Jump to content
Dogomania

Colette

Members
  • Posts

    621
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Colette

  1. Tak, pytam o Plutę, która była u misieek... :-) Jak w końcu udało mi się przekonać męża, że naszej Szelmie przydałoby się psie towarzystwo - to siedziałam i wyszukiwałam psiaki, które ewentualnie bym mogła przedstawić Szelmie. Miałam trzy wymogi wobec nowego psiaka: - miał być porównywalny wielkościowo do Szelmy; - miał być nie starszy od Szelmy, aby dotrzymywać jej towarzystwa i zmuszać ją do ruchu, - psice musiały się dogadać ze sobą od "pierwszego wejrzenia". Trafiłam na ogłoszenie Malawaszki na allegro i tam moja uwagę przykuły dwie sunie: właśnie Pluta i takie rude cudo (Bejbi chyba). Na podstawie zdjęć obie te dziewczyny wydawały mi się spełniać moje wymogi. Umówiłam się więc na wizytę i pojechaliśmy do Bukowna w trójkę - spotkać naszą przyszłą wpółlokatorkę. Rudzielec odpadł w przedbiegach - mimo, że nieprzeciętnie śliczna okazała się zazdrośnicą, nie nadawała się więc na "drugiego" psa. Pluta była przesłodka i towarzyska, wprawdzie bardziej lgnęła do nas niż do Szelmy - ale w rzeczywistości urzekła mnie jeszcze bardziej niż na zdjęciach, mimo, że okazała się dużo mniejsza niż ją sobie wyobrazałam na podstawie zdjęć. Wydała mi się jednak zbyt drobna dla Szelmy, bałam się, że będzie nieco faworyzowana dzięki swojej niewielkiej posturze. Mimo zapewnień mamy misieek, nie byłam też przekonana, czy Pluta dałaby radę "dotrzymać kroku" Szelmie. Ale "podobała mi sie". Oprócz tych dwóch dziewczyn, misieek i jej mama przedstawiły nam całe mnóstwo innych przeuroczych dziewcząt - moją uwagę jednak najbardziej przukuł "zakazany owoc" - czyli, te psiaki, które zostały za płotem ;-) Jak tylko spojrzałam na Abi, mimo, że prawie natychmiast uciekła przed moim wzrokiem - wiedziałam, że to musi być TEN pies, musiałam tylko przekonać męża.... misieek i jej mamę ;-) Czułam się rozdarta: urocza, malutka Pluta, czy to dzikie stworzenie, od którego nie potrafiłam oderwać wzroku? Pojechaliśmy na urlop, umówiłam się z misieek, że po urlopie dam jej znać na którego psiaka się ostatecznie zdecydujemy i kiedy go odbierzemy. Umówiłyśmy, się również, że jakby w między czasie ktoś zechciał przygarnąć Plutę, to ma się nie krępować i może ją śmiało wydać. Cały urlop dyskutowaliśmy, którą wziąć, choć w zasadzie to bardziej przekonywaliśmy sami siebie, że Abi jako nasz wybór to słuszna decyzja. Mąż się bał czy damy radę z takim dzikusem, ja zresztą też, ale w końcu zdecydowaliśmy się podjąć to wyzwanie. W międzyczasie próbowałam namówić koleżankę z pracy na przygarnięcie Pluty - nie dawało mi spokoju, że mam ją ot tak zostawić. Niestety koleżanka spodziewa się drugiego dziecka i mimo, że pierworodnej obiecała psiaka - to chce się wstrzymać z tym nabytkiem przynajmniej do czasu urodzenia drugiego i sprawdzenia, czy nie będzie przypadkiem uczulone itp. Gdy po urlopie dowiedziałam się więc, że Pluta znalazła dom - strasznie się ucieszyłam. Tymbardziej, że wyszło, iż dziewczyny trafiały do nowych domów tego samego dnia :-) PS. My do końca nie jesteśmy normalni, bo kolejne psisko, które u misieek zrobiło na nas (a zwłaszcza moim mężu tym razem) piorunujące wrażenie to ta biała Beza zwrócona ostatnio przez właścicielkę z Warszawy. Gdybyśmy więc wybierali towarzystwo dla Szelmy nieco później (nie przed lecz po urlopie) - mocno byśmy się wahali między Abi a Bezą. I tu podejrzewam, że wybór byłby znacznie trudniejszy, o ile w ogóle możliwy ;-) Głupio to zabrzmi, ale cieszę się, że Beza wróciła do misieek już po naszym podjęciu decyzji, i że poznaliśmy ją już zdecydowani właśnie na Abi :-) Mam nadzieję, że Beza znajdzie tolerancyjny dom, w którym poświęcą jej czas i nieco "ułożą" pozwalając jej pozostać tak radosną i postrzeloną jak jest teraz. Pozdrawiam i przepraszam, że się tak rozpisałam "poza tematem"...
  2. U "normalnego" psiaka wynika to podejrzewam, z chęci przebywania blisko właściciela - a przynajmniej rzeczy nim pachnących... U tej małej waham się między masochizmem, a chęcią pokazania nam, że choć wciąż się tak strasznie nas boi to mimo wszystko chciałaby się z nami zaprzyjaźnić ;-) Ale, choć wciąż ucieka gdy popatrzeć w jej kierunku - robi się coraz śmielsza i podchodzi coraz bliżej...
  3. A Dzikuś-Abi kończy dziś 2 tygodnie w nowym miejscu!! "Niestety" nie widzę żadnych postępów, którymi warto by się pochwalić za te ostatnie dwa dni. Mama wprawdzie twierdzi, że wczoraj w ciągu dnia młoda przyszła do pokoju, w którym mama siedziała i drzemała na podłodze (Szelma korzystała z promieni słońca docierających na balkon) - ale ja osobiście tego nie widziałam. A wieczorem młoda ostatnio jakoś nie wykazuje jakiegoś szczególnego zainteresowania naszymi osobami... Za to w nocy daje czadu i podkrada z sypialni moje kapcie :-) Szelma też tak na początku miała, jak się [SIZE=2]z nami oswajała - kapcie, buty - wszystko co pachniało "nami" znosiła albo do swojego legowiska, albo do naszego łóżka (jak się do niego dorwała) - przefajna zabawa ;-) [/SIZE] A tak nieco z innej beczki, jakieś wieści od Pluty, która również świętuje dziś drugi tydzień w swoim nowym domu? Wiem, że nie powinien mnie interesować los psiaka, którego jednak nie wybrałam - ale ta mała jest tak słodka, prawie wygryzła mi dziurę w kieszeni byle dostać się do smakołyków, przy pierwszym spotkaniu :-) Strasznie się cieszę, że znalazła dom w podobnym okresie jak Dzikuś-Abi przeprowadzała się do nas :-)
  4. To nie MY jesteśmy fajni tylko psiaki! Ja tu tylko grzecznie zdaję relację, żeby nie wyszło, że "porwałam" psiaka i słuch o nim zaginął ;-) A propos psiaków- to widzę, że wieczór to ulubiona pora młodej. Nie przeszkadza jej nasze towarzystwo w zwiedzaniu i zaczepianiu Szelmy - potrafi już podejść "do nas" na odległość ok. metra - po to by coś powąchać, czy porwać jakąś zabawkę, ale właśnie wieczorem, tak po 22... W ciągu dnia mało co skusi ją do opuszczenia kryjówki, gdy jesteśmy w domu, ale... Robimy eksperyment! Ściągnęłam na tydzień mamę. Raz, że chciałam zobaczyć jak na młodą wpłynie pojawienie się nowego "dwunożnego obiektu" w domu - jak na razie bez zauważalnego wpływu. Dwa, mama będzie spędzała całe dnie z dziewczynami w domu (no poza momentami, gdy wyjdzie na spacer z samą Szelmą) - zobaczymy, czy to będzie przeszkadzało Dzikusiowi wychodzić na harce z Szelmą, czy może jednak oswoi się ze świadomością, że "dwunożni są wśród nas i trzeba jakoś z tym żyć" ;-) Dziś dziewczynom obecność mamy w niczym nie przeszkadzała (kolacja zaserwowana, przez mamę została szybko "wchłonięta",wycieczki na parter zostały odbyte, tańce i zabawy również), a pokój, w którym mama została ulokowana stał sie "oazą pokusy" - raz, że sam zapach mamy jest dla Dzikusia czymś nowym, dwa - mama przywiozła ze sobą żółwie, które też na pewno rozsiewają swoją nutę... Po prostu nie wiedziałam, że drzwi mogą być tak interesujące ;-) Najbliższy tydzień zapowiada się więc nam ciekawie :-) Przyjemnej niedzieli i do przeczytania!
  5. Jeśli sikanie w domu/ łóżku ma jej pomóc przekonać się do nas - niech sika gdzie chce :-) Sypialnię dziewczynom odcieliśmy jednak, aby zbyt często nie wymieniać pościeli ;) mają więc do dyspozycji salon z kuchnią, hol na piętrze no i schody... Dziewczyny muszą się coraz lepiej bawić jak nas nie ma w domu, bo Szelma wita nas strasznie rozentazjuzmowana i radosna ale radosna w stylu "ale się super bawiłam, szkoda, że nie widzieliście", a nie w stylu "super, że jesteście - weżcie mnie już stąd" :-D Co i rusz "przeprowadzają" kocyki, wycieraczki itp. wyciągają sobie coraz to nowe zabawki. Zresztą widzę, jak Szelmie biega ogon, gdy tylko Dzikuś-Abi wychodzi ze swojego kąta na przechadzkę. Zresztą choć młoda wciąż jeszcze do nas nie podchodzi, a wręcz ucieka "do siebie" gdy się do niej odezwiemy, czy choćby odwrócimy się w jej kierunku - to jak widzi Szelme w naszym pobliżu, a nie widzi, że jest obserwowana kątem oka; staje np. w drzwiach pokoju i popiskuje, żeby Szelma do niej wyszła a ogon jej biega na boki :-) Jeszcze trochę, w końcu też się do nas przekona :-) Przecież nie spędzi kolejnych kilkunastu lat jako psiak-widmo, wychodzący ze swych czeluści po zmroku bądź pod naszą nieobecność ;-) A propos czeluści - nie potrafię wstawiać tu zdjęć, ale umieściłam kilka w swoim profilu w albumie. To np. Dzikuś w swoim ulubionym kącie: [URL]http://www.dogomania.pl/album.php?albumid=1931&attachmentid=4959[/URL] ciasno, ciemno, na pewno nikt się tam nie dostanie, a widok na całe pietro :-) To jedyne zdjęcie jakie udało mi się zrobić z otwartym okiem : [URL]http://www.dogomania.pl/album.php?albumid=1931&attachmentid=4958[/URL] bo albo zamyka oczy: [URL]http://www.dogomania.pl/album.php?albumid=1931&attachmentid=4957[/URL] albo odwraca pyszczek w przeciwnym kierunku, byle absolutnie na mnie nie patrzeć :-) Pozdrawiam!
  6. Boję się, że mogliśmy dziś zrobić mały krok wstecz. Psina upatrzyła sobie ostatnio miejsce na ostatnim schodzie na strych, tuż pod klapą. Rzadko ze strychu korzystamy - więc ma tam spokój. Niestety dziś musiałam się tam dostać - trzeba ją więc było przegonić w inne miejsce - poczuła się zagrożona i capnęła męża w nogę zsikując się przy okazji ze złości - mam nadziej, że to przeżycie nie wpłynie niekorzystnie na jej dotychczasowe postępy... A propos postępów, w ostatnich dwóch dniach mieliśmy kolejne: -najwyrażniej pod naszą nieobecność obie dziewczyny świetnie się dogadują - znajdujemy mnóstwo sierści Dzikusia w różnych miejscach - a to na legowisku Szelmy, a to w naszym łóżku :-) - w nocy z niedzieli na poniedziałek ok. 15 minut po tym jak się położyliśmy i udawaliśmy, że śpimy psina poskradała się do sypialni i wśliżnęła pod nasze łóżko, gdzie spała do rana, dziś w nocy próbowała nawet wdrapać się do łóżka, widząc, że Szelma z nami śpi - a ogon jej latał na boki jak szalony (pod naszą obecność wciąż ma cały czas podkulony). Chyba właśnie ten ogon zaważył, że jednak zdecydowała się spać koło łóżka - albo zauważyła, że i my jesteśmy w łóżku ;-) Niestety w dalszym ciągu gdy tylko jesteśmy "aktywni" - chodzimy po domu, rozmawiamy - psina nie wychyla się ze swojego kąta, ciągle woli obserwować nas z dystansu. Gdy tylko siedzimy nieruchomo, oglądając film, czytając czy udając, że śpimy - po ok. 15 min psinie zbiera sie na odwagę i zaczyna zwiedzanie i sprawdzanie kątów - gdziemoglismy sie schować i co robimy. Wygląda, że zaakceptowała nas jako swoje "nowe stado". Kolejne "niestety" - wczoraj oprócz włosów w łóżku znaleźliśmy niespodzianke - zapewne w ciągu dnia psina postanowiła dodać swój zapach i zsikała się na kołdrę. Przekonaliśmy się też, że nie lubi samotności - zdecydowanie nie nadawałaby się więc do domu, gdzie miałaby zostawać zupełnie sama. Wczoraj wysłałąm męża samego na spacer z Szelmą, chcąc zobaczyć, czy jak będę sama to do mnie przyjdzie - nie zauważyła mnie jednak w pokoju. Po 10-15 min. jak wyszli, zeszła na dół, zjadła kolację, zaczeła zwiedzać i jak się zreflektowała, że jest sama - zaczęła wyć. Teraz zresztą też zwiedza (znów mąż jest na spacerze) - a psina stoi w drzwiach pokoju i wącha z daleka - więc może jednak przeganianie nie cofnie naszych postępów :-) Moim zdaniem kolejna dobra wiadomość jest taka, że nie ściągnęła obroży - mam wrażenie, że jej w ogóle ona nie przeszkadza, mimo, że zawieszka z numerem telefonu nieco pobrzękuje przy chodzeniu. Pozdrawiam!
  7. Pozwoliła założyć sobie obrożę! Zobaczymy jak długo w niej wytrzyma - na razie nie wygląda jednak aby obroża robiła jej jakąkolwiek różnicę :-) Ale przynajmniej ja zaczynam być spokojna, że oprócz chip'a ma jeszcze widoczny mój numer... Dziękuję wam wszystkim za słowa wsparcia i życzę przyjemnych snów.
  8. Mamy progres, niby niewilki, ale jednak jest i cieszy :-) Psina: 1. wyszla rano do ogrodka na siku; 2. zainteresowała się tym gdzie jesteśmy i co robimy, przyszła więc na piętro nas sprawdzić i nieśmiało zajrzała do pokoju, w którym oglądaliśmy akutrat jakiś film - niestety Szelma warknęła i Dzikuska się szybko wycofała z pokoju; 3. opanowala schody na strych (po tym wzgledem jest po prostu niesamowita - naszej Szelmie zajęło to ok. 2 tygodni, jak już w końcu zdecydowała się ponownie wejść na górę po piperwszym całodziennym "utknięciu", pies sąsiadów, o którym wspominałam wczoraj, wciąż z nich nie korzysta) - znajdując przy okazji kolejne "miejsce obserwacyjne" na ostatnim stopniu, tuż pod zamknietą klapą; 4. zagarnęła kolejny "bezpieczny kąt" dla siebie - w sypialni, pod naszym łóżkiem - a więc otoczona "naszym zapachem". W związku z tym śmiem podejrzewać, że chyba jej się źle nie kojarzymy ;-) Liczę, że ta jej ciekawość w końcu przezwycięży strach i poprowadzi jej łapy w naszym kierunku - tak jak pisała Zerduszko. Pozdrawiam gorąco!
  9. Siostra zaczyna czuć się coraz pewniej w nowym domu. W prawdzie wciąż unika kontaktu z nami - ale zwiedza... i to nie tylko swoje dwa kąty, czy parter... Wczoraj wdrapała się po ażurowych schodach dwie kondygnacje i zamelinowała na strychu. Pragnę zaznaczyć, że podobnych rozmiarów szczeniak sąsiadów nauczył się wchodzić po podobnych schodach w zeszłym tygodniu, po blisko 2 miesiącach w "nowym domu", a i to tylko na piętro, bo schody na strych są dość strome - więc mała dla mnie osobiście jest bohaterką! Co nie zmienia faktu, że niezłego stresa przeżylismy po powrocie z pracy nie mogąc jej nigdzie znaleźć :-) Podejrzewam, że gnana ciekawością wejść na strych - weszła, ale do zejścia schody okazały się zbyt strome, i utknęła. Swego czasu Szelma też nam tak "utknęła". Od tego czasu wprawdzie nauczyła się po nich chodzić, ale wziąż woli robić to pod naszą kontrolą. Naszą Dzikuske udało się koniec końców namówić na wejście do wiklinowego transportera dla kotów i znieśc w transporterze na dół. Drzwi na strych profilaktycznie zamknęliśmy. Dziś rano "spotkałam" ją na porannych wojażach w łazience na piętrze - ale szybko uciekła na dół, "do siebie" gdy tylko mnie zobaczyła. A i w ciągu dnia musiała odwiedzić Szelmę w naszej sypialni, gdyż znależliśmy "stałą niespodziankę" na legowisku Szelmy (jak miło, że nie w naszym łóżku...). Po południu też uciekła do naszej sypialni, przy próbie zachęcenia jej do wyjścia do ogrodu... No właśnie, nie wiem co się stało, ale od wczorajszego wieczoru ciężko ją namówić na wyjście do ogrodu. Może to wciąż stres po dniu (kilku godzinach) spędzonych na strychu albo po odławianiu do transportera? W każdym razie pierwszego dnia i jeszcze drugiego rano chętnie wybiegała na ogród, gdy tylko otworzyło się drzwi na taras i zniknęło z trasy jej przebiegu. A od wczorajszego wieczoru - drzwi mogą stać otworem, a pies i tak nie wyjdzie... No chyba, że robi to tak niepostrzeżenie i szybko, że nam to umyka - co jest możliwe, bo staramy się jej dać odrobinę swobody w przemieszczanu, skoro nas sie wciąż boi. A może wybiegała tak chętnie licząc, że uda jej się uciec? A gdy przekonała się, że załataliśmy wszystkie wskazane przez nią miejsca i nie ma już drogi na zewnatrz nie traktuje ogrodu ajo "ciekawego"? Póki co i tak załatwia się na razie w domu - na szczęście inteligentnie wybiera miejsca "łatwo sprzątalne" - podłoga tam gdzie są kafelki bądź panele, no i dziś legowisko Szelmy, z którego można zdjąć pokrowiec i wyprać. Jak już pisałam - w dalszym ciągu boi się nas (ludzi) - więc póki co sama nie podchodzi. Ale jak jest w kącie - bez problemów pozwala się nam głaskać i drapać. Myślę, że najbliższe dwa dni, gdy będzie musiała tolerować naszą obecnośc przez cały dzień też będą na swój sposób przełomowe. Może uda nam się zrobić jakieś zdjęcia z nowym domu, bo na razie nic mi nie wychodzi :-( Pozdrawiam serdecznie!
  10. Witam! Na razie mała wciąż udaje, że jej "nie ma" - czy to w domu, czy to w ogródku. W mieszkaniu ma dwa "swoje" kąty, z których lubi nas obserwować - odwraca jednak wzrok, gdy tylko zauwazy, że na nią patrzymy. Wczoraj ładnie "współpracowała" z nami wskazująć miejsca w ogrodzeniu, którędy "być może uda się przecisnąć" - wszystkie miejsca wzmocniliśmy dodatkową gęstą siatką. Kawałek płotu do sąsiada na wszelki wypadek podniesliśmy nieco - choć póki co przynajmniej psina nie wykazuje chęci do skakania. Dziś rano również wskazała nam "słabe ogniwo" naszych zabezpieczeń (już poprawione) - także na wszelki wypadek nie wypuszczamy jej samej do ogródka. Znalazła sobie kąt zarośnięty przekwitłymi irysami, do którego ucieka ilekroć poczuje się niepewnie. Dziś odkryła również, że mieści się w budzie dla kotów zakupionej na allegro, którą wstawiliśmy do ogródka kilka tygodni temu. Przynajmniej ktoś z niej skorzysta, bo koty póki co nie wykazują zbytnio zainteresowania :-) Co mnie zaskoczyło to to, że bardziej woli przebywać w domu niż w ogrodzie. Po kilkunastu minutach "buszowania" w ogrodzie, sama grzecznie wraca do domu i idzie do jednego ze swoich "kątów" - niezależnie od tego, gdzie my sie znajdujemy. Nie wiem czy w trakcie tych "ogrodowych wizyt" zdąża załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne, gdyż póki co zsikała nam sie kilkakrotnie w domu. Dwukrotnie również zwymiotywała (głównie trawą) - ale mam wrażenie, że to wciąż reakcja na stres związany z nowym miejscem i przebyty wczoraj zabieg sterylizacji - zbyt wiele emocji na jeden dzień dla tak małego psiaka. Wczoraj, jako, że była swieżo po operacji zrobiliśmy jej głodówke - dziś pięknie zjadla miske ryzu z miesem oraz potartymi warzywami - zobaczymy czy znowu zwróci, czy tym razem uda jej się już na tyle uspokoić, aby przetrawić spokojnie posiłek. Oczywiście nie ruszyła jedzenia, dopóki nie zniknęłam jej z pola widzenia :-) Bardzo mile zaskoczyło mnie też zachowanie psiaka w nocy, gdyż spodziewałam się popiskiwania i wycia z tęsknoty zarówno za siostrą jak i resztą psiaków z Bukowna. Tymczasem psina, w ciszy "zwiedzała" sobie parter - słychać było tylko stukot jej pazurów o panele i kafle :-) Za to rano w ogródku dała popis swoich strun głosowych - nie wiem, czy zobaczyła za płotem kota, czy zdenerowała się, bo "odkryła" zamontowaną przez nas siatke :-) Mąż wyskoczył z łóżka, bo zabrzmiało to jakby ją ktoś ze skóry żywcem odzierał. Ogólnie rzecz biorąc wciąż jest bardzo zestresowana, ale chyba nikt nie spodziewał się, że na drugi dzień po przeprowadzce będzie witała nas po powrocie z pracy z wysoko uniesionym, merdającym ogonem i przy byle okazji wskakiwała na kolana. Zdecydowanie minie trochę czasu zanim przyzwyczaji się do nowej sytuacji i będzię tak towarzystkim psem jak nasza druga suczka , Szelma. Co nie zmienia faktu, że obojgu nam pozwoliła się już pogłaskać - oczywiście odwracając w czasie głaskania głowe w inna stronę :-) My ze swojej strony staramy się po pierwsze zabezpieczyć teren wokół niej - aby ani nie uciekła, ani nie zrobiła sobie krzywdy. Po drugie, staramy się ułatwić jej proces adaptacji dając na tyle swobody, na ile pozwala to zachować jej bezpieczeństwo. Zarówno nasze koty jak i nasza suka ją kompletnie ignorują pozwalając jej poznać nowe otoczenie we własnym tempie - my staramy się brać z nich przykład i nie "wisieć" non-stop nad naszym nowym domownikiem, równocześnie mając ją na oku. Będę informowała na bieżąco o wszelkich postępach, póki co jest kochana i przeurocza - ale to chyba widać na zdjęciu :-)
  11. My drugi rok z rzędu spędzaliśmy urlop z psem w Unieściu koło Mielna. W samym Mielnie przy dwóch wejściach jest znak "zakaz wprowadzania psów", ale już trzecie zejście (licząc od "centrum" w stronę Unieścia) tego zakazu nie ma i nikt nie zwraca uwagi, że nie wolno czy nie wypada - nawet ratownicy na odcinkach strzeżonych. Jeśli chodzi o samo Unieście - zakazu wprowadzania psów nie ma przy żadnym z wejść. Dla zdrowia psychicznego naszej suni - wybieramy raczej te "boczne" wejścia z mniejszą ilościa rozwrzeszczanej dzieciarni - ale w zasadzie można korzystać z calej plaży. Zresztą nie tylko my wybieramy boczne wejście, bo w sąsiednich "boksach" z wiatrołapu często spotykamy i inne czworonogi. Popoludniami, gdy oblężenie plaż jest mniejsze nikomu nie przeszkadza, by psa spuścić czy iść z nim popływać. Oczywiście gdy psu przytrafi sie kupa na plaży - wszyscy patrzą na ręce właściciela - czy na pewno posprząta. Ale myśle, że nie jest to problem - w końcu sami też nie chcemy opalać się wśród psich odchodów. Nie ma wprawdzie osobnych kubłów na psie odchody, ale samych koszy na śmieci jest wystarczjąco dużo aby utrzymać plaże w czystości.
  12. Witaj Malawaszka! dziekuje bardzo za przesłanie linka do tego wątku jak i zaufanie, jakim nas obdarzacie dając szansę na zaopiekowanie się DziKuską. Pozdrawiam serdecznie!
  13. Co z nimi będzie? Nie wiem, jak pozostałe dwie, ale Abi - jeśli tylko da się w najbliższy wtorek złapać - po sterylizacji trafi do nowego domu, gdzie już w tej chwili czeka na nią nowa koleżanka - Szelma, która miejmy nadzieję wesprze proces socjalizacji. Będzie też nosiła nowe imię upamiętniające jej historię: DziKuś. Już się nie mogę doczekać widoku tej ślicznej suni w naszym ogródku. Byle do wtorku! I byle dała sie złapać, bo wczoraj użyła całego swojego sprytu i inteligencji aby nie zaprezentować sie nam z bliska. Pozdrawiam serdecznie i obiecuję od czasu do czasu informować o postępach naszej współpracy z sunią. A pozostałym dwóm psiakom życzę powodzenia w znalezieniu spokojnego domu i kogoś, kto będzie chciał z nimi nad ich strachem przed ludźmi popracować.
×
×
  • Create New...