fusse
Members-
Posts
147 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by fusse
-
nie pisałam, bo od dwóch tygodni stan Tuni się z dnia na dzień pogarsza, ma już wodę w płucach, od czterech dni już nie je, dostaje zastrzyki przeciwbólowe, na wodę w płucach i antybiotyk, bo w guzach zrobiła się martwa tkanka i kolejny nowy stan zapalny - który ropieje, Tunia już cały czas bardzo ciężko oddycha i wychodzi tylko na siku... strasznie to wszystko trudne... w poniedziałek będziemy z Dominiką pomagały jej odejść, chyba że zacznie jeść - już tydzień temu myślałam, że to już, ale dominika powiedziała, że jeszcze nie...
-
Tunia oddycha od kilku dni jak sportowiec po biegu... bardzo dużo śpi i bardzo dużo pije wody (z dwie miski dziennie)... a ze spraw w wokół jej życia, to jak wychodzę z nią na spacer zawsze znajdzie, wyszpera jakiś kawałek chleba - śmieję się, że mieszkam teraz z inspektorem śledczym i kolekcjonerem odpadków :) i jak znajdzie taki przysmak wesoło merda kitką i biegnie do drzwi wejściowych, oczywiście pozwalam jej znosić te "cuda", bo ma z tego radość... i kładzie sobie na posłaniu... nie zjada... może po ostatnim razie kiedy coś chapsnęła i potem miała żyganko - powiedziałam do niej - widzisz jak to jest jak się je na mieście? niestety dłuższy spacer ją męczy, więc kółko wokół domu i wracamy, ostatnio zawsze z "łupem" hihi... a najśmieszniejsza jest jak idę z nią do sklepu mięsnego, zostawię ją na chwilę, kupię dla niej mięsko, oczywiście niecierpliwie czeka, jak już wyjdę ze sklepu - to później ciągnie ile sił do domu, merdający ogonek, jakbyśmy z polowania wracały... - bardzo to rozkoszny jej widok i taki radosny...
-
cudownie - przyda się na jedzenie, bo już teraz Tunia wcale nie chce jeść suchego, więc codziennie mięskiem ją karmię - to wcina jak kot ciasteczka z walerianą...
-
dziękujemy Ci...
-
tak masz rację, jest w tym światełko...jest!
-
też nie mogę tego przeboleć, bo jak się okazuje wszystko da radę zorganizować, ale cofnąć czasu już nie można... sprawdzę (te 10 zł) tak? proszę napisz, żebym mogła wpisać w rachunki, co kto wpłaca:)
-
czuję co piszesz... się popłakałam... bo trudne bardzo... ale też tyle przy Tuni teraz doświadczam... i przez te ostatnie tygodnie jak u mnie jest bardzo się zżyłyśmy... wiele - wydaje mi się czytam jej "myśli"... boję się najbardziej jak zacznie cierpieć, a wydaje się, że szybko ta choroba postępuje - dosłownie kilka dni po tym jak zrobiłam drugie prześwietlenie płuc i okazało się, że ma przerzuty, zaczęła ciężej oddychać... więc nie wiem, czy ma jeszcze te parę miesięcy życia... na szczęście mam znajomą, która jest weterynarzem i ze wszystkim dzwonię do niej - i mi tłumaczy... i jesteśmy umówione, że jak będzie z Tunią już źle przyjedzie do mnie to domu i pomożemy Tuńce odejść...
-
od dwóch dni ciężej Tunieczce oddychać, i niestety co jakiś czas ma taki "lekki" praraliż - kilka razy w ciągu dnia, tak nagle podnosi łapkę i widać, że ją strasznie boli, zaczęłam jej podawać steryd, dużo jak tylko mogę - głaskania, no i codziennie dobre mięsko do jedzenia... guzy się podgoiły, ale ciągle taka rana na granicy... kołnierza już jej nie zakładam, raczej pilnuję, żeby nie lizała... bardzo bym chciała, żeby nie cierpiała...
-
Tunia ma nowe przywileje - nocka minęła w łóżeczku ze mną i dugim głaskaniu, od dwóch dni ciężej oddycha, dostała steryd przeciwbólowy - no i tak, głaskanie i spanie obok - nie wiem, czy to jest "wychowawcze", ale w tym momencie to nie ważne:)
-
można powiedzieć, że ją wykradłam - chciałam dzwonić do TOZ - u ale jak pomyślałam, że Mała trafi do schronu, to po prostu pojechałam tam i ją "porwałam" - z domu tego właściciele wyprowadzili się około 6 miesięcy temu, ona tam była sama w budzie... ktoś podobno przynosił co kilka dni jedzenie, ale na tym mrozie...koszmar... no i choroba...
-
mam nadzieję Tunia nie będzie bardzo cierpiała... jest taka kochana, grzeczna i wogóle inny pies niż te kilka tygodni temu jak ją zgarnęłam z mrozu i opuszczenia, ta wdzięczność jej i ta zmiana jest tym, brak słów...
-
dziękujemy - przyda się na jedzenie (dobre), na wizyty lekarza (bo napewno będą potrzebne) i leki przeciwbólowe jak przyjdzie na to czas...
-
:))) zapraszamy, Tunia potrzebuje dużo dobrego jedzonka:)
-
1. mam nadzieję to rozpoznam:) 2. nie mamy transportu, więc chętnie:)
-
też nie chcę, żeby Tunia cierpiała...
-
tak właśnie od wczoraj robimy - dużo dobrego jedzonka i długie pieszczoty na kanapie:)))
-
wiesz, ta całe doświadczenie z Tunią - to w sumie duża lekcja życiowa, to ja mogę powiedzieć, że ona jest dla mnie Aniołem... chyba nie ma przypadków:)
-
dziękujemy, będziemy dzielne:)
-
trzymajcie się - współczuję bardzo, chociaż Tunia ze mną jest chwilę, to już się bardzo do niej przywiązałam... i świadomość, że będzie umierała za chwilę jest okropna (tym bardziej, że miałam nadzieję na happy end dla niej, wyleczenie tych guzów... musimy chyba po prostu to przejść i dać psinkom duuużo ciepła..
-
dziękuję Wam za wsparcie - chyba już trochę oswoiłam sytuację, że ja wiem, a Tunia nie wie, co ją czeka... nie wiem, jak będzie z podjęciem decyzji o eutanazji, ale na razie o tym nie myślę (to za trudne) dzisiaj była u mnie znajoma weterynarka i opowiedziała mi co i jak, i co będzie się działo z Tunią i że ten moment jest dość łatwy do wyczucia, po prostu przestanie już chcieć żyć... Tunia ma jeszcze trzy, cztery miesięcy życia - chcę, żeby było jej dobrze - zmienię jej jedzenie z suchego na dobre puszki z mięskiem + dłuższe spacery i jak będzie ciepło zrobimy sobie jakąś wycieczkę za miasto... będzie dobrze... na razie Tunia w dobrej kondycji, poza tymi guzami, które się już nie paskudzą, ale jeszcze się nie zagoiły do końca..
-
tak w Warszawie, oczywiście, że można - będzie nam miło:)
-
tak masz rację... w sumie jak na nią teraz patrzę i przypominam sobie tą bidę sprzed pięciu tygodni, zastraszoną, bojącą się swojego cienia, zakopującą jedzenie w kocyk... bojącej się każdego człowieka i psa na ulicy, a teraz biega sobie bez strachu na spacerach, śpi na kanapie albo w trzech innych swoich ulubionych miejscach i przede wszystkim nie ma już tego strachu w sobie - no i ma opiekę... guzy to już tak polubiła mieć przemywane, że dzisiaj to długo po jeszcze sama z siebie leżała z nogą do góry, jest taka śmieszna czasami...
-
tak, kupiłam ten balsam - nie ma już ropy, wydaje mi się, że goją się powoli... ciągle jest takie "czerwone mięsko"
-
właśnie dzisiaj po tym prześwietleniu kupiłam jej od razu taką najlepsze puszki z mięskiem (szwajcarskie), lekarz zażartował - no to teraz można jej wszystko... tak będzie miała ciepełko i przytulinkę... to gwarantowane!
-
jeszcze nie umiera, oddycha spokojnie - po prostu trudno mi przyjąć to, że już nie można jej pomóc tak jak myślałam, że będzie można pomóc, tak trudno się z tym pogodzić, że teraz trzeba czekać...