-
Posts
1897 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by makot'a
-
Przyszłam pooglądać, potem stwierdziłam, że się przywitam, ale po przejrzeniu galerii wiem, że muszę ten wątek zapisać... O ile nie jestem jakąś szczególną fanką molosów, to w Arinie się po prostu można zakochać! Jaki ona ma piękny pychol! :) W ogóle widać, że wesoła i rezolutna z niej dziewczyna. A filmiki są bossskie, jak ona kica niesamowicie :D
-
Bardzo słuszne spostrzeżenie. Dodam jeszcze, że Ola opiera swoje zaufanie do halterów o dziwaczne porównanie autorstwa Victorii, która jak widać rzuca przykładami z dziedziny, na której kompletnie się nie zna. Bo i w jeździectwie stosuje się kiełzna o podobnym do psich kantarków działaniu - hackamore, które również wywierają silny nacisk na nos (całe szczęście nikt nie wpadł na to, by koniom również wykręcać głowy...) Victoria użyła tego porównania do podkreślenia słuszności i bezpieczeństwa stosowania halterów, a w rzeczywistości jedyne podobnie działające kiełzno, czyli wspomniany hackamore, źle użyty może złamać koniowi nos... ....ot anegdotka. Może komuś da do myślenia.
-
Neosiu, oczywistym jest, że niestety bardzo wielu ludzi źle stosuje kolczatki, bo po pierwsze nie wie, do czego to naprawdę służy, nie wie, jak się to zakłada i niestety myśli, że ma zadawać ból, by pies nie ciągnął. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Niemniej jednak moim zdaniem kolczatka, nawet źle użyta, nie jest w stanie zrobić psu takiej krzywdy jak źle użyty halter. O powodach takiego stanu rzeczy, kręgach szyjnych i znaczeniu behawioralnym tego cudownego urządzenia pięknie napisała Ci Martens. Co do Victorii - znasz już moje zdanie na temat niektórych jej wyczynów. Ta wychwalana przez wielu, wielce pozytywna treserka faktycznie używa tego 'zupełnie nieszkodliwego' urządzenia. Widziałam jeden z jej odcinków, w którym potraktowała halterem wesoło hasającego doga niemieckiego, którego nie dość, że uznała za agresywnego (bo próbował witać się z każdym przechodniem i psem po drodze), to dodatkowo stwierdziła, że do nauki chodzenia na smyczy temu psu potrzebny jest halter. Ze zgrozą oglądałam, jak ten wesoły pies szarpał się po użyciu magicznego haltera, wywijającego mu głowę niemal o 180 stopni w tył. Przy takiej masie psa (większa energia kinetyczna, bezwładność -> większa siła oddziaływania haltera) o nieszczęście naprawdę nie jest trudno. Co do koni - panowanie nad nimi to nie tylko wędzidło i ogłowie, ale również ogrom pracy z koniem, konsekwencja i bycie dla niego przywódcą. Jak ktoś nie jest dla konia silniejszym od niego psychicznie osobnikiem/przywódcą, to uwierz, że na nic zdają się w tym momencie pomoce takie, jak ogłowie, które przyrównałaś do psich halterów... Oczywistym jest, że najlepiej byłoby, gdyby ani kolczatek, ani halterów nie używali ludzie, którzy nie wiedzą, jak się nimi posługiwać, bo to trudne, można rzec - niebezpieczne narzędzia. Jednak rzeczywistość chyba nigdy nie będzie tak kolorowa. Jak dla mnie mniejszym złem mimo wszystko jest kolczatka. Dlaczego? Ano dlatego, że kolczatka nie okaleczy psa podczas jednego spaceru. Jest to proces trochę bardziej długotrwały i myślę, że każdy nieświadomy swego złego postępowania właściciel psa prędzej czy później zauważy, że jednak coś jest nie tak. Natomiast uszkodzenia spowodowane przez halter są nagłe i często trudne do przewidzenia - pies, który 100 spacerów przeszedł na kantarku ładnie, za 101 może się czegoś wystraszyć, lub zauważyć wyjątkowo smakowicie wyglądającą wiewiórkę, za którą może się mocniej niż zwykle szarpnąć. Pozdrawiam.
-
Edit do pierwszego posta (nie mieści się tam): [B][SIZE=4]BYŁY Z NAMI:[/SIZE][/B] [SIZE=3][COLOR=black][SIZE=2][SIZE=1][B] FREDEK [*] [/B]xx.05.1996r. - 13.12.2007r. Fredka dostałam jako maleńkiego szczeniaczka mieszczącego się do buta, kiedy miałam 7 lat, jako prezent imieninowy od znajomej, która akurat szukała domów dla szczeniaków. Nie znałam rodziców Fredka, bo nawet nie wiem, skąd owa znajoma go wzięła... ...ale wyrósł z niego cudowny pies o niebywałym charakterze. Fredek był psem niezwykle spokojnym i pewnym siebie. Swoją postawą potrafił zszokować niejednego startującego do niego z kłami psa, większego od Fredka nawet kilkukrotnie. On był po prostu Panem i Władcą - nie musiał nikomu udowadniać, jak ważną jest osobistością. Był niesamowicie dominującym psem, jednocześnie będąc ostoją spokoju. Zawsze chodził własnymi ścieżkami, nie raz zdarzało się, że ze spaceru wracaliśmy oddzielnie, bo Fredek w pewnym momencie stwierdzał, że na niego już czas [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/diablotin.gif[/IMG] Smaczki, pochwały i sukcesywne nagradzanie powrotu na zawołanie nie działało. Fredek przychodził, dopóki CHCIAŁ przychodzić :P Wspominam go jako mojego "psa życia" - może dlatego, że był to typowy "kundel bury", najlepszy przyjaciel dzieciństwa, z którym można było konie kraść. Niestety jego niezależność w koncu nie wyszła mu na dobre, bo 13 grudnia 2007 roku podczas jednej ze swoich ucieczek wpadł pod samochód [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_frown.gif[/IMG] Długo nie mogłam się pozbierać po jego stracie, nie chciałam następnego psa i przez ponad pół roku byliśmy z Łateczkiem sami...a[/SIZE][/SIZE][/COLOR][/SIZE][SIZE=3][COLOR=black][SIZE=2][SIZE=1] znalezienia Basty. [/SIZE] [SIZE=1]Więcej zdjęć Fredka -> [/SIZE][/SIZE][/COLOR][/SIZE][SIZE=1][URL="http://www.dogomania.pl/threads/202952-Piękne-i-Bestia.?p=17840586#post17840586"]http://www.dogomania.pl/threads/202952-Piękne-i-Bestia.?p=17840586#post17840586[/URL][/SIZE] [SIZE=3][COLOR=black][SIZE=2] [/SIZE][/COLOR][/SIZE] [SIZE=3][COLOR=black][SIZE=2][SIZE=1][URL="https://picasaweb.google.com/115344560622134527574/Fredek19972008"]GALERIA FREDKA[/URL][/SIZE] [/SIZE][/COLOR][/SIZE][SIZE=3][COLOR=black][SIZE=2] [/SIZE][/COLOR][/SIZE][SIZE=1][COLOR=black][B]BASTER [*] [/B]1993r. - ???? [/COLOR][/SIZE][SIZE=3][COLOR=black][SIZE=2][SIZE=1] Baster to mój pierwszy pies, którego pamiętam...tzn. pierwszy "nasz" pies, a nie pies dziadka. Moi rodzice kupili go jako 2-miesięczną puchatą kulkę od ludzi mających psy policyjne. Podobno rodzice mieli rodowody, Baster niestety nie... ...ale mniejsza o to. Baster to pies, który zapoczątkował długą tradycję uciekania, która jest kultywowana przez moje psy do dzisiaj. Dla Bastera żadne ogrodzenie, żadnej wysokości, ani żadne sprytne zamknięcie furtki nie było przeszkodą. Potrafił uciec, kiedy tylko chciał. Potrzebował przestrzeni :P Baster nauczył potem uciekać Fredka, Fredek Łatiego, a Łati Bastę. Nitka się na razie uchowała. Ale dalej o tym przystojniaku - on również był psem o dość mocno dominującym charakterze. Każda suka w okolicy musiała należeć do niego, co pewnego razu przyprawiło go o amputację końcówki ucha. Wygrał z ośmioma innymi psami walcząc pewnego razu o sukę naszych sąsiadów. Psy praktycznie odgryzły mu ucho i nieźle go pocharatały, ale on i tak dopiął swego i w końcu wlazł do jej budy. Naprawdę niezłe ziółko z niego było, bo zaraz po amputacji ucha i dostaniu niemal końskiej dawki "głupiego Jasia", po której to dopiero zasnął tak, by dało się przystąpić do zabiegu teoretycznie według przewidywań weterynarza miał spać co najmniej dobę, a co najmniej dwie być otępiały. On jednak zostawiony dwie godziny po zabiegu sam na specjalnie przygotowanym posłanku w piwnicy, w środku nocy narobił takiego rumoru, że myśleliśmy, że coś się zawaliło. Jak się okazało, wybił okno w piwnicy, wylazł przez nie i poszedł do ukochanej [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/diablotin.gif[/IMG] Także cyrków to z nim było trochę...niestety jak już pisałam Baster uciekał. Na ogół nie było go tylko godzinę-dwie, jednak czasem zdarzało mu się wrócić po dwóch tygodniach, a raz nawet po trzech miesiącach. Jak się jednak pewnie domyślacie - w końcu nie wrócił. Nie wiem, co się z nim stało, szukaliśmy go naprawdę długo, ale ślad po nim zaginął [IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_frown.gif[/IMG] ____________________________________________[/SIZE][/SIZE][/COLOR][/SIZE] Dziękuję wszystkim za odwiedziny, nowe zdjęcia już w drodze :) [IMG]http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/hs070.snc6/168090_176811459023096_100000827292011_331296_3332478_n.jpg[/IMG] A tak Basta maltretuje biednego Łatiego, kiedy ma swoje kobiece humorki :P [IMG]http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/hs264.snc6/179255_176811535689755_100000827292011_331299_427448_n.jpg[/IMG] [IMG]http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/hs045.snc6/167523_176811572356418_100000827292011_331301_4210717_n.jpg[/IMG] Łati i jego standardowa minka ;) [IMG]http://a6.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/184363_183332101704365_100000827292011_361725_4176018_n.jpg[/IMG] I ruchomy bonusik :) [video=youtube;F2yMTESajd4]http://www.youtube.com/watch?v=F2yMTESajd4[/video] Pozdrawiam!
-
Miło poczytać posty ludzi, którzy mądrze potrafią uzasadnić swoje argumenty. Ulga dla mojej starganej na innym forum duszy :P Również moim zdaniem halter jest o wiele mniej komfortowym dla psa narzędziem, niż kolczatka. Z przerażeniem patrzę, jak wielką karierę robi to urządzonko, którym na prawdę można wyrządzić psu krzywdę. Do tej pory zadziwia mnie, dlaczego wszyscy 'fanatycy' metod pozytywnych nie widzą w tym nic złego... Na szczęście widzę, że nie cały świat zwariował! :) Co do Daddy'iego - naprawdę cudowny pies. Oglądając odcinki Cesara, zawsze z największym podziwem przyglądam się właśnie temu kochanemu rudzielcowi, którego nic nie było w stanie wyprowadzić z równowagi.
-
Witamy wilczastą mieszankę ON-ka! Piękny pies, bardzo potężnej budowy, a maść - cudowna! Też mam w posiadaniu taką prawdopodobnie on-kową, wilczastą mieszankę. Z tym, że moja to drobna panna, a nie potężny facet :) Piękna "parka" by z nich była :P
-
ania, to oczywiste że pies i człowiek potrzebują diametralnie innej diety. Czy ktokolwiek tutaj w ogóle wspomniał o tym, że tak nie jest?
-
Dzięki za odwiedziny u moich mordek :) Nie udało mi się przebrnąć przez wszystkie strony tego wątku, ale byłam twarda i przekrojowo obejrzałam wszystko. Przykro mi z powodu Mikiego, wiem jakie to straszne stracić psa :( Ale widzę, że ta młoda dama osładza Ci teraz życie na nowo. Jak ona słodko wyglądała, kiedy była maleństwem! A teraz to już kawał kobiety z niej wyrósł. Pozdrawiam.
-
Galeria sfory - czyli Luka, Chibi, Frotek i Hera (sic!) w pełnej krasie
makot'a replied to zmierzchnica's topic in Galeria
zmierzchnica, podziwiam, bo wiem jak męczące jest takie jeżdżenie w 'tę i nazad'. Ale 30km to faktycznie nie najgorzej, ja mieszkam 150km od domu, więc z psami widuję się średnio co 3 tygodnie, częściej jest trudno niestety :( Gdybym częściej bywała w domu, pewnie już miałabym trzecią znajdkę, bo na początku października pojawił się w mojej okolicy kolejny wyrzutek, ale niestety tuż przed moim wyjazdem...a moi rodzice mimo wielkiego serca, psiarzami nie są i pewnie nie poradziliby sobie z dołączeniem nowego, dużego psa do mojego "upośledzonego" stadka :( A co do 'tymczasów', cóż można powiedzieć? - jesteś wielka! Na filmikach, szczególnie gdy były jeszcze trzy szczeniaki, widać niezły harmider :P Naprawdę podziwiam i trzymam kciuki by mała Hera znalazła odpowiedni domek :) No i domyślam się, że i w ten weekend byłaś u psów, więc z niecierpliwością czekam na zdjęcia :> -
W takim razie dobrze, że udało Wam się zapewnić sobie tak różnorodną i bogatą w różnego rodzaju białka dietę ;) Choć niewątpliwie jest to o wiele trudniejszy proces biologiczny, by z warzyw "wyciągnąć" tzw. niezbędne aminokwasy, które albo w warzywach nie występują w ogóle i należy mieszać inne, by osiągnąć podobny efekt, albo występują i są o wiele słabiej przyswajalne dla organizmu. Oczywistym jest również to, że pies jest tysiąckrotnie bardziej mięsożercą niż człowiek, ale chciałam zaznaczyć, że nawet wilki w niewielkim procencie żywią się warzywami/owocami. Nie chodziło mi o porównywanie diety psów z dietą ludzi, źle się wyraziłam :P
-
Posrebrzana Morka i podpalaniec Hasan:) Azuś [*] Negruś [*]
makot'a replied to Dobcia's topic in Foto Blogi
Wszystkie psy cudowne, ale moją faworytką jest Morka...jest taka niespotykana! :D Śliczna sunia :) -
Galeria sfory - czyli Luka, Chibi, Frotek i Hera (sic!) w pełnej krasie
makot'a replied to zmierzchnica's topic in Galeria
Cudne psiaki, zazdroszczę, że masz całą trójkę pociech :) Mieszkasz w domu studiując, czy tak często kursujesz między miastami, że nadążasz opiekować się wszystkimi razem z tymi z DT? :> -
Piękne psiaki :) Suczka ma bardzo ciekawą maść, rzadko spotykaną u tego typu psów. Świetnie to wygląda :) A mały jest uroczy...szczególnie na tych zdjęciach, kiedy był jeszcze taki maleńki! A teraz to widzę, że kawał faceta się z niego robi :)
-
Moim zdaniem to i człowiek bez mięsa długo nie pociągnie, a przynajmniej nie tak zdrowo dla organizmu. O psach już nawet nie wspominając, mimo faktu, że nawet wilki to "mięsożerni-wszystkożercy" - jakby nie było podjadają z krzaków różne smakowitości od czasu do czasu. Najokropniejsze jest to, że wielu wegan usiłuje wciągnąć w ten szczytny styl życia również swoje zwierzęta...ostatnio w internecie znalazłam ludzi chwalących się swoimi wegańskimi psami i o zgrozo - kotami!
-
panbazyl, pozazdrościć. Też mieszkam pod lasem i spożywczaka nie uświadczysz, ale do sklepu do tzw. "centrum" i tak jeździ się codziennie, więc aż tak duże zamrażarki nie są potrzebne :) Charly tu się nie zgodzę, Białko białku nie równe i to roślinne nigdy nie dorówna aminokwasom pochodzenia zwierzęcego niestety.
-
Rozmawiałam dziś z rodziną i moja mama zadeklarowała, że będzie pilnować, by psy miały mięso na co dzień, a nie tylko co jakiś czas :D Zobaczymy, co z tego wyjdzie, bo jak mówiłam - taka dieta wchodziła już kilkakrotnie, ale nigdy nie udało jej się zostać na stałe. Miejmy nadzieję, że tym razem da radę utrzymać dyscyplinę w bieganiu do mięsnego :D
-
Uświadamiam ich jak mogę, ale bywa ciężko, nawet pomimo faktu, że to naprawdę, że tak powiem "otwarci umysłowo" ludzie. Zawsze jak zaczynam temat związany z psami, to kończy się na tym, że stwierdzają, że jestem przewrażliwiona, bo przecież "i tak nikt w naszej okolicy nie dba o psy tak tak bardzo jak my", więc czego ja się czepiam wciąż :/ Oprócz żarcia, od kilku miesięcy trwa również dyskusja na temat przebadania Basty przed poddaniem jej narkozie podczas sterylki. Jak grochem o ścianę - na nic tłumaczenie, że to spory pies, nie znamy jego przeszłości i tak naprawdę nie wiemy, czy nie ma jakichś zaburzeń choćby pracy serca. Gdzież tam...usłyszałam, że jestem idealistką i że wydziwiam. Dodali, że oczywiście na psie bardzo im zależy, ale rzeczywistość jest inna i nikt się takimi rzeczami nie przejmuje, a nasz niegdysiejszy duży pies miał operację bez żadnych badań i wszystko było dobrze... ...ciężko jest, oj ciężko, ale to nie temat na ten wątek, więc już kończę :P
-
Delph oczywiście, że zdaję sobie z tego sprawę. Na szczęście są to sporadyczne przypadki, a surowe kości też się zdarzają ;) To nie jest tak, że codziennie dostają kości z obiadu, ale zdarza się...
-
panbazyl, a tak z ciekawości - gdzie mieścisz te ogromne zapasy z mięsnego dla psów? :) Ja mam dość sporą lodówkę, ale jak w wakacje kupowałam psom mięso na 3-4 dni, to ledwo się mieściło w zamrażarce...jakby nie było, mam też w domu jedzenie dla ludzi :P A co do Pedigree - ono wcale nie jest tanie, tyle tylko, że przereklamowane w stosunku do swojej jakości. Mam psy od zawsze i nigdy nie dobiliśmy do pułapu cenowego Pedigree, nie mówiąc już o lepszych jakościowo karmach. W porównaniu z Pedigree, to już lepiej kupować karmę z Tesco, bo na to samo wychodzi, a jest 4 razy taniej...także argument o braku różnicy w karmieniu psa "tanim" (np. Pedigree), a "drogim" jedzeniem, dla niektórych jest żadnym argumentem.
-
Karmę podaję im jako smakołyk/nagrodę, lub wsypuję do domowej roboty "konga" z piłki tenisowej. Nie karmię nią psów. Czy w takim wypadku też jest to inwestycja bez sensu, czy jednak warto? :) Kości dostają, nie codziennie, ale jednak (choć niestety czasem są to kości po gotowaniu itp., pfff :/ ) A co do preparatów dodatkowych - dziś w zoologicznym znalazłam tylko Flawitol z flawonoidami z winogron + chondroityna i glukozamina. W necie jest tego więcej, ale w tej mnogości trudno się połapać. Ten preparat jako dodatek (szczególnie myśląc o przyszłości stawów Basty) powinien być w porządku? Na odwrocie jest napisane, że jest przeznaczony dla seniorów i nie wiem, czy w takim wypadku dawanie tego 3-letniemu psu będzie mądre...
-
Dziękuję :) Czyli tak jak sądziłam - bo właśnie Brit najbardziej przykuł moją uwagę. Myślę, że na początek kupię coś mniejszego i zobaczymy, jak psom zasmakuje...ale nie spodziewam się tragedii, bo te paszcze są wszystkożerne :P
-
Pozawracam Wam jeszcze trochę głowę. Ustalone jest już to, że postaram się poprosić rodziców o trochę większy wkład czasu w karmienie psów i odwiedzanie mięsnego kilka razy w tygodniu, żeby psom to mięcho mieszać z ryżem. Puszki, jak tylko się skończą (jest ich jeszcze kilka sztuk :/), to staram się nie dopuścić, by pojawiły się nowe. Wszystko pięknie. A, no i muszę przyznać, że fascynuje mnie BARF, ale niestety póki nie jestem przy psach non-stop, chyba jest on niemożliwy do wprowadzenia w życie niestety. Niemniej jednak znalazłam BARFy "gotowce" - Primex'u i Miram. O ile Promex do najtańszych nie należy, to Miram jak najbardziej (ponoć mieści się w granicach do 4zł/kg!)...szkoda tylko, że mieszkam 100km od jedynego w Polsce dystrybutora, a zamawianie tego na dowóz kilka razy w miesiącu raczej nie wchodzi w grę, a ja niestety nie mam jakiejś mega chłodni...a szkoda :P Ale wracając do rzeczywistości - chyba zdecyduję się zmienić suchą karmę, która jest jak już mówiłam skarmiana głównie w formie nagród na spacerach, więc nie idzie jej dużo. Stąd moja kolejna prośba o poradę z Waszej strony :) Przeglądam oferty i jeśli chodzi o cenę , to z tych [B]tańszych[/B] w oczy rzuciły mi się: - [B]Brit Adult[/B] (mięso z kurczaka oraz produkty pochodne min. 30%, ryż, kukurydza, pszenica, pulpa buraczana, drożdże, tłuszcz drobiowy, olej łososiowy, minerały[SIZE=3][COLOR=#000000][FONT=Arial], [/FONT][/COLOR][/SIZE]DL-metionina, L-lizyna, pięciowodny siarczan miedzi, witamina A, witamina D3, witamina D[SIZE=3][COLOR=#000000][FONT=Arial]) [/FONT][/COLOR][/SIZE]- [B]Arion Bravo Coc[/B] [B]([/B]zboża (ryż min. 10%), mięso i podroby mięsne (kurczak min. 20%), produkty pochodzenia roślinnego, tłuszcze zwierzęce i roślinne, preparaty mineralne, witaminy, F.O.S., Yucca, bez sztucznych barwników, konserwowane.) - [B]Bosch Adult[/B] (nie mogę znaleźć składu :/ Analiza: Białko surowe 21,50%, Tłuszcz surowy 10,00%, Włókno surowe 2,50%, Popiół surowy 6,50%, Woda 10,00%, Wapń 1,30%, Fosfor 0,90%, Sód 0,35 %) - [B]Purina Dog Chow [/B](Zboża (min. 4% ryżu), mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (min. 4% kurczaka), produkty pochodzenia roślinnego (min. 0,5% pulpy buraczanej), oleje i tłuszcze, minerały, warzywa (min. 0.5% cykorii)) -[B] Araton Adult Lamb&Rice [/B](Ziarna zbóż, mięso, produkty pochodzenia zwierzęcego, warzywa, tłuszcze i oleje, ekstrakt z protein warzyw, miąższ z buraka cukrowego, minerały, witaminy.) - [B]Bento Kronen Happy Life Adult Beef[/B] (Mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (zawartość wołowiny: min. 12% w zielonych i brązowych kawałkach, min 12% kurczaka w brązowych kawałkach), zboża(min 4% kukurydzy w brązowych kawałkach), produkty uboczne pochodzenia roślinnego, warzywa (min 4 % groszku w brązowych, żółtych i zielonych kawałkach, min 0,5 % marchewki, min 0,5% pomidora i min 0,5% brokuł w brązowych kawałkach), oleje i tłuszcze, nasiona, minerały, drożdże, minerały, owoce (min 0,5% jabłka w brązowych kawałkach). -[B] Bosch My Friend[/B] (zboża, roślinne produkty uboczne, mięso i zwierzęce produkty uboczne, oleje i tłuszcze, składniki mineralne.) - [B]Araton Dog Adult Maxi[/B] (Ziarna zbóż, mięso, produkty pochodzenia zwierzęcego, warzywa, tłuszcze i oleje, ekstrakt z protein warzyw, miąższ z buraka cukrowego, minerały, witaminy.) - [B]Josera Economy[/B] (nigdzie nie ma składu..., Analiza: 22% białka, 8% tłuszczu) - [B]Josera ProDog[/B] (zboża, mięso i produkty uboczne przemysłu mięsnego, produkty uboczne pochodzenia roślinnego, oleje roślinne, tłuszcze, surowce mineralne, antyoksydant (BHT).) Sądzicie, że któraś z nich jest warta zakupu? Szczególnie w przypadku, gdy nie jest podstawą wyżywienia psa, a tylko dodatkiem? Myślę, że psom chyba posłużyłaby taka zmiana, a ja w tym miesiącu nie mam żadnych uczelnianych wydatków, więc mogę przeznaczyć pieniądze na taki prezent dla psiaków - myślę o jakimś większym worze. Tylko problem, jak to przechować, żeby nie zwietrzało :/ Co o tym sądzicie? Z góry dziękuję i pozdrawiam :)
-
[CENTER][U][B][SIZE=5]PIĘKN[COLOR=red]E[/COLOR] I BESTI[COLOR=#ff0000]E[/COLOR][/SIZE][/B][/U] [URL="https://picasaweb.google.com/115344560622134527574/PiekneIBestia"]GALERIA 2011[/URL] [URL="https://picasaweb.google.com/115344560622134527574/PiekneIBestia2012"]GALERIA 2012[/URL] [URL="https://plus.google.com/photos/115344560622134527574/albums/5846269310815121409"]GALERIA 2013[/URL] Nasze wesołe stadko to cztery psy... dwie piękne: Basta i Nitka, oraz dwie bestie: Łati i Cresil __________________________________________ [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-lYBCHGStvzg/T_AzKhhBntI/AAAAAAAACbM/oRyN3qHxw3Q/s512/24krakow.jpg[/IMG] [SIZE=4][B]ŁATECZEK [/B][/SIZE] [SIZE=3]urodzony: ok. wrzesień 2003r. [COLOR=#696969]z nami od: maj 2004r.[/COLOR][/SIZE] [URL="http://pitapata.com"][IMG]http://pdgm.pitapata.com/lXYKp1.png[/IMG][/URL] PYTACIE SKĄD SIĘ WZIĄŁEM? Zacznijmy od tego mniejszego pana - Łati to tak zwany "pies z odzysku". Kiedy pojawił się w naszej okolicy (sąsiedzka plotka głosi, że ponoć został wyrzucony z jadącego samochodu), został wyjątkowo źle przyjęty przez okolicznych mieszkańców. Ludzie przeganiali go spod swoich podwórek, tupali na niego, gdy przechodzili obok, a niektórzy nawet rzucali kamieniami, żeby przepędzić go spod ogrodzenia. W końcu piesek trafił w okolice mojego domu i w zasadzie sam się do nas wprowadził. Mój ówczesny pies - Fredek (o nim mogłabym napisać osobną powieść :P), przyprowadził do nas swojego nowego kompana, a Łati zamieszkał w jednej ze stojących u mnie na podwórku bud. Wtedy zadecydowaliśmy, że zaopiekujemy się bidą. Przez pierwszy tydzień mały tak się bał, że nie dał nikomu do siebie podejść, wpadał w istną histerię, gdy ktoś się do niego zbliżał. Po tygodniu zdobyłam jego zaufanie - niestety tylko ja. Całej reszty mojej rodziny bał się przez następne pół roku. Dziś Łati jest już szczęśliwym psem, nie boi się ludzi, choć nadal jest lękliwy - boi się gwałtownych ruchów, głośnych dźwięków. Czasem potrafi wystraszyć się stukającej o podłogę karmy, która przypadkiem wypadnie mu z pyszczka... Widać, że biedak został wcześnie oddzielony od matki i że ominął go najważniejszy w życiu psa okres socjalizacji. Łati ma mało typowo psich zachowań, nie umie się bawić - ani po ludzku, ani po psiemu. Staram się, aby żyło mu się jak najlepiej, pracujemy nad jego lękami i jest coraz lepiej. Udało nam się nawet wziąć Łatiego do Krakowa, który odwiedził już trzykrotnie i muszę przyznać, że świetnie sobie tam poradził. Wesoło biegał po Błoniach, witał się grzecznie z większością psów, nie bał się tramwajów, samochodów i tłumu ludzi.... jestem z niego bardzo dumna :) _____________________________________________________________ [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-zH561lm61is/T5P9er7EJhI/AAAAAAAACB0/cxFhkLXRjas/s512/04kwiecien2012.jpg[/IMG] [SIZE=4][B]BASTA [/B][SIZE=3]urodzona: ok. grudzień 2007r. [COLOR=#696969]u nas od: 7 lipca 2008r.[/COLOR][/SIZE][/SIZE] [URL="http://pitapata.com"][IMG]http://pdgm.pitapata.com/LAHyp1.png[/IMG][/URL] BASTA - MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA[B] ;)[/B] Mój drugi psiak to również znajdka. Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, zachwyciłam się jej wilczastą maścią i jasnymi oczami, którymi na mnie łypnęła spośród krzaków, w ktorych się ukrywała. Od tego czasu minęło kilka dni, sądziłam, że już nigdy nie zobaczę tego pięknego psa, bo prawdopodobnie komuś uciekł i już się odnalazł. Jednak po kilku dniach okazało się, że pies nadal błąka się po okolicy. Okazało się, że na ulicy pojawiła się z dnia na dzień, najpewniej ktoś wywiózł ją do nas w nocy (mieszkam na przedmieściach niewielkiego miasta, gdzie często pojawiają się "miejskie" niechciane psy, które ludzie wywożą w okolice lasu). Pewnego dnia byliśmy akurat na spacerze z Bartkiem, kiedy ją zobaczyliśmy - postanowiliśmy zainteresować się psem. Była bardzo nieufna - podejście do niej zajęło nam ponad godzinę, wykorzystując przy okazji wszystkie możliwe CS'y jakie znam i jestem w stanie wykonać. W końcu udało nam się podejść do psa. Siedzieliśmy z nią kolejne dwie godziny, powoli budując jej zaufanie do siebie. W końcu dała pogłaskać się po piersi, widać było, że bardzo się rozluźniła, ale nadal siedziała trochę zdezorientowana... ...najpiękniejszym momentem było to, kiedy suczka wstała i odeszła kilka metrów wprzód. Wtedy sądziłam, że to koniec naszej znajomości, pies zaraz gdzieś pobiegnie i tyle go widzieli. Jednak ona postała kilka minut odwrócona do nas tyłem, po czym niespodziewanie zerwała się sprężystym skokiem w moją stronę, dopadła do mnie i... wylizała mi twarz, a w zasadzie to całą głowę. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się coś takiego z obcym bądź co bądź psem! Od tamtej pory była 'moja'. Psina była bardzo wychudzona, niesamowicie zapchlona i miała na sobie kilogramy kleszczy. Ponadto okazało się, że była bardzo rozpuszczona. Skakała na co jej się podobało, wchodziła gdzie jej się podobało, kilka razy wywaliła na mnie miskę z jedzeniem skacząc do niej, kompletnie nie potrafiła wchodzić w interakcje z innymi psami i kilka razy doprowadziła do bójki, bo zbyt intensywnie wymusiła na którymś zabawę. Jednym słowem była okropna :P Podejrzewam, że ktoś wziął sobie pięknego szczeniaczka do bloku, być może pod wpływem impulsu na jakimś bazarze od pseudohodowcy "ON-ów", a kiedy ten urósł i zaczął robić problem, to po prostu się go pozbyto. To się niestety często zdarza. Dziś Basta jest cudownym, dobrze wychowanym psem, wykazującym wyjątkowo silne instynkty stadne. Uwielbia kontakt z człowiekiem. Niestety również ona ma pewne "niedociągnięcia" - pamiątki po źle przebytej socjalizacji w okresie szczenięcym. Basta jest bardzo psia, widać po niej, że w przeciwieństwie do Łatka miała dużo czasu na zabawy z rodzeństwem, ale widać również, że kiedy nadszedł czas na socjalizację z człowiekiem, to ktoś ją trochę zaniedbał... jednak Basta mimo pewnych braków z zakresu obchodzenia się z człowiekiem, jak z człowiekiem, a nie psem, bardzo do ludzi lgnie. To mój pierwszy od 20 lat pies, który tak bardzo potrzebuje kontaktu i bliskości z opiekunem. No, ale w stosunku do obcych jest nadal baaaardzo nieufna. ____________________________________________________________ [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-J_OsMjFnbhM/T_yfu0_QCoI/AAAAAAAACeA/4KkBidQLCoM/s512/06krakow.jpg[/IMG] [SIZE=4][COLOR=black][B]NITK[/B][/COLOR][/SIZE][B][SIZE=4]A [/SIZE][/B][SIZE=4][SIZE=3]urodzona: styczeń 2010r. [COLOR=#696969]z nami od: 24 kwietnia 2011r.[/COLOR][/SIZE][/SIZE] [URL="http://pitapata.com"][IMG]http://pdgm.pitapata.com/ee1Ip1.png[/IMG][/URL] Znaleziona w lesie, leżała w krzakach zwinięta w kłębek. Pierwszego dnia myślałam, że to pies któregoś z wędkarzy, więc zostawiłam ją w spokoju. Jednak gdy wróciłam w to miejsce drugiego dnia, nadal leżała zwinięta w kłębek w tym samym miejscu, co dzień wcześniej. Nie oddaliła się nawet pół metra. Wzięłam ją ze sobą, mimo komplikacji, bo suczka miała akurat cieczkę, więc Łati zupełnie stracił dla niej głowę i mieliśmy niezły sajgon na podwórku. Szukaliśmy właściciela, licząc na to, że pies może komuś zaginął, jednak bez skutku. Wzięłam tę młodą, około roczną sunię ze sobą do Krakowa i tak oto mieszka sobie ze mną do dziś... Trzy tygodnie od jej znalezienia, byliśmy zmuszeni zarejestrować ją w Urzędzie Miasta i podpisać umowę adopcyjną, żeby móc wykonać zabieg sterylizacji bezdomnego dotąd zwierzęcia na koszt miasta. Akurat miesiąc wcześniej sterylizowałam Bastę i byłam spłukana, więc to było jedyne rozwiązanie. Okazało się, że Nitka była w ciąży i to patologicznej. Miała ogromne zmiany ropne na macicy, martwe szczenięta. Okazało się, że to właśnie ciążą była powodem jej ospałości i apatii. Po zabiegu Nitka bardzo szybko doszła do siebie, ożyła i zaczęła dokazywać. Nadal lubi duuuuużo pospać, ale jak już wstanie, to tylko harce jej w głowie. ______________________________________________________________ [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-zfShXe7qkGU/Ub-nALQG-oI/AAAAAAAAGQ0/gsuCitFhV8I/s640/wlllllllajjjk.jpg[/IMG] [B][SIZE=4]CRESIL[/SIZE] [SIZE=3] [SIZE=4]II[/SIZE] z Peronówki[/SIZE][/B] [SIZE=1][SIZE=1]([URL="http://www.wolfdog.org/site/pl/dbase/d/12639"]Body [/URL][/SIZE][/SIZE][SIZE=1][URL="http://www.wolfdog.org/site/pl/dbase/d/12639"]Vlčí démon [/URL][/SIZE][SIZE=1]x [URL="http://www.wolfdog.org/site/pl/dbase/d/11779"]Peymakilir z Peronówki[/URL])[/SIZE] [SIZE=2]urodzony: 7 lipca 2012r. [COLOR=#696969]z nami od: 12 września 2012r.[/COLOR][/SIZE] [URL="http://pitapata.com"][IMG]http://pdgm.pitapata.com/Pg5kp1.png[/IMG][/URL] Cresil... czyli wstrętne i niegrzeczne spełnienie moich marzeń. Zaczęło się dosyć dawno, bo w wilczakach zakochałam się już baaaardzo dawno temu - otóż [B]11 maja 2002 roku [/B]wyciągnęłam tatę na kielecką wystawę psów, a tam JĄ zobaczyłam ([URL="https://lh6.googleusercontent.com/-bwnFfktyKRc/TuN1RJ4GlKI/AAAAAAAAAy0/C0cmdIowph4/s640/pierwszyvlcak.jpg"]ZDJĘCIE[/URL]) i od tamtej pory nie mogłam przestać myśleć o tym "Szakalu". Zatraciłam się na dobre w tej burej sierści i jasnych oczach. Przez długi czas nie mogłam dojść do tego, jakiej rasy pies zrobił mi taką "papkę z mózgu", aż wreszcie po około roku poszukiwań natrafiłam w internecie na forum WolfDoga i dowiedziałam się, że moją miłością jest pies rasy Ceskoslovensky Vlcak. Zaczęłam czytać forum od dechy do dechy - początkowo się przeraziłam i ze smutkiem stwierdziłam, że chyba nigdy nie dam rady wychować takiego diabła. Jednak im więcej o wilczakach czytałam, tym bardziej byłam pewna, że KIEDYŚ NA PEWNO! Przez wiele lat przyglądałam się z maślanymi oczami zdjęciom wilczaków znalezionych w internecie... wyobrażałam sobie jak to będzie, kiedy wreszcie kiedyyyś, kiedyyyyś w przyszłości będę mieć swojego własnego wilczaka. Przez długi czas wyobrażałam sobie, że jak już "się dorobię", postawię sobie domek na skraju lasu i będę miała możliwość wzięcia roku wolnego tylko po to, żeby wychować małego wilczaka, to wybiorę się w jakąś niewiarygodnie długą podróż na drugi koniec świata i przywiozę ze sobą szarą kulkę. Cóż... wyszło trochę inaczej, bo nie mam jeszcze ani domku na skraju lasu, ani roku wolnego... za to mam najwspanialszego wilczaka na świecie :diabloti: Kilka lat temu miałam okresy zauroczenia wilczakami włoskimi i wtedy wyobrażałam sobie, że właśnie tam wybiorę się po tego mojego - ale ok. 2007 roku po dokładnym przestudiowaniu różnych hodowli, wybór padł na Peronówkę i od tamtej chwili wiedziałam, że to właśnie z niej będzie pochodził mój wilczak. Tak też się stało... trochę na wariackich papierach, ale JEST! Po przyjeździe na studia 5 lat temu, nastawiłam się, że wreszcie spotkam jakieś wilczaki - no bo przecież w Krakowie na pewno jakieś są! Chodziłam po Błoniach (nie mając jeszcze w Krk psa), żeby spotkać jakąś czeweczkę, ale niestety bez rezultatu. "Przełom" przyszedł po pojawieniu się Nitki. To dzięki niej na dobre wsiąkliśmy w psie towarzystwo spacerowe Krakowa i udało nam sie umówić na spacer z uroczą [I]Lorelei z Peronówki. [/I] Od tamtej pory dziewczyny to świetne kumpele i widujemy się regularnie. Dzięki Lorce poznaliśmy też inne Krakowskie wilczaki, a od regularnego ich widywania do posiadania własnego już niedaleka droga, buahah... Widząc je na spacerach przekonałam się, że wilczak to pies dla mnie - owszem, legendy krążące o ich trudności okazały się prawdą, ale na zywo wydało mi się to trochę... mniej straszne. Oswoiłam te lęki ;) [B]Od około czerwca 2011 [/B]roku bez przerwy myślałam o tym, czy czas na wilczaka już nie nadszedł... ale wciąż się wahałam, rozważałam wszystkie za i przeciw, robiłam sobie listę problemów, a potem wykreślałam poszczególne podpunkty, jeśli udało mi się pogodzić z tym problemem psychicznie, albo teoretycznie go rozwiązać. Przez rok lista wciąż się kurczyła, ale ja nadal nie byłam pewna, czy to mądra decyzja. Obserwowałam mioty, aż skręcało mnie w żołądku na widok kolejnych pięknych kluseczek. Nie potrafiłam myśleć o niczym innym... ale wciąż nei byłam pewna. Aż do czerwca 2012... wtedy to właśnie dowiedziałam się o planowanym romansie [I]Peymakilir[/I] - suki, która od zawsze bardzo mi się podobała. Pooglądałam zdjęcia taty... jego szczeniaki, jego siostry, braci, rodziców. I wpadłam na dobre. Chodziłam struta przez ponad tydzień, bojąc się, że jeśli nie podejmę decyzji szybko, to ktoś sprzątnie mi szczeniaka sprzed nosa (jakoś podświadomie czułam, że miot będzie "limitowany"). Po pewnym czasie nawet moi rodzice, którzy z początku byli przeciwni, potem obojętni... zaczęli wydzwaniać i z podnieceniem wypytywać, czy już zdecydowałam. Wybierali imię dla psiaka, kiedy ten jeszcze się nie narodził ;) Ogólnie wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazywały mi, że powinnam się zdecydować - ba, nawet Tymbark "spytany" o to, co mam zrobić, powiedział: [I]"Mr. ten jedyny!"[/I] :diabloti: W końcu podjęłam decyzję - ten, albo żaden w tym roku. Zapowiedziałam sobie, że jeśli nie urodzi się piesek, to znaczy, że na wilczaka muszę jeszcze poczekać, że to nie czas i nie wezmę żadnego innego. 7 lipca 2012 urodziły się szczeniaki... JEDEN piesek i dwie suczki. Dla mnie to był kolejny znak, bo wizja wybierania tego jedynego szczeniaka spośród kilku była dla mnie PRZERAŻAJĄCA. A tu bach - urodził się jeden i po problemie. Poza tym okazało się, że miot będzie miał imiona na literkę [B]C[/B], co również uznałam za znak, bo to moja ulubiona literka na rozpoczęcie imienia :evil_lol: [I](nawet Bastę chciałam nazwać Cytrą, albo Celestą, ale mi nie pozwolono :P )[/I] [B]12 września '12[/B] wyruszyłam w TĘ podróż. Nie wyglądała tak, jak sobie ją przez te wszystkie lata wyobrażałam... nie był to spokojny, wakacyjny wyjazd po psa, w którym miałam czas na rozpływanie się w marzeniach o szczeniaku. Poza tym OKROPNIE się bałam, jak to będzie życ z wilczakiem. To był wyjazd na wariackich papierach - Bartek dzień przed wyjazdem bronił pracę inżynierską, ja byłam w środku sesji, z nieskończonymi dwoma projektami, więc oboje byliśmy po kilku ładnych zarwanych nockach, okropnie niewyspani. W dodatku nie wyruszyliśmy od razu w stronę hodowli, tylko w zupełnie innym kierunku, bo wcześniej obiecaliśmy znajomej, że podrzucimy ją pod Rzeszów... wszystko się oczywiście przeciągnęło, na drogach były okropne korki. A ja nie mogłam sobie spokojnie marzyć, bo całą drogę musiałam robić za kierowcę, bo Bartek akurat nie mógł mnie zastąpić... a że dosłownie dwa dni wcześniej byliśmy na weselu w jeszcze innym krańcu Polski, to ja w ciągu niecałego tygodnia nabiłam na licznik prawie 2000 km sama :lol: Byłam OKROPNIE zmęczona... ale byliśmy bardzo spóźnieni, więc całą drogę gnałam ile fabryka dała, nie mieliśmy czasu na miłe postoje i picie herbatki z termosu jak w moich marzeniach... do Późnej dojechaliśmy okropnie późno, bo dopiero ok. 22... a potem siedzieliśmy tam aż do 2 w nocy :lol: Cresilek przez caly ten czas nie dał się nam dotknąć, uważając nas za intruzów... szczeniaki z miotu [B]B[/B] łasiły się do nas jak mogły, gryzły, skakały, cieszyły się... a on tylko przemykał między fotelem, a stołem patrząc na nas spod byka :diabloti: Kiedy w końcu zapakowalismy go do samochodu, poznałam co to znaczy gniew wilczaka. Otóż "słodkie" szczeniątko ważące niecałe 10kg porobiło mi na twarzy zadrapania, niczym po walce z niedźwiedziem, darło się tak, że słyszano go chyba na drugim końcu polski... gryzło, wierzgało i NIE DAŁO się utrzymać. Ale udało się go dowieźć do Krakowa. Pierwsze 4 miesiące to była KATORGA. Czasem miałam ochotę siąść i płakać... ale najpierw wyrzucić to niedobre stworzenie przez okno, bo przy nim nie było czasu na rozczulanie się nad sobą. Ale przetrwaliśmy to i z każdym dniem jest coraz lepiej. Mimo, że wciąż nie jest łatwo, to bardzo cieszę się, że mam tego kochanego pierona u siebie - to spełnienie moich marzeń pod każdym względem. Zarówno, jeśli chodzi o jego wygląd, jak i o charakter (tak, mimo tego, że jest OKROPNIE niedobry). Jest DOKŁADNIE taki, o jakim marzyłam ;) [SIZE=3][COLOR=black][SIZE=2] [/SIZE][/COLOR][/SIZE] [/CENTER]
-
Balbina, gdyby moje dwa żarłoki były na takiej diecie, to już dawno zaczęłabym mieszkać pod mostem, zamiast wynajmować pokój w Krakowie :P A tak na poważniej - również wydaje mi się, że mięso, o którym piszesz niekoniecznie musi być dla psa najlepsze. To co dobre i przebadane pod kątem zdatności do spożycia przez człowieka, nie zawsze jest równie korzystne dla zwierzęcia. Z tego co wiem, niektóre mięsa mogą być zakażone bakteriami dla człowieka zupełnie niegroźnymi, a np. dla kota - śmiertelnymi. Ale na mięsach zbytnio się nie znam, więc oddam głos bardziej obeznanym w temacie ;) Boogle - w zasadzie to moje psy zjadają puszkę w dwa dni, czyli na łebka przypada 1/4 puchy dziennie. Nie wiadomo co gorsze - więcej ryżu, czy więcej puszki... :/ Tyle dobrego, że moja mama często gotuje ryż na wywarze po mięsie, kościach (ale to chyba niezbyt dobrze?), warzywach itp., także jakieś niewielkie ilości składników mineralnych, czy zdrowej dla psa soli z warzyw ten ryż ma... Martens dziękuję za takie piękne mięsne "przepisy" :D Teraz tylko trzymajcie kciuki, żeby to weszło w życie... ...niech to, że też nie mogę mieszkać w domu i sama się tym zająć -.- EDIT: A co do lekko nadpsutego mięska - o tak, takie jak najbardziej się moim psom przytrafia co jakiś czas i muszę przyznać, że zahartowane bydlaki są ;)
-
Bardzo dziękuję za odpowiedzi :) Psy są zróżnicowane, zarówno jeśli chodzi o wielkość, jak i wiek. Jest duża ok. 3 letnia suczka w typie ON i mniejszy, drobny ok. 6 letni piesek, mieszaniec. Póki co nie ma żadnych alergii, ani sensacji żołądkowych, a i sierść nie jest w tragicznym stanie, oczy są błyszczące, z paszczy nie śmierdzi ;) Ale zdaję sobie sprawę z tego, że taka dieta nie jest dla nich najlepsza. Zależy mi, aby ją zmienić również dlatego, że suczka czasem miewa problemy ze wstawaniem. Ociąga się, sprawia wrażenie, jakby była... nierozgrzana? Weterynarz stwierdził, że to wygląda na echo po zapaleniu stawów, jakie prawdopodobnie przeszła jako szczeniak. Nie sprawia wrażenia, jakby ją to bolało. Bez problemu można ją dotykać po tylnych nogach, normalnie biega, skacze itp. Domyślam się, że w takim wypadku zdrowsza dieta pozytywnie wpłynęłaby na układ kostny i stawy. Jeśli chodzi o mięso - jakie dokładnie najlepiej dawać psu? Wiem, że nie wszystko, co służy ludziom, służy także zwierzętom. Ja zazwyczaj, kiedy mam możliwość, to kupuję im jakieś kurze korpusy i tego typu odpadki ścinki, często ze ścięgnami i chrząstkami. Problemem jest to, że nie zawsze w mięsnych są one dostępne (ki czort wie czemu?). Czy tego typu "resztki" są odpowiednim wyborem? Postaram się pogonić rodziców, żeby zrezygnowali z puszek, zobaczymy co z tego wyjdzie. Ostatnie kilka prób zakończyło się fiaskiem, ale może tym razem się uda :P A wracając do suchej karmy - moje psy zjadają ją głównie na spacerach, jako smakołyki. Czy zakładając, że jedzą ryż z mięsem i warzywami, sucha karma podawana w formie "przekąski" też nie jest wskazana? Bo jakby nie było, miesza się z gotowanym... to jak to w końcu jest? Pozdrawiam :)