrzymią "piwnicę" pod kojcem Czartka tylko czekać jak będą przetwory na zimę wekować. Prośba do forumowiczek. Temat WAKACJE. Szukam fajnych ludzi z głębi Polski którzy by chcieli spędzić wakacje nad morzem. W zamian za opiekę nad moimi psami mieszkali by w moim domu. Dom do wakacji będzie wypasiony, z okna widać w oddali morze. Do plaży autobusem ale blisko. Chętnie nawiążę stałą przyjacielska relację. Muszą być to osoby kochające zwierzęta za których odpowiedzialność jesteście w stanie ręczyć. Jeśli z dziećmi to wychowanymi ze zwierzętami. Wakacje planuję na sierpień koniecznie bo wtedy przedszkole mojej córeczki jest zamknięte. Muninka i Czartuś zapraszają.
-
A u nas wszystko gra, Munio się ładnie pozrastał, Czartul też dobrze chyba ma lepszą linię,bo gdyby schudł to chyba by nie za dobrze o mnie świadczyło;-) Ma odruch zakopywania,wymknął się wczoraj próbował ukryć gdzieś kółeczko z prasowanej skóry taką zabawkę do mymlania. Został na tym nakryty i przyprowadzony do domu. Moja mama twierdzi, że Czartuś ma teraz "zmartwienie" bo nie wie gdzie to zakopał, w każdym razie poza posesją. A najgorsze że Munio ma swoje i mymla.