-
Posts
221 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by xxxjaxxx
-
[quote name='xxxx52']W chorobach oczu, to nie mozna sobie lekow cz plynow wyprobowywac,nalezy udac sie do weterynarza ,a moze do specjalisty zeby ustalil wlasciwa diagnoze.Pies nie moze stac sie" krolikiem doswiadczalnym ",gdyz sa setki roznych chorob oczu od alergi wlacznie ,zakazen ,chorob prowadzacych do stopniowej urtaty wzroku (poczatek jest lzawienie oczu) itd.[/QUOTE] No własnie, chociażby pierwsze objawy takiej leiszmanii to często łzawienie oczu i żadne krople w takim przypadku nie pomogą.
-
[quote name='bejasty']Masz racje weci sa bardzo ale to bardzo różni.Spotkałam sie z takim ,który nie potrafił założyć weflonu i bal sie pólprzytomnego psa.[/QUOTE] Założenie weflonu to już bardziej skomplikowana czynność, ale pokrzywić igłę przy robieniu zastrzyku na spokojnie stojącym psie, który nie reaguje i wnerwiać się, że trzeba drugą wziąć świadczy właśnie o trudności. [quote name='bejasty']Dlatego tu na Forum mamy możliwosc dzielenia sie swoimi spostrzeżeniami. Zeby sie nie narazac na oskarzenie o pomowienia mozemy to robic na PW-taka forma samopomocy.[/QUOTE] Jakie pomówienie? Jak właściciel zwierzaka prawdę pisze? To co, ma kłamać, że wybitny wet cudownie leczy, tylko efektów brak? Albo że to wina psa, że nie reaguje na leczenie, bo jakiś dziwny jest? Niech sobie idzie z takimi pomówieniami do sądu, droga wolna. [quote name='bejasty']Niestety sporo gabinetów otwierają weci ,którzy z rożnych powodów przestali pracować w tzw terenie i co dalej ach otworze lecznicę .[/QUOTE] i tacy potrafią jedynie ważyć, szczepić i odrobaczać.
-
Po przeczytaniu tego tematu nagle naszła mnie taka myśl: gdy wet w lecznicy zbliży się do mojego psa ze strzykawką łapię go za rękę i pytam co zamierza podać psu. Włos na głowie się jeży, gdy człowiek poczyta, co niektórzy weterynarze wyczyniają.
-
Cale szczęście, że ten psiak wyjechał za granicę i trafił do Ciebie, bo gdyby został w naszym cudownym kraju to czekała by go śmierć w ciężkich męczarniach, nawet gdyby znalazł super domek z troskliwym właścicielem. Mamy całą zgraję niedouczonych weterynarzy, dla których pies zarażony chorobami zakaźnymi byłby trudnym przypadkiem do zdiagnozowania i po zastosowaniu serii antybiotyków, sterydów, leków przeciw grzybiczych, szamponów uznali by, że to na pewno efekt chowu wsobnego, bo nie ma reakcji na leczenie. Jeżeli dostaje miltefosine to jest duża szansa na zupełne wyleczenie i może nie będzie trzeba podawać allopurinolu do końca życia. Jesteście w cudownej sytuacji, bo macie mądrego weta i dostępne leki. U nas w Polsce tak różowo nie jest. Podczas podawania milteforanu kontroluj cały czas wagę psa i trzymaj się ustalonej dawki, żeby nie było takiej sytuacji, że pies przybierze na wadze, a Ty podasz zbyt małą dawkę. Dawka milteforanu to 2 mg/kg masy ciała na dobę co odpowiada 1 ml roztworu na 10 kg.
-
i jeszcze jedno, pisz kochana pisz o tej leiszmanii jak najwięcej. Niektórzy weterynarze zaglądają na dogo, to może im się coś rozjaśni w głowach.
-
To leczycie standardowym lekiem, który jest dostępny w Polsce - u nas jedyny lek z wyboru. Myślałam, że za granicą, gdzie dostępne są bez problemu inne działające leki, chore psy dostają je. Miltefosine działa ponoć rewelacyjnie na leiszmanię, tylko u nas tego nie ma, trzeba by było sprowadzić na import docelowy i czekać pół roku, u was pewnie można dostać bez problemu. Ja również odnoszę takie samo wrażenie jak Ty, oglądając zdjęcia schroniskowych psów i nie tylko. Te wyłysienia na skroniach, kufach, ropiejące oczy, przerzedzona sierść, wychudzenie, biegunki, wymioty, problemy z wątrobą, ponoć psy z leiszmanią mają dwukrotnie powiększoną śledzionę. Tylko u nas weci leczą nużyce, grzybicę a jak leczenie nie przyniesie skutku to na 100 procent jest to alergia na trawę, kurz i dym. Przykre, ale prawdziwe.
-
No właśnie są różne postacie leiszmaniozy. xxxx52 czym leczysz psiaka miltefosine czy innym lekiem?
-
[quote name='xxxx52']tak nie mieszkam w Polsce,ale po pierwszej wizycie u,nie specjalisty i nie w klinice weterynarza juzbylo podejrzenie o lasmanioze.Powiadomilam schronisko ,z ktorego byla psina.weterynarz by nawet nie spostrzegl tej choroby.Juz lepiej nie mysle iile psow w polskich schroniskach umieraja na ta chorobe bo sa nieodpowiednio leczone.ta choroba wyglada na nuzyco-grzybice-swiezbowiec ,ale bez swiadu.do tego dochodzi poczatkowe zapalenie spojowek ,ale na poczatku malo co widoczne.W schronisku to wszystko mozna nie zauwazyc.Bo wezlow chlonnych nikt nie sprawdza,nie sa az tak powiekszone.pieski z lasmanioza moga dozyc tj inne psy odpowiedniego wieku tj zdrowe psy ,ale musza cale zycie brac lekarstwa ,albo co pewien czas otrzymac zaszczyk ktory koszutuje 250 euro[/QUOTE] A twój psiak jest z polskiego schroniska? Większość weterynarzy w Polsce nie zna, bądź udaje, że nie zna tej choroby i twierdzą, że u nas żadnej leiszmanii nie ma. Tylko ciekawe co to za choroba skóry, z objawami jak opisałaś, której polscy weci jakoś dziwnie nie potrafią zdiagnozować? [quote name='xxxx52'] u ludzi nie wystepuja!!!jest to tylko choroba psow![/QUOTE] Jak to nie? [url]http://en.wikipedia.org/wiki/Leishmania[/url]
-
[quote name='bejasty']Daruj sobie ten sarkzm -chyba ,że piszesz o sobie !!!! Wet ma trudniejsze zadanie niż lek medycyny ludzkiej .Głownie chodzi o wywiad /[B]podstawa do diagnozowania/[/B]czy zdajesz sobie sprawę z tego jakie cuda wtanki potrafia opowiadac opiekunowie ? ile bardzo istotnych szczególow pomijają ,nie zwracają uwagi ? np /autentyczne!/ na pytanie weta jak wygladają kupki -panie a ja tam wiem ,nie patrzę jak sra....albo kolejny autentyk -8 m-cy sunia od kilku dnia wymioty a czy robila kupę "nie wiem" czy ma apetyt "chyba tak bo coś tam zjadła" /brzuch twardy /a czy nie ma możliwości ,że złapala coś na spacerze "oj nie bo stale na nią patrzę" psiak dostaje skierowanie na RTG nie wykonują bo brak czasu..Zmieniają weta bo ten sie nie zna /inny diagnozuje i leczy anginę/ po 2 dniach psiak odchodzi przyczyna perforacja jelita po zjedzeniu szyszki !!! Przytoczylam te przykłady a moglabum jeszcze wiecej ,w celu zmysłowienia nam opiekunom zwierzakow ,że wet nie jest cudotwórca ,rzetelny wywiad moze dużo pomóc,zwierzę nie powie co i gdzie go boli to nasza rola.[/QUOTE] Właśnie takie słowa usłyszałam od weta, że nie jest cudotwórca, czy jasnowidzem, gdy prosiłam o wyleczenie psa. Co z tego, że ja się naprodukowałam, skoro weterynarze nie słuchali, co do nich mówię. Znaleźli się nawet tacy, którzy zrobili sobie niezły ubaw z choroby, której nie potrafili zdiagnozować. Słyszałam, że wymyślam choroby, pytali co robi zdrowy pies w lecznicy, wypychali nas z gabinetu, z radosnym okrzykiem, że pies jest piękny i zdrowy, a jeden wybitny specjalista kazał przywieźć psa jak choroba będzie bardziej rozwinięta, to on wtedy powie co to jest, bo na razie to nie widzi choroby u psa, oczywiście badań nie wykonał żadnych i za wizytę skasował odpowiednią sumę. Na nic zdał się mój upór polegający na usilnym tłumaczeniu, że z psem jest źle i jakie ma objawy. Wśród naszych wędrówek po weterynarzach znalazł się nawet wet cham, który po kolejnym naszym wkroczeniu do jego lecznicy bezczelnie wybełkotał cyt. "Co znowu nie tak?". Ja wiem, że jest multum nieodpowiedzialnych właścicieli zwierząt, ale do jasne ciasnej to nie oznacza, że tym wrażliwym, troskliwym, którzy znają własnego zwierzaka na wylot należy odmawiać pomocy i wyśmiewać. [quote name='bejasty']Jestem przekonana ,że każdy prawdziwy lek wet też przeżywa ,analizuje przyczyne ewentualnej porażki,a wizyta z wyleczonym psiakiem jest dla niego nagrodą.[/QUOTE] Tak, zgadza się prawdziwy lekarz wet, szkoda tylko, że jest ich tak strasznie mało, że praktycznie są niewidoczni.
-
[quote name='xxxx52']mojemu psu wszystko wykonano tzn badanie krwi ,wymaz spojowkowy,i biopsje ze wezlow chlonnych.Piesek otrzymuje codziennie pol tabletki ,a jest juz zamowiona przez klinike szczepionka. Wlosy pieknie na glowie i wkolo uszu wyrosly,juz nie ma zapalenie spojowek.[/QUOTE] Tak, ale Ty w Polsce chyba nie mieszkasz. U nas pies by kojfnął, a weterynarze nie wiedzieli by na co. Zdrówka życzę psiakowi. Niedawno czytałam opisywany przez lekarzy przypadek zarażenia leiszmanią u człowieka i z krwi nic nie wykryto. Lekarz wykluczył leiszmaniozę na podstawie negatywnego wyniku z krwi. Rana strasznie się paprała i facet poszedł do szpitala. Dopiero tam, po zrobieniu biopsji wykryto leiszmaniozę. Dlatego zastanawiam się czy u psów testy z krwi są wiarygodne.
-
[quote name='vallhund']Z krwi można zrobić test serologiczny (ELISA), np. w Laboklinie, czyli że praktycznie w każdym gabinecie wet. można to zrobić. Mam tylko stary cennik - koszt to ok. 100zł (można zadzwonić na infolinię Laboklinu i tam uzyskać aktualną cenę). Badanie PCR ze zmian skórnych lub węzła chłonnego to 110 zł.[/QUOTE] Na stronie Laboklinu pisze, że krew nie nadaje się do badania. Materiał do wykrycia leiszmaniozy to: punktat szpiku kostnego lub węzłów chłonnych, biopsja skóry, wymaz spojówkowy. [url]http://www.laboklin.de/pdf/pl/wetinfo/informacje_laboratoryjne/infektionserreger_pcr.pdf[/url] Nie wiem na ile wiarygodne są te testy serologiczne z krwi i czy są w stanie wykryć leiszmanioze.
-
Bardzo trudny. Wiesz jak jest ciężko u chorego zwierzaka postawić prawidłowa diagnozę i rozpocząć leczenie dające widoczne efekty? To boli jak cholera, gdy ma się świadomość, że za moment pacjent będzie zdrowy i jego właściciel już więcej nie zawita w lecznicy z tym problemem.
-
[quote name='dorobella']Jesteś tak niedouczona, że nie zdajesz sobie sprawy, że nużeniec może nie wyjść w zeskrobinach, a wyjdzie w teście punktowym.[/QUOTE] Całe szczęście, że ty jesteś douczona razem z tymi weterynarzami, co wykończyli psa.
-
[quote name='Zyga']Wystarczy pójśc ztym samym psem do dwoch roznych wetow i dostaje sie dwie diagnozy,pójsc do 5 wetow,-5 diagnoz .Którą wybrać[/QUOTE] Przebiliśmy chyba wszystkich. Wizyty u ponad dwudziestu weterynarzy i tyle samo diagnoz ilu weterynarzy. Przykre ale prawdziwe.
-
[quote name='pola321']to świerzb. ale wet nie miał strongholdu... więc jakby ktoś mi załatwił to dzięki kase oddam.[/QUOTE] To żart jakiś? Weterynarz pozostawił bez leczenia psa z chorobą zakaźną?
-
[quote name='saraisa']ja się nie znam ale bałabym się to dzielić "na oko" a tam chociaż jest waga medyczna i będzie można dokładnie odmierzyć :) może przesadzam ale na prawdę nie mam doświadczenia w temacie ;)[/QUOTE] Nie przesadzaj, weterynarze leczą "na oko" to i właściciel może lek dla psa podzielić "na oko". Ja tam dzieliłam i żyję, nic mi się nie stało, pies też żyje, choć już leku nie dostaje. :D
-
[quote name='dorobella']Bawisz mnie. Naprawdę.[/QUOTE] Ty mnie również. [quote name='dorobella'] Pies został wykupiony z pseudo, gdzie tatuś pokrył ok.1200 gramową córeczkę, której zrobiono cesarkę, a płód podobno był martwy.[/QUOTE] Skąd wiesz, że to tatuś pokrył córeczkę? Byłaś przy kryciu, czy ci wybitni weterynarze zrobili badania genetyczne martwego płodu? I to krycie tatusiem doprowadziło do braku reakcji organizmu na leczenie? Ja pitolę, to jakieś nowe odkrycie w dziedzinie weterynarii. [quote name='dorobella']Przecież ich nie znasz i nie wiesz jak było. Ach, no tak - wiesz lepiej.[/QUOTE] Ależ skąd. To ty ich znasz i wiesz lepiej, a ja tylko czytam to, co napiszesz na forum, a piszesz za każdym razem coś innego. Raz, że suka miała nużeńca, a za chwilę, że nużeniec wcale się nie namnażał, bo było tylko kilka dorosłych osobników w teście punktowym z kilku miejsc. [quote name='dorobella']Nie masz zielonego pojęcia jaki wkład w leczenie Suni włożyła lecznica, finansowy również, ale standardowo- wiesz lepiej.[/QUOTE] To mnie najmniej interesuje. Ale skoro twierdzisz, że leczyli za pół darmo, to nie ma się co dziwić, że pies wylądował w parku sztywnych. [quote name='dorobella']Wiesz lepiej, że nużeniec się namnażał, chociaż w badaniach wyszło tylko kilka dorosłych osobników, to test punktowy z kilku miejsc, ale przecież ty wiesz lepiej.[/QUOTE] To miała w końcu suka nużeńca czy nie? Biedni weterynarze sami nie wiedzieli, a tyle badań przecież zrobili. Za to dorobella na forum oświadczyła: [quote name='dorobella'][COLOR=#000000]Do tego suka miała nużeńce.[/COLOR][/QUOTE] [quote name='dorobella'] Gronkowiec był infekcją wtórną, ale przecież ty wiesz lepiej.[/QUOTE] Naprawdę? Co ty nie powiesz? Oświeciło wreszcie wybitnych weterynarzy. [quote name='dorobella']Wiesz lepiej i w momencie jak założyłam wątek nie postawiłaś diagnozy, no straszne.[/QUOTE] Dałam pole do popisu weterynarzom, bo to oni są od stawiania diagnoz i leczenia, a nie ja. No i jaki tego efekt mamy? Suka w piachu, bo wet bezradny. [quote name='dorobella']Kilku niezależnych weterynarzy stwierdziło, że właśnie takie badania by wykonali, łącznie z powtórkami, a pies jest prowadzony właściwie.[/QUOTE] Podaj którzy to weterynarze, a gwarantuję ci, że wielu psiarzy ominie ich szerokim łukiem. Większość weterynarzy w Polsce potrafi jedynie: szczepić, odrobaczać, kastrować, sterylizować no i usypiać. [quote name='dorobella']Nie widziałaś jak pies cierpiał. Weterynarz pomógł jej przejść do świata, gdzie nic jej nie boli.[/QUOTE] Nie widziałaś jak mój pies cierpiał. Też po drodze spotkałam takich weterynarzy, którzy chcieli pomóc mu przejść na ten lepszy świat, gdzie nic nie boli. Całe szczęście, że szybko od nich uciekłam. Rezultat - pies żyje w tym świecie i też go nic nie boli. Podsumowując: bezradni, ale wybitni weterynarze sami nie wiedzieli co suce dolega, na co to biedne zwierze choruje, więc wymyślali niestworzone historie i udawali, że leczą za pół darmo, bo przecież tacy z nich wielcy miłośnicy zwierząt. Szkoda tylko, że po raz kolejny im się nie udało.
-
A my dalej żyjemy i mamy się świetnie. saraisa - 60 mg dzielisz na pół i po problemie, a kapsułki weź od lacidofilu. Jest bez recepty w aptece. Ja tak robiłam. Lacidofil dosypywałam do jedzenia, a kapsułki miałam do vetorylu.
-
[quote name='dorobella'] Ale przecież ty wiesz lepiej.[/QUOTE] Wychodzi na to, że tak, skoro własnego psa musiałam sobie sama zdiagnozować. [quote name='dorobella']W leczeniu Suni, na szczęście, nikt nie uprawiał jasnowidztwa[/QUOTE] Jak to nie? To skąd było wiadomo, że to sunia z chowu wsobnego? Badania genetyczne ktoś jej robił? [quote name='dorobella']Jeśli pies piszczy z bólu, cierpi, a leczenie nie skutkuje- i to nie tygodniowe, nie miesięczne, ale kilkunastomiesięczne leczenie z wykonywaniem badań - to człowiek, który nie może bezsilnie patrzeć na cierpienia swojego psa- wg niektórych z was jest mordercą. A wet ma współudział. W sumie ja też, bo powiedziałam, że dobrze zrobiła- wiedząc w jakim była stanie.[/QUOTE] Pod warunkiem, że jest to prawidłowe leczenie, a nie byle goowno, nic nie dające. Rozumiem właścicieli i nie winię ich, bo to nie oni są weterynarzami, nie oni mieli leczyć. Właściciele suni w niczym nie zawinili. Jeździli do weterynarzy, prosili o pomoc, nie żałowali pieniędzy na leczenie - lepszych właścicieli nie można sobie wyobrazić. W tym przypadku winni są tylko i wyłącznie weterynarze, bo od początku nie podjęli prawidłowego leczenia, co doprowadziło, że sunia cała się porozdrapywała, a co najgorsze, do samego końca nie zdiagnozowali psa, bo ten gronkowiec i nużeniec nie namnażał się bez powodu. Dlatego też nie było prawidłowej reakcji organizmu na podjęte, z resztą byle jakie leczenie. To weterynarze zamordowali tę sunię. Nie, wet nie miał współudziału w morderstwie. WET ZAMORDOWAŁ, zamiast uratować - wyleczyć. O tobie nie przypominam sobie, abym się gdziekolwiek i kiedykolwiek wypowiadała. To tyle.
-
[quote name='dorobella']Mylisz się moja droga, żeby nie rzec, iż jesteś w błędzie. Zbyt pochopnie ich oceniasz. Twoim zdaniem można było gronkowca zaleczyć.[/QUOTE] Oczywiście, bez problemu. Jak długo był podawany antybiotyk, na który gronkowiec był wrażliwy? [quote name='dorobella'] Do tego suka miała nużeńce. Sunia z chowu wsobnego, z pseudo.[/QUOTE] A jakie to ma znaczenie skąd była? Zachorowała jak każdy pies może zachorować. A gdyby była z renomowanej hodowli, z chowu wsobnego, bo takie psy też są, to była by jakaś różnica? A gdyby była ze schroniska, z nieznanego chowu, to pewnie już na dzień dobry zaproponowali by uśpienie, bo to tacy weci byli. Jakie leczenie zastosowano na tego nużeńca? Peroxyvet i advocate? Ciekawe, czy swoje psy by tak leczyli na nużeńca? Poczytaj sobie jak się leczy psa chorego na nużeńca i gronkowca. Wydrukuj to i zanieś tym cudownym wetom, niech się douczą. [URL]http://emir.eev.pl/printview.php?t=1169&start=0&sid=6624f6622e438fdb83542a19d1c62737[/URL] [quote name='dorobella']Lekarze powiedzieli, że stan psa jest taki, a nie inny, powiedzieli również, że tu leczenie będzie trwało bardzo długo i nie wiadomo jakie będą rezultaty.[/QUOTE] Mi lekarze mówili rożne i śmieszne rzeczy. Nasłuchałam się przez lata tych bzdetów, dlatego zwyczajnie im nie wierzę. Prawda jest taka, że to właśnie ci lekarze doprowadzili sunię do takiego stanu, że się cała porozdrapywała, bo nie podjęli prawidłowego leczenia. [quote name='dorobella']Myślę, że i weci i właściciele nie poddawali się do końca. Nie zawsze się udaje.[/QUOTE] No jak wet do bani, to się prawie zawsze nie udaje, chyba, że właściciel zacznie sam leczyć.
-
Problemy skórne, alergia i nie wiadomo co - błękitny staffik
xxxjaxxx replied to Martens's topic in Dermatologia
[quote name='dana19']Po paru próbach podawania leków odczulających i zmniejszających świąd, stwierdziła że nie ma poco psa dalej truć lekami lecz trzeba zrobić badania alergiczne i szczepionkę odczulającą koszt ok. 1000zł.[/QUOTE] Eeee tam, tylko 1000 zł? Może od razu 10000 zł, będzie szybszy zarobek. :D -
Zrób wymaz z tych rozdrapanych ran. Jeśli wyjdzie gronkowiec trzeba będzie podać antybiotyk, tylko nie krócej niż 3 tygodnie, bo wróci wszystko od nowa. Nie daj się nabrać wetowi, że wystarczy 7 dni, bo on zarobi na dodatkowych wizytach, a Twój pies będzie cierpiał. I dalej szukasz przyczyny dlaczego ten gronkowiec się namnaża. Jeśli z wymazu nic nie urośnie, to może pies zaraził się świerzbem. Wystarczy kontakt z chorym psem, albo jakąś padliną i pies zarazi się tym pasożytem. W pierwszej kolejności idź do weta i zrób wymaz. Na wynik i tak będziesz musiał poczekać około tygodnia. W te alergie jakoś tak nie wierzę, zwłaszcza takie, co się przerzucają na inne psy i domowników. :D
-
[quote name='kalthoom']U nas tak zaczęły się problemy z tarczycą i po podawaniu leków, zmiany się cofnęły i poprawiła się jakość futerka. Ale może też się tak objawiać alergia na ślinę pcheł, roztocza itp. Moje futro dostaje też podobnych zmian po kąpielach w pobliskiej rzece lub wytarzaniu się z jakimś błotku lub stawie,więc tego unikamy, a jesli się zdarzy to kąpiel po spacerze-spłukanie psa samą wodą .[/QUOTE] [quote name='dorobella']Badania krwi w kierunku tarczycy były wykonane w Laboklinie, są w normie. Był pobrany wycinek, zresztą na zdjęciach widać bliznę, nic nie wyszło. Wymaz w Laboklinie wyhodowano Staphylococcus intermedius- liczne, na chyba 38 antybiotyków na 12 wrażliwy, oporny na 4. Grzybów Laboklin nie wyhodował. Badanie przesiewowe, test początkowy roztocz, pyłki, ślina pcheł, spory grzybów(wszystkie RK 0). Suka dostawała też melatoninę. Jest stałym bywalcem lecznicy, ma czyszczone gruczoły, ma wyczyszczone zęby, regularnie usuwane włosy z wnętrza ucha, kąpana w szamponach, które nie podrażniają skóry.[/QUOTE] Wszystko by było ok gdyby sunia została zdiagnozowana i okazało by się, że ma np. jakąś nieuleczalną chorobę, że nie ma na to leku, a dotychczas podawane nie działają i wówczas weterynarze proponują uśpienie, bo zwierzak się męczy. Ale oni na miłość boską nawet jej nie zdiagnozowali! Do końca nie wiedzieli co temu psu dolega. Bo przecież ten namnażający się gronkowiec, z jakiegoś powodu nie był ostateczną diagnozą. On się namnażał z jakiegoś powodu i skoro był wrażliwy aż na tyle antybiotyków, to bez problemu można było go zaleczyć. [quote name='vicvictoria']Masz rację . 90% weterynarzy to WIELKIE DNO . Nieuki , którym chyba nie udało się dostać na medycynę , chcą tylko żeby się do nich zwracać "panie doktorze " .[/QUOTE] Ja tam mogę i do nich mówić "jaśnie hrabio" byleby tylko potrafili postawić prawidłową diagnozę. Pal licho już z leczeniem, najwyżej poszukam sobie sama odpowiednich leków w necie.
-
[quote name='dorobella']Stan się pogorszył pomimo leczenia, pies rozdrapywał sobie skórę, leki nie pomagały, piszczała z bólu, uciekała przed dotykiem, oprócz tego pomiędzy palcami łap powyrastały jej narośla. Te zmiany na skórze, które widać rozlały się, aż do ogona i w kierunku tułowia, zwiększyły obszar, bolesne rany, sączące. Kolejne badania i antybiotyki nie przynosiły poprawy. Testy, zeskrobiny, wycinki, badania krwi, moczu i inne. Pies cierpiał. Decyzja o eutanazji była dla właścicieli bardzo bolesna. Ja wiem ile kasy wydali na wizyty, badania, leki, dojazdy. Miałaby na pewno ze dwa YT z renomowanej hodowli. W ostatniej fazie pies się drapał non stop, piszczał i nie pozwalał dotknąć, tak ją bolało. Leki już nie pomagały.[/QUOTE] SZOK!!!! Normalnie SZOK jakich mamy beznadziejnych weterynarzy! Właścicielom się nie dziwię, bo psychicznie nie wytrzymali, ale jak mieli wytrzymać, skoro prawie od roku, jak nie dłużej musieli patrzeć każdego dnia na cierpienie własnego, kochanego zwierzaka. I mimo wydanej ogromnej sumy pieniędzy na leczenie, żaden zafajdany weterynarz nie potrafił wyleczyć psa. Jak ci weterynarze pokończyli te studia? Chyba na zasadzie panda3 i dalej do przodu. Idziesz później z chorym zwierzakiem do takiego pajaca, a ten z debilnym uśmiechem na swej parszywej gębie mówi ci , że choroby nie widzi, albo, że nie wie co to jest, bo nikt nie jest jasnowidzem i kasuje stówę za wizytę. Nie ma to jak dobrze zarobić na cierpieniu zwierząt. Jak później zaufać takim wetom? Jak uwierzyć w ich błędne diagnozy? Jak nie podjąć samemu leczenia własnego zwierzęcia, skoro leczenie specjalistów przynosi tylko cierpienie, na które my - właściciele musimy patrzeć i jeszcze za to goowno drogo płacić. Własnego psa też musiałam sobie sama zdiagnozować i wyleczyć, bo weterynarze nie potrafili. Gdybym słuchała tych wybitnych weterynarzy, to pies już dawno by mi kojfnął. Sorry, że tak ostro, ale po przeczytaniu postu dorobelli jestem zbulwersowana na MAX.
-
[quote name='gryf80']czy można dowiedziec się czemu zwierzę poddano eutanazji?[/QUOTE] Też jestem ciekawa. Czy to z powodu tych niewielkich zmian skórnych, których weterynarze nie potrafili zdiagnozować czy może jakieś inne choróbsko było przyczyną uśpienia suni?