Żunia
Members-
Posts
622 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Żunia
-
Bernardyn z wrośniętym w szyję łańcuchem zamieszkał pod Lublinem:)
Żunia replied to Tola's topic in Już w nowym domu
Od dawna opiekujemy się ( sprawdzamy DS, robimy wizyty poadopcyjne itd ) psami , które ogłaszamy. Benkowi też szukałyśmy domu, ale skoro zajęła się nim ZEA nie będziemy się wtrącały, bo przy braku jakiegokolwiek porozumienia boimy się, że w związku z adopcją psa może powstać zamieszanie, , które ujemnie odbije się na losach psa ( no, chyba, że odpowie ktoś wcześniej informowany o psiaku ) -
Najlepiej zignorować niewygodny temat.......
-
Bernardyn z wrośniętym w szyję łańcuchem zamieszkał pod Lublinem:)
Żunia replied to Tola's topic in Już w nowym domu
Teresz. Wtedy kiedy miałyśmy dom dla benka , pewne osoby obiecały rodzinie pomoc w dostarczeniu materiałów na kojec i dlatego ludzie nie chcieli go oddać. Tam jest ośmioro małych dzieci ( jedno bardzo chore i to dla tej dziewczynki był kupowany pies ). Ojciec od rana do nocy pracował, a matka z taką gromadką nie miała jak dopilnować przywiezienia tychże materiałów . Fundacja, która obiecała pomoc ograniczyła się do rozmowy z ZGL i na tym się skończyło- zabrakło wyobrażni , niestety. Psiak nie był wyczesywny, bo nie chcieliśmy go stresować. -
A ja widziałam ranę- byłam przy odbieraniu psa. Byłam też z Piranią w schronie i nigdy, ale to przenigdy nie kazałabym wywlec psa z boksu. Widziałam w jakim stanie psychicznym jest i tyle. I nikt mi nie powie, że rana, która 7 b.m cuchnęła ropą , zagoiła się całkowicie w ciągu niespełna 10 dni. Nie jestem wetem, nie mnie o tym dyskutować. Wiem tylko, że gdyby wet nie zgodził się na obfocenie psa , to na tym forum pojawiłyby się zjadliwe uwagi dotyczące ukrywania psa w typie rasy przed ogółem forumowiczów.
-
A może ustalmy kto zajmuje się ogłaszaniem i adopcją psa. W chwili obecnej zajmują się nim różne osoby , które nie kontaktują się ze sobą więc automatycznie przepływ informacji jest zerowy. Nałożyłyście mu obrożę na te rany????? Pozwoliłyscie, żeby smycz wbijała mu się i rozdrapywała strupy?? Tylko po to, żeby pokazać psa na forum?????
-
Znam tego psa od momentu, gdy rodzina kupiła go dla chorej córki. Początkowo biegał po Plantach, buszował w śmietnikach- miało się wrażenie, że psiak jest wiecznie głodny.Większość " psiarek ' z osiedla starało się podkarmiać młodziana. pies rósł i ludzie zaczęli protestować przeciwko biegającemu luzem olbrzymowi . Po wielu interwencjach mieszkańców SM kazała przywiązać psa.Ktoś obiecał ludziom , że miasto zakupi siatkę i słupki na budowę kojca i......skończyło się na obietnicach. nie próbuję usprawiedliwiać byłych właścicieli, bo jak zobaczyłam i poczułam ranę na szyi, to rozszarpałabym ich gołymi rękami, a niecenzuralne słowa same cisnęły mi się na usta. Teraz o psie. mimo traumy jaką przeżył ( uwiązanie na tym przeklętym łańcuchu, ból, warkot pracujących obok budy maszyn ) Benek jest łagodny.Bez problemu można było do niego podejść ( zarówno dorośli jak i dzieci ). W schronisku popadł w apatię. siedzi przerażliwie smutny, nie reaguje na imię , prawie nie je.On nigdy nie przebywał w zamkniętym pomieszczeniu, boks kwarantanny go przeraża i przytłacza.jeszcze trochę a zacznie być agresywny. Rana goi się ładnie, psiak dostaje antybiotyk.Nie można go wyprowadzić z boksu , bo obroży nie da się założyć ( a tak dużych szelek nie mamy ). Szukamy DS ( jest nadzieja, że będzie to dom jednej z dogomaniaczek ) ale to jeszcze nic pewnego. Wśród zdjęć z naszej ostatniej wizyty w schronie jest fotka Beethovena -zainteresowanych odsyłam do Grupy Alternatywy.
-
Pies był w fatalnym stanie.Łańcuch z jednej strony zabetonowany, z drugiej zapięty na szyi psa. Założyli mu ten łańcuch jakieś 2 lata temu i od tamtej pory nie odpinali.Żelazo wrosło psinie w skórę. Kierownik schronu musiał uśpić psinkę żeby usunąć łańcuch, bo inaczej zwierzak zostałby tam na zawsze. Prosto spod baraku pojechaliśmy do weta i Beethoven dostał antybiotyk i inne lekarstwa. Jak widać , pracowicie spędziliśmy Boże Ciało . A najgorsze było to, że cała rodzinka płakała , jak odbieraliśmy psa. Zapewniali, że bardzo kochają psa i zawsze starali się, żeby mu niczego nie brakowało. Zachowywali się tak, jakby nie widzeli i nie czuli ( smród po usunięciu łańcucha był niesamowity ) efektów tej " opieki ". Obiecałam dzieciom (jest tego z 9 sztuk ), że znajdziemy psu dobry dom, choć najchętniej wszystkim po kolei ( a przede wszystkim rodzicom ) po m....... bym dała.
-
W Boże Ciało trafił do schroniska przepiękny bernardyn Beethoven. Pies został odebrany rodzinie zamieszkującej słynne zamojskie baraki. Ma ok. 3 lat ( pamiętam go jako szczeniaka ) z tego ostatnie dwa spędził uwiązany na łańcuchu przez 24h na dobę ( nie miał obroży - łańcuch miał też na szyi ). Pies jest łagodny, lubi dzieci . Rysuje się dla niego DS u jednej z dogomaniaczek, ale nie jest to w 100% pewne.
-
Z tego, co pamietam psy i suki były poddawane zabiegom, na życzenie osoby odbierającej psa , już w listopadzie 2010 roku. Kastrowane były wszystkie zabierane przeze mnie psy- pisałam o tym na forum.
-
Zainteresowanych odsyłam do wątku suni na SOS Rottwailer
-
Napisałam wczoraj, ale posta ni gdzieś wcięło. Sunia została zabrana dzień po sterylce ( mimo sugestii, żeby została w schronisku do zdjęcia szwów), bo dziewczyna z DT zapewniała, że zapewni jej dobrą opiekę- dyspozycyjny wet miał mieszkać w pobliżu i w razie potrzeby opiekować się sunieczką. W DT mieszka amstaff- rezydent, którego rottka nie toleruje. Magda ( dziewczyna z DT ) nie sygnalizowała w schronie kłopotów ze zdrowiem psiuli. Do mnie ( z prośbą o pomoc w transporcie ) Teresz także dzwoniła ( od Niej mam informacje o sytuacji w DT i zdrowiu suni ).Niestety w sobotnie popołudnie nasz " psiowóz " był nieuchwytny. Rottki przejęły opiekę nad sunią i nikt nie miał informacji na temat jej pobytu w DT.
-
Niedługo wakacje..... Do jakiej gminy należą Kaczórki? Trzeba by szukać domku dla suni- wysterylizować, zaszczepić, odrobaczyć. Jezeli przez tak długi czas nikt nie zabrał suni do siebie na stałe, to znaczy, że już nie weżmie jej jakaś dobra dusza. Może zasadne byłoby zgłoszenie suni w gminie jako bezdomnej?
-
Potrzebna pomoc ludzi o dobrych sercach. W Kaczórkach na boisku błąka się rudy , zabiedzony psiak. Gdyby ktoś miał możliwość sprawdzenia, co dzieje sie z psinką ......
-
Jutro będzie miała zabieg sterylizacji a po rekonwalescencji pojedzie do DT śliczna rottka. Opiekę nad sunią przejmuje Fundacja Rottków.
-
Mam molosowatego , około rocznego , łagodnego psa. Orzyszedł do gospodarzy na wsi i oni go przygarneli, ale to biedni ludzie i sami potrzebują wsparcia.
-
9 miesięczna suczka husky po wypadku - DT/DS albo ... ?
Żunia replied to LadyS's topic in Już w nowym domu
Musi się udać- nawet nie myślę inaczej. -
Wcześniej znalazł DS psiak w typie bernardyna i onkowata sunia. DS znalazła też druga z kolei sunia z Majdanu- za 8 dni właściciel ma ją odebrać.Została w schronisku jeszcze jedna bidula.
-
Pies nie ma tatuażu ani czipa.Ze wzgledu na fatalną jakość włosa został ogolony prawie do skóry. Obejrzano uszy- zdrowe,oczy-usunieto grudki z trzecich powiek.Borys został wykastrowany. Znalazł też DS- dom sprawdzony i zaprzyjażniony.
-
Dziś Borys został pieknie ogolony ( inaczej się nie dało ) przez p. Małgorzatę będącą właścicielką Saloniku psiej piękności znajdującego się przy ul.Akademickiej. Serdecznie dziękujemy p.Małgosi za poświęcony czas- usługa została wykonana nieodpłatnie , w ramach pomocy zwierzetom w schronisku. Psiak został wykastrowany, zaczipowany .Usunięto mu grudki z trzecich powiek. Wykąpany Borysek wędruje do nowych właścicieli.
-
I najlepsza z możliwych wiadomości, Borys znalazł DS w Zamościu.ludzie chcą go zabrać dziś po zabiegu." Sumienia nie mają"- wyciągać starszą panią z domu wczesnym rankiem, aby penetrowała dom i zakamarki posesji w celu sprawdzenia warunków , w jakich będzie mieszkał pies.To żart oczywiście- chętnie pojechałam i zobaczyłam.
-
Wszystkie doskonale wiemy o tym, że większość psów znajdujących się w schronisku przebywa tam, bo taki los zgotowali im właściciele.Porzucają psy, bo przestały być " malutkie i rozkoszne" a niewłaściwie prowadzone niszczą sprzęty lub brudzą w mieszkaniu,Porzucają , bo pies urósł za duży, wymaga stałej pielęgnacji i systematycznych spacerów.Byliśmy i niestety nadal jesteśmy nieodpowiedzialnym społeczeństwem i nie zmienią tego natychmiast , znowelizowane przepisy prawne, regulaminy czy akcje uświadamiające. Ludzie podrzucają niechciane " pupilki " w przeróżnych miejscach licząc na to, że ktoś je znajdzie i zawiadomi SM lub schronisko ( lub też przywiązują w ustronnym miejscu skazując zwierzę na powolną śmierć ). Pan o którym mówimy, zdając sobie sprawę z tego, że od dłuższego czasu , (ze względu na brak sił związany z chorobą ) nie spełniał się jako opiekun psa, ponadto mając w perspektywie wyjazd na ciężką operację, zdecydował oddać psa w miejsce, gdzie pies ma szansę na znalezienie domu lub też systematycznie podawaną pełną miskę. Nie podrzucał psa, nie wymyślał bajek o znalezieniu.Powiedział prawdę posiłkując się diagnozą lekarską. Czy zrobił żle, czy dobrze ? Ocenę pozostawiam sumieniom innych. Moje stanowisko znacie,wiecie że zaangażowałam się w pomoc temu psu oraz o tym, że poprosiłam o nią inne organizacje, Jeszcze raz serdecznie proszę: dajcie spokój rozstrząsaniu problemu, czy dobrze się stało, że taki pies trafił do schroniska ( a jeżeli już musicie, załóżcie osobny wątek i tam ustalcie, czy ciężko chorego właściciela należy natychmiast poddać karze, czy też poczekacie na wynik operacji ).
-
Nie wiem, czy jeden na sto. Chciałam tylko powiedzieć, że czasem trzeba być człowiekiem przez duże " C " , odstapić od obowiązujących procedur i regulaminów, nie wykorzystywać chwili, kiedy można spokojnie kopnąć leżącego. A co do zwracania honoru, daj spokój.Przecież nikt nie ma obowiązku pamiętać wszystkich wpisów na forum- pamiętałam, bo byłam przy tym.
-
Handziu, niedawno przyjęty był do schronu zwykły burek, którym właściciele nie mogli opiekować się ze wzgledu na podeszły wiek i choroby. Pisałam o tym tu, na forum i sprawa nie była aż tak żywo komentowana.