Jump to content
Dogomania

aduska1212

Members
  • Posts

    374
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by aduska1212

  1. Jestem pełna podziwu dla Waszych wiadomości w kwestii leczenia i opieki nad psiakami... Jakieś specjalistyczne wykształcenie czy (niestety) opieka nad własnymi, chorymi pupilami? Czekam, kiedy skończą się moje egzaminy na uczelni i wybiorę się w poszukiwaniu maleńkich skarpetek. Zobaczymy, co niunia na to. [url]http://www.youtube.com/watch?v=E9KYm-fXFXQ[/url] oto nasz Skarb. Nasze najkochańsze maleństwo. Filmik nakręcony dzis, 05.02.2013, aby pokazać, że ona chyba jeszcze nie chce umierać :(
  2. Masuję niuni łapeczki tak, jak nauczyła mnie ciocia-pielęgniarka na chirurgii ;) i wetka mówiła, że jest ok. Dzwoniłam do wetki, mówiła, że możemy podawać leki ludzkie właśnie z omeprazolem, żebym poszła do apteki i wytłumaczyła, w czym problem i tam mi doradzą. No i do następnej wizyty u niej mamy podawać 1/4 tabletki 20mg. I obserwować. Myszce póki co mięśnie nie zanikają, bo na spacerkach troszkę się rusza. W tej operowanej łapie wcześniej zanikały i byłam przerażona, ale teraz jest lepiej. Musimy tylko pazurki obciąć przy następnej wizycie, wtedy troszkę łatwiej jej będzie się chodziło. Chciałam też zakupić takie skarpetki antypoślizgowe, bo w domu mamy prawie same panele. Ale nie da ich sobie założyć, a jak już, to zaraz się ich pozbędzie. A co do temperatury - matko! - kiedyś wetka (nie moja) podsunęła mi taki szatański pomysł. Kupiłam żelowe okłady, nagrzałam i myk na operowaną łapę. Po ok. 5 minutach grzania efekt był taki, że pies wył! Nigdy więcej. Serio.
  3. jutro coś kupimy, bo dziś to nawet nie mam gdzie.
  4. u małej zastrzyki odpadają, bo po pierwsze nie damy rady codziennie chodzić do weta, a po drugie mała panicznie się go boi i nie wiem, ile codzinnych wizyt by wytrzymała. Na razie jest lepiej na carprodylu, poobserwujemy i zobaczymy jak będzie dalej. czy można tabletkę podawać jej podczas jedzenia? czy koniecznie musi być po nim?
  5. A powiedźcie mi, czy warto zmienić carprodyl na metacam? Teraz nawet nie mamy problemu z połknięciem tabletki, zamoczę w masełku i niunia sama wcina. No i na pewno mniej boli. Nie biega, nawet nie chce chodzić, ale na spacerku zrobi kilka kroczków, no i w domu jest spokojniejsza. A orientujecie się może, jak na stawy wpływa zimno? Bo zgodnie z TŻ twierdzimy, że jej problemy zaczęły się wraz ze stopniowym spadkiem temperatur. Po cichutku liczymy, że może na wiosnę trochę "odżyje"... Dziś przypadkowo znalazłam filmik z końca września, niecały tydzień po operacji zerwanego więzadła u małej. Aż się popłakałam... Tak ślicznie biegała :( nie mam pojęcia co się stało, że nastąpiło takie momentalne pogorszenie :( po operacji było super, mała latała jak szalona, aż trzeba było ją ograniczać, a po ok. miesiącu stopniowo się pogarszalo... Aż do obecnego stanu :( Każdy powtarza mi, że ten pies lepiej trafić nie mógł. Ona wniosła do naszego życia ogromną radość, a i swoisty trening przed dziećmi. Dzięki niej zobaczyłam w TŻ bardzo wrażliwą osobę, kochającego "ojca". Bo on to kociarz z natury, psów się bał. A Maja nauczyła go tej psiej miłości :) mój mały robak... nigdy wcześniej nie chrapała, a teraz tak rozczulająco chrapoli, że aż serducho mięknie jak się tego słucha. Tyle, że to może już i od serduszka to chrapanie?
  6. Naszej suni życie nie rozpieszczało i to jest pewne. W swoim życiu "przerobiłam" już 12 psów (w chwili obecnej u mnie jest jeden, w rodzinnym domu zostały dwa). Zawsze przyprowadzałam do domu z ulicy psy,wszyscy się przezwyczaili. I wierzcie mi, tak zalęknionego psa nie mialam nigdy. Druga sunia, którą mamy teraz,musiała mieć roztrzaskaną czachę i źle się jej zrosło. Ona po ok. pół roku przebywania u nas zapomniała o tym, co zle i teraz nawet jak robi na diabła i się na nią krzyknie, to ma nas gdzieś ;) a moja Majeńka nie potrafiła nigdy zapomnieć krzywdy :( warczała na obcych, nawet "swoich" kilka razy delikatnie złapała za rękę. Boi się dosłownie wszystkiego - nawet telefonów komórkowych nie możemy mieć w domu włączonych,bo wywołują panikę. I to wszystko utrudnia nam leczenie. Weterynarze zgodnie twierdzą, że mała jest panikarą, czasem nawet nie zdążyli dotknąć, a już był krzyk na cały gabinet. I nawet minimalny ból sprawia, że nie chce się ruszać. Nie i koniec. Może,gdyby była "dzielniejsza", to wszystko byłoby prostsze... :( A do tego na zdjęciu rtg wyszło, że ma śrut w miednicy! Ale (na szczęście) tak się wpasował tam i zarósł chrząstką, że nie trzeba go usuwać.
  7. W tym tygodniu będę się widziała z tą naszą wetką, bo zamierzam iść po karmę dobrze działającą na stawy to przy okazji zapytam. Mój mały chrapolek przespał noc, a my nie musielismy wstawać. Przez sen słyszałam, że troszkę popiskiwała, ale rozkładała się po całym łóżeczku i przyjmowała najróżniejsze pozycje. Dziś na spacerku też zrobiła kilka kroczków, bo coś poczuła. Tylko zamachała się i klapnęła na pupę, a po czymś takim to już niestety nie ma mowy, żeby ponownie pochodziła :(
  8. też czytałam o tym, żeby nie podawać trocoxilu poniżej 5kg-moja waży teraz pewnie tak 4,5-5, bo troszkę utyło jej się i wetka mówiła, że nie powinno nic się dziać. A my, trochę na zasadzie wóz-albo prze-wóz, zaryzykowalismy. Te leki to nasza ostatnia deska ratunku :( Teraz, na carprodylu, jest w stanie np. sama przewracać się na posłanku, nie musimy co chwila do niej wstawać, co przyznam- i dla nas jest bardzo wygodne. Czekamy na ocieplenie - mamy nadzieję, że choć troszkę temperaturka jej pomoże. Zawsze lubiła wygrzewać się na słoneczku, mam nadzieję, że i tegorocznych promieni doczeka... A ranigast to taki zwykly, ludzki? Jesli tak, to jak jej to dawkować? To polecę jutro i kupię.
  9. Operować nie będziemy. Mogłoby pomóc, ale też jest duże ryzyko. Poza tym jedna operacja nic nie zmieni, owszem, zlikwidowałaby jedno źródło bólu (kolano), ale nie tylko ono jest problemem. Na razie dostałyśmy carprodyl, bo w lecznicy nie mieli "od ręki" metacamu, a i psina na carprodyl dobrze reagowała poprzednio. Jeśli się zdecydujemy, to zmienimy na metacam, a jeśli nie, psiak może zostać na carprodylu. Dziś dostała już pół tableteczki i jest ulga, widzę to. Do tego wrócimy do podawania artroscanu, no i muszę poszukać jakiegoś jedzonka poprawiającego funkcjonowanie stawów. No i kochać, kochać, kochać i cieszyć się każdą wspólną chwilą, bo nie wiadomo, kiedy nadejdzie koniec... Wetka sugerowała, że działanie carprodylu i metacamu jest podobne, a i skutki uboczne też. Jak myślicie, poprosić o zamówienie metacamu? Bo troszkę zgłupiałam... I czy np. podawanie siemienia lnianego choć troszkę osłoni żołądek perełki? Bo boję się o nią :(
  10. Pewne jest, że ona cierpi. Bo nawet wstać sama na tylne łapy nie może. I przy podnoszeniu próbuje gryźć. Dobrze nie jest :( zobaczymy co powie wetka jutro lub we czwartek. Czy jest jakaś szansa...
  11. Dziś na przykład nie widzę w niej radości życia :( Przy próbie podniesienia gryzie, piszczy - czyli bardzo boli. Niestety, z powodów osobistych nie mogę wybrać się z nią dziś do weterynarza, najwcześniej będzie to możliwe jutro. Teraz została wymiziana i śpi, tak słodko chrapoli... O, przed chwilą Pancio wrócił do domku - mamy merdający ogonek i piski radości. I tak na zmianę...
  12. w czwartek przejedziemy się na Kolejową i zobaczymy, co tam nam powiedzą. niestety, względy finansowe są dla nas bardzo ważne, to wszystko całkowicie nas "wypłukało" :( dlatego też zrezygnowaliśmy z lecznicy na Wesołej, bo tam wciąż polecano nam jak najdroższe leki, witaminy itp...
  13. Póki co chodzimy do wetek na Krętej. Wcześniej bywaliśmy z Małą w lecznicy na Wesołej. Niestety, nie mamy auta i ciężko poruszać się nam po Białym mpkami, bo Mała bardzo się ich boi :( I najgorsze jest to, że Majka dosłownie odchorowuje nam każdą wizytę u weterynarza. Już tyle przeszła... I po każdej wizycie u weta mamy masakrę, mała się trzęsie ze strachu, dyszy tak, jakby za moment miała się udusić. Zdarzył się jej też krótki atak padaczkowy (wcześniej miała kilka takich ataków, od ok. półtora roku nie powtarzały się już). To psina po strasznych przejściach i niestety, na starość wszystko wychodzi... Edit: Minął już praktycznie miesiąc od podania ostatniej dawki trocoxilu. Wczoraj wieczorem Mała była bardzo niespokojna, piszczała, nie mogła znaleźć sobie miejsca. W końcu zdecydowaliśmy się jej podać pół tabletki carprodylu(wiem, że nie powinnam...). Mała w nocy nie płakała jak zawsze, nad rano znalazłam ją nawet na podłodze, a nie na swoim posłanku, czyli gdzieś się wybierała. Bół musiał być mniejszy, skoro swoje legawisko zwiedzała wzdłóż i wszerz. Myślę, że trocoxil się u nas nie sprawdził i powinniśmy zmienić przeciwbólówki. Tylko który lek będzie odpowiedni dla psa w takim wieku? Żeby za bardzo nie obciążać jej organizmu :(
  14. Ja to rozumiem... Wetka nie. Ona uważa - operować, bo może będzie lepiej? Ale to ja przebywam z tym psem, widżę, że nie da rady stanąć na łapy po takich operacjach... Tylko z drugiej strony jak patrzę na nią, widzę jej radość jak wracam do domu, potrzebę bycia blisko, razem... Nie umiem podjąć tej decyzji. Wiem, że jestem słabą egoistką. Wiem to doskonale.
  15. boli ją lewa łapa, którą pod 29 września miała operowaną na zerwane więzadła. niestety, łapa nie zagoiła się tak, jak powinna i wątpię, że kiedyś to nastąpi. W owym stawie ma zwyrodnienia, które na prawde głośno "pykają" czy poruszaniu tą łapą... do tego zwyrodnienia ma w biodrze lewego stawu i kręgosłupie. To jest najgorsze. Do tego dochodzi niechęć przed chodzeniem odkąd straciła wzrok. Widać, że oprócz bólu, czuje strach przed tym, co jest przed nią... Nawet na mnie warknęła, pierwszy raz w życiu... :(
  16. póki co, to podam jej w lutym ostatnią (którą mam w domu-bo kuracja trwa dopiero drugi miesiąc) dawkę trocoxilu. Później pójde do wetki i porozmawiam z nią o lekach, o których tutaj piszecie. Odkąd mała je trocoxil, to wrócił apetyt, czasami aż za bardzo. Wcześniej niestety straciła prawie 50% masy ciała. Może to okropne, ale modlę się, żeby zasnęła i się nie obudziła jak przyjdzie już jej czas. Nie wiem jak poradzę sobie z tym, że to ja będę musiała odebrać jej życie :( a co do wózeczka, to był zart ;) oczywiście mysleliśmy nad takim psim wózeczku i nawet kontaktowałam się z wytwórcą ich, ale niunię boli łapka i kręgosłup, nie wyobrażam więc sobie póki co, jak ona by stała w takim pojeździe :(
  17. Moja sunieczka to 4 kilowe maleństwo z miniaturki ;) dlatego też nie stanowi problemu wynoszenie jej na spacerek i ogólnie transport "naręczny" ;) znajomi nie raz proponowali nam wózki-spacerówki po ich dzieciakach ;)żeby było nas łatwiej ją transportować ;) a tak na poważnie... jestem troszkę w szoku, bo nikt nie proponował nam takich leków. Mała dostawała jedynie ameloxam, carprodyl i teraz właśnie trocoxil. I ostatnio jakiś lek-zastrzyk sterydowy, ale nawy nie znam. Podobno to bardzo silny lek, wręcz narkotyczny, ale malutka nie poczuła żadnej ulgi... Jak zwykle przespała cały dzień... Nasza wetka aktualnie cały czas powtarza - zoperujcie - najpierw artrodeza, potem ewentualnie jeśli stawy biodrowe będą w bardzo złym stanie, to można je zoperować ucinając główkę kości udowej, no a na końcu przyjrzeć się kręgosłupowi, może tam też zoperować? A jeśli nie artrodeza, to amputacja tej łapki. Wiem, że może ona chce dobrze, chce, żeby mój pies żył bez bólu, bo cierpi i to bardzo. Ale (może ze względu na brak środków finansowych) ja zachowuję zdrowy rozsądek... Ona po zerwanym więzadle nie doszła do siebie, to dojdzie po takich powaznych zabiegach? Aktualnie mieszkamy w Białymstoku, więc tu na pewno dostanę lek, o którym piszesz [B]xxxx52. [/B]Chciałabym, żeby jeszcze troche z nami pożyła, szczególnie, że widać ogromną radość w jej ślepych oczkach z tego, że z nami jest. Widać ogromną miłość, która nas łączy W kóńcu nie bez powodu nazywają nas - symbiozą.
  18. nikt nie proponował nam tego leku. Mamy jeszcze trocoxil na miesiąc i nie wiem, czy podać go, czy może udać się do wetki po ten lek,o którym mówisz. Znasz może przybliżony koszt miesięcznej kuracji tym lekiem?(psiak ok.4 kg). Ja z jednej strony jestem wdzięczna wetce, że proponuje ratowanie psa, a nie uśpienie, ale mam też swój rozum. Wiem, że mój pies prawdopodobnie w ogóle by tego nie przeżył, a jeśli już, to nie doszłaby po tym do siebie. Podobno mam poznać moment, w którym będzie chciała odejść. Wydaje mi się,że to jeszcze nie jej czas :( chcemy poczekać do wiosny i zobaczyć, czy wzrost temperatury coś tu pomoże. Jak nie, to trzeba będzie się pożegnać :(
  19. Myszka nie chodzi, tzn. jak się ją postawi na dworze, to jest w stanie zrobić kilka kroków, żeby się załatwić. Potrzeby fizjologiczne kontroluje bez problemu. Teraz mamy siarczyste mrozy, które jeszcze wszystko pogarszają... :( Boli ją "tył" ciałka, bo tam ma zwyrodnienia, które dość mocno dają o sobie znać. No i straciła wzrok... Ale oprócz tego ma apetyt, bardzo duży apetyt, do nas nadal macha ogonem, domaga się piszczot... Nie wygląda (oprócz tego jej przykrego piszczenia) jak pies, który chce umrzeć.
  20. Nasi rodzice i tak dziwią się, że trzymamy ją przy życiu. Mówią, że cierpi, a my tylko się męczymy. Zaprzyjaźniony wet z rodzinnej miejscowości stwierdził, że jego zdaniem nie ma sensu operować małej, bo jest już stara, niewidoma, z wadą serduszka. Jego zdaniem jedyne co możemy zrobić to podawać jej przeciwbólowe, a w odpowiednim momencie po prostu to przerwać... :( Tylko jak. Jak się z nią rozstać. Jak.. :( Teraz nawet nie jest "odsikana", bo nie chciała stanąć na łapki jak ją wyniosłam na spacer...
  21. moje słońce nie żyje. Witam Was serdecznie! Przychodzę tutaj po poradę, bo sama już wariuję. Otóż 2,5 roku temu przygarnęliśmy ze schroniska małą sunię. Mówiono nam, że ma ok 3 lata. He, niestety, teraz wiemy, że już wtedy miała ponad 10. Minęło 2,5 roku, stan jej zaczął się pogarszać. Co gorsze, doznała urazu, na skutek którego zerwała dwa więzadła w kolanie. Jesteśmy bardzo młodymi ludźmi, ciężko u nas z finansami, ale jakos daliśmy radę i poddaliśmy ją operacji. Niestety, życie spłatało nam figla :( Okazało się, że niunia ma zaawansowane zwyrodnienia. Przez to operowana nóżka nie wróćiła do sprawności. Zwyrodnienia powodują u niuni ogromny ból. Od czerwca 2012 roku wydaliśmy już masę pieniędzy na diagnozy, operację, leki itp. Weterynarz proponuje kolejne i kolejne operacje. Niestety, nie udźwigniemy już tego finansowo :( To ponad nasze możliwości :( Kochamy tego psa dosłownie jak nasze dziecko (bo dzieci jeszcze nie mamy) i tym bardziej jest to bolesne, ale nie damy już rady... :( :( :( W tej chwili niunia jest na trocoxilu, który niestety nie działa :( Mała po domu nie chodzi wcale, jak wyniesiemy ją na dwór, to zrobi ze dwa kroki, załatwi się i do domu. Czasem oczywiście nawet takiej drogi nie pokona, bo się przewróci. Do tego w dzień jest jako tako, ale w nocy istny koszmar. Co pół godziny budzi nas piskiem prosząc, żebyśmy pomogli jej przewróćić się na drugi boczek. Wiemy, że cierpi, że boli i nie możemy tego znieść. Żeby tego było mało, to już na 100% straciła wzrok - zaćma starcza, słyszy też gorzej. Od wakacji przyjmowała leki na serduszko, bo miała jakieś tam szmery, niestety, miała po nich biegunkę i na razie funkcjonuje bez nich. Podsumowując - nie jest dobrze :( Doradźcie proszę, co mamy zrobić. Wiem, że powiecie, że powinniśmy operować, że jak się nie ma pieniędzy, to nie powinno się brać psa. Ok, ok. Nie myśleliśmy jednak, że tak szybko niunia zacznie chorować :( Czy jest dla niej jeszcze jakaś szansa? Czy jest sens przedłużać jej cierpienie? My już wariujemy, ja garściami tracę włosy, dzień w dzień lejemy nad nią łzy. To takie ciężkie... :(
  22. Wraz z Mają przyszłyśmy się przywitać i prosić o radę ;) Otóż Maja to mój ukochany pies, który w wyniku nieszcześliwego wypadku pozrywał więzadła w kolanie i mimo operacji, nie wrócił do zdrowia :( Kolejna operacja odpada, psina mogłabym tego nie przeżyć poza tym koszta są dla nas póki co za wysokie... :( Pomyślałam, że może sprawić suni wózek, żeby ułatwić jej poruszanie się? Dodam, że na 3 łapkach chodzi normalnie, ale niestety, nie jest już młodziutka i tylna, zdrowa łapka wysiada coraz bardziej :( do tego dochodzą zwyrodnienia w stawach. Może ktoś mi doradzi, czy istnieje opcja kupienia wózka, który będzie leciutki i sprawdzi się w naszym przypadku? Czy może lepsze byłyby szelki? Kurcze, bo chcę pomóc mojej malenkiej!! Dodam, że niunia waży ok 4 kg, więc malutko.
  23. No i mamy problem :( odkąd zaczęły się mrozy pies nie chce stawać na łapkę. Nie stało się nic złego, co mogłoby naruszyć łapę po operacji. Po prostu z dnia na dzień przestała na nią stawać. Najprawdopodobniej coś ją zabolało i ze strachu (przypominam,że z zerwanym więzadłem chodziła 4 miesiące!!!!!bo nikt nie potrafił nam jej zdiagnozować!!!!) nie chce chodzić, być może przypomniał jej się ból sprzed operacji. Pozwala dotykać łapę, delikatnie masować, nawet rozciągać. Staram się robić cokolwiek, żeby jej pomóc. A dlaczego uważam, że to wszystko ze strachu, na tle psychicznym? Bo wczoraj daliśmy jej tabletkę przeciw bolową i widać, że żadnego bólu nie ma, latała jak szalona na 3 łapach ale tamtej stawiać nie chciała. Pod koniec spaceru zaczęła się nią podpierać, ale bardzo, bardzo ostrożnie. Powiedźcie mi, co mogę zrobić, jak pomóc jej wróćić do zdrowia? Jak przekonać ją do stawiania tej łapki???
  24. Oczom nie wierzę!! Czyżby Śledziuch tak momentalnie się otworzył u boku "swojego ludzia"???? Poczuł się kochany i wszystko minęło???? Śledziku, słoneczko, dużo, dużo szczęśliwych chwil w domku :) bądź szczęśliwy do końca swych dni!
  25. To już jutro. Moje słonko już spi, nie wie biedna, co ją jutro czeka. W naszym przypadku najgorsze jest to, że w bioderku po przeciwnej stronie od tej z chorą łapą ma zwyrodnienie i to nie ułatwia jej chodzenia :( ale damy radę. Najgorzej boję się narkozy, pocieszam się, że niecały rok temu miała usuwany kamień nazębny również w narkozie i zniosła to dzielnie, szybko się wybudzając. Trzymajcie kciuki!!!!! :loveu:Editt: Operacja to było to, czego było trzeba mojemu psu!!!! Jeszcze ledwo co przytomna, w narkozie, oszalała na dźwięk mojego głosu. Moje małe robaki. Jest malutka, z wagi 5 800 kg schudła do 3 400, stąd moje obawy o narkozę. Ale jej organizm jest silny, bez problemu zniosła wszystko :) A dzień po operacji? Nie wierzę własnym oczom! Kuśtyka sobie po domu aż muszę ją hamować, co by sobie krzywdy nie zrobiła, na spacerach jak dawniej warczy na psy (odkąd ją mam-nienawidziłam tego-a teraz jestem cała w skowronkach, że znów to robi:diabloti::evil_lol:) na razie nie potrzebuje kołnierza, nie kombinuje przy ranie, no cud! Dzięki dziewczyny za podtrzymanie mnie na duchu :multi:
×
×
  • Create New...