fusse
Members-
Posts
147 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by fusse
-
tak, wiem - że dobrze... ale to była chyba jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu...
-
KOCHANE CIOTECZKI, chciałam Wam bardzo podziękować, bo na początku, zanim się nie zalogowałam na dogomanii byłam trochę przestraszona jak sobie poradzę, wasze wsparcie, to że mogłam pisać, co u Tuni, i zainteresowanie i pomoc finansowa, bardzo mi pomogły... bez Was nawet wolę nie myśleć... zrozumienie... serdeczności.. - przekaże obarczus smyczki, miski i pół worka jedzenia Purina - po Tuni.. dla innego kochanego psiaka potrzebującego wsparcia...
-
i nie wiedziałam, że znam trzeci język:)))
-
... była ze mną od 17 stycznia... zgarnęłam ją w te straszne mrozy, taką biedaczynkę, zalęknioną, bojącą się własnego cienia, to uśmiechnięte zdjęcie jest po prawie dwóch tygodniach u mnie, jak kanapa, łóżko i co tylko chciała było dla niej dozwolone, a przede wszystkim coś tak prostego jak ciepło i opieka - dziękuję Ci Tuniu, dużo mnie nauczyłaś...
-
[quote name='wtatara'] Teraz jestem znów szczęśliwa kochana chociaż Cię poznałam osobiście bardzo mi przypadłaś do serca tak właśnie, ryczę jak bóbr... Tunieczka jest już bardzo szczęśliwa... a jej uśmiechnięte serce mam w swoim, po prostu mała mnie zaczarowała...
-
teraz czytam wasze wszystkie wpisy i płaczę, wczoraj byłam cały dzień z Tunią, nawet nie otwierałam komputera, jestem tak poruszona, że byłyście z nami..
-
Kochane... Tunia odeszła wczoraj kilka minut po 16... w domu, bardzo spokojnie, po pierwszym zastrzyku, na moich rękach (głupi jaś), poszła na kocyk (trochę wymiotowała) i odczekałyśmy 10 minut - przysnęła, potem ją głaskałam, Dominika założyła wenflon i zaczęła robić drugi zastrzyk, bardzo szybko i spokojnie przeszła dalej... - potem Dominika zadzwoniła do służby weterynaryjnej i po godzinie przyjechało dwóch panów, z trumienką i zabrali ciałko Tuni zawinięte w jej różowy kocyk, przez godzinę do przyjzdu panów siedziałam przy Tuńce i jeszcze ją głaskałam, myśląc, że jej maleńka dusza przechodzi do innych psich aniołków i prosiłam, żeby była najszczęśliwsza... i jeżeli będzie wracała na ziemię, tylko do dobrych ludzi... potem byłam chyba cały dzień w szoku, do późna nie mogłam wrócić do domu, chodziłam po mieście... a jak już wróciłam, odczułam taką spokoją ciszę w domu i odczułam ulgę, że Tuńka się już nie męczy, nie cierpi i długo o niej myślałam i dzisiaj też myślę, bo brakuje mi jej i pewnie tak będzie jeszcze przez wiele wiele dni... ale najbardziej teraz czuję głębokoą ulgę, że już się nie męczy, nie łapie nerwowo powietrza, nie wymiotuje, nie czuje bólu... nie byłam w stanie wczoraj pisać... dziękuję Wam wszystkim za wsparcie i myśli -bardzo dziękuję... myślę, że Tunia dostała bardzo dużo, przede wszystkim godne umieranie i śmierć, no i do końca merdała do mnie ogonkiem, nawet już po tygodniu nie jedzenia, więc czuję, że się pokochałyśmy...
-
[quote name='Monika z Katowic']Fusse! Dzisiaj całuj i przytulaj Tunieczkę! I powiedz Jej wszystkie najmilsze słowa świata... że jest najcudowniejszym i naśliczniejszym pieskiem. I że Ją bardzo kochasz. :( :( :( tak jej powiem, zresztą chyba to już wie dobrze... bo mimo bólu i cierpienia jak tylko spojrzę merda do mnie ogonkiem... ale wiem, też że już prosi o spokój i nie chce dalej cierpieć, jednak powiedziała mi! że to już...
-
dziękujemy za pomoc i że tak walczyliśmy o Małą Tunieczkę, mam nadzieję, ona to wszystko czuje i wie...
-
po prostu płaczę, ale nie ma już na co czekać, nie chcę, żeby Tunieczka dalej cierpiała, jutro o 16 z Dominiką pomożemy jej odejść do psich aniołków i już nie będzie cierpienia i choroby, mam nadzieję Tunia czuje te wszystkie przyjazdne dusze, a ja mam poczucie, że chociaż na chwilę udało się Tunieczce odzyskać godność i poczucie bezpieczeństwa i chociaż chciałam więcej dla niej (kolejnych lat życia), cieszę się z tego co się udało, że miała Tunia kilka tygodni wesołych i bezpiecznych... pokochałam tą dziewczynkę bardzo i dlatego chcę, żeby odeszła, bez dalszego cierpienia... i dziękuję jej, że nauczyła mnie wielu rzeczy... i też wam, że tak byłyście i pomagałyście, sama bym nie dała rady...
-
tak, masz rację!
-
tak jej mówię...
-
też tym się pocieszam...chociaż jest mi bardzo :( :( :(
-
ściskam Cię i wiem, co czułam....
-
w pełni ci współczuję, dokładnie wiem, co przeżyłaś, a pewnie jeszcze więcej, Tunia jest ze mną dwa miesiące, ale... więź powstała... i poczucie, że tyle się dzięki niej nauczyłam, bo przecież miałam wahanie, czy ją wyciągnąć z tego piekła w którym była, jak sobie poradzę i tak dalej, a potem wszystko okazało się możliwe i wiem,że dzięki Tuni będę teraz umiała w innych sytuacjach się nie wachać, tylko pomoagać, bo przecież też znajdują się inni ludzie, jak wy kochane cioteczki i koło miłości się toczy... nauczyłam się, że można pomagać i nie jest to takie trudne (jak się wydaje)
-
nie mogę dłużej jej zatrzymywać, bo trudno się zdecydować, nie chcę, żeby się udusiła i dalej tak strasznie męczyła...
-
kochane pomyślcie o nas jutro, bo jutro z Tunią mamy nasz ostatni dzień, posiedzimy na wiosennym powietrzu... a w poniedziałek wieczorem pójdziemy do psich aniołków (postanowione - wystarczy tej męki - nie po to Tuńka do mnie trafiła, żeby umierać w ogromnym cierpieniu, a jej zbolały wzrok już mówi od kilku dni pozwól mi odejść...
-
[quote name='amica']Fusse nawet nie wiesz jak bardzo mi przykro!!!!!!!!!!!!!!! :placz:Ja Cie bardzo dobrze rozumiem, moja Lusia dusiła się "tak jak" Tunia. Pisałaś ze masz życzliwa Panią Wet, która może Ci doradzić co powinnaś zrobic. Ja myślałam że zwariuje patrząc na jej cierpienie i w chwili gdy zaufany lekarz powiedział ze już nie będziemy mogli jej pomoc i ze ona już tylko cierpi, to postanowiłam że muszę stanąć na szczycie miłosci którą razem zbudowałyśmy. Zrobiłam jej jeden taki super dzień, dostała ode mnie wszystkie ulubione smakołyki, lody waniliowe i inne. Duzo jej śpiewałam i opowiadałam jak jej będzie teraz już dobrze i jak bardzo ją kocham i że zawsze przy mnie będzie. Zrobiłaś dla niej więcej niż WSZYSTKO co mogłaś. Jeśli Tunia faktycznie w ogóle nie chce jesc, to być może ona jest zbyt zmęczona i chciałaby spokojnie sobie odpocząć... :( Tak bardzo się spłakałam jak przeczytałam że z sunią jest tak źle, bo wiem jakie to jest straszne widzieć jak ona cierpi i gaśnie Ci w oczach. Porób jej jak najwięcej zdjęć. JA bardzo wierze w to, że moja Lusia sie mną opiekują stojąc po drugiej stronie tęczowego postu i gdy przyjdzie dla mnie pora to wiem, że właśnie ona mnie tam przywita- taka radosna jak wtedy, gdy jeszcze nie chorowała, skacząca, piszcząca i taka szczęśliwa że mnie widzi. Znów taka moja. Jestem z Wami .... <>< wiesz, Tunia już tak kiepsko reaguje (kontaktuje), wszystko sprawia jej trudność... nie je, ma taki smutek w oczach, oddycha z ogromną trudnością, w sumie nie powinnam już zwlekać, ale jeszcze pomyślałam, że dam jej pierwszy dzień wiosny i taki przyjemny dzień... chyba nie zrobię jej zdjęć, wolę ją zapamiętać jak znosi chlebki do domu, merda wesoło ogonkiem i szybko do mnie biegnie jak jakich pies się zbliża, żeby na niego warczeć i zaznaczać swój teren albo innego dnia bawić się ze wszystkimi psami, bo taki jest nastrój... wolę ją taką zapamiętać, niż teraz zbolałą i ledwo stojącą na nogach... wiesz najtrudiejsze jest to, że to tak szybko poszło... zanim te pięć dni temu przestała jeść, już tydzień temu się zastanawiałam czy to jest ten moment - bo oddychanie jest taką mordęgą dla niej, ale nie podjęłam takiej decyzji, bo jeszcze jadła, te cztery dni emu zwymoiotowała czymś żółtym i od tego czasu nie chce jeść - i patrzenie na nią i na jej duszenie się - co wiesz najlepiej jest tak bolesne, że prawie doprowadza do szału i jest w człowieku taka niemożność i bezradność....
-
tak bardzo trudne, nie wiedziałam, że aż tak... też się pocieszam tym, że chociaż miała dwa miesiące takie jak powinna mieć zawsze...
-
to jest, nie do opisania... i najtrudniejsze podjąć tą decyzję... ona teraz walczy o każdy oddech i tak od rana do rana, cały czas sobie powtarzam, że jak już przestanie merdać ogonkiem (a ciąge merda), dzisiaj piąty dzień jak nie je, kupiłam jej jedzenie sheba dla kotów (dobre mięsko) i aromatyczne i tuńczyka - też nie chce, wczoraj jeszcze zjadła kawałek ciastka, a poddtykam jej różne rzeczy, które lubiła i już odmawia... biorę ją więc i kładę sobie na brzuchu jak niemowlaka i tak ją głaszczę i wtedy nawet przysypia, strasznie mi będzie w poniedziałek, ale nie chcę żeby się męczyła, dusiła i cierpiała...
-
tak już jest od trzech tygodni, a teraz Tunia nie je i już nie chce na spacery wychodzić... no i najgorsze jest to, że się dusi z tym oddychaniem...
-
dziękujemy ubocze - dziękuję, że jesteście i myślicie, zawsze lepiej...
-
tak jest źle - i strasznie szybko to poszło, strasznie - od trzech tygodni ciężej oddycha, mi też chce się płakać, codziennie od tych trzech tygodni...
-
dotarło dziękujemy, przyda się - są wydatki konieczne, Tunia umierająca, przepraszam was jeszcze raz, że nie pisałam, za trudne to, Tuńka się dusi i z dnia na dzień coraz bardziej męczy... nie umiem podjąć tej decyzji, bo ciągle mi się wydaje, że jeszcze dzień i jeszcze dzień, teraz postanowiłam, że po niedzieli, chyba że Tunia zaczenie jeść, cztery dni już nie je
-
przepraszam was, nie miałam siły opisywać co się dzieje, jest źle i bardzo trudno, Tunia umiera...