Myślałam, że ten tydzień przeznaczę na ogarnięcie strychu, jak dzieci nie ma w domu, ale chyba nie jest mi to dane :/ Dziś jak wyszłam z domu o 8 i odwiozłam dzieci, to dotarłam do domu o 10:30, bo musiałam jechać po całą dokumentację, którą potrzebuję do szpitala, zamówić pończochy pooperacyjne i odebrać zastrzyki anty-zakrzepowe z apteki. Szybko ugotowałam zupę, w między czasie sprzątnęłam pranie, poszłam z psem... I zdążyłam to wszystko zrobić, to była prawie 13 i musiałam jechać po Nathana. Więc dziś nawet na strych nie dotarłam :( Może jutro mi się uda...