Jump to content
Dogomania

Colette

Members
  • Posts

    621
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Colette

  1. Ech, ta nasza Dzikuska to jest mała zołza... Po tym jak ją kilkakrotnie przegoniliśmy ze schowka pod klapą na strych, przemeblowaliśmy strych wstawiając meble ogrodowe i grilla obraziła się na nas i schodziła do nas tylko nocą, po zgaszeniu światła. Nie skusiła się ani na surowe mięsko, ani na pachnącą puszeczkę mięsną - dopóki swiatło nie zostało zgaszone nie zeszła i już! Jak tylko światło zostało zgaszone, natychmiast było słychać kroczki na schodach i tup-tup-tup-tup-tup pod łóżko albo na legowisko Szelmy. Legowisko wprawdzie wygodniejsze, bo miększe od podłogi i przy samym kaloryferze - ale czasem Szelma przegania, a czasem Państwo za bardzo się wiecą - wtedy lepiej więc być pod łóżkiem ;) Próbowałam wziąść ją na głód - wystawiając miskę o określonej porze i chowając po godzinie niezależnie od tego, że nie zjadła. Przetrzymała 3 dni i... jak byliśmy w pracy "znalazła" 4 kg paczkę żarcia dla kotów, rozerwała w strategicznym miejscu i zjadła ok. 1kg :-D Diabeł nie pies!! Schowała żarcie do kotów bardziej starannie - dobrała sie do wszelkich drwenianych zabawek i kijków i udawała, że jest kornikiem ;) Wczoraj mąż stwierdził, że zaczyna tracić cierpliwość dla tego psa-widmo i że może czas poszukać jakiegoś behawiorysty, bo tak dalej być nie może... Więc dziś Dzikuska łaskawie postanowiła sie od-obrazić i zachowywać jakby ostatnich kilku tygodni w ogóle nie było, jak gdyby nasze "postępy" się nigdy nie cofnęły, jakbyśmy cały czas wolnym krokiem posuwali się na przód... Nie dość, że zeszła zjeść swoją porcję kolacji to jeszcze teraz "tańczy" między pokojami siadając w progu i skomląc: to na mnie, żeby dać jej smakołyka, to na Szelmę, która drzemie z mężem w pokoju obok :) Ale jak wyciągam rękę w jej kierunku - nawet ze smakołykiem- to naddal robi kilka kroków w tył... A tak z innej beczki, to ona.... chrapie :-) Pozdrawiam serdecznie!
  2. Tak też miało być: 160 na sterylke + 40 na dojazd :) Nawet tytuł przelewu jakoś tak sie nazywa - jestem więc jak najbardziej za :D Jesli chodzi o imię - to ja proponuje Vira bądź Kari. Vira-Lata to wprawdzie po portugalsku (Brasil) po prostu kundel, ale dla mnie brzmi cudnie, przez co równocześnie stało się moim stałym nickiem we wszystkich grach RPG. Koledzy, z którymi na ogół grywam skracają go zawsze do pierwszego członu właśnie - myślę więc, że może śmiało funkcjonować jako niezależne imię :) Kari - to bohaterka krótkiej bajeczki Pixar'a na podstawie Iniemamocnych - "Jack, Jack attacs!", która w polskiej wersji językowej po prostu rozkłada mnie na łopatki :-) Jeśli, żadne z powyższych nie przypadnie psinie do gustu bądź oba znajdują się na liście niesposanych lecz powtarzających się - daj znać, będę dalej myśleć ;)
  3. Dzięki za aktualizację postów :) Wysypało się mnóstwo nowych psiaków! Jeśli: [quote name='malawaszka'] średnio nieduza energiczna młodziutka suczka to któraś z czarnych wymienionych na uaktualnionym pierwszym poście i nadaje się do sterylizacji - to właśnie lecą dla niej dwie stówy na konto Angeli, jeśli nie - na pewno znajdziesz dla nich odpowiednie zastosowanie :-) Pozdrawiam w imieniu swoim oraz podglądającej mnie znad miski Dzikusia!!
  4. Therion, wydajesz się dobrze zorientowany ile oraz jakiej karmy zużywa missieek na "swoje" zwierzaki :-) O ile dobrze pamiętam, wspominałes w którymś z wątków, że jeśli chodzi o sucha karmę - króluje Josera. Wiesz może też jakiej firmy puszom missieek najbardziej "ufa"? No i poboczne pytanie - missieek woli dostać kasę na konto i sama uganiać się za zamawianiem karmy, czy lepiej przekierować gotową paczkę na Bukowno?
  5. Nawet nie próbuję wnikać - boję się ;) a przy okazji kilka zdjęć (folder na dogo zapełniłam, więc wyniosłam się na picasę): [FONT=Arial][SIZE=2][URL]http://picasaweb.google.pl/105990656401109989800/Dzikus[/URL]#[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Miłej nocy![/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]PS. zeszła - zjadła - spojrzała na nas z wyrzutem i... wróciła do siebie. Jak się tu nie bać jej przemyśleń i opinii ;)[/SIZE][/FONT]
  6. o 3 nad ranem zaczeło padać... Najpierw Dzikuś zaczęła popiskiwać, po chwili zaczęła drapać w drzwi balkonowe, żeby ją wpuścić do środka :) Tak też zrobiliśmy - szybko poszła do śwojego kąta pod klapą na strych - nawet się na nas nie oglądając... W ciągu dnia nas nie było, ale dziewczyny znów rozniosły salon "w strzępy" - no i oczywiście Dzikuś zasikała całą podłogę (ja nie wiem, jak wielki pęcherz ma ta mała...) :evil_lol: Teraz udaje, że nas nie zna i wcale nie jest zainteresowana bliższym poznaniem, ani nie jest głodna mimo, że Szelma wcina aż uszy jej się trzęsą ;) Dzikuś znów potrzebuje kilka dni ciszy i spokoju na przemyślenia :)
  7. Zdecydowanie optuję przy wersji, ze było to podyktowane stresem: - raz, że ostatnie półtora miesiąca spędziła wewnątrz domu - więc ogrom świeżego powietrza, zielony kolor, dźwięk kosiarki u sąsiada mógł być dla niej przerażający, - dwa - mieszkamy w szeregówce, gdzie ogródek nie jest izolowany w żaden sposób od sąsiadów - słychać więc obce głosy, widać obce twarze... Ale to jej dobrze zrobi, świat nie ograniczy się do 4 ścian, psa, kota i dwóch dwunożnych... tak przynajmniej myślę... Cieszy mnie jednak to, że kombinuje jak uciec do domu, a nie poza ogrodzenie - jak to miało miejsce gdy ją missieek do nas przywiozła, a jeszcze wychodziła do ogródka...
  8. Dzikuś nie dość, że nie uciekła (na wszelki wypadek sprawdzałam ją mniej więcej co 2 godziny) to jeszcze dziś do 14 w ogóle nie wyszła z budy... Ok. 14 sterdziłam "dośc tego lenistwa", tyymbardziej, że zaczęłąm wyczuwać dziwne zapachy dochodzące z wnętrza budy, i wraz z mężem przegonilśmy ją z budy zasłaniając przy okazji właz, tak aby nie mogła doń wrócić. Przy okazji sprzątnęłam wnętrze wymieniając kocyk na świeży bo mała tak się stresowała nocą nowymi okolicznościami przyrody, że nie wyszła za potrzebą :-/ Po przegonieniu z budy młoda znalazła kąt, w ktrórym przez blisko godzinę udawała, że jej nie ma na tym świecie, ale po tej godzinie, gdy mimo tysiąca nieznanych odgłosów nic jej się nie stało i nikt jej nie zaczepiał - zebrała się na wędrówke po ogrodzie, co i rusz sprawdzając czy przypadkiem drzwi się nie otwarły i nie można czmychnąć do domu... Ok. 18 wyrzuciliśmy jej do towarzystwa Szelmę i pojechaliśmy na zakupy. Przed chwilką wróciliśmy i sąsiadka poinformowała nas, że dziewczyny ładnie się bawiły, obie przywitały się przez płot z ich psem Kubą, ale w momencie gdy się ściemniło Szelmie "przypomniało się", że jest psem kanapowym i zaczeła skomleć pod drzwiami tarasowymi, żeby ją wpuścić do środka. Sąsiadka "doniosła" nam również, że Dzikuś załatwiła też swoje potrzeby gdzieś na trawie (może jak poczuje świeży wietrzyk owiewający jej pupę przy załatwianiu się w ogródku zachęci ją to do częstrzego wychodzenia za potrzebą na zewnątrz - tym bardziej, że już teraz ma mniej więcej stałe godziny załatwiania się). Zabierając z ogródka Szelmę, sprzątniętą budę odblokowaliśmy Dzikusiowi i przy pierwszej okazji władowała się do środka. Postanowiliśmy przetrzymać ją jeszcze jedną noc w ogródku - niech się oswaja z dzwiękami i zapachami świata. A my radujemy się myślą na weekend wolny od sprzątania po każdym powrocie do domu i nie tylko ;) Niektórzy z was zapewne nie wiedzą jaki to luksus nie musieć sprzątać salonu 4 raz w ciągu dnia :) A ci co wiedzą, mam nadzieję, że zrozumieją jaka to dla nas wielka ulga - nawet jeśli ma trwać tylko 2 dni... Bo jutro już ją pewnie wpuścimy/zagonimy do domu - jakoś nie mam zaufania do niej na tyle, żeby zostawioć ją samą w ogrodzie przez te 9-10 godzin jak będziemy w pracy. Nie mam też zaufania do wszystkich sąsiadów jakby zareagowali na skomlącego/wyjącego cały dzień psa - gdyby zostawić je obie - jakby nie było, znalazł się jakiś "uczynny", który poprzedniemu właścicielowi naszego domku podtruł psiaki :-/ Wolę więc je trzymać w domu i wychodzić/wypuszczać na zewnatrz w "kontrolowany" sposób. Pozdrawiam i życzę przyjemnego wieczoru! PS. A jak tam nowe dzikie dzieciaczki u missieek? no i co u Ami, siestry mojego Dzikusia? z tego co pamiętam z jakiegoś innego wątku była zgłoszona do sterylizacji w którejś z akcji-sterylizaji, wyszło coś z tego?
  9. hm... no to zapowiada się nam ciekawa noc.... Wygląda bowiem, że dziś mamy pierwsza noc kiedy Dzikuś śpi.... w ogródku! Jak ją wręcz siłą wyrzuciłam ok. 18 tak do teraz nie wyszła z budy... Cieszę się, że końcem wiosny kupiliśmy tę budę dla kotów na allegro "na wszelki wypadek", bo najwyraźniej w końcu się przyda :-) Również "na wszelki wypadek" przenosimy się i my ze spaniem na stronę ogródka, żeby w razie czego usłyszeć jak wyje i prosi o wpuszczenie do środka... albo Szelma zareagowała na "niespodziewane ruchy" w ogródku i nas obudziła. Na razie jednak tak jak mówiłam - jak weszła do budy tak udaje, że jej tam nie ma, łobuziara jedna... Mam tylko nadzieję, że ogródek okaże się wystarczająco zabezpieczony przed pomysłami jej ucieczki... i mimo wszystko w razie czego bedzie wolała uciekać "do domu" (gdzie spędziła ostatnie półtora miesiąca), a nie poza ogrodzenie... Wprawdzie jest i zachipowana, i zarejestrowana, i oznakowana przez obroże z moim numerem telefonu, i zaszczepiona - ale mimo wszystko wolałabym nie musieć szukać jej po okolicy... trzymajcie więc proszę kciuki, że noc minie nam spokojnie, a jutro sie "od-obrazi" i wejdzie do domu :-)
  10. hej, a daloby rade uaktualnic pierwszy post z lista psiakow/kociakow do sterylizacji/kastracji? O ile sie orientuje z roznych watkow, mniej wiecej polowa wymienionych tam suczek juz jest po zabiegu - za to sa tez nowe nabytki i nowe potrzeby...
  11. Zapomniałam wspomnieć, że wczoraj po raz pierwszy młoda nie okazała strachu przed naszym rocznym kocurem i "wzieła go z zaskoczenia"... Oba koty w naszym domu przywykły juz do nowego domownika, co więcej - przywykły, że tenże domownik gdy tylko może schodzi im z drogi z podkulonym ogonem... Wczoraj więc po wystawieniu tradycyjnych misek z kolacją, Szelma swoją wmłóciła, więc nie przeszkadzało jej, że kocur wykazał zainteresowanie miską Dzikusia... A kocur podszedł, obwąchał, przysiadł i najzwyczajniej w świecie zaczął wcinać z michy Dzikusia. Wcześniejsze mlaskanie Szelmy dało syglał młodej, że podano do stołu - zeszła więc prostu do swojej miski, przy której tyłem do niej był kot. Obwąchała go dokładnie od czubka ogona do połowy grzbietu - dopiero wtedy kocur zreflektował się, żę Szelma, której nosa na swym grzbiecie sie spodziewał, siedzi naprzeciw, a on ma za plecami "obcego" psa. Odwrócił się, spojrzał i zdębiał - stanął pyskiem w pysk z psem, który przez ostatni miesiąc chował się przed nim po kątach. Natychmiast odszedł od miski obruszony, że ani Szelma, ani my nie daliśmy mu znać o nadchodzącej Dzikusce :-) A propo misek - to zauważyłam, że Szelma pilnuje sobie pozycji zastępcy szeryfa w naszym "stadzie". Jeśli miski są wystawione, ale jej się nie chce w danym momencie do nich podejść (lubi strzelić focha, że teraz akurat ni ejestem głodna, ale miło, że zaserwowaliście w końcu żarełko) - warczy zarówno na koty jak i na Dzikusia, gdy którekolwiek próbuje podejść do którejkolwiek z misek. Jeśli miski są wystawione i przynajmniej obwąchane przez nią - każde z pozostałych zwierząt może do nich spokojnie podejść obwąchać czy jeść. Jeśli sama akurat je, to pozostałe zwierzaki mogą się posilać nawet z tej samej miski :) Ona jednak ma być przy nich pierwsza! :) Zauważyłam też, że chodź dobrze wie, która jest jej miska, i ładnie reaguje na "zostaw, to dla Dzikusa" gdy zostaje złapana na kombinowaniu - to ma dni, że niespostrzeżenie opróżni miskę Dzikusia, zostawiając jej swoją całkowicie pełną (dostają dokładnie to samo jedzenie!) :-)
  12. Witam, spieszę donieść, iż sąsiad "poskarżył" się dziś mężowi, iż to nasze stworzenie to tylko symuluje potulnego i zastraszonego baranka - bo gdy nas nie ma w domu: a) to odchodzą takie harce, że sąsiedzi obserwują ściany, którędy te nasze wariatki do nich z wizytą wpadną b) gdy tylko dziewczyny zobaczą przez drzwi tarasowe w sąsiednim ogródku ich psa - rozpoczynają koncert równoległego szczekania i ujadania, byle tylko zwrócić na siebie Kuby (psa) uwagę :) ech, żeby ta bestia była równie odważna i zadziorna w naszej obecności :) A z innej beczki, w zeszłym tygodniu, młoda miała już zajawkę schodzenia wraz z Szelmą aby nas przywitać. Tzn. jak wracaliśmy z pracy, Szelma jak codzień przybiega do nas aby nas uściskać po długiej nieobecności - a Dzikuś się zapominała i z radości przybiegała za nią - jak tylko nas zobaczyła - uciekała na pięterko, ale zdarzyło jej się z radośc zbiec jeszcze raz, po czym znów uciec na górę :) Ale już jej to przeszło - w końcu wie, żę to my wracamy, któżby inny ;) A Szelma, jak chce to niech lata i skacze jak postrzelona ;) Tak trochę bardziej jak kot aniżeli pies... Przefajna jest :) Żąłuję, że nie pozwala się fotografować ani filmować. Na widok aparatu potrafi strzlić focha i nie wyjść przez 2 godziny - pomimo smakołyków nawołyjących ją zapachem :)
  13. Oba psiaki dostają swoje miski tylko w naszym towarzystwie, tzn. wygląda to mniej więcej tak, że wystawiamy dwie miski z jedzeniem - Szelma obwąchuje obie i zabiera się za wcinanie ze swojej, Dzikuś słyszy mlaskanie Szelmy, schodzi więc i mając nas cały czas na oku wcina ze swojej, aż miło patrzeć. My siedzimy obok i obserwujemy obie dziewczyny. Niestety nie potrafię robić zdjęć, bo młoda jak tylko widzi aparat - panikuje i ucieka do siebie, jak go zobaczy z daleka, to nawet nie raczy zejść do nas. W ramach samodokształcania kupiłam poleconą książkę - ma przyjść pocztą lada dzień... Ponadto przedzieram się przez wątek "Już nie-dzikiej Lusi" przygarniętej w 2006 przez Swan od missieek.... Jakimś cudem wczoraj trafiłam na post z 2008 z tego wątku, w którym wyczytałam, że "po dwóch latach pracy Lusia awansowała na 100% psa" czy coś w tym stylu... Nieco to zdemotywowało mojego lubego, a mnie skłoniło do przebrnięcia przez cała historię od samego początku - a nóż znajdę tam coś ciekawego, co pomoże nam z naszym Dzikusiem :-) Tymczasem od kilku dni ćwiczymy z młodą podchodzenie po smakołyki. Jeśli mięsko leży 10 cm od nogi - znajdzie się sposób, aby je podkraść (czasem musi troszkę poskomleć nad trudnością zadania, aby wszyscy dookoła wiedzieli jak jej ciężko to przychodzi, ale po krótkiej obserwacji - czy mięsko nie znika, czy nikt inny sie na nie nie rzuca itp. jednak się decyduje podejśc i wziąć smakołyk) Jeśli mięsko leży 10 cm od ręki - oj, tu już jest problem i póki co, lepiej zeń zrezygnować... Przy tej "zabawie" nawet jeśli coś ją przepłoszy i ucieknie do siebie - ledwo dojdzie na górę, zaraz się odwraca i schodzi spowrotem :-)
  14. Ech.... no i mijają kolejne dni/tygodnie, a tu nie ma się czym chwalić. Wyglądą, że zatrzymaliśmy się w martwym punkcie - są dni, gdy młoda w ogóle do nas nie wyjdzie przez cały wieczór - nawet aby zjeść kolację... (czeka, aż pójdziemy spać). A są dni, kiedy decyduje się wyjadać mięsko z miski umieszczonej prawie pod moimi nogami... Wciąż nie podejdzie aby sama z siebie dać się pogłaskać, ale z zainteresowaniem obserwuje, gdy głaszczę Szelmę. Nie da się namówić też napodejście aby zjeść smakołyk z ręki... W niedzielę mieliśmy wizytę teściów - psina tak bardzo nie chciała dać się "przedstawić", że (nie mam pojęcia w jaki sposób) załatwiła się w swoim kąciku, który ma nie więcej niż 20 cm wysokości - nie ubrudziwszy się w żaden sposób!! Nie bardzo rozumiem to zachowanie, bo przy mojej mamie od pierwszej chwili zachowaywała się bardziej "swobodnie"... W dalszym ciągu salon to dla niej najlepze miejśce na toaletę i otwarte na ościerz drzwi na taras/ogród nie stanowią dla niej zachęty - tymbardziej teraz, gdy z dnia na dzień jest chłodniej i deszczowiej i nawet koty kombinują jak tu uniknąć wychodzenia... Na pewno psinie nie pomagają moje dwudniowe wyjazdy służbowe ostatnimi czasu, ale niestety nie mam sposobu aby ich uniknąć. Może jak znów wrócimy rodzinnie do "normy" będzie znów lepiej. Tymczasem pozdrawiam was wszystkich serdecznie i ide się w końcu pakować :-/
  15. Cieszę się, że przynajmnije tyle mogłam zrobić - psiak jest przesłodki - pamiętam go z wizyty u Was :-) Mężowi się spodobał, bo chodził, jak żołnierz reprezentacji... Mam nadzieję, że znajdzie domek, który pokocha go takim jaki jest (o ile problemy neurologiczne wpływają tylko na jego sposób poruszania się a nie zdrowie jako takie), ewentualnie znajdzie zasoby aby go wyleczyć. W każdym bądź razie trzymam kciuki i pozdrawiam!
  16. Daj prosze znać czy kasa na kastrację Agenta doszła. Przyszła wypłata - wolałabym jednak wiedzieć, czy nie wysyłam kasy w eter zanim zrobię kolejny przelew ;-) Pozdrawiam!
  17. Dzięki zerduszko, w takim razie się na razie wstrzymamy :) A mała wyczaiła dźwięk opakowań smakołyków... jak sie zaszeleści folią, papierkiem cukierka itp. schodzi sprawdzić, czy coś się jej też trafi :) Żeby jeszcze zechciała od czasu do czasu wyjść do ogródka - to już by było zupełnie super.
  18. A propos zamiany nieufnego i wystraszonego psiaka w przyjacielskiego zwierza domowego - zastanawiamy sie z mężem czy w sprawie Dzikusia (Abi) nie zaciągnąć porady specjalisty - może podpowiedziałby nam co jeszcze możemy zrobić (albo co powinniśmy zmienić) aby ułatwić jej proces oswajania. Jak myślicie - miałoby to sens? czy zatrudnianie behawiorysty to raczej "wyrzucanie kasy w błoto"?
  19. Sliczne - zwłaszcza ten z numerem 1 - taki "Netoperek" ;-) Przesłodkie sterczące uszka :-) Moze warto by te dwa dzikusy dorzucić po prostu do wątku Abi, Ami i Dzikiej? Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim psiakom :-)
  20. Hej, czy dzikie dzieci ( 1 i 2) to jakies nowe nabytki? czy mi gdzies umkneły w tłumie?
  21. Wywiezlismy mame i.... ...wrocilismy do lask Dzikusia :-) Znow spala dzis pod naszym lozkiem! Mala jest przeurocza. Nie moge doczekac sie dnia, kiedy przestanie uciekac przed naszym wzrokiem - choc musze przyznac, ze juz robi sie coraz odwazniejsza i coraz dluzej wytrzymuje pod naszym spojrzeniem :-) Obserwacja jej poczynan to sama przyjemnosc :) Te podchody do pelnej miski... te niesmiale proby wywolania Szelmy do zabawy, gdy ta lezy obok nas - przeslodkie! Z opowiadan mamy wynikalo, ze w ciagu dnia Dzikus przychodziala do niej, do pokoju i drzemala w poblizu. Do nas jakos nie przychodz drzemac :-/ Z obserwacji jednak zaczynam odnoscic wrazenie, ze przy mnie mala zachowuje sie bardziej swobodnie, niz gdy widzi meza w poblizu. Zapewne, jako kobiety z mama kojarzymy jej sie a ze smakolykami i pelna miska ;-) Kolorowych snow!
  22. Hej missieek, dzieki za numer konta - przelalam ci kase na kastracje Agenta. Przy tym waszym babincu lepiej mezczyzn miec pod kontrola ;-) Kastracja psa/kocura na ogol wychodzi nieco taniej niz sterylizacja suki/kotki - mam wiec nadzieje, ze wystarczy. Jestem wprawdzie przed wyplata, ale jakby bylo za malo - to daj przosze znac, sproboje cos jeszcze wyluskac w tym miesiacu :) Pozdrawiam!
  23. Mam za słaby aparat, żeby robić tak śliczne zdjęcia ja Wy. Albo moje zwierzaki są zbyt ruchliwe :-/ Ale, żeby udowodnić wszystkim, że: 1) Dzikuś istnieje 2) Dzikuś czasem wychodzi z kryjówki 3) Dzikuś zjada kolację udało nam się uwiecznić małą w nieco inny sposób niż zdjęcie: [URL]http://www.youtube.com/watch?v=y49-N1Vn2xk[/URL] Jak słychać - staraliśmy się nawet nie oddychać - byleby tylko nie uciekła na górę. Dodam, że była to niedziela, tydzień temu. 12 dzień Dzikusia w nowym domu, pierwszy z "babcią" - kiedy to jeszcze zaszczycała nas swoją obecnością ;-)
  24. Super! Dziekuje bardzo za info :) A nasza mała mnie ostatnio ignoruje - za dnia ponoć siedzi z mamą w pokoju, ale tylko do południa! - za to popołudniami i wieczorami nie chce wyjść się pokazać. Wczoraj obie z Szelmą zbojkotowały swoje miski miski pełne gotowanej wołowiny z ryżem i warzywami (ciekawe co i ile dostały w ciągu dnia od "babci"...). Przy czym o ile Szelma wytrwała w bojkocie do rana, o tyle Dzikuś w nocy opróżniła zarówno swoją miskę jak i Szelmy, tylko po to, żeby jeszcze rano dorwać się do pełnej miski kotów (muszę nauczyć się dawać kotom jedzenie tak, aby psina nie miała doń dostępu, w końcu sucha kocia karma ma nieodpowiedni skład dla psiaków). Zobaczymy przez weekend, czy nam też się pokaże w ciągu dnia, czy pozostanie w ukryciu - skoro my plączemy się po jej domu ;-) Pozdrawiam serdecznie!
  25. :oops: Zawstydzacie mnie... :oops: Przeciez to WY robicie wspaniałe rzeczy ratując te dziesiątki czy nawet setki psiaków i kociaków... Ja tylko przygarnęłam jednego psiaka i to z egoistycznych pobudek - aby moja Szelma miała towarzystwo. Cóż to jest w porównianiu do waszych osiągnięć... To WY jesteście niesamowite, nie ja :)
×
×
  • Create New...