Jump to content
Dogomania

basenji@o2.pl

Members
  • Posts

    167
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by basenji@o2.pl

  1. Z góry przepraszam za ignorancję, ale co to jest PW? Ela
  2. Cześć. Przyślij mi dane, gdzie wpłacić, to Ci coś prześlę. Moje namiary: [EMAIL="elzbietapiotrowska1@wp.pl"]elzbietapiotrowska1@wp.pl[/EMAIL] Ela
  3. Być może nie jest zaraźliwa, ale hodowla nie chciała psa, bo może bali się zarażenia, nie wiem. Ja też bym się bała, przecież ludzie nie znają się na tym. Ale dzięki za wyjaśnienie, bo to warto wiedzieć. Ela
  4. To napisz to jeszcze raz. Ja nie odpuszczę, bo też mi zię wydaje, że ona się znęca. Przygotuj dawne materiały i podejmiemy działania.
  5. A ja dodam na potwierdzenie, że nie lubię awantur. Otóż dopiero teraz o tym piszę, bo długo się zastanawiałam, chociaż koleżanki mnie ponaglały i prawie klęły. Czekały na moją wypowiedź, bo ona kogoś (wiem kogo) oszukała: sprzedała psa z nużycą, a gdy go zwrócili, nie oddała pieniędzy. CIEKAWE, CZY TEN PIES ŻYJE. Ja byn nie oddała jej psa, ale oni musieli, bo by im zaraził całą hodowlę. Moja zwłoka wynikała m.in. z tego, że boję się, że pozabija te psy albo część uśmierci. Ela Piotrowska
  6. To bardzo Cię proszę, odnajdź i pomóż nam zwrócić na tę hadowlę uwagę Związku. Ela Piotrowska
  7. Pozwól, że się włączę. Prowadzę 2 wątki i oba chcę przedstawić stosownym władzom. 1) problem jej oszustw, jak wiesz. I chcę dodać, że mam aż trzy osoby, kt. były świadkami sceny w polu, czyli jej odmowy dalszej jazdy. Jedna to hodowca, którego zrobiła w konia, bo umówiła się w Augustowie, a potem powiedziała, że tam nie przyjedzie (czekał z psem), druga i trzecia osoba to ten kogo prosiłam o transport, bo ona stoi w polu. Nie chciała powiedzieć, gdzie jesteśmy, gdy prosiłam tego pana (jego żona to słyszała i też odbierała telefon, więc to III świadek). Dopiero on szukał na mapie, bo znalazłam jakiś drogowskaz. 2) problem hodowli Ponieważ wiele się słyszy (i niestety tylko słyszy), dobrze zrobić kontrolę, o co poproszę Związek. Dlatego proszę Wszystkich, kt coś o tym wiedzą (bo ja wiem mało, poza obliczeniami za co utrzymuje psy, skoro nigdy nie ma pieniędzy i poza tym, że słyszałam, jak wymuszała zakupy na swojej rodzinie i znajomych, klnąc ich przy tym, że nie chcą zapłacić za jej KASZĘ w sklepie). Dobrze zebrać te dane i zgłosić razem do Związku, bo może tam się źle dzieje. A jak dzieje się dobrze, to tylko lepiej, będziemy spokojniejsi o los zwierząt. Ja tylko dodam, że pod miom domem zostawiła kiedyś starą sukę w samochodzie. Nie była jej pewnie już potrzebna, wygrała coś w weteranach - ciekawe, czy teraz żyje. Suka stała wiele godzin, reszta psów była u mnie w domu, a Agnieszka - ku oburzeniu mojej rodziny - pisała sobie na omim komputerze maile, bo miała wyłączony nie zapłacony internet. WIERZ MI, ROBIŁA TO WIELE GODZIN I NIE MOŻNA JEJ BYŁO NAKLONIĆ, by zajęła się psem. Zależało nam też, żeby już poszła, bo mąż miał rano zajęcia, a ja też musiałam (w odróżnieniu od niej) pracować. Gdy wreszcie poszła, moją uwagę zwróciło, że suce nie dała jeść. Było mi przykro. Ponadto kontaktują się ze mną różne osoby w tej sprawie i mają to i owo do powiedzenia, będę nakłaniać do pisania skargi w sprawie traktowania zwierząt lub chociaż do rzetelnej kontroli. Może ona udokumentuje, czy kupuje karmę i w jakiej ilości. Nie jest moją intencją kręcenie awantury, ale dwie rzeczy: przestrzeżenie innych przed wyjazdami z nią (sama uległam jej urokowi i myślałam, że ją pomawiają, gdy wszyscy mówili, by nie jeździć), jak też dobro zwierząt. TE DWA WĄTKI CHCIAŁAM WYŁONIĆ I PODJĄĆ. Pozdrawiam Ela Piotrowska Ela Piotrowska
  8. Bardzo proszę o i nformacje, na tym forum albo do mnie na mail, chcę , jak mówisz: "zakończyć gehennę tych psów", bo wprawdzie nie byłam, ale wiele słyszałam. Przede wszystkim ona ma 30 psów, a nie posiada ŻADNYCH ŚRODKÓW UTRZYMANIA. To skandal. Zapraszam też wszystkich zainteresowanych losem zwięrząt do wypowiedzi, obiecuję, że zainteresuję tym Związek. Ela Piotrowska
  9. Witam To może tutaj zamiscić parę słów. A najlepiej, jakbyś chciała przygotować skargę do Głównego, z kopią do Radomia (jej oddział). Ja piszę. Ela
  10. Jeśli jest Pan zainteresowany dalszym przebiegiem tej sprawy, to chętnie prześlę informacje - będziemy składać stosowne wnioski i za zgodą zainteresowanych mogę przesłać Panu ksera dokumentów. Tylko na jaki mail, bo przecież nie na forum publicznym. Podałam już swoje namiary, ale przypominam: Elżbieta Piotrowska, 694-344-836, elzbietapiotrowska1@wp.pl Może to Panu pomóc w przyszłej ocenie takich dyskusji na Pańskim Forum. Zobaczy Pan, że to nie jest pyskówka, tylko bardzo poważna sprawa. Ja zresztą nie mam w tym interesu: nie prowadzę hodowli, nie mam nawet psa tej rasy, co ona. Serdecznie pozdrawiam Ela Piorowska
  11. [quote name='panienkabubu']W związku z ochroną danych osobowych, nazwisko w/w osoby zostaje usunięte z postu. Proszę o nieużywanie nazwiska tej osoby, w przeciwnym razie nakładane będą upomnienia. Pozwolę sobie zauważyć, że nie naruszono przepisów o danych osobowych, bo Agnieszka, o której mowa jest hodowcą u szeroko udostępnia swoje dane, w celu popuaryzacji hodowli. Ponadto podano tylko nazwisko - i słusznie, BO O TAKICH FAKTACH MUSIMY UPRZEDZAĆ INNYCH. Sprawa i tak idzie do postępowania (może nawet prolkiratorskiego - i wtedy prokurator może zakazać upowszechniania danych dla dobra śledztwa, i tylko on lub sąd). Nie ma przepisów zakazujących ostrzeganie imienne przed oszustami, a przy tym podano tylko nazwisko, a nie inne dane. BARDZO PROSZĘ O SKORYGOWANIE PANA DECYZJI I PRZYWRÓCENIE NAZWISKA AGNIESZKI, bo już parę osób pisało do mnie, że też je oszukałą lub potraktowała podobnie, jak mnie. Nazwisko przyspieszy poszukiwanie oszukanych i podanie sprawy do prokuratora, co zamierzam. Serdecznie pozdrawiam i liczę na Pana wyrozumiałość i poczucie zdrowego oburzenia, bo takie fakty nie powinny mnieć miejsca w naszym środowisku. Elżbieta Piotrowska - właścicielka psa i wystawca.
  12. Trzeba zainteresować władze Związku tą hodowlą. Bo jak jest taka wyrafinowana w oszukiwanium to co się dzieje w hodowli, przecież psy się nie poskarżą.
  13. Wiem, mój błąd. Tam też okazała się chamką, bo jak miała samochód do rozruchu (zawsze nie mogła ruszyć bez ciągnięcia przez II wóz) i dziewczyny chciały ją pociągnąć, to nie poszła, tylko siedziała i obżerała się przy śniadaniu, za które ja zapłaciłam. Z tego powodu musiałam potem zamówić taksówkę, żeby nas pociągnęła i zapłacić. Ona nawet nie przeprosiła.
  14. Uwaga na Agnieszkę N. i przejazdy z nią!!! Także nie pożyczajcie jej pieniędzy, bo nie odda. Pragnę poinformować wszystkich o podanych niżej faktach i przestrzec przed przejazdami z Agnieszką N. z Puław – hodowczynią whippetów. WZYWAM TEŻ WSZYSTKICH, KTÓRZY MIELI Z NIĄ PODOBNE – BĄDŹ GORSZE !!! – PRZYGODY DO PUBLIKACJI INFO o tym, bowiem należy wystrzegać się takich osób. Ja podejmuję stosowne stosowne kroki, aby uniemożliwić jej dalsze oszukiwanie ludzi i męczenie zwierząt. OŚWIADCZAM I PODAJĘ DO PUBLICZNEJ WIADOMOŚCI, co następuje. (1) Z Agnieszką jeździłam na kilka wystaw i początkowo nie było żadnych problemów. Zrobiła na mnie bardzo miłe wrażenie, była koleżeńska i sympatyczna. Umawiałyśmy się, że ja płacę połowę kosztów paliwa na przejazd – jak to się zwykle czyni. Przejazdy nie były drogie, więc nie kalkulowałam kosztów. Dodatkowo płaciłam (z dobrej woli) za noclegi, bo Agnieszka nie ma kasy, a chciałam spać wygodnie, nie w samochodzie. (2) Agnieszka zawsze podawała szacunkowy koszt paliwa przed wyjazdem. Z czasem zaczęła zawyżać koszty – twierdząc, że to, co podała, to było rzekomo w 1 stronę i muszę jej zapłacić dwa razy więcej. Dopóki nie przekraczało to granic wytrzymałości, nie zwracałam uwagi. Ale … o czym poniżej. Wyprawa do Wielkiej Idy (3) Gdy jechałyśmy do Wielkiej Idy (23-24 lipca 2011), doszło do następujących zdarzeń: (3a) Agnieszka wyłudziła ode mnie pieniądze, następująco. Podała koszt przejazdu (200 zł) w obie strony. Miało być na pół, więc po 100 zł. – Jechałyśmy z Puław na bliską Słowację. W drodze powrotnej zaczęła wrzeszczeć (!!!), że „mówiła, że koszt jest 400 zł.”, bo rzekomo „miała na myśli koszt w jedną stronę”. ZAMIAST UMÓWIONYCH 100 ZŁ MUSIAŁAM TERAZ PŁACIĆ 400!!! Wyłudziła ode mnie dopłatę. Rzeczywisty koszt przejazdu wyniósłby ok. 200 zł, bo ona ma starego poloneza na gaz, który pali ok. od 8-10 (co najwyżej 12 litrów) gazu na 100 km, co daje koszt za 100 km ok. 25 zł, co najwyżej 30 zł. Czyli Agnieszka kłamała, żądając ode mnie 400 zł. (3b) Ponadto dzień przed tym wyjazdem do Wielkiej Idy Agnieszka poprosiła, żebym założyła za nią za przejazd, bo nie ma pieniędzy i dodatkowo bym pożyczyła jej na wystawienie 1 psa (wystawiała chyba 4), bo jej nie starczy pieniędzy i nie pojedzie. W tej – przymusowej poniekąd – sytuacji założyłam za nią za przejazd i pożyczyłam jej 25 euro na opłacenie psa. Byłyśmy już zaprzyjaźnione (tak mnie się wydawało), więc nie miałam obaw. Ponadto obiecała, że rozliczy to w kolejnych wyjazdach. Pieniędzy do tej pory mi nie oddała, mimo pisemnego wezwania poleconym z dnia 18 sierpnia (a mamy dziś 21 października). (3c) W drodze powrotnej Agnieszce psuł się samochód, następująco. Najpierw pękła jedna opona i trzeba było zmienić koło (i stałyśmy do rana w polu), potem, ok. 40 km przed Puławami – pękło drugie koło. Przypuszczam, że opony były bardzo stare i dlatego nie wytrzymały. Nie miała pieniędzy, ani grosza w tak długiej drodze. Stałyśmy pół dnia, aż jej ojciec przywiózł opony w Puław. Droga do Druskiennik (4) Mimo tych incydentów zależało mi na wyjeździe do Druskiennik, na który byłyśmy umówione, a ja zapłaciłam już za wystawę (coś ok. 560 zł z przelewem bankowym i dodatkowo należne 30 euro za klubówkę), także zarezerwowałam kemping. Sądziłam, że do tej pory Agnieszka zmieni opony i dojedzie. Ja miałam opłacone 3 dni wystawy, Agnieszka zgłosiła na jedną, w ostatnim dniu. Mówiła, że nie ma pieniędzy, więc wystawi tylko 1 psa w 1 dzień. Zgodziła się pojechać ze mną wcześniej. W ramach rekompensaty zadeklarowałam, że pokryję całe koszty przejazdu i zapłacę jej za wystawienie psa (miał być jeden!). Ponadto uregulowałam nocleg, łącznie z kosztem pobytu jej psów: płaci się również za psa (od każdego psa). Gdy spytałam, ile wyniesie przejazd, powiedziała, że 400 zł. Zgodziłam się zapłacić jej 400 zł, chociaż wiedziałam, że oszukuje, bo wyniósłby połowę mniej (przypominam: gaz, nie benzyna, z Puław do Druskiennik, blisko granicy). I tak dałabym jej za „fatygę”, bo tak wypadało. (5) W drodze do Druskiennik - w dniu 4 sierpnia 2011- zapłaciłam na stacji za paliwo (wcześniej zawsze płaciła Agnieszka, a ja nie sprawdzałam kwot). Agnieszka dostał szału i powiedziała, że nie będzie dalej jechać, jak ja będę płacić i ją wyliczać. Wyjaśniłam, że i tak dam jej 400 zł, bo uważam, że się należy, ale chcę zobaczyć, ile wyniesie przejazd. Było to ok. 80 km od Warszawy. Agnieszka odjechała ze stacji i stanęła w szczerym polu. Powiedziała, że dalej nie pojedzie. Przyczyny trudno było dociec, pewnie wstydziła się, że oszukiwała w kosztach przejazdu. Potem powiedziała, że pojedzie, ale tylko wtedy, gdy DAM JEJ DO RĘKI 400 ZŁ ORAZ ZAPŁACĘ ZA DWA (!!!) PSY NA WYSTAWIE (po 30 euro za psa). ZATEM MIAŁAM DAĆ 400 zł + 60 euro!!! Trzeba uzupełnić, że na wystawę wiozła 4 (!!!) psy, a nie jednego, jak zapowiadała. Z góry uszykowała się, że wyłudzi ode mnie za 2 psy (a nie za 1, jak deklarowałam), bo jak się potem okazało – nie miała pieniędzy na wszystkie psy i umawiała się z organizatorką wystawy, że zapłaci później. Nie chciała jechać, jak nie dam tej kwoty. Ja nie posiadałam tylu pieniędzy. W polu, w upalny dzień – gdy psy były w samochodzie !!! – stała co najmniej 2 godziny. Prosiłam ją ze względu na psy, ale nie skutkowało. Ponadto nie rozliczyła mi żadnych z pożyczonych w Wielkiej Idzie pieniędzy i nic już o nich nie mówiła. Pewnie po 3 tygodniach poszło w niepamięć. Również w tym samym czasie stał w Augustowie nasz kolega, też z psem, z którym Agnieszka umówiła się w tej miejscowości i obiecała zabrać psa do Druskiennik, by komuś oddać. Przyjechał specjalnie spod Olsztyna (ok. 100 km) i czekał. Agnieszka powiedziała mu, że nie jedzie do Druskiennik, bo ja jej nie chcę zapłacić 400 zł+ 60 euro. Kolega wrócił do domu i pojechał sam oddać psa. Stracił czas i pieniądze. Po kategorycznych odmowach Agnieszki dalszej jazdy zadzwoniłam do znajomych, by zorganizowali mi przejazd. Udało się. Gdy poinformowałam ją o tym, szybko włożyła klucz do stacyjki i natychmiast zapaliła silnik (zazwyczaj jej się to nie udawało, samochód trzeba był pchać lub ciągnąć linką – może też udawała, licząc, że je coś jej kupię do tego samochodu!!!). BAŁAM SIĘ, ŻE ODJEDZIE Z MOIM PSEM W NIEZNANYM KIERUNKU. Wsiadłam szybko do samochodu i odjechałyśmy (znajomych odwołałam, nie mając wpływu na sytuację). Poza tym po prostu mnie zatkało, byłam w szoku!!! Ten fakt – znęcania się nad psami w podróży – powoduje, że piszę ten tekst. Wystarczy takich hodowczyń. Ona męczy psy. A co dzieje się w jej hodowli, jak nikt nie widzi? Może ktoś się tym zajmie? Na wystawie w Druskiennikach i powrót (6) Na wystawę przyjechała w nocy, a jej psy wyły do rana. Dwa razy wychodziła „uspokajać sukę” – robiła to wprawnie, dochodziły odgłosy tępych, cichych uderzeń. Gdy to słyszałam, było mi niedobrze. Czy ona ma wprawę w biciu? – bo ja pierwszy raz coś takiego widziałam. Może ktoś sprawdzi ten stan rzeczy? (7) W Drodze powrotnej okazało się, że ma popsute wycieraczki, o czym musiała wiedzieć. Lało i nie mogła jechać. Najpierw wysiadała co kilka metrów i wycierała szyby (papierem z toalet, bo nie miała nic). Potem stałyśmy do rana, aż deszcz ustał. (8) W drodze okazało się, że jeszcze ktoś na nią czeka i przez te wycieraczki musi wziąć nocleg w hotelu. Było to starsze małżeństwo (chyba z Poznania), które jechało z suką do Warszawy, bo wypadało krycie. Miało się odbyć w okolicy mojego domu. Do spotkania doszło na drugi dzień, bo przyjechałyśmy z opóźnieniem ok. 1 dnia. (9) Najbardziej zbulwersowało mnie coś jeszcze, jej wyjątkowe chamstwo pazerność, także bezwzględność dla innych!!! Przejawiło się następująco. Wracając z Druskiennik pojechała inną drogą, chociaż ktoś mówił jej, że jest mało przejezdna. Ja też prosiłam, ale pojechała: las, wykopki itp. Stanęła w polu i szukała wody po gospodarstwach. Grzał się silnik, a ona nie miała wody ani dla psów (!!!), ani do silnika. Skutkiem było też, że nie było kantoru na przejeździe (to nie przejazd, tylko stary szlaban w lesie). Nie mogłam wymienić pieniędzy, chociaż ją prosiłam. Kantoru nie odnalazła nigdzie i nie miałam złotówek (przecież wyciągnęła ode mnie dużo kasy, bo nie oddała mi pożyczki za Wielką Idę, a miała to zrobić, także zapłaciłam za jej 4 psy na kempingu). Nie miałam na papierosy, bo wypaliłam je na tych postojach (w polu i nockami). Miałam trochę euro. Poprosiłam, by pożyczyła mi 10 zł (słownie dziesięć złotych!!!) na papierosy (cóż, w jeden dzień nie rzucę, a nie paliłam już 10 godzin). Wiozła mnie do domu i oddałabym jej. Spytała, czy mój mąż na pewno jej odda. Powiedziałam, że tak. Mimo to - i mimo że miała kryć sukę pod moim domem (i pewnie wzięła za to pieniądze), nie pożyczyła mi 10 zł. Papierosy kupiłam za euro. I tak wyglądają przejazdy z Agnieszką, przed czym przestrzegam wszystkich, którzy dadzą się nabrać na jej wstępny urok, w pierwszych rozmowach i planach wyjazdowych. Proszę także stosowne Komisje o zajęcie się tą sprawą, bo w mojej ocenie wymaga wnikliwego zbadania i interwencji. Dlatego proszę o kontakt osoby, które mogą wypowiedzieć się w kwestii prowadzenia hodowli przez Agnieszkę, podróży z nią bądź pożyczonych i nie oddanych pieniędzy. Podaję swój mail poniżej. Elżbieta Piotrowska (właścicielka borzoja Fiodora) Oddział Związku Kynologicznego w Warszawie elzbietapiotrowska1@wp.pl
×
×
  • Create New...