Do tego wątku dotarłam pamiętnego dla mnie dnia 20.01 br. Wciągnęła mnie przejmująca i wzruszająca historia Fiony. Przede wszystkim urzekła mnie niestrudzona walka dziewczyn o życie i zdrowie psiny. Wszystko u was działa jak w przysłowiowym zegarku. Mozolna, ale skuteczna, walka o środki finansowe i racjonalne ich wykorzystanie jest godne podziwu, tak powinny funkcjonować przedsiębiorstwa, a życie w naszym kraju byłoby znacznie lepsze. Później ten wspaniały okres w nowym domu, udokumentowany cudnymi zdjęciami. Wszystko przegląda się jednym tchem, aż naraz dramat. Chaotycznie przeskakiwałam z postu na post by doszukać się choć odrobiny dobrych wieści. Zdeterminowana, dzięki uprzejmości jednej z forumowiczek, dotarłam do Fioneczki z myślą,że wskażę jej naprawdę godne miejsce gdzie można psa leczyć , a na pewno prawidłowo zdiagnozować. Niestety miejsce to należy do dość drogich, bo znajduje się w Niemczech, ale z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić,że za kwotę wyłożoną na leczenie Fionki tu w kraju , tam by była zdiagnozowana w ciągu tygodnia i kto wie być może wyleczona. Niestety pojawiłam się zbyt późno. Piszę to wszystko bo jestem pod wielkim wrażeniem całej tej historii. Na własnej skórze poznałam powierzchowność pracy weterynarzy. Wiem co to znaczy bezradność w takich sytuacjach. Jednak miałam szczęście trafić na podatny grunt i tragiczną historię mojego pieska zakończyć sukcesem. Asia wówczas nie miała tego szczęścia. Robili wszystko co mogli,pukali do wszystkich możliwych drzwi, ale to była walka z wiatrakami, bicie grochem o ścianę. Brak doświadczenia i zaplecza technicznego naszych lekarzy to jest przyczyna tego finału.
Bardzo, bardzo współczuję Tobie Asiu i Twojej Rodzinie. Jesteście Wielcy! A Fiona, mimo że poznałam ją wirtualnie cztery dni temu jest również w moim sercu.
Gorąco Was wszystkich pozdrawiam.