fusse
Members-
Posts
147 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by fusse
-
a czy przy przerzutach do płuc - to się szybko rozwija ( jak z waszego doświadczenia?), lekarz mi powiedział, że kilka miesięcy... a to znaczy, że kilka miesięcy ona będzie cierpiała? to ją boli teraz?
-
jak o tym myślę, to wydaje mi się niemożliwe, żeby coś takiego zadecydować... to potwornie trudne... taka odpowiedzialność! mam nadzieję to się samo okaże, kiedy...
-
wiem, nie chcę jej pozwolić się męczyć... na samą myśl, że będę miała podjąć taką decyzję... to strasznie trudne...
-
a jak to długo trwało od diagnozy i czy bardzo cierpiała?
-
ag - niestety prześwietlenie wykazało przerzuty do płuc i nie możliwe będą operacje - oczywiście jeżeli chcesz coś wpłacić dla Tuni, na jedzenie, czy zastrzyki, czy wizyty lekarskie - to na pewno się przyda, w tym momencie, nie wiem jak to będzie dalej wyglądało...
-
dzisiaj prześwietlenie płuc pokazało liczne przerzuty do płuc -.... jestem strasznie tym smutna... i zła, że już nic nie można zrobić, nie można tych guzów operować, taka bezsilność, jak wróciłam z Tunią do domu, to rożne rzeczy robiłam, dopiero teraz wieczorem usiadłam i się po prostu rozpłakałam... przez te kilka tygodni się z nią tak zżyłam i też jak się pojawiło tyle osób chcących pomóc i Fundacja Serca Serc, to się wydawało, że wszystko się uda, Tunia przejdzie te operacje, a później znajdzie jej dobry domek i tak się to wydawało możliwe, ale jest po prostu za późno, za późno żeby Tuni pomóc... też boję się jak ona zacznie cierpieć, jeszcze w sobotę mamy wizytę lekarską i oczywiście jak się tylko coś będzie działo to dostanie zastrzyk znieczulający, ale nie można jej już leczyć... tylko żeby nie cierpiała, tak bardzo bym chciała, żeby nie cierpiała... czy ktoś z was przechodził z psinką coś takiego? jak pomóc dalej???
-
tak... mam nadzieję jutro się okaże, że nie ma przerzutów... jesteśmy dzisiaj po wizycie lekarskiej - Tunia dostała dalej antybiotyk (w zastrzykach, które przez najbliższe trzy dni będę robiła sama), nie ma temperatury i jest poprawa - paskudztwo zaczęło się powoli goić, w sobotę kolejna wizyta...
-
dziękuję Wam za wsparcie - to bardzo pomaga, no i oczywiście finansowo bym sama wymiękła... a tak naprawdę leczenie dopiero przed nami... w piątek się okaże, czy możliwe będą operacje...
-
a zastrzyki sama jej robię (się nauczyłam), żeby jej nie targać po mieście...
-
dziękujemy ja i Tunia! - no tak ostatnio dwa dni średni chce jeść, więc jej mięsko daję - to chętnie. Nie wiem, czy cierpi - jest taka osowiała, może to łażenie w kołnierzu też jest dla niej nieprzyjemne, jak przemywam jej guzy bardzo grzecznie leży i podnosi nogę, i tak śmiesznie pojękuje, więc chyba jej to daje ulgę - wczoraj robiłam jej kompresy z riwanolu - bardzo rozgrzana jest ta rana i to chyba też dawało jej ulgę, dzisiaj kupiłam poleconą maść szostakowskiego - podobno szybko goi takie paskudztwa - jutro rano mamy wizytę lekarza, więc zobaczymy co powie, no i codziennie zastrzyki z antybiotyku...
-
piękne Banerki - cudeńka!
-
też boję się myśleć, co by ona sama bez opieki z tymi guzami, brrr - już mam deklaracje zrobienia takiego allegro cegiełkowego przez Fundację - po poznaniu wyników prześwietlenia (mam nadzieję Tunia nie ma przerzutów... i będzie można ją dalej ratować!
-
najdrobniejsza się liczy:)
-
W Warszawie - trzeba Tuni zrobić trzy zdjęcia, różne rzuty + opis dlatego tyle kosztuje - dziękuję /my ja i Tunia:) już przesyłam nr konta
-
dziękuję oczka - miejmy nadzieję ktoś się zgłosi - kto zna się dobrze na bazarkach:)
-
kurcze, a znasz takie przypadki rozbabranych guzów, to się w ogóle goi? nawet jeżeli okaże się złośliwe
-
oby się bazarek udał:)
-
dziękujemy, jesteś kochana! będzie na pokrycie prześwietlenia (piątek) i środowej wizyty domowej weterynarza - bo nie chcę Tuni ciągać po mieście - niepotrzebnie...
-
malibo dziękujemy Ci bardzo serdecznie! bardzo!!!
-
[quote name='Selenga']fusse, jest taki środek AVILIN lub inaczej VINILINUM czyli balsam Szostakowskiego, używany przy niegojących się wrzodach, zropiałych ranach i wogóle trudnogojacych się ranach, nawet przy zaawansowanych wrzodach żołądka u ludzi kilkakrotnie już go używałam na na prawdę bardzo paskudne rany... dziękuję - postaram się jutro znaleźć i kupić... bo zaczęło się to brzydko babrać...
-
aż strach mi pomyśleć, co by się z nią działo dalej bez opieki... z taką raną - pewnie by wylizywała i zrobiłoby się stan zapalny całego organizmu i już nic by nie pomogło... brrr, też jestem tym przerażona... teraz sprawa szukania domu jest na drugim miejscu - na pierwszym jej zdrowie...
-
Tunia ma dwa guzy - jeden wielkości piłki tenisowej, miękki i bez zniekształceń, czy deformacji i z drugiej strony takie twarde, nabrzmiałe skupisko, które się otworzyło i w przeciągu trzech dni zrobiła się masakra... wygląda to jak ciało z trądem, rozszarpana rana z ropą... okropieństwo - myślę, że musi to bardzo boleć... ale Tuńka jest dzielna... oby można było jej to jak najszybciej wyciąć...
-
Tunia - jest tak grzeczna, od wczoraj w kołnierzu, żeby nie lizała tej okropnej rany, którą ma pod brzuchem - Na początku jak jej założyłam ten kołnierz, zrobiła takie smutne oczy... ale się już chyba przyzwyczaiła - jest kochana w tym jak współpracuje, dwa razy dziennie muszę jej tą ranę (czerwono - ropno - mięsną) przemywać Manusanem - kładzie się na plecy, podnosi nogę i tak trochę pojękuje, ale wszystko w pełnej zgodzie - może też trochę jej to przynosi ulgę... niepokojący jest ten nieprzyjemny zapach - jak z "gnijącego bagienka", ale weterynakra powiedziała, że to normalne - szalejące bakterie i ropa daje ten efekt... mam nadzieję, że codzienne zatrzyki z antybiotykiem pomogą
-
tak dziękujemy (ja i Tunia)...