Wavix
Members-
Posts
153 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Wavix
-
Witaminki zakupiłam takie: [url]http://swiatkarm.pl/p,dr_seidla_flawitol_dla_psow_seniorow_60tab,2748,64.html[/url] (bo jest glukozamina, a cena też fajna :) ) oraz takie: [url]http://swiatkarm.pl/p,mikita_canvital__tran__preparat_kondycyjny_dla_psow_150tab.,2788,64.html[/url] <- Afra też będzie jadła. Niestety, finansowo u mnie też nie jest jakoś super, więc trzeba się ograniczyć. A o Arthroflex spytaj jak najbardziej, byłoby ekstra. Przy okazji zdjęcia szwów w piątek zdecydujemy, co z guzem. Jakoś stwardniał ostatnio i nie wiem, czy to dobry znak, czy raczej zły...
-
Guz na badanie wysyłamy, to już postanowione. Gorsza sprawa z kasą, ale tu się zastanawiam czy po prostu nie zebrać jakichś swoich gratów (książek u mnie dostatek ;)) i nie zrobić bazarku na Rulę. No nic, w temacie jestem zupełnie zielona, więc na razie nie wiem co by pokombinować. Jak zareagują mili państwo zobaczymy na dniach ;>. Ja na razie zastanawiam się jakie witaminy można podawać Rulce. W tym temacie także moja wiedza jest w najlepszym wypadku nikła ;), więc wszystkie sugestie mile widziane. Chyba dobrze byłoby też dawać jej coś na stawy, ale Arthroflex rozwala mnie swoją ceną, a tylko jego znam i wiem, że działa. Przydałby się jakiś tańszy, ale dobry zamiennik...
-
[B]Czarna_Owieczka[/B], taki wynalazek o zapachu drewna to by się nam przydał. Acha, przy okazji kuwety przypomniałam sobie chyba największą wadę Afry... Jakby to delikatnie ująć: zdobyła sobie ksywkę "kupojad". To kolejny argument za tym, że kuweta MUSI być regularnie sprzątana ;). A ja na samą myśl... fuuuu...
-
Ja mam kota i w tej chwili dwa psy (suki w gruncie rzeczy). Oczywiście wszystkie są kochane, chociaż mam tego pecha że wzajemnie szczerze się nienawidzą. Tylko że koty to jednak nie jest to. Dlaczego? Ano z przyczyn praktycznych. Z kotem nie pójdę pobiegać na dwór, z psami - jak najbardziej. Kocura nawet przyzwyczajaliśmy do smyczy, ale co by się nie działo, zapierał się wszystkimi łapami i tylko patrzył, jak zwiać do mieszkania. Trzeba było odpuścić, przecież nie będę się znęcać nad zwierzakiem ;). Kota niczego nie nauczę. Nie, żeby był głupi - w życiu! - ale jemu po prostu NIC się nie chce. Sensem jego życia jest jedzenie i spanie, w tej właśnie kolejności. Kot mniej tęskni. Moja Afra wariuje ze szczęścia, kiedy wracam po 30 minutach. Kot po trzech dniach niewidzenia przychodzi i zaczyna się od niechcenia łasić. Psy są znacznie lepszymi przyjaciółmi. Kiedy leżałam chora w łóżku, Afra oddalała się ode mnie praktycznie tylko na siku i jedzenie. No i kuweta. Jasne, można sprzątać, stosować najcudowniejsze odmiany żwirków, ale... i tak śmierdzi! No tak, ale koty są ładniejsze i zgrabniejsze. Fajnie się patrzy na to, jak się poruszają, nawet mój, który jest wybitnie niezdarny jak na kota ;). Ogólnie uważam, że koty znacznie lepiej spełniają funkcję "ozdoby" domu.
-
A tak sobie pomyślałam teraz, że jeśli na to jej zamiłowanie do drewna już nic nie pomaga, to może spróbować z jakimś odstraszaczem? Np. coś takiego od Trixie znalazłam: [url]http://www.futrzakowo.pl/produkt-5147.html[/url] . Sama nigdy nie używałam takich specyfików, no ale raczej szkodliwe nie będzie. Więc zaszkodzić nie zaszkodzi, a może się uda coś zdziałać ;).
-
U nas w gruncie rzeczy też bez zmian, chyba po prostu trafiły mi się jakieś wyluzowane bostony ;). Afra jak zostaje sama to rzeczywiście czasami potrafi ze złości pogryźć gazetę na drobniusieńkie kawałeczki, ale poza tym niczego nie rusza. No i musi zostać naprawdę na bardzo długo. Rula nie gryzie nic, za to ma ciekawe upodobania - jak zostaje sama idzie do przedpokoju, wybiera sobie jakiegoś kapcia i przynosi go na posłanie, po czym idzie z nim spać :razz: .
-
Kilka zdjęć Ruli: Owinięta sznurkami jak baleron: [IMG]http://i55.tinypic.com/2uiccon.jpg[/IMG] Rula z jedną z ulubionych zabawek - pokemonem ;): [IMG]http://i54.tinypic.com/ieq91z.jpg[/IMG] "Ooo, a co to takiego?" [IMG]http://i54.tinypic.com/2cwjsbb.jpg[/IMG] Oczka wyglądają coraz lepiej, łapki też (chociaż są strasznie pokłute po operacji). Mnie osobiście fascynuje fakt, że Rulka coraz częściej i coraz wyżej podnosi uszy. Początkowo były klapnięte na boki, myślałam nawet, że taka jej uroda... Ale jak widać byłam w błędzie :). Dziś i jutro mała dostaje ostatnie zastrzyki i antybiotyki. Rana po zabiegu ok, zdjęcie szwów prawdopodobnie w piątek. Mam nadzieję, że zostanie tylko usunięcie guza i wszystko będzie już w porządku.
-
Rodowód jest strasznie ważny głównie z racji tego, żeby nie popierać pseudohodowców. Moja pierwsza suka była rodowodowa. Urodziła się ślepa na jedno oko, przez co znacznie obniżono jej cenę. Jeśli nie chce się wystawiać pieska na wystawie, to zawsze można sprawić sobie takiego "niepełnowartościowego" (rzecz jasna tylko pod względem wystawowym) ;) psa. Jeśli chodzi o pseudhodowle, najgorsze są warunki w jakich czasami żyją psy. Ile razy na Allegro widzę ogłoszenia o sprzedaży szczeniaków z pseudo i zdjęcia, na których pieski leżą w stodole, na sianie, a w tle leży miska napełniona rozmokniętym chlebem, brak mi słów. Rzecz jasna nie można uogólniać, bo na pewno zdarzają się osoby hodujące psy bez rodowodu i zarazem dbające o nie i otaczające je opieką, podobnie jak "prawdziwi" hodowcy, u których psy są nieszczęśliwe (sporo afer swego czasu było wśród hodowców mopsów, co zresztą odstraszyło mnie od kupna pieska tej rasy). [B]Ajda[/B], jeśli chodzi o cenę piesków z pseudo, to wpływa na to parę rzeczy. Krycie reproduktorem na pewno jest w takiej sytuacji tańsze, nie płaci się za drobniejsze sprawy jak np. przegląd miotu, karty krycia itp. (ale to groszowe sprawy). Myślę, że sporo oszczędza się na utrzymaniu (wspomniane karmienie chlebem...). No i przede wszystkim pseudohodowcy wiedzą, że muszą być konkurencyjni - sprzedają towar w pewnym sensie niepełnowartościowy, bo bez rodowodu, to czymś muszą przyciągnąć klientów. Najprościej - ceną. Dochodzą jeszcze koszty niematerialne, czyli czas poświęcony np. na socjalizację szczenią. Ech... aż się odechciewa wszystkiego. Teraz to ja też jestem już wielką fanką sterylizacji. Afrę będę sterylizować jak najszybciej będzie się dało. Jeśli idzie o wystawianie sterylizowanych suk, to chyba stanęło na tym, że jest to dozwolone :). Ale wprowadzanie niezgłoszonych psów na teren wystawy zależy chyba od konkretnej imprezy. Na pewno lepiej wcześniej przedzwonić do ZK i się upewnić. [B]linek.ns[/B]Najgorsze w sprawie filmiku "Kot Kaskader" jest dla mnie to, że autor ma 15 lat a jego śliczny jak amorek braciszek 3, i na pewno nie poniosą żadnej odpowiedzialności. A taka demoralizacja, że aż szlag trafia...
-
E, gdzie tam. Nie pogniewam się wcale, sama miałam wrzucić, ale coś cały czas zapominam. Suńka jest super, szkoda tylko, że w takim potwornym stanie. Wciąż nie mam nowych zdjęć, może już dziś na wieczór będą :). Wariatka z niej, jak każdy boston. Teraz już lata za piłeczką i wskakuje na fotele, chociaż nie powinna - szwy się mogą rozejść. Dziwi mnie, że taki skrzywdzony pies może być tak radosny. W dodatku mała jest bardzo czysta, a jedyne czego nie znosi to dźwięk domofonu :). W poniedziałek idzie list polecony do byłych właścicieli Rulki, zobaczymy jak się ustosunkują do jego treści. A tak trochę w ramach off-topu, dziewczyny, smuci mnie właśnie fakt, że coraz częściej widzę ogłoszenia o bostonkach bez rodowodu czy o starszych bostonach sprzedawanych przez właścicieli. Mam nadzieję, że ten proces nie będzie tak szybko postępował jak choćby u psów w typie TTB i że nie będzie wysypu bezdomnych bostonów. Patrząc na warunki panujące u nas w przytulisku jestem pewna, że żaden długo by tam nie pożył :/. Jeśli - odpukać - sytuacja stałaby się gorsza, trzeba będzie pomyśleć o stowarzyszeniu czy fundacji, bo "w kupie siła" ;).
-
Jutro postaram się dopaść jakiś aparat i zrobić małej jakieś zdjęcia w gustownym kubraczku posterylizacyjnym, którego zresztą jest wielką fanką ;). Oglądałam dzisiaj ranę, wszystko wydaje się być w porządku. Widać kawałek szwów, brzuszek jest elegancko "posrebrzony", nic nie krwawi. Część szwów jest rozpuszczalna, część tradycyjna. Wet stwierdził, że przy zwykłej sterylce obeszłoby się bez tradycyjnych. Rano występował jeszcze ropny wyciek, ale dzwoniłam do weta i uspokoił mnie, że to jak najbardziej normalne. Zdjęcie szwów będzie w okolicach 8 stycznia, więc na razie spokojnie czekamy. Rula pije, ale najchętniej z ręki. Niestety, za bardzo nie chce jeść suchej karmy - widać złe nawyki żywieniowe. Suchą musi jeść, bo ząbki są w złym stanie, a od wiecznego jedzenia miękkiej karmy raczej lepiej nie będzie. No nic, na razie nie chcę jej głodzić, po zdjęciu szwów spróbuję stopniowo zmienić jej dietę.
-
Hej! Mała czuje się dobrze, a w każdym razie tak wygląda. Po powrocie do domu troszkę kiwała się na nogach, piła tylko trochę, co prawda z ręki, ale lepsze to niż nic. Za to strasznie żebrze o jedzenie. Dostała antybiotyk w kawałku kurczaka i stała przez pięć minut w oczekiwaniu na jeszcze ;). Nie wymiotowała. Jutro oglądamy ranę, póki co jestem dobrej myśli. Dobranoc wszystkim!
-
Ufff... Jesteśmy już po. Zabieg trwał godzinkę, ale po nim miałam jeszcze odczekać następne trzy, żeby Rula się wybudziła. Oczywiście tyle czasu nie wytrzymałam i przyjechałam wcześniej, ale okazało się, że taka słaba to ona nie jest - wstała wcześniej i miała się całkiem dobrze. Sterylka się udała, nie było żadnych problemów, czyli wszystko ok. Jedyne, co mnie martwi, to fakt że na razie nie usunięto guza :(. Kontrolną wizytę mamy mieć około 8 stycznia. Dostałam długie na dwie strony zalecenia pooperacyjne i wypis, w którym na szczęście bardzo obrazowo opisano zły stan suni. Rachunki mnie zabiły, ale najważniejsze jest, żeby Rula wyzdrowiała. Czy któraś z was była w takie sytuacji jak ja? Jak już mówiłam, podpisałam z poprzednimi właścicielami umowę, w której zobowiązali się do pokrycia kosztów leczenia weterynaryjnego Rulki, jeśli konieczność leczenia wyniknie w trakcie 1 miesiaca od jej odebrania przeze mnie. Ma oczywiście wszystkie faktury od weta, mam wypis, mam umowę - nie wiem tylko, czy próbować się dogadać, czy od razu wnosić pozew. Weci twierdzą, że ropomacicze rozwijało się już dłuższy czas, guz też nie pojawił się w trakcie kilku dni, wyłysienia i wychudzenie mówią same za siebie. Strasznie jestem wściekła na tych ludzi :angryy: , w głowie nie mieści mi się, jak można swojego psa doprowadzić do takiego stanu! No i nie ukrywam, zwrot kosztów leczenia byłby dla mnie sporym odciążeniem, więc muszę chyba o to powalczyć... Jutro tak czy siak mam dzwonić do weta operującego Rulę, czy będzie dobrze, czy źle. Na razie mała pije wodę, więc... chyba będzie ok :cool3: .
-
Hej Ajda! Już w momencie, jak wy dyskutowałyście o suni na naszym bostonowym forum sprawa jej wzięcia była w gruncie rzeczy przesądzona ;). Państwo nie zarobią na tym świństwie mam nadzieję aż tak dużo, bo przezornie podsunęłam im mądrze skonstruowaną umowę. Także... kasy na nowego pieska dzięki temu raczej nie zbiorą. Też mnie całą telepie jak o nich myślę, ale póki co trzeba myśleć przede wszystkim o Rulce :angryy: . Inna sprawa, że jeśli dzisiaj nie pojechałabym na wizytę, prawdopodobnie jutro nie byłoby w ogóle po co jechać. Naprawdę zaskakuje mnie tak szybko postępująca choroba. Zastrzyku rozszerzającego, o którym mówisz, niestety nie miała. Jutro usuwamy też guza. No nic, w każdym razie trzeba być dobrej myśli. Zdam relację po zabiegu, chociaż pewnie jakiś czas minie, zanim dotrzemy do domu.
-
Zabieg jutro o 11. Póki co Rula czuje się dobrze, chciała zjeść mandarynkę ;), liże mnie po rękach i jest zadowolona (poza momentami wyjścia z domu, już na sam widok ubranka zaczyna się trząść). Niestety... pod wieczór pojawiła się czerwono-żółta wydzielina z pochwy. Nie wiem nawet, czy może to być kolejny objaw ropomacicza, czy już cholera wie co :-(
-
Właśnie wróciłam z Wrocławia. Diagnoza: ropomacicze, postawiona na podstawie USG. Stąd brak apetytu i ciągłe spanie. Rulce zrobiono też badania krwi. Weci ocenili, że suka jest niedożywiona (waży 6 kg, powinna przynajmniej kilogram więcej) i potwornie zaniedbana. Prawdopodobnie brązowe zabarwienie białek oczu, łysienie i problemy ze skórą również wynikają z ropomacicza połączonego z osłabieniem organizmu i złą dietą. Rula ma też duuużego guza na sutku. Zabieg będzie dopiero jutro, dzisiaj nie zdążyliśmy. W każdym razie wg weta takie nagłe pogorszenie stanu suki przy ropomaciczu zdarza się dość często, często też jest już za późno, by pomóc. U nas na razie podobno się da... Dziś za to dostała glukozę w kroplówce i pięć ogromniastych zastrzyków z witaminami i różnymi innymi "dopalaczami" ;). Efekt powalający: już po chwili zaczęła skakać i bawić się swoim misiem, co nie było specjalnie dobre, bo nie powinna była się przemęczać ;). W każdym razie totalna odmiana. Jeśli idzie o skrzywienie łapek, to prawdopodobnie mam rację i wynikło ono z nieobcinania pazurów. Sama nie wiem, czy się cieszyć czy smucić. Czekamy do jutra.
-
Rula pije, ale od dziś je znacznie mniej. Rano nie chciała jeść, zjadła dopiero o 13:00, wieczorem nie chciała jeść nawet z ręki. Muszę koniecznie wybrać się na badania jutro, chociaż najchętniej odwlekałabym to jak najdłużej :(. Moja poprzednia suka musiała zostać uśpiona z powodu nowotworu, ale miała wtedy już 13 lat i - powiem szczerze - nie widziałam u niej aż tak gwałtownego pogorszenia. Stąd też moje obawy... PS Rulkę wykupiłam od państwa, którzy ją "hodowali". Co ciekawe, nie oni są wpisani do rodowodu jako właściciele, widnieje tam jeszcze ktoś inny. Może rzeczywiście powinnam się tym zainteresować...
-
Witam, u nas sytuacja znacznie się pogorszyła. Jeszcze na Wigilię i dzień przed Rula biegała i chciała się bawić, teraz praktycznie nie przestaje spać. Cieszy się tylko, gdy jest głaskana. Aż zastanawia mnie, jak to możliwe by w ciągu kilku dni stan psa tak się pogorszył. Boję się najgorszego, w dodatku dziś zapisano mi zastrzyki i najwcześniej pojadę do kliniki jutro (dopiero wtedy mam transport, w moim mieście z tak poważnym przypadkiem do weterynarza nie ma sensu iść...). Rulka strasznie marznie. A ja... nawet przez klawiaturę nie chcą mi "przejść" moje domysły... Zdjęcia tylko takie, bo nie chciałam małej męczyć. [IMG]http://i51.tinypic.com/2helyyv.jpg[/IMG] [IMG]http://i53.tinypic.com/30b0bjr.jpg[/IMG]
-
Sonata, nazywana też Ruletką, to rodowodowa suczka rasy boston terrier, która w życiu nie zaznała wiele dobrego. Nie mam co prawda wielkiego doświadczenia z pokrzywdzonymi przez los psami, ale od lipca jestem wolontariuszką w przytulisku i nie mieliśmy przez ten czas żadnego psa tak zaniedbanego, jak Rula. Pomimo wszystko sunia jest zupełnie „bostonowa” - przyjazna, „przytulna”, bardzo zapatrzona w człowieka, ale wcale nie natrętna. Historia moja i Rulki jest banalnie prosta. Mam swoją niespełna roczną suczkę boston terriera, dzięki której ja – miłośniczka dużych psów – na całego zakochałam się w tej rasie. Planowałam na kwiecień kupno pieska i przeglądałam oferty miotów na Allegro, ot tak, dla zabicia czasu ;). Natknęłam się na ogłoszenie o niej. „Państwo” chcieli ją sprzedać za 700 złotych. Ze zdjęć spoglądało na mnie psie nieszczęście i... już nie mogłam tego tak zostawić, przepadłam. Powód oddania? Nie ma kto z nią na spacery wychodzić. Przez sześć lat nie był to problem, ale nagle się zrobił. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że prawdziwy powód jest inny, chociaż miły pan zapewniał, że pies jest zdrowy... Niestety, intuicja mnie nie zawiodła. Sunia jest przerażająco zaniedbana. Wychudzona, ze strasznym kamieniem na zębach. Karmiona była ścinkami szynki kupowanymi od rzeźnika, czym chwalili mi się jej „państwo”. Pani stwierdziła, że ostatnio strasznie gruba się zrobiła. No cóż, dobrze, że nie widziałam jej wcześniej. Nie wiem, na ile stan Rulki jest spowodowany złą dietą i zaniedbaniem, a na ile chorobą, ale zauważyłam już co najmniej kilka niepokojących objawów: [B]oczy:[/B] po bostonowemu ogromne i wyłupiaste, są strasznie przekrwione, białka mają wręcz brązowy odcień. Co ciekawe, nieco zbielały od kiedy ją zabrałam, ale nadal jest to niepokojące. Innych problemów z oczkami nie stwierdziłam, a na tym polu mam niestety doświadczenie, bo moja Afra przeszła już chyba wszystkie możliwe choroby oczu ;) [B]kręgosłup:[/B] co tu dużo ukrywać, Rulka ma „garbik”. Nie wiem, na ile to cecha wrodzona, a na ile jakiś poważny problem.... [B]łapki:[/B] mała ma powykręcane do środka łapy. Tutaj podejrzewam, że wpłynęły na to też nieobcinane chyba nigdy pazury (mój wet podczas gdy Afra była młodsza ostrzegał, żebym zaczęła jej obcinać pazury, bo za długie powodują krzywiznę w łapach), na ile coś gorszego. Faktem jest, że Rula ma poza tym łapy jak z gumy. Podejrzewam problemy ze stawami :/ [B]skóra:[/B] Rulka praktycznie wyłysiała na tylnych łapkach i brzuszku, łyse i stwardniałe są też końcówki jej uszu, [B]potwornie wyciągnięte sutki:[/B] państwo poinformowali mnie o dwóch miotach, ale wydaje mi się, że to również mija się z prawdą. Co ciekawe, tylko jeden miot wpisano do rodowodu... Kwalifikuje się to według mnie do usunięcia obu listw mlecznych, obawiam się też guzów :(. Co prawda sama jestem rozłożona przez anginę, ale muszę jutro wybrać się do weterynarza na jak najbardziej kompleksowe badania. Już teraz jestem przerażona. Prawdopodobnie Rulka miała więcej miotów, ale za rok będzie miała 8 urodziny, więc państwo już przezornie postanowili się jej pozbyć. Pani spytała mnie, czy mam zamiar ją dopuszczać, kiedy stanowczo zaprzeczyłam i wspomniałam o sterylce zdziwiła się, bo „małe są takie słodkie” i ona „nie zrobiłaby tego psu” :angryy: . Na razie proszę o wsparcie psychiczne, bo mam nadzieję, że z małą uda się jakoś wywinąć od problemów zdrowotnych. Nigdy nie opiekowałam się psem w takim stanie... Spory problem jest też z moją suką. Afra za nic nie chce zaakceptować nowej w swoim domu. Mogłam się tego spodziewać w gruncie rzeczy, bo Afra ma tylko dwie koleżanki, z którymi się dogaduje, a poza tym jest z niej straszna dominantka... Ale naiwnie nie sądziłam, że będzie aż tak źle. Rulka jest raczej przyjaźnie nastawiona, widać, że chciałaby się bawić, a moja wariatka nawet chapnęła mnie raz w rękę (zasłoniłam Rulę). Zdjęć na razie nie mam, bo niestety wciąż nie dorobiłam się nowego aparatu. Postaram się jutro jakiś pożyczyć.
-
Hej, Moja ciocia zdecydowała się na przygarnięcie suczki, okazuje się, że sunia ma guzka na listwie mlecznej. Konieczna będzie sterylizacja połączona z usunięciem listwy mlecznej. Powiedzcie mi, dziewczyny, czy jest duża szansa na to, że cała sprawa zakończy się dobrze? Przeczytałam prawie cały dział onkologia i wasze historie są najróżniejsze... Moja poprzednia suczka musiała zostać uśpiona z powodu raka (nie listwy mlecznej co prawda), więc wiem, że rak w psim wydaniu to niestety poważna sprawa. Jak często guzki są złośliwe? Czy wasze suczki miały złośliwe guzki? I pytanie niestety konieczne: jaki jest orientacyjny koszt terapii przy guzkach na listwie? Z góry dzięki za wszystkie odpowiedzi.
-
Cała przyjemność z mojej strony. Więcej zdjęć nie mam, bo jak pisałam suczka nie jest pod naszą opieką, ale chętnie obejrzę, jak Wiki będzie już u was :). Pozdrawiam!
-
Jeśli chodzi o plakaty we Wrocławiu, to jestem tu jeszcze do środy włącznie, więc mogłabym chociaż kilka wydrukować i rozkleić.
- 540 replies
-
Hej, co prawda suczka nie jest pod opieką wolontariuszy z naszego przytuliska, ale że wszystkim psom trzeba pomagać, zamieszczam ogłoszenie znalezione na forum swojego miasta. Sunia wydaje się idealnie pasować do wymagań. "Ogłoszenie wystawiam grzecznościowo, bo forumowiczka czasowo nie ma dostępu do internetu. Do oddania suka typ owczarek niemiecki (bez rodowodu) długowłosa, ma dokładnie 12 miesięcy, wabi się Wiki, zna podstawowe komendy, toleruje wszystkie psy, domowa, lubi dzieci. Powód oddania jest, nie będę podawała, zainteresowani otrzymają informację na ten temat od właścicielki pod nr tel: [B]505267751[/B] Przy adopcji zostanie podpisana umowa adopcyjna. Suczka dostanie zapas karmy." [IMG]http://images43.fotosik.pl/471/862155970cbca9f7gen.jpeg[/IMG] [IMG]http://images49.fotosik.pl/471/ff8e589123216f94gen.jpeg[/IMG] [IMG]http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=862155970cbca9f7[/IMG]