Jump to content
Dogomania

minia7

Members
  • Posts

    522
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by minia7

  1. Hej cioteczki :) Miałam problemy z zalogowaniem się ostatnio na tym portalu. Wczoraj chciałam odpisać na wątku, elaborat klikałam chyba z godzinę :) po czym portal kazał mi odświeżyć stronkę, odświeżyłam i klops :/ całą moja odpowiedź licho wzięło :/ Mam pytanko jak mam sobie podpiąć takie fajowe banerki z psitulankami? Jestem zielona na tym portalu i nie wiem jak się tu poruszać...Może ktoś mnie pouczy, podpowie? pliska, pliska :) Sara i Lupa czują się dobrze :) i chętnie im założę nowy wątek, ale .... nie wiem jak :? Nie wiem tez jak mam sobie zapisać ten wątek, żeby móc od razu go odnaleźć na forum :? pomocy
  2. Aha i jeszcze wiadomość , którą muszę się podzielić. Na następny dzień po zaginięciu Sary, moja Lupa dostała amoku w domu i potłukła nam talerze, otworzyła szafkę w kuchni i powywalała wszystko co w niej było drąc na strzępy to co mogła. I jak wróciliśmy do domu, serduszko chciało jej wyskoczyć z piersi. I wtedy zauważyliśmy, że ma skaleczony nos. Dzień później okazało się, że to nie skaleczenie, tylko skóra z nosa jej schodzi, ta czarna skórka odpadała jakby grzybica albo coś, zostawiając pod spodem czerwoną zaognioną skórę. Dzień później miała już pół nosa w różowe plamy. Szybko do weta. Wet dał maść do smarowania, chociaż przy takim miejscu do smarowania, nie miało to większego sensu, bo wszystko od razu z noska zlizywała. Jak odnaleźliśmy Sarę i poszliśmy z nimi do weta, inny lekarz stwierdził, że to może być jakieś choróbsko autoimmunologiczne i że bardzo ciężko takie przypadłości wyleczyć. Jakie było nasze zdziwienie, bo dzień po dniu, po powrocie Sary plamki zaczęły znikać, Lupa jest spokojna :) Myślę, że one tak się zżyły, że u Lupy stres związany z rozstaniem objawiał się odpadaniem skóry z nosa. Nie sądziłam, że to aż tak psiaki mogą przeżywać. A może przesadzam... Przecież mam fioła, moje oka mają na celowniku tylko dwa obiekty -"Lupa", "Sara"... Biedny Wojtek :) Ale radzi sobie...jakoś.... :)
  3. Byliśmy z Sarunią u weta i wszystko jest ok. Kulejąca łapka przednia jest lekko obtarta, stłuczeń nie ma. Wet dał tylko maść na te ranki i ogólny zastrzyk wzmacniający i przeciwzapalny. Sarenka jest wykończona, w sensie , że ucieczka i tułaczka ją bardzo osłabiły, bo czasami nie ma siły wskoczyć na łóżko. Ale powoli dochodzi do siebie. Na spacerkach każdy najmniejszy hałas, puknięcie, cokolwiek jest powodem do ucieczki. Ale jak zaczyna ciągnąć na smyczy, zatrzymujemy ją, kucamy, głaskamy , uspokajamy i daje to efekty. Malutkimi kroczkami myślę, że troszkę ją odstresujemy. Zrobiła się większą przylepką i pieszczoszkiem okrutnym :) Nie wiem, może przez to, że znowu ją uratowaliśmy :) Lupkę sama zaczęła zaczepiać-zawsze było odwrotnie, nie mogła się od Lupy opędzić. Pilnuje nas na każdym kroku. I je ogromne ilości karmy. Pałaszuje dwie miski na raz, a Lupa nie wie co się dzieje :) Widać, że schudła, po tym siedmiodniowym spacerku :/ I kiedy tylko może śpi, zawsze w tym pokoju, w którym akurat jesteśmy. W końcu mogliśmy też odpocząć, bo tym stresującym tygodniu. W czwartek rano czułam się, jakbym miała wszędzie zakwasy. Wojtek tylko się denerwuje tym, że na łóżku jest pełno kłaczków i próbuje je zganiać :angryy: Ale niestety nie wie, że jest na straconej pozycji, bo jak się raz pozwoli, to już przecież "ogłupiać" pieska nie można :) Lupa śpi z nami i nie jest łatwo ją zgonić z wyrka. Natomiast Sara woli koc pod łóżkiem :) Chociaż tyle, bo jeszcze ona na łóżku i właściwie, to moglibyśmy spać na siedząco, albo na kocu pod łóżkiem :)
  4. I tak szybko pisałam, ze byczków nastrzelałam, ale przymkniecie na to oka, prawda ;)
  5. Witam :) Nie wiem co pisać, jak to wszystko opisać....tyle eksplozji szczęścia mam w sercu co sekundę!!!! :) [COLOR=Red][B] [SIZE=5]NAJBARDZIEJ DZIĘKUJĘ ZA POMOC PANI URSZULI B. , KTÓRA ZLOKALIZOWAŁA SARĘ I ZADZWONIŁA DO MNIE ORAZ ANOVIP1 , ZA TO, ŻE TAK WSPANIALE PODTRZYMYWAŁA MNIE NA DUCHU, ODBIERAŁA KAŻDY MÓJ TELEFON I POJECHAŁA Z NAMI NA POSZUKIWANIA SARY!!!! DZIĘKUJĘ TAKŻE WSZYSTKIM, KTÓRZY DZWONILI DO NAS W SPRAWIE OGŁOSZENIA!!!! [/SIZE] [/B] [COLOR=Black]A było to tak: W poprzednim poście pisałam jak to poszukiwałam mojej gwiazdy na ogródkach działkowych w okolicy ul. Piwnika i dostałam w międzyczasie telefon, że sunia jest na starym dworcu PKP Łódź- Chojny. Było około 19.15. Jazda, poprzedzona kaskaderskim skokiem przez płot ogródków ( bo tak jak przypuszczałam, ze jak będę chciała wyjść, to furtki będą pozamykane na klucz, którego nie posiadałam), trwała 15 min. W sumie około 30min na to, aby moja uciekinierka :) przewędrowała z miejsca gdzie ją widziała Pani Urszula. Deszcz, ciemno, opuszczony stary dworzec, a ja biegam po torach i krzyczę i wołam i ..... nic. Pytam Pana w stróżówce, czy nie widział tu błąkającego się psa? On , że owszem, godzinę temu, duży, czarny i z czerwoną obrożą... :? hmmm....Zrezygnowana, przemoczona z bagnem w butach, wróciłam do domu. Napisałam Pani Uli, że niestety nie znalazłam jej i poprosiłam, gdyby ją jeszcze spotkała, żeby dała jeść, pogłaskała, żeby zadzwoniła w tym samym momencie, gdy ją zobaczy i nie spuszczała z oczu. Podziękowałam za zgłoszenie. Na następny dzień (wczoraj) kilka telefonów od rana, że na Retkini jest taki piesio. Pomyślałam za daleko i od razu miałam wyrzuty sumienia, że powinnam to sprawdzić. I w tym samym momencie zadzwoniła znowu Pani Ula i mówi, że sunia właśnie je jej z ręki chrupki i że to na 100% jest ona. Kuleje na przednią łapkę :( Mówię, jestem za 15 min. Proszę nie spuszczać jej z oczu. Wyleciałam z pracy jak z torpedy i błagałam Bozię, żeby tylko światła sprzyjały i korki się odkorkowały. Pani Ula czekała na mnie przy szlabanie dworca. Poszłyśmy na spacerek po dworcu z jej piesiem. Suni ani śladu. Rozdzieliłyśmy się. Pani Ula ją dostrzegła, zadzwoniła do mnie żebym wracała (teren jest ogromny, tory, dużo krzaczków-w sam raz na ciuciubabkę z Sarunią-to lubi :)) To była ona. Brudna przemoczona, kulejąca. Moja Sarenka! :) Wołam, idę do niej, a ona odwróciła się na pięcie i w nogi. I tak ganiałam ją po dworcu, aż spacerek zakończył się na Chojnach, w terenach leśnych. Zgubiłam ją,[/COLOR][/COLOR][COLOR=Red][COLOR=Black] wróciłam[/COLOR][/COLOR][COLOR=Red][COLOR=Black]. Pomyślałam, że to koniec, jak nie wróci na ten dworzec. I wyrzuty sumienia, że niepotrzebnie tak za nią szłam. Ale cieszyłam się też, że to ona, cała i prawie zdrowa. Zostawiłam ogłoszenie jeszcze Panom, którzy pracowali na kolei, gdyby się pojawiła, prosiłam o telefon i żeby nie przeganiali jej. Po trzech godzinach wróciłam do domu do Lupy, spacerek i do pracy. Półtorej godziny w pracy do końca i przed samym wyjściem telefon, że sunia właśnie wróciła na dworzec. Pojechałam po Anovip1 i razem z moim Wojtkiem , Lupą i koleżanką Karoliną pojechaliśmy na zwiady. oczywiście okazało się, że dwie minuty po czasie przyjechaliśmy, bo sunia właśnie była i znikła. Rozpoczęły się poszukiwania. Rozdzieliliśmy się. Wojtek i Karolina. Ja i Anovip1 i Lupa. W pewnym momencie Lupa dostała szału i zaczęła ciągnąć w przeciwnym kierunku niż szłyśmy, więc rozdzieliłam się z Anovip1. Dołączyłam do Wojtka i Karoli, którzy zdążyli się dowiedzieć, w którym kierunku powędrowała sunia. poszliśmy za wysypisko śmieci i znaleźliśmy się na jakimś opuszczonym terenie, zdewastowanym jak po wybuchu bomby. Lupa ciągnie niemiłosiernie. Nie sądziłam, że 10 kg piesek tak może ciągnąć. Przeszłam przez płot i zauważyłam ją. Leżała niczym król dżungli, na samym środku pustelni. I obserwowała. Nie dostrzegła Lupy. Lupka jest mała, niewidoczna w wysokiej trawie. Mówię do Wojtka i Karoli, że jest Sara i jak w prawdziwym kinie akcji :) wycedziłam przez zęby "Padnij, Karolina kucnij". Sara na to podniosła się, obróciła się na pięcie i w nogi. To ja z drugiej strony na spacerek z Lupą. Jak gdyby nigdy nic, żeby tylko nie wyczuła emocji :) i żeby tylko zauważyły się z Lupą. [B][COLOR=Red]UDAŁO SIĘ!!!! DZIEWCZYNY TAK DOSKOCZYŁY DO SIEBIE, ŻE CAŁUSKOM NIE BYŁO KOŃCA!!!! :) [/COLOR][/B][COLOR=Red][COLOR=Black]Dopiero wtedy Sara chyba mnie poznała, podbiegła i zaczęła rozdawać całuski, merdać ogonkiem i wskakiwać na kolanka. Przytulaskom nie było końca. Podszedł Wojtek z Karoliną i już była pełnia szczęścia :) Zabraliśmy dziewczyny do auta, przy którym czekała już Anovip1. Sarunia ,jej podopieczna ze schroniska, od razu poznała przyjaciółkę i znowu radość i całuski i przytulaski :) Sara do auta chciała przez bagażnik wsiadać, tak jej się do domu spieszyło. Później pod domem nie chciała z niego wysiadać. A przed drzwiami domu, kiedy otwierałam zamki, prawie dziurę w drzwiach wydrapała. A jak już do niego wpadła, był tylko pisk radości i sprawdzanie czy czasem pokoi nie przybyło ;) Biegała z pokoju do pokoju jak furiat. Lupa jej wtórowała, bo oczywiście ten maluch do rozrabiania pierwszy :) [SIZE=4][B][COLOR=Red]I tak to wszystko się cudownie zakończyło :)[/COLOR][/B] [/SIZE][SIZE=4][B][COLOR=Red]Dzięki pomocy Wam wszystkim kochani!!!!![/COLOR][/B] [/SIZE][B][COLOR=Red][SIZE=4]Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!![/SIZE] [/COLOR][/B][COLOR=Red][COLOR=Black]A dzisiaj po pracy wet. Sarunia ma pokaleczone łapy, nie wygląda to bardzo groźnie, ale na przednią kuleje, więc pewnie bardzo jej doskwiera. Oczywiście od razu była kąpiel, paciorek i lulu :) O 5 rano pobudka na spacerek :) Dzisiaj jadę po nową adresówkę, piękną czerwoną obróżkę i 20m smycz, na której będzie miała choć odrobinę luzu na spacerku. Tamta, która się zerwała, służy teraz do zabawy w przeciąganie :) Zdjęcia głównych bohaterek zostaną załączone w najbliższym czasie :) Jak nauczę się to robić :) :? hihihi[/COLOR][/COLOR][/COLOR][/COLOR][/COLOR][/COLOR]
  6. Witam! Jestem ''mamusią'' zaginionej Sary ;( Wczoraj byłam na osiedlu za stacją statoil i zostawiłam ogłoszenia przy osiedlowym sklepie o Saruni. Przeszłam także pobliskie ogródki działkowe. Jeden działkowicz, także potwierdził, że widział psinkę jak razem z innym pieskiem biegała po terenie ogródków. Niestety maleństwa nie znalazłam ;( Dzisiaj rano miałam kolejny telefon, że właśnie tam, na tym osiedlu była widziana w towarzystwie innego pieska, tyle, że Pani była przekonana, że ta sunia, którą widuje od czasu do czasu, błąka się tam już dobry miesiąc :( Nie daje do siebie podejść. Moja Sara zaginęła tydzień temu w środę podczas popołudniowego spaceru, koło godziny 18-19.00. Wczoraj, gdy szukałam jej w ogródkach działkowych, otrzymałam telefon, że była widziana w rejonie starego dworca PKP Chojny, na końcu ul. Kilińskiego. Pani zadzwoniła, gdy wróciła z 15min spaceru. Dotarłam tam po 15 min, niestety pomimo wołania, gwizdania, psinka się nie pokazała. Jest to dosyć bliska okolica jej zaginięcia, biorąc pod uwagę, że uciekała wzdłuż ul. Rydza-Smigłego w stronę ul. Broniewskiego. A do Chojen, ul. Kurczaki,ul Bankowej, ul. Wesołej i ul. Rzgowskiej, skąd były zgłoszenia, jest z tych okolic bardzo blisko. [COLOR=Red][B]ZA WSZYSTKIE ZGŁOSZENIA BARDZO DZIĘKUJĘ!!!!! SPRAWDZAM KAŻDE!!!!!! JEDNAK TRUDNO BĘDZIE JĄ ODNALEŹĆ, GDY SIĘ CAŁY CZAS PRZEMIESZCZA ;( DLATEGO BARDZO PROSZĘ PAŃSTWA O POMOC W SZUKANI SARUNI! GDYBY PAŃSTWO JĄ ZAUWAŻYLI, PROSZĘ NIE TRACIĆ JEJ Z OCZU I ZADZWONIĆ (O ILE SIĘ DA) W TYM SAMYM MOMENCIE, GDY JEST WIDZIANA!!!! PROSI O POMOC TAKŻE JEJ PRZYBRANA SIOSTRZYCZKA :) LUPA, BARDZO SIĘ SUNIECZKI ZŻYŁY I TERAZ LUPA NIE MOŻE SOBIE Z ROZSTANIEM PORADZIĆ!!!!! [/B][/COLOR]
  7. Znam tą sunieczkę ze schroniska. Bardzo często przeglądam strony schronu. Wczoraj czytałam jej wątek. Żal psinuli, tym bardziej, ze przypomina mi moją drobniutką, ukochana Lupkę. Mogę zadeklarować jednorazowo 20zł. Trzymaj się Tamarko.
  8. Witam! Jestem ''mamusią'' zaginionej Saruni :placz: Pierwszy raz na forum ''dogomani'' i jeszcze nie wiem jak się poruszać na tych stronach. Pomaga mi Anovip1, za co bardzo bardzo dziękuję :) Deklaracja stała -10zł dla Bambo. Tylko potrzebuję danych, gdzie mam wpłacać?
×
×
  • Create New...