Jump to content
Dogomania

jolasek

Members
  • Posts

    448
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by jolasek

  1. Jeszcze raz dzięki. Byłoby najlepiej żeby to był pies tej kobiety. A ona go gdzieś ogłaszała?
  2. Dzięki za ogłoszenia. Przekazałam wiadomość dalej, przy najbliższej okazji sprawdzi się czy reaguje na imię Aro.
  3. Ifka może państwo skuszą się na labka? [url]http://www.dogomania.pl/threads/215747-M%C5%82ody-czarny-labrador-porzucony-na-wsi[/url]
  4. Mróz. Mam nadzieję, że Duduś znalazł chociaż jakieś schronienie. Spał na ziemi pod gołym niebem. Na wsi jak ktoś go weźmie to na łańcuch.
  5. Możemy się umówić, ale dopiero w piątek. Ja zresztą dość często jeżdżę z psami do lasu za wiadukt. To niedaleko od ciebie, chociaż na piechotę to kawałek. A wy gdzie szalejecie?
  6. Nie ma sprawy:lol:. Ja domyślam się, że masz póki co, jak zawiązać z Kokosem. Ciekawa jestem jak Ci pójdzie z tym uparciuchem. Dziś już było lepiej na spacerach?
  7. Bardzo proszę, może ktoś zwróci uwagę na labusia. [url]http://www.dogomania.pl/threads/215747-M%C5%82ody-czarny-labrador-porzucony-na-wsi[/url]
  8. [quote name='ula_cz']no niestety one tak mają, a najbardziej cielęce oczy robią jak coś zbroją :D z miną: przecież nic się nie stało :)[/QUOTE] Ula masz rację i dlatego ludzie je tak rozpuszczają. To bardzo mądre psy, w mig wiedzą z kim mogą sobie pozwolić na więcej. Jednak nie można ich nie kochać. Ewelina wybacz, ale może ktoś tu zauważy tego kolegę, który niestety śpi pod gołym niebem, na zimnej ziemi. [url]http://www.dogomania.pl/threads/215747-M%C5%82ody-czarny-labrador-porzucony-na-wsi[/url]
  9. [quote name='dogomaniaczkaa']Dzięki dziewczyny za wsparcie. :) Bardzo się przydaje. :) Noc minęła w miarę spokojnie. Kokos na razie nie nabrudził w mieszkaniu. Niestety zaczął się rozkręcać: szczeka i szaleje, co wystawia cierpliwość moich sąsiadów na próbę. Ciągle trwa walka o władzę. Próbuje jeszcze wchodzić na łóżko, ale coraz łatwiej go zgonić. Upodobał sobie kocyk, którym przykryty jest fotel. Niestety ciągle go ściąga i gryzie, a jak mu zabieram próbuje "gryznąć" też mnie (on to traktuje jak zabawę). Ponieważ ma "dygi", które utrudniały mu oddychanie, poszłam dziś do weta (i uwierzcie mi, że Kokos wcale się tym nie zestresował, wręcz był szczęśliwy, że kolejne ręce się nim interesują). Wet powiedział, że te "dygi" mogą oznaczać ataki padaczkowe, które wyglądają zupełnie inaczej niż u ludzi. Prawdopodobne jest również, że po odrobaczeniu "dygi" ustąpią (jeśli są spowodowane toksynami z robali). Dlatego na razie obserwujemy i odrobaczamy (po ciężkich bojach udało mi się wcisnąć Kokosowi tabletki). Według Pani weterynarz Kokos powinien zrzucić około 3 kilogramów (waży w tej chwili 38 kg). Wpłynęłoby to pozytywnie na jego kondycję. Temperatura jest w porządku, pazury nie są za długie, uszy czyste i zdrowe. A ja, oprócz szaleństw w mieszkaniu, nadal zmagam się z problemem w czasie spacerów. Kokos zachowuje się jak taran (bardzo bardzo silny taran). Nie patrzy na nic, tylko ciągnie do upatrzonego celu. Na tym polu przegrywam z kretesem i jak myślę o kolejnym spacerze, to już wszystko mnie boli. :-( Mam nadzieję, że Kokos wkrótce zlituje się nade mną i przestanie traktować mnie jak coś, co mu się przez przypadek przyczepiło do smyczy.[/QUOTE] :evil_lol: Jaki mój Bruno jest grzeczniutki. :eviltong: Powodzenia, duże jeszcze przed Tobą.
  10. [quote name='melina']Witajcie, piszę z Łodzi. Tak jak planowałam po 12.33 wyjechaliśmy z Białegostoku, Heluś nie spał całą drogę, pewnie mocno przeżywał;-) tyle nowych zapachów, ludzi, krajobrazów za oknem..Pani Beata i pani Basia były ze mną w kontakcie sms-owym a ja z nimi. Szynka przesiadka w Warszawie Wschodniej na TLK do Łodzi Fabrycznej...Pani Beata czekała na nas na dworcu Łódź Fabryczna z przyjaciółką i uroniła parę łez jak nas zobaczyła, przywitała się czule i pojechaliśmy z nią do ich domu pod Aleksandrowem Lódzkim. Po drodze opowiedziała mi ich historie z psami, a Heluś już powoli odpływał na kolanach moich, co jakiś czas łypał na mnie okiem jakby pytał "gdzie my jedziemy i czy wszystko dobrze będzie ze mną?", więc mówiłam mu, że wszystko w porządku, że to jego pani Beata bardzo fajna i czuła;-) Zajechaliśmy do ich domu, a tam nas już witało szczekanie i radość Hery, Rei i Sisi, a także ciekawskie oczka kotka Wazona i małego kotka, który niedawno zamieszkał u nich. Obwąchały się, coś tam trochę warknęły, ale Heluś dzielnie stał i dał się obwąchać:-) Dostałam herbatkę, pokazałam jak masować, wpatrywałam się w Helusia jak spaceruje po nowym domu i zapoznaje z domownikami. Nie mogłam oderwać od niego wzroku i od miłosci, którą się po prostu czuje w tym domu do zwierząt...To po prostu widać po zwierzakach jakie one "dyskusje" prowadzą między sobą i panią Beatą i jej mężem, śmieszne ni to powarkiwania ni to mruczenie, przezabawne to naprawdę;-) Przekazałam wypisy z lecznicy, pani Beata wypełniła do końca umowę adopcyjną, a ja czułam, że przecież będę musiała w końcu stamtąd odjechać... No i zaczęłam się ubierać, a Heluś zaczął skakać i piszczeć i się cieszyć, jakby miał znowu iść ze mną....I to mnie rozwaliło...nawet nie wiedziałam kiedy.....nie spodziewałam się....Łzy same napłynęły do oczu....przecieź on miał już zostać....Wycałowałam go, przytuliłam, pan Sławek już czekał gotowy odwieźć mnie do siostry do Łodzi, wyściskałyśmy się z panią Beatą....Wiem, że zostawiłam go w dobrym domu wśród kochających się i zwierzęta ludzi....Powiedziałam ostatnie papa i wsiadłam.. Trochę smutna jechałam, więc nie za dużo rozmawialiśmy z panem Sławkiem, ale dobrze i szybko minęła podróż. U siostry znowu się rozkleiłam na myśl o Helusiu, Helku... minęło półtorej miesiąca odkąd go zabrałam z ulicy, to już nie ten sam piesek...Tyle przeszedł, ale trafił na wspaniałych ludzi, którzy mu pomogli i ja tych ludzi miałam zaszczyt dzięki niemu poznać też.... Te parę razy jak z nim jeździłam do lecznicy, rozmowy z panią Basią przez telefon o nim....teraz ta podróż nasza pięciogodzinna...Niby tylko półtorej miesiąca, ale jednak aż, ponieważ te półtorej miesiąca wywróciło trochę moje zycie, tyle dobrych rzeczy się zadzialo i dobrych ludzi na mej drodze stanęło....Dziękuję wam wszystkim za wsparcie, dobre slowa i myśli o Helusiu. Życzę Wam i jemu dużo szczęścia.[/QUOTE] Jejku, Helusiowi, od kiedy Cię spotkał los się odmienił. Pani Basia też okazała mu tyle serca. To dopiero szczęśliwe zakończenie, aż strach pomysleć co by z nim było gdyby nie wy. Macie pojemne serducha. Nowy domek też wyjątkowy.
  11. Już nie mogłam się doczekać. Zdjęcie z kwiatkiem przepiękne. Ewelina dziękuję bardzo za sesję Dudusia. Jaki on jest spragniony towarzystwa człowieka, wita się z każdym. Podstawia się do pieszczot i chętnie się bawi w towarzystwie. Cudo.
  12. W sobotę pojedziemy ponownie. Wczoraj został na działce znajomych, ale nie wierzę że tam sobie grzecznie siedzi i czeka do jutra, aż ktoś się pojawi. Na bank wykopał jamkę i pędza po wsi.
  13. Byłyśmy z Dogomaniaczką na wsi w poszukiwaniu Dudusia i klapa, gdzieś się dobrze schował. Jak tylko przyjechałyśmy do Białegostoku, dostałam tel. że pojawił się na jedzenie. Kolega zrobił mu zdjęcia, trochę słabe, ale już wyraźnie widać że to typowy labek. Poproszę Anię o wstawienie, bo ja w tym temacie jestem głupkiem. Duduś biega sobie po wsi i raczej krzywdy mu nikt nie zrobi, tyle że już jest zimno to potrzebuje bardzo schronienia. Sąsiad kolegi chciał go zatrzymać, ale dwa razy podkopał się pod bramą i zwiał. Kocha wolność, więc raczej powinien być w domu, z podwórka ucieknie. Mały wariat, wiem coś o tym bo mam takiego samego. Oj Duduś, szukaj domku zamiast zwiewać, może jeszcze nie wiesz co to zima.
  14. Cieszę się, ja go na żywo nie widziałam, więc chętnie zobaczę kawalera. Może uda mu się pomóc. :-( Żałuję, że nie mogę go zabrać.
  15. [quote name='dogomaniaczkaa']Dziewczyny, chciałabym pojechać zobaczyć tego laba, zrobić mu trochę fotek itp. Czy któraś wybrałaby się ze mną?[/QUOTE] Bardzo chętnie pojadę. Ula dziękuję za wątek na labradorach. Jakoś nie doczekałam się na zdjęcia.
  16. Dużo ludzi nas odwiedziło, ale nikt nie podniósł. :loveu: My się nie załamujemy. Czekamy na lepsze zdjęcia, żeby powalić urodą. Imię Cygan nam się nie podoba, to przyjmujemy nowe - DUDUŚ. :p Labusiowi z nim bardziej do twarzy. Fotki, mam nadzieję będą jutro, i domek za rogiem też. Tylko za którym? :-(
  17. Jak ktoś będzie na posesji to Cygan będzie mógł tam przebywać. Tylko, że właściciele nie mieszkają na stałe w tym miejscu. Mogą nawet zostawić mu otwartą szopę, tylko że jak on będzie sam to nie wierzę że się nie wydostanie na ulicę.
  18. Aniu dziękuję za wrzutę. Piesek błąka się już jakiś czas. Teraz przyjechali tam moi znajomi, którzy maja tam dom i w nim kilka dni. Przez ten czas dokarmiają go i postarają się zaszczepić przeciw wściekliźnie. Akurat jest akcja szczepień na wsi. Tylko co potem? Nie mogą go zabrać do miasta, bo ten agresor za płotem, haszczak, labka nie toleruje. Proszę, może ktoś ma jakiś pomysł jak mu pomóc. Nazwali go Cygan.
  19. W Pańkach za Choroszczą błąka się około roczny czarny labradorek. :-( Podobno ktoś widział jak był wywalony z samochodu. Kto pomoże umieścić malucha w ciepłym domu?
  20. [quote name='zuzlikowa'][B]Wracam do tego co najistotniejsze- do Kami i wizyty u Młodego Człowieka.[/B] Odbyła się wczoraj do południa... i wniosek co do samego opiekuna jest jak najlepszy: zainteresowany, odpowiedzialny, zaangażowany, otwarty... I wszystko byłoby ok, gdyby nie zasadnicza sprawa-[B] fragment ogrodzenia jest wysokości 1,20/1,30m. [/B] Zadane pytanie: Jakie widzi Pan wyjście z tej sytuacji?( Kami tę wysokość nawet nie będzie musiała "przewspinać"... weźmie ją jednym, błyskawicznym susem) dostanie dziś odpowiedź... Jestem umówiona na telefon.[/QUOTE] Jak tam, płot urośnie?
  21. Jest lepiej niż przewidywałam. Brawo. Trochę nerwów Cię to kosztowało Aniu, gratulacje, bo nie na marne. Pani Kasi również wielkie podziękowania.
  22. [quote name='Kuna']Heh, mówiła jaanna019, że gdybys go zobaczyła, to na kolanach prosiłabyś, żebym Ci go na DT dała :cool3: Jolu, nie miał nic, ani chipa, ani obroży, za to kleszcze, glisty i kosteczki na wierzchu:roll: No i strasznie jurny jest:evil_lol:, kryje mi wszystkie sucze i wcale mu nie przeszkadza, ze są wykastrowane. Może uciekł komus za cieczką?[/QUOTE] co do jurności to coś o tym wiem, Majka ma samych takich adoratorów, mimo kastracji.
  23. Fajny cudak, ma czip? Piękniś musiał mieć dom.
  24. No proszę, wygląda na to, że masz pretensję o to że Kuna za bardzo dba o psa. Tego jeszcze nie było. :crazyeye: Przecież przez cały czas Kami była ogłaszana i szukano jej domu.
  25. [quote name='suślik']Z Tobą to ja mam kilka spraw do omówienia ;) Ale w tym tygodniu jestem w niedoczasie a w weekend mam dużą imprezę rodzinną ale kolejny tydzień jakoś luźniej się zapowiada to wtedy ok?[/QUOTE] Żartowałam przecież.:eviltong:
×
×
  • Create New...