Jump to content
Dogomania

xxxjaxxx

Members
  • Posts

    221
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by xxxjaxxx

  1. Za blisko masz sąsiadów tych A. Na wsi to odległość około 200 metrów jest ok. Wtedy nic nie widać i nic nie słychać. :D Zamknij swoje psy w domu, otwórz bramę i gdy jazgoty wbiegną na twój teren to zamknij szybko bramę i zadzwoń po policję, że ci wściekłe burki sąsiadów wtargnęły na posesję i sieją postrach. Niech policja przyjedzie i osobiście im te psy odprowadzi. Zażądaj ukarania właścicieli za to, że nie pilnują swoich psów. I olej komisyjnie teksty typu jak żyjesz z sąsiadami, bo to jest tylko i wyłącznie twoje sprawa. Ty swoich psów pilnujesz i nikomu nie szkodzisz, więc tego samego żądasz od sąsiadów, z resztą zgodnie z prawem, a jak komuś coś nie pasi, to niech weźmie sobie te jazgoty twoich sąsiadów. Będziesz miała wreszcie spokój.
  2. Majcia, to napisz mi na pw. Ja często bywam w Płocku i jak będziesz miała kiedyś ochotę, to możemy się nawet spotkać i sobie pogadać. Malawaszka, Segan to selegilina. Cofnij się do pierwszych stron wątku, a najlepiej zacznij czytać temat od początku, to znajdziesz trochę informacji.
  3. [quote name='Isaczek']Witajcie, Mam kilka pytań: moja psin została zdiagnozowana ZC, po następujących parametrach. 1.Objawy zewnętrzne: bardzo pije i dużo oddaje moczu. 2. Biochemia: Fosfataza alkaliczna - wynik 515,4 norma- 108 3. Stosunek kortyzol/kreatynina 43,9 norma - 26,5 Na wyniku z laboratorium była interpretacja. Cyt. Wynik badania wskazuje na wzmożone wydzielanie kortyzolu. Przyczynę takiego stanu należy wyjaśnić za pomocą dalszej diagnostyki w kierunku nadczynności kory nadnerczy. Test hamowania niskim dawkami deksametazonu. Mój lekarz nie robił psince dodatkowych bada, tylko zapisał Lek Segan. Sunia po nim czuje się źle. Co robić?????? oprócz odstawienia leku, sugerować dalszą diagnostykę wetowi?[/QUOTE] Z tego co się orientuję Segan działa na cushinga przysadkowego. Na nadnerczowego nie. Moja suka jest już dłuższy czas na Seganie i jest wszystko ok. Chyba będziesz musiała zainwestować w vetoryl
  4. [quote name='vicvictoria']Ja to bym się bała prowadzić taką wojnę , bo jak sąsiad złośliwy , a na to wygląda , to następnym razem może podrzucić truciznę . Ludzie są okropni ! i trzeba brać wszystko pod uwagę ![/QUOTE] Truciznę to jej w końcu podrzuci jak nic nie będzie robiła, bo uzna, że mu wszystko wolno. Życie mnie nauczyło, że nie należy być grzecznym, miłym i spokojnym, bo ci ludzie wejdą na głowę, nasrają i zatańczą kankana. Teraz rządzi chamstwo! Chama wszyscy się boją, więc go szanują, bo głośno drze mordę i jest nieobliczalny. :D A na poważnie, to miałabym patrzeć jak moje zwierzę cierpi na własnym terenie, bo się najadło brudów wrzuconych przez złośliwego sąsiada? W mordę bym mu przyfasoliła tymi kośćmi i niech sam zeżre. Już jeden ze mną zaczął, to wylądował nogami do przodu. Złożyłam donos do prokuratury i jak w sądzie karnym zainteresowali się panem M to nagle zmarł, tak z dnia na dzień i teraz mam spokój.
  5. [quote name='Majcia'][COLOR=purple]Nigdy w życiu nie czułam się tak oszukana jak tego dnia kiedy moja Maja odeszła (przecież ona miała wyzdrowieć!). Ja już nie cofnę czasu i tylko do siebie mam ogromny żal, że tak ufałam tamtym weterynarzom, którzy „leczyli” moją wyżlicę. [/COLOR] [COLOR=purple]Oni po wszystkim, nie potrafili się nawet zachować. Powiedzieli, że trzeba było zawieźć psa do Warszawy dać 1000 zł i że i tak przywieźlibyśmy trupa… a przecież daliśmy im tyle pieniędzy…[/COLOR][/QUOTE] Majcia, można wiedzieć która to lecznica taka "profesjonalna"?
  6. Tu nie potrzeba żadnego ryzyka epidemiologicznego. :D Facet złośliwie zaśmieca jej prywatny teren i wyrządza szkody, bo leczenie psów kosztuje.
  7. kasiek, masz 2 wyjścia: - wytoczyć sąsiadowi proces w sadzie. Skontaktuj się z dzielnicowym, opowiedz mu co wyprawia sąsiad i dzielnicowy z pewnością udzieli dalszych informacji jak postąpić - za każdym razem, gdy sasiad wrzuci kości na twoją działkę zbierać je szybo i oddać mu z powrotem, czyli wrzucić na jego działkę. Możesz mu jeszcze dorzucić swoich śmieci np. resztki z obiadu : ziemniaki, makaron, marchewkę, sałatę nadgniłą i wszystko co ci niepotrzebne. Jak raz i drugi pozbiera, to może zacznie szanować cudzą własność.
  8. Przy dirofilarii też występuje świąd skóry. Uważaj, żeby za jakiś czas gdzieś się guzek nie pojawił?
  9. Coś wcześniej wspominałaś o polu. Mieszkasz poza miastem ( wieś)? Czy to pole jest nawożone obornikiem? Spoko dojdziemy prędzej czy później w czym problem.
  10. A bakteriologie kału robiłaś, czy tylko same pasożyty były szukane?
  11. Weź poobserwuj dobrze w jakich sytuacjach ona się drapie. Czy drapanie mija kiedy np. jest sama, bez pozostałych psów np. na spacerze tylko z Tobą. Weź ją samą na dłuższy spacer i obserwuj, czy będzie się drapać.
  12. Jeśli pies drapie się od pół roku, to wierzyć mi się nie chce, że skóra i włos są idealne. To co, powietrze drapie? Przecież już samo częste drapanie uszkadza sierś albo skórę. A co powiedział weterynarz na to drapanie? Jeszcze jedna rzecz jaka przychodzi mi do głowy to stres. Może coś nie tak z hierarchią w stadzie i suka się stresuje.
  13. xxxjaxxx

    malasezia

    [quote name='isabelle301']Gdybym słuchała tych wszystkich wetów po drodze to mój pies nie dożyłby 2 roku. Najpierw były ostre hot-spoty, które rozłaziły się masakrycznie, potem to brunatnienie. Antybiotyk kilka miesięcy... potem wetka stwierdziła, że hodowca mnie oszukał - mam kundla który brązowieje. Zmieniłąm weta... walnął psu ketokonazol do gębnie.... było coraz gorzej. Był nawet Dembele - teoria trądziku młodzieńczego. Były kąpiele w Hexodermie,w płynach i szmaponach leczniczych a ciało pokrywało coraz więcej strupów. Były sterydy po których mój pies dostawał depresji i lezał jakzużyta szmata... Gdy trafiłam w końcu do myślącej wetki okazało się, że niedoczynność już wpłynęła na serce - leciutkie przerosty, poziom hormonów niemal zerowy. To cud że ten pies jeszcze żył. Okazało się, że ketokonazol hamuje jeszcze tarczycę... Dostał hormony, się poprawiło. Ale potem znowu zaczął brunatnieć - zrobiłam testy na alergeny całoroczne oraz pokarmowe. Wyszła krowa i owca... w wieku roku przeszliśmy na Barfa częściowo, po ok 6-7 miesiącach już na całego. Pies bywa kąpany w zwykłym szmaponie jodoforowym średnio co 2 lata (dużo tych kąpieli w swoimżyciu nie miał), jest suplementowany spiruliną, algami, Kelpem, cynkiem chelatowanym, drożdżami, jada zmielone skóry z łososia (z ogromem oleju) i w końcu problem jest trzymany w ryzach.[/QUOTE] A neosporozę i salmonellę to wzięła pod uwagę ta myśląca wetka? :D
  14. A sierś i skóra wjakim stanie? A kupy jakie są? Przyjrzyj się dokładnie kupsztalom. Od kiedy trwa to drapanie?
  15. Ale się zbulwersował jakiś weterynarzyk. :D Tylko ciekawe po co przylazł na dogomanię, jak to forum jest dla niego takie beeeeeeee?
  16. [quote name='Martens']Ano, po tych wszystkich tekstach w necie opisujących Dembele jako cudotwórcę, przez chwilę myślałam, że tylko mi się śni, że przyjechałam 100 km na wizytę, której 3/4 czasu siedziałam w gabinecie z praktykantką, a lekarz wpadł na koniec i orzekł z powietrza, że wmawiam sobie, że mój pies jest chory :p[/QUOTE] Ja miałam taki sam sen! :evil_lol:
  17. [quote name='malagos']To jakiś skrajny przypadek, często rzeczywiście stan skóry wraca do normy po odżywieniu psiaka. no nic, może ktoś jeszcze mi podpowie, ma może doświadczenie przy pracy z psami zaniedbanymi?[/QUOTE] Świerzb brałaś pod uwagę? Suka się błąkała, mogła się zarazić. Wylej tego strongholda i poobserwuj. Choroby odkleszczowe: borelioza, erlichioza. Czym odrobaczałaś? Nieraz jednorazowe odrobaczenie nawet najlepszym preparatem nie wystarcza, trzeba pociągnąć kilka dni. Ja nie zakończyłam pomocy. Musiałam pomóc mężowi rozładować meble, bo przywieźli i poprzedni post szybko wysłałam, bo i tak by mnie wylogowało. A szczeniak znajomych okazał się zarobaczony jak jasny gwint i z tego zarobaczenia dostał nużycy. Też go odrobaczyli na dzień dobry - jednorazowo drontalem.
  18. [quote name='malagos'] Wet. który sterylizował sunię na razie złożył to na karb wyniszczenia i długiego niedożywienia, zalecił obserwację.[/QUOTE] Jak przeczytałam to zdanie, to od razu przypomniała mi się sytuacja znajomych, którzy adoptowali szczeniaka ze schronu. Po kilku dniach od adopcji szczeniak zaczął łysieć. Najpierw kufa, potem wyłysiała cała głowa i przedpiersie, przednie łapy, z oczu lały się łzy, na grzbiecie łupież, a wet kazał obserwować, bo według niego mogło być to niedożywienie, bo szczeniak ze schronu.
  19. [quote name='malagos']Od czego zacząć?[/QUOTE] Od porządnego odrobaczenia. Możesz sukę pociągnąć aniprazolem nawet przez 5 dni i po 2 tygodniach powtórzyć. Na skórę wylej stronghold, w mazowieckim i tak szleje dirofilaria, wiec nie zaszkodzi. Możesz przebadać kupę, ale jak nic nie wyjdzie to wcale nie oznacza, że robali nie ma. Po sterylce drapała się mniej, bo pewnie brała antybiotyk, który przy okazji tłukł namnażające się bakterie na skórze. Jeżeli podejrzewasz alergię pokarmową, to zmień karmę i obserwuj. A jak na ten problem skórny zareagował wet, co sterylizował sukę?
  20. [quote name='mazda73']To wychodzi na to, że jestem naiwna i wierzę w ludzi i jednocześnie mam szczęście do lekarzy. Na 4 z którymi miałam do czynienia tylko jeden babsztyl był niekompetentnym i zachłannym lekarzem który zabił mi psa. Pozostali jak tylko się dowiadywali, że moja "Gruba" jest ze schroniska traktowali ją lepiej niż inne "normalne" psiaki. Stała się zwierzęciem uprzywilejowanym, bezkolejkowym a koszty leczenia spadały do minimum. Czasami to aż mi głupio...[/QUOTE] To niech ci nie będzie głupio. Teraz już wszyscy psiarze wiedzą, co mówić podczas wizyty u weta - że ich pies jest ze schroniska. :D Nieważne, że wygląda jak rasowy i ma tatuaż w uchu, czy pachwinie. Jest ze schroniska i koniec, bo jak widać dla weterynarzy psy rodowodowe, kupione za uczciwie zarobione pieniądze są gorsze i z ich właścicieli należy wydoić dodatkową kasę, aby się szybko wzbogacić.
  21. [quote name='ma_ruda']Tymczasem okazało się, że na miejscu nie można zrobić żadnej diagnostyki: pobierają krew do badania od pon do czwartku do godz 15, wyniki najwcześniej następnego dnia. Jest przestarzałe USG, na którym niewiele widać. Ale przede wszystkim, to o czym piszesz, codziennie przyjmuje inny lekarz. Początkowo myślałam, że to może być zaletą. Ale niestety...mogę powtórzyć to co napisałaś: nie konsultowali się ze sobą a przede wszystkim nie słuchali a w każdym razie nie reagowali na informacje o obserwowanych przeze mnie objawach. Nie ma czegoś takiego jak lekarz prowadzący, z którym można byłoby się w razie potrzeby skontaktować choćby telefonicznie (i który by kojarzył pacjenta). Ja początkowo tego niestety nie dostrzegałam. Zorientowałam się po kilku dniach codziennych wizyt. Jeden z lekarzy był wtedy cały czas wpatrzony w komputer, w którym jak myślałam, czytał historię choroby mojego psa. Pod koniec wizyty okazało się, że owszem- studiował kartę mojego psa, tylko nie żyjącego od sześciu lat.[/QUOTE] To jest najlepsze :D:D:D Widać dla tego weta nie miło żadnego znaczenia, czy poda leki żyjącemu psu, czy resztkom zwłok jeśli jeszcze jakieś pozostały. I jak tu traktować poważnie weterynarzy.
  22. [quote name='Artur111']U 20 lekarzy przeprowadzono badania diagnostyczne ? (krew/ka/zeskrobiny/usg/rtg lub inne) Czy może każdy z nich powiedział [U]co może podejrzewać[/U] osobiście? Wszyscy tak kategorycznie i jednoznacznie stawili precyzyjne diagnozy, czy dawali może alternatywę w tym przypadku?[/QUOTE] Część weterynarzy robiła badania, niektóre nawet powtarzali wielokrotnie dla pewności, a pozostali diagnozowali i leczyli na oko. :D [quote name='Artur111']Poza tym 20 wizyt odbywa się raczej w pewnym przedziale czasu, a nie w jednym dniu.[/QUOTE] Zgadza się. Okres czasu był dluuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugi - ponad 2 lata, a nie 1 dzień. :D [quote name='Artur111'][B]Proces chorobowy jest dynamiczny i obraz kliniczny pacjenta zmienia się w czasie, więc nie możliwe aby każdy z lekarzy widział i opisywał te same zmiany.[/B][/QUOTE] [B]Opisywali te same zmiany. Widocznie trafialiśmy na tłumoków. :D [/B] [quote name='Artur111']---Pierwszego dnia piesek będzie smutny i weźmie się go na przeczekanie. ---Drugiego dnia (czasem dużo później) piesek wymiotuje - Diagnoza zapalenie; żołądka / gastritis / zatrucie (3 różne i te same diagnozy) --- Trzeciego dnia piesek ma biegunkę- Diagnoza; zapalenie jelit / enteritis / zatrucie/ niestrawność (4 różne i te same diagnozy)[/QUOTE] Idź bajki opowiadać dzieciom w przedszkolu, pewnie szeroko otworzą buzie i będą łykać. Nie ze mną te numery, bo za stara psiara jestem. :D [quote name='Artur111']Te 20 "diagnoz" to często [B]wymuszone z pośpiechu właściciela[/B] [B]podejrzenia, albo opis objawów a nie diagnozy.[/B][/QUOTE] Nic na nikim nie wymuszałam. Widocznie jesteś takim samym wetem jak ci do których jeździłam. [quote name='Artur111']Z moich 10 letnich obserwacji w praktyce lek-wet ok 80% klientów oczekuje "diagnozy" w pierwszych minutach wizyty Czasem pierwsza "intuicyjna diagnoza" (podejrzenie lekarza) jest wymuszone naciskami [I]"...to co mu w końcu jest...? " [/I]Lekarz odpowiada w końcu, "...to jest to, lub to...", "...moim zdaniem to będzie..." I tu już większość osób przywiązuje się trwale do "rozpoznania" nie biorąc pod uwagę, że to za wcześnie na taką kategoryczną pewność. W wielu przypadkach również to co mówią lekarze nie jest zwyczajnie dobrze zrozumiane. Otóż wiele chorób istnieje w nomenklaturze pod różnymi nazwami. Nazewnictwo jednostek chorobowych nie jest klarowne. [B]Przykład[/B] [I]Starość/ procesy starcze Zaburzenia neurologiczne Porażenie wiotkie Niedowład, zaniki mięśni Zaniki neurologiczne Brak odruchu korekty Nietrzymanie moczu Zespół końskiego ogona[/I] To wszystko powyżej to określenia tej samej choroby lub występujących równolegle zjawisk chorobowych, a każdy lekarz może użyć innego i stąd biorą się nieporozumienia. Inna sprawa, że pomimo dobrych chęci czasem nie zostajemy dobrze zrozumiani: [I]-"Ten guzek należy usunąć" -"A nie odrośnie ten[B] rak [/B]?"[/I][/QUOTE] [I]A ja w ostatnim czasie, przekonałam się na własne oczy i uszy, ze niektórzy weterynarze nawet czytać i liczyć nie potrafią. Przykład: wet uparcie wmawia klientowi, że jedno opakowanie fenbenatu 200g starcza na jedną tonę paszy i więcej nie potrzeba. Na opakowaniu fenbenatu pisze jak byk cyt. " Świnie dawka lecznicza fenbendazolu to 5 mg/kg mc. W celu przygotowania paszy leczniczej należy zmieszać 2,3 kg produktu z 1 toną paszy i podawać zwierzętom przez 1 dzień lub 425 - 500g produktu z 1 toną paszy i podawać zwierzętom przez 6 kolejnych dni." Czarna rozpacz człowieka ogarnia, jak musi wysłuchiwać takich debili. [/I][quote name='Artur111'][I]Sami widzicie, to nie takie czarno-białe [/I][I]:)[/I][/QUOTE] Jasne, dla weterynarzy wszystko jest trudne i zagmatwane. [quote name='Sybel']20 wizyt - to ile w sumie kosztowały?[/QUOTE] Baaaaardzo duuuuuużo. [quote name='Sybel'] U jakich konkretnie weterynarzy padła jaka diagnoza, przy jakich objawach?[/QUOTE] Diagnozy były różne. :D Teraz to cmoknijcie mnie, nic nie będę opisywać. Najważniejsze, że pies wreszcie zdrowy i ja zadowolona. [quote name='Sybel']Bo tak sobie rzucić, że wszyscy są źli to każdy może.[/QUOTE] My na dobrych nie trafiliśmy. Teraz to zaprowadzę psa do weta tylko na szczepienie. Sami do tego doprowadzili. :D
  23. Takimi dawkami prazykwantelu jak są w psich tabletkach to można jedynie pchły odrobaczać a nie psy. :D Nic dziwnego, że regularnie odrobaczane psy mają robale.
  24. [quote name='evel']Różnie, baaaaaaardzo :lol: To forum to zbieranina zwykłych psiarzy, weterynarzy, hodowców, ludzi związanych z psami prywatnie lub zawodowo, pojawiają się od czasu do czasu wypowiedzi szkoleniowców, czasem warto patrzeć na niektóre rzeczy z przymrużeniem oka ;)[/QUOTE] Z przymrużeniem oka to należy patrzeć na niedouczonych weterynarzy, którzy zamiast leczyć, z uśmiechem na twarzy wykańczają zwierzęta. [quote name='xxxx52']co do weterynarzy ,to czasami pomoce weterynaryjne maja wieksza wiedze od glupich niedouczonych weterynarzy.Niestety coraz czesciej tak jest ,i idac psa do wet musisz wiedze posiadac i praktyke zeby podpowiedziec jemu dypilomatycznie.Nalezy naprawde szukac dobrych weterynarzy ktorym mozna zaufac.Gorzej jest jak psa zostawiasz w klinice................. Poza tym na tym forum uwazam ,ze powinni sie wypowiadac ,chociaz i zdania moga byc czasami rozne tylko milosnicy zwierzat ,ci co maja kontakt z psami.Nalezy informacje podane w postach, nie z przymrozeniem oka czynic,bo to chodzi czesto o sprawy zycia i smierci zwierzat ,ale nalezy te informacje skonsultowac z zaufanym,dobrym weterynarzem i miec do niego pelna game pytan i spostrzezn.[/QUOTE] A najlepiej nakupować sobie ksiązek weterynaryjnych i samemu zdiagnozować psa. :D Weterynarzy szukać tylko UCZCIWYCH. Krętaczy, co migają się z odpowiedziami albo kity wciskają omijać szerokim łukiem.
  25. [quote name='xxxx52']xxxjaxxx-to nie jest jedno schronisko to sa psy z roznych schronisk Wiesz ,o ile sie szybko rozpoznana choroba u psow i szybko podane sa odpowiednie leki, nie prowadzi do smierci.Moja znajoma ma psa beagla juz 12 lat chorego na leishmanioze.Juz od 2 lat nawet juz lekow pies nie otrzymuje.Oczywiscie jak sie psy nie leczy dochodzi do smierci.[/QUOTE] Zgadza się jak pies będzie odpowiednio leczony to będzie żył, ale jak właściciel z chorym psem jeździ przez kilka lat po weterynarzach i prosi o leczenie a weterynarze jedynie potrafią walić sterydy albo śmiać się i wyłudzać pieniądze za g. dające leczenie, to taki pies długo nie pociągnie. Pies od kilku lat wyłysiały, trzy włoski na krzyż, że skóra prześwituje a mądra pani weterynarz wali prymitywny tekst, że teraz jest dobrze, bo wcześniej to pies miał za dużo sierści i parska śmiechem. Pies zaczyna się potwornie męczyc, kazdy krok sprawia ogromny wysiłek, zieje jakby przebiegł kilka kilometrów w upalny dzień, to kolejny weterynarz pakuje w niego leki na serce. Nie wazne, że te leki nie dzialaja, dodatkowo z lazawiących oczu robia się ropiejące i nie działają żadne krople, zapadają się skronie, pies odmawia jedzenia, picia, nie wychodzi na dwór. Siłą raz dziennie wyciągany ( bo to wielki pies) z domu, żeby się załatwił, przesypia praktycznie 24 godziny na dobę a weterynarzom wesoło i mowią, że nie wiedzą co to jest. Cudem allopurynol ożywia psa! Ze zdechlaka robi się normalny, żywy pies. Z dnia na dzień wracają chęci do życia, jedzenia, picia, mija notoryczne zmęczenie, pies przestaje ziać, zaczyna się bawic i chodzic na spacery a oczy same wracaja do zdrowia - przestaja ropieć i łzawić. Normalnie czary jakieś. :D [quote name='JamniczaRodzina.']xxxx52 a Ty jesteś weterynarzem?[/QUOTE] Co z tego, że ty jesteś i inni też są jak nic nie potraficie zdiagnozować i wyleczyć. Doprowadziliście do tego, że ludzie sami leczą wlasne zwierzęta, bo na weterynarzy nie ma co liczyć. Sterydy zjedzcie sobie sami. Smacznego. My wlasciciele psów chcemy mieć ladne, zdrowe psy, bo dbamy o nie jak należy. Nie chcemy wyliniałych potworków z przerzedzoną sierścią, ropiejacymi oczami i ziejącymi ze zmęczenia po zrobieniu dwóch kroków. Wystarczy wlaścicielowi powiedzieć prawdę i rozpocząc prawidłowe leczenie. Każdy normalny człowiek zrozumie, że mamy nowe choroby w Polsce. Ale znęcania się nad zwierzętami i bezczelnego wysmiewania się to żaden kochający zwierzęta człowiek nie zniesie.
×
×
  • Create New...