-
Posts
3072 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Jelena Muklanowiczówna
-
Ja się domagam wiedzy i zdjęć z murkowego pożycia! Widziałam Hanię na wątku Daisy - mała rośnie, jak na podwójnej dawce drożdży. Przyznaj się, Murka, czym ją karmisz oprócz parówek z czekoladą? ;-) A ja może będę miała dla was niespodziankę w tym tygodniu. Taką bardziej ludzką, a mniej psiejską, ale proponuję pilnie śledzić jarciowy wątek! ;-) Murko, a czy Hania lubiła Jarka?
-
[quote name='halcia']A może to jednak panienka była?[/QUOTE] Nie wiem, nie przyglądałam się, ale chyba pies. Wydaje mi się, że to była kwestia pozycji. Dosłownie 5 metrów wcześniej mijaliśmy starego amstaffa, który jest lekko sparaliżowany, ale i tak warczał na Jarcia i Jaruś go ominął szerokim łukiem. A tamten pies jak nas zobaczył, to od razu się położył i czekał z ogonem do góry, pomerdując. A dzisiaj widzieliśmy sarnę! O, żebyście widziały ten dysonans poznawczy na pysku Jarcia - "Pańciu? Czemu ten pies ma takie długie, cienkie nogi i skacze?"
-
[SIZE="5"][COLOR="red"]Dziewczyny! Przełom![/COLOR][/SIZE] Jarek dzisiaj na spacerze podszedł do innego psa!!! Zaczął się z nim obwąchiwać, machać do niego ogonem! I tak śmiesznie mruczał. Piesek też był przyjaźnie nastawiony, ale zabawą niezainteresowany, chociaż zapoznał się naszym Jarusiem. Potem sobie poszedł, a Jaruś został przeze mnie pochwalony i po powrocie do domu dostał dwa ciastka, a nie jedno! :loveu: :loveu: :loveu: :loveu:
-
Wesoły i uroczy Tomcio z Mielca znalazł dom :)
Jelena Muklanowiczówna replied to eloise's topic in Już w nowym domu
A mój Jarek nie woła na dwór. Zawsze go wyprowadzamy o tych samych porach i on tylko czeka pod drzwiami. Albo na swoim kocyku i obserwuje, a jak usłyszy brząkanie zawieszek przy szelkach, to już jest przy nodze. Chociaż teściowa mówiła, że jak go zostawiliśmy u nich jakiś miesiąc temu, to kręcił się trochę pod drzwiami, więc go wzięli na dwór i faktycznie - miał potrzebę. -
Jarcio wczoraj został wykąpany. Zniósł to dzielnie, jak zwykle, choć TZ-et musiał asekurować, bo niebezpiecznie przesuwał się w stronę wyjścia. Jakiś fajny szampon kupiłam - niepachnący. A sierść jest po nim mięciutka i łatwo się rozczesuje. Poleciła mi go ani z naszego sklepu zoologicznego. W każdym razie, wracają do rzeczy, to u nas w domu zrobiło się trochę chłodno, a Jarcio ma akurat drugi kocyk w praniu, więc po kąpaniu okryłam go swoim szlafrokiem (oczywiście w pieski, jakżeby inaczej!), ale myślałam, że on od razu spod niego wylezie. Ale gdzie tam! Spał całą noc pod moim szlafrokiem (okryłam go nim porządnie), dopiero rano wylazł, gdzieś koło 6, żeby się napić i już się położył koło miski. Taki się wygodnicki koleżka zrobił!
-
PIESEK ZNALEZIONY - Karmelek ma dom
Jelena Muklanowiczówna replied to anciaahk's topic in Już w nowym domu
Powiem Wam, że dla mnie to to całe gadanie o tym, żeby nie nosić dziecka albo z nim nie spać jest o kant doopy potłuc. Dzieci są różne: jedne będą wolały, żeby je nosić na okrągło, a inne nie potrzebują tyle kontaktu z matką. Dziecko przez 9 miesięcy było bujane pod sercem, więc tak od razu się tego nie oduczy. Jeśli miałabym się męczyć i wstawać co dwie godziny w nocy, bo by płakało, to wolałabym z nim spać do 3 roku życia w łóżku. A smoczek to rewelacyjny uspokajacz i nie po to ktoś go wymyślił, żeby go teraz dzieciom odbierać. -
[quote name='MagdaNS'] Nie wiesz, czy nasza szanowna droga konkurencja zapłaciła już za swoją nową siedzibę :diabloti: ? Tak pytam z ciekawości :diabloti: [/QUOTE] Uuu... Nic nie wiem o nowej siedzibie, niestety, ale za to dzisiaj widziałam, że skosili trawę na pasach zieleni pomiędzy jezdniami. Odpoczywali sobie po robocie i pierwszy raz widziałam coś takiego: oni naprawdę skosili ogromną połać zieleni i DOPIERO wtedy była przerwa, a nie jak to zwykli robić - koszenie metra trawy, przerwa, koszenie drugiego metra trawy, przerwa itd. I tak mnie to rozbawiło, bo czytałam ostatnio artykuł, jak to się prezydent Lizodupski (:D) tłumaczył, że trawy kosić nie trzeba. A tu jednak skosił!
-
Jaruś ostatnio odwala strajki, jak idziemy do weterynarza. Jak jadą samochody, to staje, kuli się. Jak kilka większych przejedzie, to nie ma zmiłuj - staje i nie chce dalej iść. Z drugiej strony: jechałam z nim ostatnio gdzieś autobusem (zdaje się, że po szelki) i to dość chodliwą linią i kupiłam mu bilet. Miałam nosa, bo była kontrola i facet do mnie: "Takiemu małemu psu pani bilet kupuje? Psu to może pani nie kupować, weźmie go pani na kolana i już jest po sprawie". Zdziwiłam się bardzo, bo w regulaminie jest wyraźnie napisane, że za psa trzeba płacić, a spójrzmy prawdzie w oczy - Jaruś nie jest taki mały, żeby można było go wozić na kolanach. Opowiedziałam TZ-towi - też się zdziwił. Jakiś czas potem TZ-et jechał autobusem z wielką walizką, za którą również zapłacił bilet. Ale mówię wam, była naprawdę spora. I co? Spotkał kanara, który mu powiedział, że niepotrzebnie kupował ten bilet, bo na takie rzeczy to się nie zwraca uwagi i takie tam. Więc niczego nieświadomy TZ-et wziął w tę sobotę Jarcia do weterynarza na kolejny zastrzyk z testosteronu, ale ponieważ chciał ominąć newralgiczne ulice, to wsadził go do autobusu. I co? Haltnął go kanar i chciał wlepić mandat za to, że nie ma biletu dla psa!!! TZ-et zaczął go brać na litość i ostatecznie skończyło się tak, że wysiedli, kanar zażądał 50 zł, więc TZ-et mu dał (to i tak lepiej niż 120). I tak się zastanawiamy, czy oni nie robią tego specjalnie - a może jakiś jeleń się złapie i będzie można ściągnąć od niego kasę.
-
Wesoły i uroczy Tomcio z Mielca znalazł dom :)
Jelena Muklanowiczówna replied to eloise's topic in Już w nowym domu
Witaj nam tomciowa Pańciu! Kudłaczki ruleeez! :) Widzę, że sporo nas łączy! Ja też mam kudłacza od Murki i też pracuję z dziećmi! ;-) -
Ja raz widziałam taką zabawę, że Państwo Młodzi brodzili w balonach i raz jedno, raz drugie przebijało balon, a wewnątrz była wróżba na ich przyszłe życie, np. "Gary po obiedzie zmywasz ty!", "Kasę trzymam ja". Niezły ubaw był, jak Pani Młoda wylosowała "Na piwo z kolegami po pracy chodzę ja!" :D Ogólnie to to była chyba jedyna sensowna zabawa oczepinowa, jaką widziałam. Zwłaszcza, że nie losowali tych kartek przez pół nocy, tylko dosłownie kilka wróżb i po sprawie.
-
[quote name='MagdaNS']A co do Twojej historii z wesela - właśnie dlatego nie życzyliśmy sobie żadnych oczepin - bo to raczej wkurza niż cieszy gości, a zabawy coraz bardziej krępujące i idiotyczne.[/QUOTE] Właśnie my też nie chcemy żadnych oczepin poza rzucaniem, ale już zaznaczaliśmy, jak rozmawialiśmy z zespołem, że ma nie być żadnych cyrków, tylko sam taniec. I tyle.
-
Długowłosa słodycz - BELLA z Zamościa ZNALAZŁA DOMEK :)
Jelena Muklanowiczówna replied to Murka's topic in Już w nowym domu
Witamy! :D Wpadki z czystością mogą pojawić się nawet u największych czyściochów. Nasz Jarek nigdy nie zrobił siku w domu. Za to jak go wzięliśmy w gości, to pozwolił sobie na tę sztukę dwa razy! Wyobrażasz sobie, jak wstyd? :D Raz obsikał demonstracyjnie skórzany fotel i gruby wielbłądzi dywan. On po prostu leje na luksus! :D -
PIESEK ZNALEZIONY - Karmelek ma dom
Jelena Muklanowiczówna replied to anciaahk's topic in Już w nowym domu
[quote name='anciaahk']Aha z fotami raczej krucho, bo chłopina zakazał facjaty młodego ujawniać w necie. Jak zrobię prywatny album w google, to wyślę Wam link :).[/QUOTE] Łe tam! Kto młodego pozna? Przecież na dobrą sprawę to nawet nie będzie wiadomo czy to chłopak czy dziewczyna! ;-) Chyba, że z siusiakiem pokażesz. :) -
[quote name='Murka']U nas też się dzieje, bo przedszkole, ale kiepsko nam idzie...[/QUOTE] Spoko, unormuje się. My mamy w szkole takiego Bartusia, co się boi wszelkich zmian (wydaje mi się, że jest ciśnięty w domu niepotrzebnie). Jak przyszła pani na religię, to płakał całą godzinę. Teraz poszedł do pierwszej klasy i bał się swojej pani. Jeszcze w piątek się bał, ale dzisiaj już sztama! ;-) A co? Mała płacze? Opowiem Wam historię rodzinną z rodziny mojego TZ-ta. Jego młodszy brat był posyłany do przedszkola. Dziś sam ma już córeczkę i w ogóle jest rosłym chłopem, ale nadal nie wiadomo, co takiego się tam działo. Nigdy się nie poskarżył, nigdy nie powiedział, że nie chce tam chodzić, tylko jakoś im tak przygasł. Aż jedną razą, jak go tato wiózł do tego przedszkola, to zobaczył jak mu się jedna jedyna, ale bardzo ogromna, łza stoczyła po policzku i wtedy zapadła decyzja, że więcej tam nie pójdzie. Dziadek podjął heroiczny trud i zostawał z brzdącem, ale mama TZ-ta wspomina, że jeszcze ze dwa miesiące po tym wydarzeniu obudził ją w nocy płacz. To mały płakał i pytał czy na pewno nie wróci do przedszkola, bo została tam jego poduszka, więc jest ryzyko, że może wrócić. Niezła historia, co?